Przypominając sobie historię o dwóch zbirach wysłanych za Amandą, Dan spytał:
— Co się stało z twoim wężem?
— Elly?
— Tak się wabi?
— Uhm.
— To co z nią zrobiłaś?
Pancho sięgnęła pod nogawką spodni i wyciągnęła błękitnego, lśniącego niemrawca. Dan cofnął się.
— Wniosłaś to coś na pokład? Wzruszając ramionami, Pancho odparła:
— Miałam zamiar zostawić ją u Pete’a, gościa, który prowadzi bar Pelikan. Ale przez tę całą aferę nie miałam czasu.
— Mamy na statku jadowitego węża!
— Wyluzuj, szefie — rzekła spokojnie Pancho. — Mam w torbie cztery myszy. Wystarczy, żeby Elly była tłusta i szczęśliwa przez ponad miesiąc.
Dan gapił się na węża. Elly też patrzyła na niego oczami jak koraliki.
Potrząsnął głową.
— Nie chcę czegoś takiego na statku.
— Elly nie będzie sprawiać problemu — upierała się Pancho.Będę ją trzymać w jakimś przyjemnym, chłodnym miejscu. Będzie większość czasu spać. — Po czym uśmiechnęła się krzywo: — I trawić.
— Ale gdyby coś się stało…
Pancho spoważniała. Danowi wydało się, że nie może się na coś zdecydować.
— Może powinniśmy zamrozić węża na czas lotu — podsunął. — Jak wrócimy do Selene, to się go odmrozi.
— Ona nie jest jadowita — wyrzuciła z siebie Pancho.
— Co?
— Nie lubię się do tego przyznawać, ale Elly tak naprawdę nie jest jadowita. Mówię, że jest, żeby ludzie się bali. Sądzisz, że rada bezpieczeństwa Selene wpuściłaby do miasta jadowite zwierzę?
— Ale powiedziałaś…
Z przepraszającym wyrazem twarzy, Pancho rzekła:
— O rany, szefie, nie można wierzyć we wszystko, co ludzie mówią. Dziewczyna musi się jakoś bronić, nie?
— A ten facet, którego ukąsiła?
— Elly poddano inżynierii genowej. Zmodyfikowano jej toksynę, by wytwarzała środek usypiający, a nie śmiertelną trucizną.
Dan obrzucił ją twardym spojrzeniem. Czy ja w ogóle mogę jej wierzyć, pomyślał.
— Jajogłowi chcieli używać Elly do usypiania na wolności zwierząt, które chcieli zbadać. To się nigdy nie udało.
— A ty trzymasz sobie węża.
— Ochroniarza — poprawiła Pancho.
— A antidotum? Zaśmiała się.
— Sól fizjologiczna. Zwykłe placebo. Ten facet obudziłby się bez względu na to, czy by mu ją podano, czy nie.
Dan zachichotał.
— Pancho, jesteś mistrzynią oszustwa.
— Pewnie tak — przyznała chętnie. Z interkomu dobiegł głos Amandy.
— Rozmowa z La Guaira.
— Odbiorę tutaj — rzekł Dan.
Trwało to kilka szalonych godzin, ale szefowa PR zdołała zorganizować konferencję prasową z udziałem reporterów praktycznie wszystkich znaczących serwisów informacyjnych na Ziemi oraz z samą dyrektor serwisu informacyjnego Selene, Edith El-gin, która była panią Stavenger — gdy nie była na wizji.
Dan usiadł wygodnie w małym plastykowym fotelu mesy Starpower i uśmiechnął się do kamery konsoli telefonicznej wbudowanej w grodź. Jego specjalistka od PR pełniła rolę moderatora, wybierając reportera, któremu pozwolono zadać pytanie, i ewentualnego następnego. Dan odkrył, że opóźnienie między statkiem a Ziemią działa na jego korzyść; mógł pomyśleć, zanim zadano mu następne pytanie.
Zawsze lepiej pomyśleć, zanim coś powiesz, powiedział sobie w duchu. Uruchom mózg, zanim włączysz usta.
Wywiad
Cable News: Dlaczego porwał pan własny statek?
Dan Randolph: Skoro to mój statek, to jak można mówić o porwaniu? Poza tym jest tylko częściowo mój. Starpower 1 jest własnością Starpower Ltd., której wtaścicielem z kolei są trzy organizacje: Humphries Space Systems, Astro Manufac-turing i obywatele Selene. O ile wiem, ani Humphries, ani Selene nie złożyły skargi, więc nie możemy mówić o porwaniu.
