Выбрать главу

Sabrina i Givon weszli do eleganckiego salonu, z którego trzech wielkich okien roztaczał się piękny widok na pustynię. Ozdobna mozaika przedstawiała pędzących przez piaski rabusiów z wysoko uniesionymi szablami.

Salon wchodził w skład apartamentu przeznaczonego dla króla. Wśród eleganckich mebli poustawiano postumenty, na których zostały wyeksponowane drogocenne przedmioty wybrane w skarbcu przez Sabrinę.

Givon od razu wypatrzył małą złotą figurkę przedstawiającą konia. Wziął ją do ręki, odwrócił spodem do góry i popatrzył na Sabrinę.

– Chcieliście mnie w ten sposób uhonorować czy ze mnie zakpić?

– Byłam ciekawa, czy rozpoznasz przedmioty należące do dziedzictwa twojego narodu.

– W moim ogrodzie stoi odlana w brązie kopia tej rzeźby w naturalnych wymiarach.

– Dzięki temu łatwiej ją rozpoznałeś. – Speszyła się, bo to, co wcześniej wydawało się doskonałym pomysłem, nagle przestało się jej podobać. – Nie chciałam z ciebie zakpić… naprawdę.

Król uśmiechnął się.

– Co w takim razie chciałaś osiągnąć?

– Usiłowałam zwrócić twoją uwagę.

– Tak jak przez całe swoje życie chciał to zrobić mój syn? – Odstawił figurkę na miejsce.

– Naprawdę mi przykro. – Sabrina podeszła do Givona. – Cała ta sytuacja i tak jest wystarczająco trudna. Nie zamierzałam jej dodatkowo komplikować.

– Zawsze uważałem, że to miasto jest jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi. Tajemnicza kraina ukryta przed światem pośrodku pustyni. – Spojrzał przez okno. – Jak dużo wiesz o tej historii?

– Cala powiedziała mi, co się wydarzyło, ale bez żadnych szczegółów. Tylko wy znacie całą prawdę.

– Tak, tylko my.

Givon mimo swoich lat, mimo przyprószonych siwizną włosów i zmarszczek, nie wyglądał na starego człowieka. Sabrina czuła bijącą od niego energię, uznała też, że jest atrakcyjny.

Podszedł do wiszącej na ścianie tapiserii przedstawiającej scenę, na której król El Baharu zostaje obdarowany kilkoma niewolnicami.

– Wszystko to wydarzyło się bardzo dawno temu – powiedział na poły do siebie.

– Tak, bardzo dawno. – W pierwszej chwili pomyślała, że król mówi o scenie uwidocznionej na tapiserii.

– Musiałem dokonać wyboru – ciągnął Givon, wpatrując się w drobne, precyzyjne ściegi. – Trudnego wyboru. Żaden człowiek nie powinien być zmuszany do takich decyzji. – Popatrzył z bólem na Sabrinę. – Czy Kardal jest na mnie bardzo zły?

– O tym musisz sam z nim porozmawiać.

– Porozmawiam, oczywiście, że tak. Ale dzięki za informację, bo udzieliłaś mi jej, unikając odpowiedzi. A więc Kardal jest na mnie wściekły. Nie mogę go winić o to, że czuje się porzucony. Z jego perspektywy tak to wygląda. Nigdy go nie uznałem ani nie zaistniałem w jego życiu. Były ku temu powody, ale czy teraz mają one jakiekolwiek znaczenie?

– Nie mają – spontanicznie powiedziała Sabrina. – Dla dzieci takie powody są nieważne. Dla nich liczy się tylko postępowanie rodziców. Jeśli czują się odrzucone przez ojca czy matkę, doznają ogromnej krzywdy. Wiedzą, że zostały zdradzone, albo, co gorsza, winy szukają w sobie. Myślą, że nie zasłużyły na miłość.

Givon uważnie spojrzał na Sabrinę. Mimo że stała wyprostowana, z uniesioną wysoko głową, ta manifestacja dumy go nie zwiodła. Znał historię jej życia i wiedział, że mówiła nie tylko w imieniu Kardala.

– Zachowywałem się jak głupiec. – Ujął ją za rękę. – Trochę dlatego, że żądanie Cali, bym nigdy nie próbował spotykać ani z nią, ani z jej synem, obraziło mnie. A trochę dlatego, że tak mi było łatwiej. Lecz bardzo cierpiałem, choć nikt o tym nie wiedział. Gdybym wtedy uznał Kardala, padłoby wiele pytań, na które nie chciałem odpowiadać. – Mocno ścisnął dłoń Sabriny i puścił ją. – Wybrałem prostszą drogę, a to nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie powinienem był składać Cali takiej obietnicy, a jeśli już, to tak jak początkowo zamierzałem, nie wolno mi było jej dotrzymywać. Kardal był ważniejszy niż królewskie słowo. – Opadł na kanapę. Sabrina usiadła obok niego.

