Выбрать главу

– Nigdy w życiu nie było mi tak miło – rzekł całkiem bez sensu, jakby myślami był gdzie indziej. – Co? Co ja przed chwilą powiedziałem?

Liv roześmiała się na widok jego zakłopotanej miny.

Jo podszedł i objął jej ramiona.

– Chodź, Liv, musimy porozmawiać z lensmanem.

Uśmiechnięta twarz Tulli ściągnęła się nieco, kiedy do wdzięcznej rozmowy pozostali jej tylko Morten i Finn.

– No i co o niej myślisz, Jo? – zapytała Liv niepewnie.

– O twojej siostrze? Owszem, miła buzia, ale na razie nic więcej nie mógłbym powiedzieć. Twoja rodzina jest dokładnie taka, jak sobie wyobrażałem. Sympatyczni, pospolici ludzie. Spróbuj ich zrozumieć, Liv! Trudno im pojąć ciebie i tę twoją niezwykłą fantazję, ale to właśnie ty masz fantazję, więc możesz postawić się na ich miejscu, możesz sobie wyobrazić, co oni myślą.

Liv skinęła głową.

– Bardzo wiele mnie nauczyłeś, Jo. Dziękuję ci!

– No, panie lensmanie – rzekł Jo. – Czy sądzi pan, że Liv i ja moglibyśmy zobaczyć zawartość koperty? Chyba mamy do tego jakieś prawo?

– Oczywiście… prawo z pewnością. To są kopie projektów technicznych wyrobów, które mają być produkowane w nowej fabryce w Ulvodden. Więcej nie mogę powiedzieć, ponieważ to wszystko tajemnica, wszystkie plany są ściśle tajne, to ma być unikatowa produkcja nawet w skali światowej. Bez obaw mogę wam natomiast powiedzieć, że to warte jest miliony koron i że ktoś, kto chciał te plany sprzedać, zamierzał zgarnąć niezłą sumkę. Nietrudno więc zrozumieć, że w sprawę wmieszanych jest tylu ludzi.

– A jakim sposobem Berger się w to wplątał?

– Był łącznikiem. Przejrzeliśmy zawartość jego komputera. On był zatrudniony w firmie o bardzo rozległych powiązaniach zagranicznych. Oczywiście, jeszcze dzisiaj przeszukamy też jego letni domek, ale nie sądzę, byśmy znaleźli w nim coś, co mogłoby nas naprowadzić na ślad nieznajomego z Ulvodden.

– No tak, trzeba znaleźć tego człowieka – wtrąciła Liv. – Ale chyba niezbyt wielu mamy do wyboru? To znaczy, że chyba niewielu ludzi miało dostęp do takich tajnych dokumentów?

– Zbadam to, jak tylko wrócę do osady. Ale teraz trzeba przede wszystkim schwytać tych dwóch, którzy uciekli w góry. Czy moglibyście mi dokładnie opisać ich wygląd?

Jo i Liv bardzo szczegółowo opowiedzieli o wszystkim, co wydawało im się ważne.

– I oni musieli mieć jakąś kryjówkę tu w górach – dodała Liv. – Bo raz mieli strzelbę, innym razem nie. Ten, co na mnie napadł, miał deszczowy płaszcz, a potem go nie miał.

– Jak znaleźliście Bergera? – zapytał Jo.

– Całkiem przypadkowo. Zaplątał się w rybackie sieci. Został wrzucony do wody daleko od brzegu.

Pani Larsen zawołała do swego męża:

– Ernst, Tulla chciałaby zostać w letnim domku przez kilka dni. Pozwolisz jej?

– Mowy nie ma! Tulla musi chodzić do szkoły. A poza tym tu jest teraz zbyt niebezpiecznie.

Tulla zrobiła obrażoną minkę, ale posłusznie wróciła do samochodu. Dzięki ci, tato, pomyślała Liv. Ona sama dałaby wszystko za to, by móc tu jeszcze zostać, ale wiedziała, że i tak rodzice się nie zgodzą, więc nawet nie zamierzała prosić.

Ludzie zaczynali się rozchodzić. Liv rozumiała, że nadszedł koniec jej wspaniałej górskiej przygody w towarzystwie Jo. Żeby odsunąć niebezpieczny moment rozstania, pożegnała się najpierw z chłopcami i z sympatycznym koniem, z którym zdążyła się zaprzyjaźnić. W końcu został już tylko Jo.

Spojrzała w jego fascynującą twarz i poczuła, że ma w sercu głęboką ranę. Najchętniej rzuciłaby mu się w ramiona i tak już została. Ale ze względu na Jo opanowała się.

– Jo – szepnęła. – Nie mogę nic powiedzieć, bo się zaraz rozpłaczę. Ale weź tę kartkę i przeczytaj ją, kiedy wyjadę.

