– Dlaczego więc Sabrina od ciebie uciekła? – zapytał Givon.
– Bo jako kobieta czasami popada w histerię.
– Można by więc uznać, że będzie ci lepiej bez tej histeryczki.
Nie, nie można by, pomyślał ponuro Kardal. Zamek bez Sabriny stał się przerażająco pusty. Życie bez niej straciło blask… a może nawet sens.
– Znajdę ją – oświadczył z uporem.
– Powodzenia. – Rafe był szczerze rozbawiony. – Słyszałem jakieś plotki o sekretnym domu Givona. Podobno jest to mała wysepka na Oceanie Indyjskim. Próbowałeś kiedyś znaleźć wysepkę na oceanie?
Nim Kardal zdołał odpowiedzieć, w drzwiach pojawił się jego sekretarz.
– Przepraszam, że przeszkadzam. – Bilal był wyraźnie zakłopotany. – Ale przed chwilą przyleciał król Hassan, by sprawdzić, czy jego córka, księżniczka Sabra, ma u nas odpowiednie warunki i czy jest dobrze traktowana.
ROZDZIAŁ 15
Po chwili do gabinetu Kardala wpadł król Hassan. Mimo że nie był wysoki, biła od niego siła i pewność siebie, jaką dały mu lata sprawowania władzy.
– Słyszałem, że jej tu nie ma. – Skinął głową Givonowi, potem podszedł do Kardala i utkwił w nim nieruchome spojrzenie. – Powierzyłem twojej opiece moją córkę. Zaufałem ci. Gdzie ona teraz jest?
– Sabrina jest bezpieczna – powiedział spokojnie Givon. – Przed chwilą, wraz z matką Kardala, odleciała stąd moim helikopterem.
– Dlaczego? Dokąd poleciały? – Hassan zmarszczył brwi.
– Też chciałbym to wiedzieć – warknął Kardal. Jego wściekłość jeszcze wzrosła, bo wizyta ojca Sabriny była mu wybitnie nie na rękę.
– Są w drodze na moją prywatną wyspę – spokojnie wyjaśnił Givon.
– Co się tu dzieje? – Hassan wcale nie był spokojny. – A ty, Givon, co robisz w Mieście Złodziei?
– Przyleciałem odwiedzić syna.
– Nie wiedziałem, że go uznałeś.
– Robię to właśnie teraz.
– W samą porę – ironicznie skomentował Hassan. Kardal spojrzał na niego wrogo.
– Nie masz prawa pouczać innych o ojcowskich obowiązkach. Może lepiej nam opowiesz, jak przez całe życie zaniedbywałeś swoją córkę.
– Zapominasz się – warknął Hassan.
– Czyżby? – Kardal zmrużył oczy. – Twoja córka jest piękną, inteligentną kobietą, uznałeś jednak, że jest taka jak jej matka i wcale nie starałeś się jej poznać. Nie wiesz, że Sabrina jest najpiękniejszym kwiatem w twoim królewskim rodzie. Jednak nie obchodziła cię zupełnie, zajmowałeś się tylko synami, bo tak ci było łatwiej.
– Nie mogę odmówić racji twoim słowom. – Givon skinął głową. – Lecz Sabrina, jak sam stwierdziłeś, wyrosła na wspaniałą kobietę. Podobnie ty, pozbawiony ojcowskiej troski i opieki, stałeś się dobrym i silnym przywódcą.
– Co z tego? Jako ojciec postąpiłeś źle – powiedział Kardal.
– To prawda, lecz wybór, którego dokonałem, da się w pewnym stopniu usprawiedliwić. Miałeś mądrą matkę, która cię kochała i z pomocą dziadka potrafiła cię wychować. Mogłem opuścić El Bahar i zamieszkać w Mieście Złodziei, ale moje dzieci musiałyby tam pozostać, a to by oznaczało rozłąkę. Zostałyby same. Nie miały już matki, byłyby więc wychowywane przez obcych ludzi.
Kardal nie chciał dostrzec wagi argumentów Givona.
– A co z Calą? Czy kiedykolwiek pomyślałeś o niej?
– Nie było dnia, żebym o niej nie myślał. Pragnąłem być z wami. Teraz nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia, ale taka jest prawda.
Ze słów Givona bił tak głęboki smutek, że Kardal niemal zapomniał o złości, którą do niego czuł.
– Pięknie. – Hassan machnął ręką. – Teraz już możecie zapomnieć o przeszłości i zostać przyjaciółmi. Czy jednak wreszcie ktoś odpowie mi na pytanie, gdzie jest Sabrina?
– Twoja córka uciekła, a Givon nie chce powiedzieć dokąd – powiedział wypranym ze wszelkich emocji głosem Kardal.