– Ciągle jeszcze nie jest za późno. Zrozumienie prawdy to pierwszy krok do naprawienia zła.

– Tego nigdy nie da się naprawić.

– Może jednak być lepiej, niż jest teraz. – Sabrina pochyliła się ku niemu. – Czyż nie przyjechałeś tu po to, żeby pogodzić się ze swoją przeszłością?

Givon długo milczał.

– Przyjechałem tu, bo już dłużej nie byłem w stanie trzymać się z daleka. Ból, jaki sprawiała mi rozłąka, stał się nie do zniesienia. Musiałem się w końcu dowiedzieć, czy dadzą mi drugą szansę. – Wzruszył ramionami. – Oboje.

– A więc liczysz również na przebaczenie Cali? – Mimo gorącego powitania, nie wiedziała, czy po tylu latach płomień miłości może na nowo rozgorzeć. A jeśli tak? Ta myśl zdała się jej cudowna.

– Uważasz, że jestem za stary? – spytał z uśmiechem.

– Ależ nie. Cóż, dochodzę do wniosku, że będzie tu bardzo ciekawie.

– Kardal nigdy się na to nie zgodzi.

– Na początku na pewno nie będzie zachwycony, lecz decyzja nie będzie należała do niego. Jego matka potrafi być równie uparta jak on.

– Opowiedz mi o Kardalu. Jaki on jest?

Sabrina wzięła głęboki wdech.

– Musisz sam go poznać. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jest wspaniałym mężczyzną. Będziesz dumny ze swojego syna.

– Niestety, nie mam prawa do takiej dumy. Nie miałem przecież żadnego wpływu na jego wychowanie. Powiedz mi, czy Kardal jest dobrym przywódcą? Czy jest szanowany przez swoich poddanych?

– Tak, jak najbardziej. Lubi wyzwania, nie uchyla się przed trudnymi decyzjami. Jest silny, ale sprawiedliwy. Słyszałeś o projekcie utworzenia wraz Bahanią wspólnych sił powietrznych?

– Oczywiście, i mam zamiar do niego przystąpić. Nie tylko włączymy się finansowo, ale zbudujemy na naszym terenie bazy lotnicze. – Dotknął złotych bransolet na nadgarstkach Sabriny. – Wygląda na to, że okoliczności, które towarzyszyły waszemu spotkaniu, były niezwykłe.

Najpierw wybuchnęła śmiechem, a potem opowiedziała, jak wybrała się na pustynię, by znaleźć legendarną krainę, no i wpadła w tarapaty.

– Przywiózł mnie tutaj, więc jednak odnalazłam Miasto Złodziei.

– Znacie się tak krótko, a wydaje się, że doskonale go rozumiesz.

– Robię, co mogę. Pod pewnymi względami wydajemy się dla siebie stworzeni, ale w niektórych sprawach doprowadzamy się do szału.

– Aha… – Givon pokiwał ze zrozumieniem głową, co zażenowało Sabrinę.

– To nie jest tak, jak sądzisz. – Starała się nie myśleć o pocałunkach Kardala. – Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie przestrzega się tu zbyt rygorystycznie dworskiego ceremoniału, jest więc okazja, by porozmawiać, poznać się i zrozumieć.

– Czy on wie, co do niego czujesz? Czy Kardal wie, co kryje się w twoim sercu?

– Zapewniam cię, że nie ma o czym mówić. – Ze wszystkich sił starała się ukryć zakłopotanie.

– Ach, więc nawet sama przed sobą jeszcze się do tego nie przyznałaś.

– Nie mam się do czego przyznawać.

A nawet gdyby miała, to i tak to się nie liczyło. Jej przeznaczenie czekało na nią gdzie indziej, a Książę Złodziei nie był jej pisany.

Sabrina zostawiła króla Givona w jego komnatach. Nie miała jednak ochoty wracać do swojej sypialni. Zbyt wiele rzeczy musiała przemyśleć. Zbyt wiele rozważyć.

Po raz setny powiedziała sobie, że król nie ma racji, mówiąc o jej uczuciach do Kardala. Był przyjacielem, nikim innym. Musi sobie to powtarzać co chwilę, bo inaczej zwariuje.

Nogi same zaniosły ją do salki z widokiem na ogród. Wiosna miała się już ku końcowi. Nadchodziło lato i ogrodnicy porozwieszali duże, płócienne płachty chroniące delikatne rośliny przed palącymi promieniami pustynnego słońca.