– Ja założę dla ciebie robaka – uśmiechnął się Jo. – I rybę też zdejmę, gdyby przypadkiem udało ci się coś złowić. No dobrze, ruszajmy już.
Szli ostrożnie, jakby chcieli się obronić przed ciemnym olbrzymem obok.
Morten powiedział w zamyśleniu:
– Wiecie co, zastanawiałem się nad tym facetem, którego spotkała Liv na śniegu. Wczoraj, już o zmroku, kiedy przedzieraliśmy się przez te przeklęte zarośla, w pewnym momencie odwróciłem się za siebie i wtedy wydawało mi się, że ktoś skrada się naszym śladem. Przyjrzałem się uważnie, ale nic konkretnego ani nikogo nie zobaczyłem. Myślałem, że to może jakieś zwierzę. Ale może to jednak człowiek, który za nami idzie, chociaż chce pozostać w ukryciu?
Serce Liv zabiło mocno. Poczuła jakiś niewyjaśniony lęk. Przypomniała sobie szelesty w lesie na początku wyprawy, a potem ptaki, które nie zwracały na nich uwagi w dolinie pełnej górskich kryształów, ale najwyraźniej zaatakowały kogoś na płaskowyżu ponad nimi…
– Tajemnicza sprawa – powiedział Finn.
– Ja tam niczego nie zauważyłem – oznajmił Harald.
Jo milczał pogrążony w myślach.
Zostawili groźny masyw za sobą i odetchnęli z ulgą. Pokrywa chmur nie była już taka gęsta i ukazało się więcej gór, dalekich i bliższych, a szczyty wszystkich tonęły w ciemnych obłokach. Teren znowu zaczynał się wznosić. Wokół w niskiej trawie pełno było rozrzuconych kamieni i nagle po obu stronach szlaku, którym szli, zobaczyli wysokie ściany. Droga stawała się coraz węższa i coraz trudniej było coś przed sobą rozróżnić, wkrótce trawa się skończyła i znaleźli się w ciasnej skalnej rozpadlinie.
Głosy idących dźwięczały głucho pomiędzy stromymi skałami.
– Na jakiej wysokości teraz jesteśmy? – chciała wiedzieć Liv.
– Jakieś tysiąc sześćset metrów – odparł Jo.
– To tak, jakbyśmy weszli na prawdziwy, i to dosyć wysoki szczyt?
– No, można tak powiedzieć. Szkoda, że trafiła nam się taka marna widoczność. Ale, niestety, w górach często tak bywa. Kiedy pierwszy raz przedzierałem się przez Jotunheim, to potem musiałem kupić sobie widokówki, żeby zobaczyć, jak wyglądają tereny, przez które jechałem.
– Masz terenowy samochód?
– Oczywiście. Teraz też miałem go wziąć, ale pożyczyłem rodzicom na zagraniczną wycieczkę. A poza tym chciałem wykorzystać szansę odbycia prawdziwej górskiej wyprawy. I wcale nie żałuję. No, tutaj zaczniemy chyba nareszcie schodzić w dół.
Skalny tunel się skończył, mieli przed sobą niewielką ciemną dolinę ze wszystkich stron otoczoną wysokimi górami o białych ośnieżonych szczytach. Przez dolinę płynęła nieduża rzeczka, kierowała się w dół ku jedynemu wyjściu z tej ukrytej twierdzy, stworzonej przez naturę.
Finn zbiegł na brzeg.
– Chodźcie tu z wędkami! Jo, ja chcę złowić pierwszą rybę!
– To chyba najpierw powinieneś znaleźć jakiegoś robaka!
Podczas gdy chłopcy szukali w ziemi robaków, a Jo przygotowywał prymitywne wędziska z gałęzi, Liv i Harald spacerowali nad brzegiem wody.
– Chyba nie zapomniałaś o danej mi obietnicy, Liv? – zapytał Harald. – Ze pokażesz mi w Månedalen miejsca, o których mi tyle opowiadałaś. To miała być jakaś dziwna dziura w kamieniu czy coś w tym rodzaju, tak?
– Oczywiście, że ci pokażę, ale nie zaraz pierwszego dnia. Muszę się najpierw wyspać. I przecież nie mogę tylko przywitać się z tatą i natychmiast znowu go zostawić.
– Ale ja w gruncie rzeczy nie powinienem się zatrzymywać u was. Muszę zaraz ruszać dalej. A może pójdziemy tam, zanim spotkasz się z tatą? Myślę, że tak zrobimy, tak będzie najlepiej!
Liv zwlekała z odpowiedzią.
