Выбрать главу

Pochylił się i uważnie zajrzał pod głaz. Woda spływała na porowatą powierzchnię przez tysiące lat i pod spodem wypłukała głęboką jamę z rozległą półką ponad powierzchnią potoku. Liv siedziała w środku na tej kamiennej półce.

– Świetna kryjówka – zapewniała. – A tutaj znalazłam niewielką przesyłkę… – Podpełzła do wyjścia i podała mu kopertę. Zapieczętowaną, ale bez adresu. Jo włożył ją do portfela.

– Później obejrzymy to dokładniej albo w ogóle oddamy lensmanowi nie oglądając. Teraz powinniśmy stąd wiać.

Wrócili tą samą drogą wzdłuż potoku i znowu znaleźli się w lesie.

Nagle gdzieś niedaleko za sobą usłyszeli jakieś burkliwe głosy. Jo dosłownie wepchnął Liv w zarośla przy drodze i sam ukucnął obok. Położył jej rękę na ustach, ale ją odsunęła. Jakby miała zamiar krzyczeć.

Głosy dochodziły nie z tej strony, z której oni sami przyszli.

– Zabłądzili – szepnęła Liv. – Takich potoków jak ten jest tutaj mnóstwo…

Było oczywiste, że bandyci zgubili drogę. Raz głosy się zbliżyły i wtedy Jo przycisnął Liv do ziemi. Rozpoznali gniewny głos Haralda:

– Ta cholerna dziewucha cię oszukała, Stein. Kręcimy się tu z godzinę i niczego nie znaleźliśmy. Jestem wykończony!

– Zamknij się! Myślisz może, że mnie to bawi? Nie, teraz poszliśmy za daleko w prawo. Zawracamy!

Głosy oddalały się powoli i wkrótce w lesie znowu zapanowała cisza. Liv spojrzała w twarz Jo, która znajdowała się teraz tak bliziutko niej.

– Świetnie! A już się bałam, że znajdą konia.

– Ja też. Chwała Bogu odeszli i na chwilę mamy spokój.

Liście ponad ich głowami mieniły się jak ze złota, kiedy padały na nie promienie słońca. Serce Liv biło mocno.

– Jo – szepnęła i nigdy potem nie była w stanie zrozumieć, skąd jej się wzięło tyle odwagi. – Jo, czy to prawda, co Finn mówi? Że wszystkie szesnastoletnie dziewczyny już się całowały z chłopakami?

– Nie, to takie gadanie.

– Ale, Jo, ja bym chciała być taka sama jak inne dziewczyny. Czy nie mógłbyś mi wyświadczyć tej przysługi? Teraz.

Jo zmarszczył brwi. Jego urodziwa twarz niczym magnes przyciągała jej wzrok. Ciemne włosy ostro kontrastowały z kolorem żółtych liści i błękitnego nieba.

– Czemu by to miało służyć, Liv?

Wargi jej drżały.

– Jesteś moim jedynym przyjacielem. Czy jestem taka beznadziejna, że nawet ty nie chcesz mnie pocałować? Nie prosiłam cię, żebyś to robił z uczuciem. Bo dla ciebie to nic nie znaczy, a ja bym tak chciała wiedzieć, jak to jest, kiedy chłopak całuje. Wszystkie dziewczyny wciąż gadają tylko o tym, a ja słucham i uśmiecham się głupkowato, bo nawet pojęcia nie mam, o czym jest mowa! A poza tym chciałabym, żebyś to właśnie ty pocałował mnie pierwszy, nikt inny nie jest mi bliższy od ciebie. Możesz to zrobić dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi, z żadnego innego powodu.

O rany boskie! Co ja wyprawiam, pomyślała przerażona. Żeby tak żebrać. To pewnie dlatego, że on siedzi tak oszałamiająco blisko, to sprawiło, że przychodzą mi do głowy szalone pomysły…

Odwróciła głowę.

– Rozumiem, oczywiście, że to idiotyczne z mojej strony – bąknęła. – Wygłupiłam się jak jeszcze nigdy. Czy mógłbyś być tak dobry i zapomnieć o wszystkim?

Delikatnie ujął jej twarz i odwrócił ku sobie, po czym spojrzał w jej zawstydzone oczy. Przesunął wzrok na jej włosy, a potem na usta i na brodę, która drżała leciutko.

– Dziecinko droga – powiedział czule. – Mała dziewczynko, w której budzą się prawdziwe kobiece tęsknoty.

Oczy Liv stawały się coraz większe w miarę, jak twarz Jo przybliżała się do jej twarzy. Zesztywniała z wrażenia, palce obu rąk wbijała w trawę, na której siedzieli. On to zrobi, myślała w panice. Zrobi to!

