Выбрать главу

Podeszła do okna. Pomyślała o spoczywających w podziemiach skarbach i o tym, jak wspaniały był zamek Kardala. W Mieście Złodziei ciągle było jeszcze tyle do obejrzenia, tyle rzeczy, które chciałaby zrozumieć. Wystarczyłoby tego na całe życie.

Lecz miała przed sobą zaledwie kilka krótkich tygodni, a potem wyjedzie stąd i nigdy więcej nie wróci. Ile czasu minie, zanim ojciec zacznie nalegać, by wróciła do domu? Jak długo uda się jej odwlekać chwilę, kiedy będzie musiała złożyć przysięgę księciu trolli? Ile jeszcze dni dane jej będzie spędzić w Mieście Złodziei?

Ale nie miasta będzie jej żal. Intrygowało ją, rozbudzało wyobraźnię, ale bez niego można żyć. Musiała w końcu pogodzić się z prawdą. Dobrze wiedziała, że będzie jej brakowało mężczyzny, który był sercem tego miejsca. Mężczyzny, który ukradł jej własne serce.

Sabrina zakochała się w Księciu Złodziei.

Nawet nie zauważyła, że pocierając palcem o starą, grubą szybę, skaleczyła się. Kropelka krwi dziwnie przypominała łzę… Sabrina starła ją, jakby mogła w ten sposób wymazać odkrytą właśnie prawdę. Zakochała się w mężczyźnie, z którym musi się na zawsze rozstać. Wiedziała, że nawet gdyby pojechała do ojca i wyznała mu swoje uczucia, to i tak niczego to nie zmieni. Król Hassan nie wzruszy się ani trochę. Sam dwa razy zawierał małżeństwa dyktowane dobrem kraju i od córki oczekiwał podobnego podejścia do obowiązków księżniczki. Może miałaby jakąś szansę, gdyby jej los nie był mu obojętny. Ale ojca nie obchodziło, czy będzie szczęśliwa.

A gdyby poszła do Kardala i wyznać mu swoje uczucia? Skoro się w nim zakochała, to być może jemu też na niej zależy. Mogliby razem uciec i…

No właśnie. Już o tym kiedyś myślała. Kardal należał do Miasta Złodziei, bez niego stanie się człowiekiem nieszczęśliwym. Nie może tego od niego żądać.

Kardal musi zostać tutaj, bo tu jest jego miejsce. Ona zaś wróci do Bahanii i poślubi kogoś innego, kogoś, kto nigdy nie zdobędzie jej serca. Oddała bowiem już swoje serce innemu mężczyźnie.

ROZDZIAŁ 13

– Tutaj zaczyna się strefa bezpieczeństwa. – Kardal, mimo ogromnego zdenerwowania, starał się, by jego głos brzmiał swobodnie.

Było popołudnie następnego dnia po przyjeździe Givona, Kardal miał więc za sobą już dwadzieścia cztery godziny unikania ojca. Nie zawsze jednak mógł się wykręcić i czasami musiał mu dotrzymywać towarzystwa. W takich chwilach dbał jednak, żeby nie pozostawać z Givonem sam na sam, teraz jednak znalazł się w pułapce.

Po obiedzie Sabrina i Cala szybko się ulotniły, twierdząc, że mają nadzwyczaj ważne spotkanie. Opuścił go nawet Rafe, który z kolei musiał wziąć udział w niesłychanie ważnym zebraniu personelu. Kardal oczywiście wiedział, że padł ofiarą spisku, ale nic nie mógł na to poradzić. Zaprosił więc ojca do centrum dowodzenia.

– Korzystamy z zaawansowanych technologii – powiedział, przechodząc przez szerokie szklane drzwi, które rozsunęły się przed nimi bez najlżejszego szmeru. Kiedy obaj znaleźli się po drugiej stronie, zamknęły się, a oni usłyszeli cichy klik uruchamiających się automatycznie zamków. – Jak widzisz – ciągnął Kardal, wskazując na otaczające ich ze wszystkich stron szklane ściany – znaleźliśmy się w pułapce. Te szyby są kuloodporne i wytrzymają nawet niezbyt silną eksplozję. Gdybyśmy próbowali dostać się do centrum dowodzenia bez pozwolenia, pełniący wartę strażnicy znaleźliby się tutaj w ciągu trzydziestu sekund. W tym czasie, aby uniemożliwić nam jakieś wrogie działania, w powietrzu, którym tu oddychamy, zostałby rozpylony nieszkodliwy środek usypiający. – Wskazał na wystające z sufitu dysze.

Givon rozglądał się po szklanej pułapce.

– Robi wrażenie. – Popatrzył na syna. – Masz zamiar mnie uśpić?