Cable News: Ale Międzynarodowa Komisja Astronautycz-na uważa, że nie ma pan prawa przebywać na pokładzie Starpower 1.
Dan Randolph: Biurokratyczni [OCENZUROWANO]. Nie ma żadnego powodu, dla którego na tym statku nie mogłaby podróżować ludzka załoga. MKA usiłuje spętać nas biurokratycznymi ograniczeniami.
BBC: Jak pan sądzi, dlaczego MKA nie wydała zezwolenia na lot załogowy tym statkiem?
Dan Randolph: Prędzej wykąpię się w gorącej czekoladzie, niż się dowiem. Proszę ich zapytać.
BBC: Ale na pewno ma pan jakąś opinię na ten temat.
Dan Randolph: Spece od przekładania papierów bywają konserwatywni. Kiedy ktoś chce zrobić coś nowego, zawsze wiąże się z tym jakieś ryzyko, a biurokraci nienawidzą podejmowania ryzyka. O wiele bezpieczniej jest odmówić, powiedzieć, że potrzeba kolejnych testów albo jeszcze innej zgody. Zepchną odpowiedzialność na kogo innego, żeby tylko się nie wychylić. Gdyby MKA zarządzała rozwojem Ameryki w dziewiętnastym wieku, nadal dyskutowaliby, czy budować Chicago czy St. Louis.
Agencja Nippon News: Co pan planuje osiągnąć dzięki tej ekspedycji?
Dan Randolph: Och, dla odmiany merytoryczne pytanie. Mamy zamiar zgłosić roszczenia związane z jedną asteroidą lub nawet kilkoma. Naszym celem jest umożliwienie ludzkości wykorzystania zasobów naturalnych Pasa Asteroid.
Agencja Nippon News: Czy już pan wie, jakie asteroidy będziecie badać?
Dan Randolph: Tak, ale nie upoważniono mnie do ujawniania tej informacji. Nie chcę, żeby ktokolwiek lub cokolwiek stanęło na drodze naszych roszczeń.
Kilku uczestników równocześnie: Co pan chce przez to powiedzieć? Czego się pan obawia? Kto mógłby wysunąć roszczenie konkurencyjne?
Dan Randolph: Ojej, poproszę o jedno pytanie. Zasadniczo boję się, że jeśli ogłoszę, że naszym celem jest określona asteroida, MKA znajdzie jakiś powód, żeby zadeklarować, iż jest wyłączona z działalności ludzkiej, jak asteroidy bliskie Ziemi czy księżyce Marsa.
Sieć Iberia: Ale asteroidy bliskie Ziemi zostały wyłączone, gdyż istniała obawa, że nastąpi zaburzenie ich orbity i któraś zderzy się z Ziemią, prawda?
Dan Randolph: To jest tylko wykręt MKA umożliwiający zadeklarowanie asteroid bliskich Ziemi jako wyłączonych. Biurokraci zawsze znajdą jakiś pretekst, żeby zahamować postęp.
Sieć Iberia: Chce pan powiedzieć, że MKA kierują jakieś ukryte motywy? Nieujawnione plany?
Dan Randolph: Jeśli tak jest, ich plany nie są aż tak dobrze ukryte. Odmówili potrzebującym ludziom z Ziemi dostępu do bogactw z asteroid bliskich Ziemi. Gdyby mogli, odmówiliby bogactw z Pasa. Czemu? Proszę pytać ich, nie mnie.
Lunar News: Najwyraźniej sugeruje pan, że MKA nie działa zgodnie z najlepiej pojętym interesem Ziemi.
Dan Randolph: Ja tego nie sugeruję, ja to mówię głośno i wyraźnie. MKA działa przeciwko najlepiej pojętemu interesowi Ziemi.
Lunar News: Jeśli tak jest, jak pan sądzi, dla kogo oni pracują?
Dan Randolph: Raczej dla czego — dla status quo. Biurokraci zawsze to popierają. Ich celem jest, by jutro wyglądało dokładnie tak samo, jak dziś i wczoraj — bez względu na to, jak paskudne jest to dziś czy wczoraj.
Pan Asia Information: Twierdzi pan, że chce pomóc ludziom na Ziemi, którzy są w potrzebie. Czy jednak pana prawdziwym celem nie jest zarobienie miliardów na swojej korporacji?