Выбрать главу

Jo wbiegł do brzozowego, jakby wymarłego zagajnika, który niedawno tak bardzo przeraził Liv.

Albo ich dogonię, albo nie, myślał, ale wydaje mi się najbardziej prawdopodobne, że poszli właśnie tą drogą. Biedne dziecko, przemknęło mu przez głowę. I to ja sam ją oddałem w ręce jakiegoś drania! A ona od początku mówiła prawdę! Przede mną nigdy nie skłamała, a ja szydziłem sobie z niej, wyśmiewałem ją. Jak ona się bała! Dzisiejszej nocy płakała rozpaczliwie, bo czuła się strasznie samotna… Ale w ciągu dnia nie płakała ani razu, mimo że wplątała się w taką okropną sprawę…

Wplątała się w taką okropną sprawę, tak jest. Teraz Jo widział wydarzenia w całkiem innym świetle, tak jak musiała na nie patrzeć Liv, chociaż nikt nie chciał jej uwierzyć. A ona prosiła, by ją ze sobą zabrał, bo z nim czuła się bezpieczna… O mój Boże, żebym ją tylko znalazł!

Pnie brzóz migały mu przed oczyma, gałęzie czepiały się jego krótko obciętych włosów i tłukły po twarzy. Huk wodospadu narastał w miarę, jak zbocze stawało się coraz bardziej strome.

Jeśli jej się coś stało, nigdy sobie tego nie daruję, myślał. Ona mi zaufała, a ja zawiodłem ją na całej linii. Dlaczego nie byłem w stanie jej uwierzyć? Kłamała wobec innych, ale przecież przede mną nigdy. Wymyślała jakieś historie na plaży o gaju ofiarnym i pogańskich krwawych rytuałach, ale przecież zaraz potem sama przyznała, że ma bujną wyobraźnię. Opowiadała mi szczerze i otwarcie o swojej rodzinie, wybrała właśnie mnie, mnie się zwierzyła, a ja… Co ja zrobiłem?

Nagle stanął jak wryty. Poprzez huk wodospadu doszło do niego słabe wołanie. Przyspieszył kroku, zmuszał płuca do niewiarygodnego wysiłku w biegu po stromym zboczu. Dotarł do czegoś w rodzaju spłaszczonego szczytu, tam przystanął i nasłuchiwał.

Wydało mu się, że słyszy jakieś głosy, podniecone i groźne, po czym rozległ się przejmujący wrzask.

Liv, pomyślał. To była Liv. Nikt nie potrafi krzyczeć tak wściekle jak Liv, kiedy zechce, tego jestem pewien.

Niemal się do siebie uśmiechnął, ale pomknął w dół po drugiej stronie wzniesienia. Liv nie należy do osób, które poddają się bez oporu. Jej przeciwnik z pewnością nie miał łatwego zadania.

Potem jednak nastąpiła seria na pół zdławionych okrzyków i wreszcie przeciągły jęk. Przerażenie ponownie ogarnęło Jo, teraz niemal płynął ponad porośniętym mchem skalistym podłożem, coraz bliżej i bliżej wodospadu. Jeszcze tylko kawałek i…

Zobaczył ich!

– Liv! – wrzasnął wstrząśnięty.

Widział szarpiącą się, kopiącą i bijącą rękami dziewczynę, mocującą się ze swoim wrogiem, szamoczącą się z nim na ziemi, coraz bliżej i bliżej wodospadu, i widział ręce tamtego typa zaciskające się na jej gardle.

Kiedy Jo krzyknął, złoczyńca puścił dziewczynę, z całej siły uderzył ją jeszcze w twarz, żeby się zemścić, że mu się nie udało, i w popłochu umknął w las.

Jo wahał się przez moment, zdał sobie jednak sprawę, że jest zbyt zmęczony pościgiem, by teraz jeszcze gonić uciekającego, zajął się więc Liv. Leżała na ziemi i jęcząc ciężko, z trudem łapała powietrze.

Ukląkł przy niej, potwornie zziajany, ale też szczęśliwy, że zdążył na czas. Zarzucili sobie nawzajem ramiona na szyję i leżeli tak bardzo długo, nie mogąc się ani ruszyć, ani wypowiedzieć słowa. Dyszeli oboje ciężko, starając się uspokoić udręczone płuca. Liv drżała niczym osikowy liść w jego objęciach, ale on nawet nie był w stanie unieść ręki, żeby ją pogładzić.

Liv pierwsza wypowiedziała jakieś rozsądne słowo.

– A jednak przyszedłeś, Jo! Ja tak strasznie krzyczałam, wołałam cię i ty przyszedłeś!