Kardal udał, że nie usłyszał ani żartobliwego tonu, jakim Givon zadał pytanie, ani w ogóle samego pytania.

– Mechanizm otwierający drzwi sprawdza linie papilarne kciuka i skanuje siatkówkę oka. Jeśli dane zgadzają się z danymi wprowadzonymi do systemu, drzwi zostaną otwarte. – Kardal zbliżył się do nich, po czym dotknął palcem czytnika i spojrzał w skaner. Po kilku sekundach wewnętrzne drzwi otworzyły się i obaj mężczyźni znaleźli się w samym sercu centrum dowodzenia, najbardziej strzeżonego miejsca w mieście.

Ściany ogromnego pomieszczenia pokryte były ekranami. Zdalnie sterowane kamery przekazywały obraz każdego szybu naftowego znajdującego się w El Baharze i Bahanii.

– Tutaj są gromadzone wszystkie informacje. – Kardal wskazał rząd monitorów. – Stąd sterujemy przepływem ropy, obserwujemy, jak przebiega proces wydobycia i czy nie doszło do awarii urządzeń wydobywczych. Jeżeli cokolwiek się dzieje, natychmiast informujemy o tym odpowiednie służby. – Kardal wskazał na oddzielną grupę monitorów. – Tutaj zaś zobaczymy w podczerwieni każdego, kto naruszy nasze terytorium.

Givon podszedł do ekranów telewizyjnych i przyglądał się widocznej na jednym z nich grupie nomadów. Mężczyźni jechali na wielbłądach i sprawiali wrażenie, jakby w ogóle nie zauważyli znajdującego się za ich plecami ogromnego szybu naftowego.

– Czy to straż wewnętrzna?

– Takie oddziały regularnie patrolują pustynię. Używamy również helikopterów, ale to nie wystarcza. Teren, którego musimy pilnować, jest za duży, a ci, którzy chcieliby nam przysporzyć kłopotów, posługują się coraz bardziej wyrafinowanym sprzętem, dlatego również musimy iść z postępem.

Givon obchodził ogromną salę wypełnioną monitorami i komputerami. Czasem przystawał, aby porozmawiać z obsługującymi sprzęt technikami. Kardal stał w miejscu, obserwując swojego ojca. Pragnął, by ta wizyta jak najszybciej dobiegła końca. Był spięty i skrępowany. Nie znosił tego uczucia, a przebywając w pobliżu króla Givona, tak właśnie się czuł. Dopóki rozmawiali o polityce i gospodarce, jakoś sobie radził, ale kiedy temat się wyczerpywał, zupełnie nie wiedział, co powiedzieć.

Wyobrażał sobie, że ojciec będzie bardziej szorstki i arogancki, lecz ku jego zdziwieniu okazał się człowiekiem kulturalnym i rozważnym. Nie uważał się za wyrocznię i wcale nie upierał się przy nieomylności własnych sądów i opinii.

Givon z uśmiechem podszedł do Kardala.

– Stworzyłeś coś zupełnie niezwykłego. W unikalny sposób połączyłeś najnowszą technologię z tradycyjnymi metodami, co dało system bezpieczeństwa z prawdziwego zdarzenia.

Gdy przeszli do sali konferencyjnej i zasiedli za stołem, Kardal powiedział:

– Miasto Złodziei zapewnia ochronę pól naftowych należących do El Baharu i Bahanii, a w zamian za to otrzymuje procent od zysków ze sprzedaży ropy. W naszym więc interesie leży, by nie dochodziło do żadnych incydentów zakłócających wydobycie.

– Zgadzam się z tobą. Wiesz jednak, że są różne stopnie doskonałości, a ty wspiąłeś się na sam szczyt.

Kardal zastanawiał się, czy to, co usłyszał w głosie Givona, naprawdę było dumą. Zrobiło mu się przyjemnie, a jednocześnie poczuł się zirytowany.

– Po prosu się staram jak mogę i mam dobrych współpracowników.

– Nie bądź taki skromny. Jesteś urodzonym przywódcą.

– Chcesz powiedzieć, że to po tobie? – warknął Kardal, zanim zdołał się powstrzymać.

– Kiedy byłeś małym chłopcem, wychowywał cię twój dziadek, a teraz jesteś po prostu sobą. Uważam, że całą zasługę za to, kim się stałeś, należy podzielić między ciebie i niego. – Givon przerwał na chwilę. – Wszystko, co ewentualnie odziedziczyłeś po mnie, z łatwością mogło przepaść bez śladu. W najmniejszym stopniu nie przypisuję sobie zasługi za twój sukces, a jednak czuję się dumny. Każdy ojciec ma do tego prawo. Nawet tak kiepski ojciec jak ja.