Delikatnie musnął palcami jej policzek.

– Nie bój się, Liv – powiedział cicho. – To nie takie straszne. A może już nie chcesz?

Skinęła głową, wciąż wytrzeszczając oczy. Serce tłukło się w piersi, jakby miało pęknąć. Zielonożółte oczy Jo znalazły się tuż przy jej oczach i nagle poczuła dotyk jego warg. Przeniknął ją gwałtowny gorący dreszcz i zarzuciła mu ręce na szyję. Zapomniała, że są jedynie przyjaciółmi, pragnęła, żeby nigdy nie przestał, nieoczekiwanie stwierdziła, że pocałunek zmienił charakter. Z delikatnego, przyjacielskiego dotyku warg przeradzał się w pełne namiętności całowanie. Jo, nie uwalniając jej ust, przechylił głowę w bok, palce wbił mocno w barki Liv.

Nagle puścił ją gwałtownie, niemal odepchnął. Czuła, że drży, oddychał ciężko.

– To był bardzo niemądry eksperyment, Liv – stwierdził krótko. – Nigdy więcej tego nie rób.

– Nie – szepnęła wstrząśnięta i nieszczęśliwa. – Wybacz.

– To moja wina – westchnął. – Po prostu nie przypuszczałem…

Ale czego nie przypuszczał, Liv się nie dowiedziała. Przez chwilę siedzieli obok siebie bez ruchu, on ciągle odwrócony, a ona wpatrzona w niebo.

W końcu Jo wstał.

– Chodź – powiedział, podając jej rękę.

Szła przed nim do miejsca, gdzie zostawili konia. Odwiązali go w milczeniu i usadowili się oboje na jego grzbiecie. Przez co najmniej kilkanaście minut żadne nie wypowiedziało ani słowa. Ale kiedy wyjechali z lasu i zobaczyli przed sobą Månedalen, Liv odwróciła się. W jej oczach pojawiły się wesołe ogniki i wybuchnęła śmiechem. Wargi Jo drgały podejrzanie.

– Widziałeś kiedyś ludzi tak śmiertelnie poważnych jak my? – spytała.

– Nie, ale musieliśmy wyglądać co najmniej idiotycznie – odparł i roześmiał się także.

Wszystko między nimi wróciło do normy.

– Nie powinnaś tego, co się stało, przyjmować z taką egzaltacją, Liv – rzucił. – Ja jestem mężczyzną, a ty, mimo że wciąż taka dziecinna, masz jednak w sobie sporo kobiecości. To wszystko. I nie ma to większego znaczenia.

– Myślisz, że sprawiam wrażenie egzaltowanej i specjalnie przejętej? – zapytała z uśmiechem, ale czuła ukłucie w sercu. To nie ma znaczenia, powiedział. Nie, dla niego nie ma…

Nagle Jo zatrzymał konia tak gwałtownie, że Liv o mało nie spadła na ziemię. Okrążyli właśnie duży występ skalny. Tuż przed nimi stało dwóch mężczyzn. Jeden trzymał w ręce myśliwską strzelbę.

I celował wprost w nadjeżdżających.

– Sam myślałem, że za łatwo nam to wszystko poszło – mruknął Jo potwornie spokojnym głosem. Liv natomiast była sztywna z przerażenia.

– Powinniśmy byli otworzyć ten list – szepnęła.

– Powinniśmy. Ale nie bój się, Liv. Obiecałem, że cię obronię, i zrobię to!

Jo wprost nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczył twarz tego, który miał na imię Stein i który napadł w górach na Liv. Jedno oko miał tak zapuchnięte, że nic na nie nie widział, a na twarzy mnóstwo głębokich zadrapań. Liv sprawiła się dzielnie, pomyślał z dumą.

– Oddaj nam papiery, Barheim – powiedział Harald lodowatym głosem.

– Co mam wam oddać? – zdziwił się Jo.

– Nie zgrywaj się! Dawaj papiery, ale już!

– Nic nie wiem o żadnych papierach. Czy nie wolno mi urządzić sobie malej przejażdżki po lesie z moją dziewczyną? Tego mi chyba nie zabronicie!

Liv serce podskoczyło do gardła z radości, kiedy usłyszała, że Jo powiedział „z moją dziewczyną”. Brzmiało to w jej uszach niczym najpiękniejsza muzyka.

Harald podszedł do konia i schwycił but Jo. Liv, nie posiadając się z wściekłości, kopnęła go z całej siły w brodę, aż się zatoczył.

– Nie dotykaj Jo! – wrzasnęła.

– No, no, uspokój się, Liv – szepnął Jo. – Tym sposobem wiele nie uzyskamy.

Stein skierował lufę strzelby w Liv.