– Nie, Harald. Jestem za bardzo zmęczona. A poza tym to by chyba jakoś dziwnie wyglądało, nie sądzisz? Bo widzisz, te miejsca leżą dosyć daleko od naszego domku, a skoro już teraz jestem taka zmęczona, to jaka będę wieczorem. Nie, najpierw muszę odpocząć. A do tego kamienia to pójdziemy, jak już będziesz wracał przez Månedalen. Obiecuję ci, że wtedy wszystko ci dokładnie pokażę. Zgadzasz się?
– No jasne – burknął Harald i więcej już o tym nie rozmawiali.
Liv wróciła do Jo i usiadła obok niego.
– Narzędzia mordu – powiedziała z ponurą miną na widok wędek.
– Nie musisz łowić – odrzekł Jo, obrabiając wędzisko nożem. – Czy mam w takim razie przygotować tylko cztery wędki?
– Nnno, mogłabym chyba spróbować…
– Naprawdę?
Podał jej gotową wędkę.
– Weź tę. Ale poczekaj na resztę. To byłoby nie w porządku zaczynać po kryjomu, przed innymi.
– Jo – zaczęła w zamyśleniu.
– Tak?
– Nigdy mi nie mówiłeś nic o sobie. Czym się zajmujesz, kiedy nie jesteś tutaj?
– Wędruję tu i tam i dokonuję podobnych pomiarów.
Liv stukała wędziskiem w ziemię.
– Powiedziałeś kiedyś, że masz niedobre doświadczenia z dziewczynami. Co miałeś na myśli?
Spojrzał na nią i potargał jej ręką włosy.
– Cholernie cię lubię, Liv – rzucił nieoczekiwanie ciepłym głosem. – Ty naprawdę jesteś inna.
Serce Liv zaczęło bić pospiesznie.
– Dlaczego inna?
– Bo przyjmujesz mnie bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Dziewczyny na ogół są ze mną nienaturalne, jakieś spięte. Byłoby nieszczere, gdybym powiedział, że nie wiem, dlaczego tak jest. Wiesz, ja bym chciał, żeby mnie ludzie lubili nie za mój wygląd, ale mimo mojego wyglądu. Czy jestem teraz zbyt zarozumiały?
Liv była zaskoczona, że Jo jest taki skrępowany swoim wyznaniem.
– Nic podobnego i znakomicie rozumiem, co masz na myśli. Ale czy nie mogłabym cię lubić i za twój wygląd, i mimo twojego wyglądu?
Roześmiał się serdecznie.
– Nic nie stoi na przeszkodzie. Wiesz, kiedy byłem w wieku Finna, zachowywałem się dokładnie tak jak on. Sprawiało mi przyjemność, że podobam się dziewczynom. Rozkoszowałem się tym. Byłem okropnie zarozumiały, aż nagle zacząłem odczuwać obrzydzenie do siebie. I do ludzi wokół mnie. Ty naprawdę nie wiesz, jakie straszne typy można spotkać. Na przykład zapraszają mnie na przyjęcia, bo potrzebują wolnego faceta dla jakiejś samotnej przyjaciółki. Bóg jeden wie, ile nieszczęsnych dziewczyn „bez pary” zbałamuciłem z tego powodu.
Jo mówił i gorączkowo naciągał żyłkę, jakby w ogóle nie dostrzegał, co robi.
– A poza tym te wszystkie nowoczesne dziewczyny, które wykazują inicjatywę. Albo takie, które demonstracyjnie nie zwracają na mnie uwagi, by tym sposobem wzbudzić moje zainteresowanie, nie mówiąc już o takich, które od pierwszej chwili zaczynają mi wymyślać, nazywają mnie zarozumialcem. Mówi taka na przykład: „Nie wyobrażaj sobie, że możesz mieć wszystko, co zechcesz, tylko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział ci, że jesteś przystojny. Przystojni mężczyźni to najgorsze, co znam”. W takich wypadkach zawsze czuję się beznadziejny, nawet wtedy, gdy w ogóle nie zamierzałem mieć z taką dziewczyną do czynienia. A jednego stwierdzenia nienawidzę szczególnie, ponieważ nasłuchałem się go do znudzenia: „Ty powinieneś grać w filmach!” Niech cię Bóg błogosławi, Liv, za to, że nigdy niczego takiego nie powiedziałaś!
Liv przyglądała mu się ze współczuciem.
– To musi być okropne, spotykać się z takim uwielbieniem – roześmiała się złośliwie.
Jo sprawiał wrażenie, że zaraz wybuchnie gniewem, ale dostrzegł życzliwość w jej oczach i sam się roześmiał skrępowany.
– Znowu okazałem się zarozumiały. Wybacz mi, Liv.
– Nie, nie jesteś zarozumiały. Jesteś szczery, a to wielka różnica.