Jo nie miał sumienia wyznać, jak było naprawdę, że to telegram, tym razem prawdziwy, skłonił go do powrotu. Pozwolił dziewczynie cieszyć się tym, że sam z własnej woli pobiegł za nią, wiedziony przeczuciem czy telepatyczną zdolnością.

– Czy myślisz, że jeszcze wróci? – zapytała spłoszona.

Potrząsnął głową przecząco.

– Jesteś całkiem mokra od potu – rzekł zaniepokojony i otarł jej czoło. – Nie, nie, leż na ziemi, dopóki nie odpoczniesz. Czy mogę coś dla ciebie zrobić?

– Zostań przy mnie – szepnęła Liv sennie. – I powiedz, że żyjesz, że oboje żyjemy!

Położyła się znowu, ale głowę oparła na jego kolanach.

– Dziękuję, Jo – szepnęła. – Nigdy nie przestanę ci za to dziękować.

– Nie ma za co dziękować, bo to wszystko moja wina… Ale opowiedz mi teraz, co tu zaszło?

Cicho, ale spokojnie opowiedziała mu o strasznej, na szczęście krótkiej, wędrówce z tym obrzydliwym człowiekiem i o jego pogróżkach, że się z nią zabawi.

Jo oparł się na łokciu.

– Zabawi się z tobą? Liv, co się właściwie stało? – zawołał, zaciskając palce na jej ręce.

– On… on przewrócił mnie na ziemię. I potem… potem…

Jo potrząsnął nią z całych sił.

– Co potem?

Ukryła twarz w dłoniach.

– To było obrzydliwe, Jo. On był ohydny, śmierdział brudem i papierosami…

Jo przez co najmniej pół minuty nie oddychał. Był sztywny ze strachu. I z gniewu.

– Ja zrobiłam coś strasznego – powiedziała Liv zdławionym głosem, wciąż ukrywając twarz w dłoniach. – Coś tchórzliwego. Nie zniosłabym, gdyby on… się do mnie zbliżył… no wiesz… – szlochała Liv. – Więc ja…

Jo zaciskał wargi tak mocno, że zrobiły się białe, a mięśnie twarzy drgały pod skórą.

– Mów dalej!

– Gdyby on chciał mnie zabić, to bym pewnie nic nie powiedziała. Ale to… Nie byłam w stanie, Jo! Ja mu powiedziałam, gdzie jest ten kamień z dziurą i papierami! Potem myślałam sobie, że powinnam była skłamać, powiedzieć, że to gdzie indziej, potrafię przecież zmyślać, ale akurat wtedy miałam kompletną pustkę w głowie. Tak mi okropnie wstyd, Jo.

Patrzył na nią uważnie.

– Chcesz powiedzieć… Chcesz powiedzieć, że on nie zdążył ci nic zrobić?

Liv opuściła ręce.

– Mówiłam ci przecież, że stchórzyłam. Zdradziłam Bergera. Ale nie byłam w stanie znieść myśli, że ten obrzydliwy facet mógłby…

Jo wydał z siebie jęk, coś pomiędzy śmiechem a szlochem, przygarnął Liv do siebie i ściskał tak mocno, że aż pisnęła. Głaskał ją po włosach i całował w policzki.

– Tak się bałem, Liv – wyznał. – Czy ty naprawdę musisz mnie tak okropnie straszyć? To oczywiste, że nikt nie może mieć do ciebie pretensji, iż wyjaśniłaś, gdzie jest kryjówka. W takich okolicznościach każdy by powiedział. Ale co było potem?

– Nie myśl sobie, że wypaplałam wszystko tak od razu – rzekła zaczepnie. – Najpierw walczyłam jak dzika, ale potem stwierdziłam, że dłużej nie dam rady, że to na nic. Kiedy wyjawiłam tę tajemnicę, on mnie puścił i myślałam, że już jestem uratowana. Ale on mimo to chciał mnie wrzucić do wodospadu, dusił mnie i pchał w tamtą stronę. Wtedy przybiegłeś… Jak to się stało, że nagle zacząłeś wierzyć w to, co mówiłam?

Wtedy Jo powiedział jej o wiadomości od lensmana. Liv położyła się na plecach i wpatrywała się w niebo. Pod głową miała rękę Jo, a obok siebie jego twarz.

– Czy teraz rozumiesz, że wszystkie ostatnie wydarzenia łączą się ze sobą? – zapytała. – Nie jestem żadnym wyjątkowym pechowcem, jak mi wmawiałeś.

Skinął głową.

– O tym właśnie myślałem, kiedy biegłem ci na ratunek. Teraz nareszcie wiele zrozumiałem. Ci dwaj mężczyźni… Ale o tym porozmawiamy po drodze. Teraz, Liv, czas nagli naprawdę.