– Pomijasz najciekawsze fragmenty całej historii. – Givon uśmiechnął się leciutko.
– To znaczy? – Kardal poczuł się dziwnie niezręcznie.
– Powiedz królowi Hassanowi, że Sabrina się w tobie zakochała – włączył się Rafe. – Opowiedz też o tym popołudniu, kiedy…
– Później się tobą zajmę. – Kardal spojrzał ze złością na Rafe'a, ten jednak tylko wzruszył ramionami.
Natomiast Hassan wprost trząsł się z furii. Dojrzewało w nim marzenie okrutnej zemsty godnej jego wojowniczych przodków.
– O jakim popołudniu? – zapytał lodowatym głosem.
– Pamiętaj, że jestem narzeczonym twojej córki -stwierdził Kardal. – Sam powiedziałeś, że nie ręczysz za jej dziewictwo.
– A ty powiedziałeś, że nie dotknął jej żaden mężczyzna. Przed tobą. Wtedy myślałem, że blefujesz, igrasz ze mną i chcesz zwrócić moją uwagę.
Kardal wziął głęboki wdech.
– Liczy się tylko to, że Sabrina i ja natychmiast się pobieramy. Dzisiaj po południu będzie moja. – Wyprostował się dumnie.
Hassan rzucił się na niedoszłego zięcia, lecz Givon i Rafe zdołali go powstrzymać. Kardal nakazał ruchem ręki, by zostawili króla Bahanii, i zadał mu pytanie:
– Co chcesz ze mną zrobić?
– Każę cię ściąć! – krzyknął Hassan. – Albo lepiej każę cię wykastrować. Staniesz się żałosnym eunuchem, nigdy już nie będziesz z kobietą.
– Nie rozumiem, czemu chcesz to zrobić. Przecież nie zależy ci na córce.
– Dotykając księżniczki Sabry, popełniłeś błąd – po chwili milczenia stwierdził Hassan.
– Masz rację, ale chcę to naprawić i ożenić się z nią.
– Tyle że właśnie od kwestii ślubu zaczęła się cała ta awantura. – Rafe spojrzał na króla Hassana. – Szkopuł w tym, że Sabrina wcale nie chce za niego wyjść.
– Jak to nie chce? – zdziwił się Hassan. – Dlaczego miałaby go odrzucić?
– Kobiece fanaberie – mruknął Kardal lekceważąco, choć czuł się bardzo niepewnie. Mógł natychmiast ożenić się z Sabriną, bo w wypadku małżeństwa kontraktowego jej obecność na ślubie nie była konieczna. Krótka ceremonia i po sprawie. Z każdą inną kobietą Kardal by tak postąpił, ale nie z Sabriną. Dotąd, na mocy matrymonialnej umowy z Hassanem, czuł się jej właścicielem. Teraz jednak, choć bardzo chciał, by została jego żoną, mógł to zrobić tylko wtedy, gdy i ona tego zechce.
– Problem w tym, że ona go kocha, a on jej nie. Dlatego wyjechała – powiedział Rafe, dopisując do swej listy kolejne przewinienie.
– Miłość! – Hassan zamachał rękami. – Ach, te kobiety. Dla nich miłość jest całym światem, wszystkim, co się liczy w życiu.
– I mają rację – powiedział Givon. – Trzydzieści jeden lat temu wybrałem obowiązek, poświęcając miłość. Nie żałowałem tej decyzji, bo lepszej nie było, a jednak znienawidziłem wszystko, co z niej wynikało.
Kardalowi trudno było zrozumieć Givona. Uważał, że kobiety powinny kochać swych mężów, bo wtedy życie jest milsze, natomiast mężczyźni powinni szanować swe żony, dobrze je traktować i zapewnić rodzime dobrobyt. Ale miłość?
Givon twierdził, że nigdy nie przestał kochać Cali. Kardal popatrzył na ojca.
– Dlaczego kochałeś moją matkę?
Givon uśmiechnął się.
– Powtórzę za twoim przyszłym teściem: Cala była dla mnie wszystkim, całym moim światem. Łączyła nas namiętność, ale nie tylko. Między nami było coś więcej, co można nazwać zbrataniem dusz. Nikt nie rozumiał mnie lepiej niż ona i ja nie rozumiałem nikogo lepiej od niej. Wierzyłem jej i ufałem całym moim sercem.
– To wszystko bardzo piękne, ale przecież mężczyźni nie kochają – stwierdził zniecierpliwiony Kardal.
– Może masz rację. – Givon pokiwał głową. – Może będziesz zadowolony, mimo że w twoim życiu nie będzie Sabriny.