W pośpiechu już wcześniej napisała na kartce kilka słów.

Jo, pozwoliłeś mi poznać świat, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. Świat przyjaźni i ciepła, poczucia wspólnoty z drugim człowiekiem. Teraz jakaś część mnie umrze, ale myśl, że ty jesteś i chodzisz po ziemi, będzie mnie przepełniać radością, kiedy zostanę sama. Kiedyś w przyszłości napiszę o tobie książkę.

Wsunęła mu liścik do ręki i pobiegła do samochodu. Jak to dobrze, że mogła mu choćby w ten sposób wyjawić, co czuje. Nie odważyła się napisać, że go kocha, ale miała nadzieję, że sam się domyśli, ile dla niej znaczy i czym jest konieczność rozstania.

Widziała przez okno samochodu, że Jo czyta list marszcząc brwi, i uśmiechnęła się. Wiedziała, że jej pismo niełatwo jest odczytać.

Potem Jo spojrzał w jej stronę z dziwnym wyrazem twarzy i ostatnie, co zobaczyła z samochodu, to jego uniesiona na pożegnanie dłoń. Twarz miał bardzo poważną, jakby go to rozstanie głęboko zasmucało. Ale ponieważ Tulla machała obu rękami jak szalona, Liv nie była pewna, z kim tak naprawdę żegna się Jo.

– Fantastyczny! – powtarzała Tulla, kiedy znalazły się już na drodze. – Myślisz, że on przyjdzie na zabawę do szkoły?

– Nie przyjdzie – odparła Liv.

Czuła się tak, jakby w sercu miała czarną, wymarłą pustkę.

– To chyba ty go wystraszyłaś – powiedziała Tulla. – Ale ja się nie martwię, zaprosiłam Finna i poprosiłam, by przyprowadził ze sobą obu swoich współpracowników. Chociaż on nie jest pewien, czy skończą te pomiary na czas. Powiedziałam też Jo, że mam nadzieję spotkać go na zabawie. Myślę, że to go przekonało.

Liv nie odpowiadała. Chciałaby nie siedzieć w tym samochodzie i nie słuchać paplania Tulli na temat Jo. Wynikało z tego, że kompletnie stracił dla Tulli głowę, chociaż znali się przecież co najwyżej godzinę.

Próbowała wyglądać przez okno, ale górska przyroda przypominała jej boleśnie o wszystkim, co niedawno przeżyła z Jo…

Tulla rzekła z wyrzutem:

– Dlaczego nie mówiłaś, że to on będzie prowadził ekspedycję do Månedalen? Chętnie bym się z wami wybrała…

– Ja mówiłam, że to on – mruknęła Liv. – Ale mnie nie słuchałaś, a poza tym nie miałam prawa nikogo zabierać.

Tulla skrzywiła się gniewnie, że to nie ona uczestniczyła w tej fantastycznej wycieczce w góry razem z Jo. Że to nie ona nocowała w szałasie z gałęzi, że nie ją uratował… O ileż bardziej interesujące byłoby też dla Jo iść z Tullą, a nie z tą dziecinną Liv. Tulla roztoczyłaby przed nim cały swój czar i wdzięk, pozwoliłaby mu przenosić się przez potoki i strumienie, zaglądałaby uwodzicielsko w oczy, robiła tajemnicze miny.

Krótko mówiąc: robiłaby to wszystko, czego Jo u dziewcząt nie lubił najbardziej. Ale o tym ona nie wiedziała.

Wiedziała tylko, że spotkała mężczyznę, który nie uległ jej od pierwszego wejrzenia, nie reagował na sygnały, które przekazywała mu spojrzeniem, brzmieniem głosu. I to niebywale pobudzało jej zainteresowanie. Po raz pierwszy w życiu napotkała opór. Ale ona ten opór przełamie! To dopiero będzie prawdziwy triumf podbić tego młodego człowieka!

Liv skuliła się w swoim kącie. Chciałaby wyjść na drogę i iść. Po prostu iść, jak długo nogi zechcą ją nieść. Chciałaby płakać z tęsknoty i żalu, ale, niestety, musiała bardzo starannie ukrywać uczucia.

– No rzeczywiście, ten pan Barheim czyni bardzo przyjemne wrażenie – stwierdziła mama. – Jesteś pewna, Liv, że nie sprawiałaś mu kłopotu?

– A czy Liv kiedy nie sprawia kłopotu? – zapytała Tulla.

– Z początku istotnie uważał, że przeszkadzam, ale potem bardzo się zaprzyjaźniliśmy – powiedziała Liv spokojnie. – On jest taki…

Głos jej się załamał i znowu spojrzała w okno.

– Wyglądasz na bardzo zmęczoną – zauważyła mama, przyglądając się jej w lusterku samochodowym. – Myślę, że powinnaś spróbować zasnąć.