Dan Randolph: Moim prawdziwym celem jest umożliwienie wykorzystania zasobów z Pasa Asteroid. Ta misja jest prowadzona po kosztach; nie zamierzamy z niej czerpać zysków.
Pan Asia Information: Ale ma pan nadzieję na zyski z przyszłych misji, prawda?
Dan Randolph: Oczywiście! Ale najważniejsze jest pokazanie ludziom na Ziemi, że mogą podpiąć się do gigantycznego zasobu bogactw naturalnych czekających tam na nas. Wszystkie firmy, które będą chciały eksploatować bogactwa Pasa, będą mile widziane.
Columbia Broadcasting: Chętnie powita pan konkurencję, ale dopiero wtedy, gdy zagarnie pan najlepsze asteroidy.
Dan Randolph: To trochę krótkowzroczne myślenie. W Pasie są miliony asteroid. Setki milionów, jeśli liczyć te, które mają rozmiar większego głazu. Możemy zagarnąć ich setki, a to nawet nie będzie miało wpływu na łączną dostępną ich ilość.
Columbia Broadcasting: Wspomniał pan o wysunięciu roszczeń do asteroidy. Czy wysuwanie takich roszczeń w kosmosie nie jest nielegalne?
Dan Randolph: Od roku 1967 jest nielegalne wysuwanie roszczeń co do niepodległości ciała niebieskiego. Od założenia Se-lene jest jednak całkowicie legalne wysuwanie roszczeń co do wykorzystywania zasobów naturalnych ciała niebieskiego.
Euronews: Czy kiedyś nie był pan już oskarżony o piractwo? Czy to prawda, że porywał pan statki z rudą, lecące z Księżyca do fabryk na orbicie okołoziemskiej?
Dan Randolph: To było dawno temu i wszystkie kwestie prawne z tym związane zostały dawno rozstrzygnięte.
Euronews: Ale czy przypadkiem nie robi pan teraz tego samego? Kradnie statek i chce zagarnąć bogactwa naturalne, które należą do całej ludzkiej rasy?
Dan Randolph: Posłuchaj, chłopcze, ja jestem właścicielem tego statku. A przynajmniej jego jednej trzeciej. A wszystkie zasoby Pasa nie zmienią sytuacji ludzkiej rasy ani o jedną [OCENZUROWANO] jotę, jeśli ktoś tam nie poleci i nie zacznie ich wydobywać.
Anzac Supernet: Czy to prawda, że Starpower 1 korzysta z napędu fuzyjnego?
Dan Randolph: Tak. Więcej informacji na temat napędu Duncana udzieli on sam konstruktor i szef zespołu, który zbudował ten system napędowy. Duncan pracuje na uniwersytecie w Glasgow.
Anzac Supernet: Czy naprawdę ma pan zamiar dolecieć do Pasa Asteroid w dwa dni?
Dan Randolph: Jeśli przyspieszymy do jednej szóstej g do połowy drogi, a potem zaczniemy hamować, to tak, dolecimy w dwa tygodnie.
Global News: Czy sądzi pan, że ten manewr pomoże podnieść cenę akcji Astro Manufacturing?
Dan Randolph: [uśmiechając się] Pewnie jest pan akcjonariuszem. Tak, jeśli nam się uda, cena akcji Astro pewnie pójdzie znacznie w górę. Ale to tylko przypuszczenie. Mam kłopot z MKA; nie chciałbym także mieć na głowie regulatorów GRE.
Global News: Ile osób jest z panem na pokładzie? Czy może pan je przedstawić?
Martin Humphries rozsiadł się wygodnie na swoim szezlongu i oglądał wywiad, targany emocjami. Choć próbował się uspokoić, nie był w stanie opanować wściekłości na Dana Randol-pha i Amandę Cunningham.
Kiedy jednak Amanda pojawiła się na ekranie, siedząc w kokpicie obok Pancho Lane, taka formalna w swoim kombinezonie, ze spiętymi włosami, jego gniew rozpuścił się w świetle bijącym z jej oczu.
Jak mogłaś, pytał ją w myślach. Chciałem ci dać wszystko, a ty odwróciłaś się do mnie plecami. Jak mogłaś?
Po niecałej minucie oglądania gwałtownie wyłączył odbiornik. Ekran ściemniał.
To już koniec, wszystko skończone, powiedział sobie, wywołując na ekran kalendarz spotkań. Zapomnij o tym. Z ponurą miną wyszukał datę następnego kwartalnego posiedzenia zarządu Astro Manufacturing. Zaznaczył tę datę na czerwono. Randolph będzie już wtedy martwy. Będę mógł pozbierać jego kości i przygrywać na nich zarządowi. Wszyscy będą wtedy martwi. Ona też.
Zły, bo zauważył, jak trzęsą mu się ręce, Humphries wywołał swój ulubiony serwis z randkami i zaczął przeglądać oferty kobiet, które były dostępne i chętne, żeby się z nim zabawić.
Ale żadna z nich nie jest tak godna pożądania jak Amanda, uświadomił sobie. Mimo to zaczął coś zaznaczać.
Daleki lot
Na mostku Starpower 1 rozbrzmiewała muzyka country i jakaś kobieta lamentowała o utraconej miłości.
— Dałeś niezłe przedstawienie — rzekła Pancho.
Siedziała w fotelu pilota dowódcy przy tablicy z instrumentami. Dan siedział po jej prawej stronie, oddzielony całym mnóstwem pokręteł i przełączników. Zobaczył, że połowa ekranów dotykowych panelu została już spersonalizowana przez Pancho: dane ukazywały się na tle Wielkiego Kanionu, zgrabnego samolotu do akrobacji lotniczych, a nawet muskularnych modeli wylegujących się z uśmiechem na słonecznych plażach.
— Z tym wywiadem? — zaśmiał się cicho Dan. — Trzy czwarte pytań mogłem przewidzieć wcześniej. A może więcej.
Zapatrzył się na widok w szerokim bulaju ze szkłostali, który biegł przez całą szerokość panelu z instrumentami i zawijał się na bokach. Z lewej, za Pancho, było Słońce; jego jaskrawość była nieco przyćmiona przez wybarwienie bulaja, ale nadal było dość jasne, by dominować na niebie. Pancho wyglądała przez to, jakby miała aureolę dookoła krótko przystrzyżonych włosów. Zodiakalne światło rozpościerało się od jasnego centrum Słońca, przez całą szerokość bulaja; obłoki pyłu lśniły w świetle, pozostałości pierwszych dni po powstaniu Układu Słonecznego. Za nimi była już tylko ciemność, czarna nieskończoność kosmosu. Przez zaciemnioną szybę widać było tylko parę najjaśniejszych gwiazd.
— Naprawdę sądzisz, że ceny akcji pójdą w górę? — spytała Pancho, spoglądając to na jeden ekran, to na drugi.
— Już poszły, o parę punktów — odparł Dan. — To jest jeden z powodów, dla którego udzieliłem tego wywiadu.
Skinęła głową.
— Z tego co słyszałam, MKA chce cię wsadzić do więzienia natychmiast, jak wrócisz na Ziemię.
— To nie będzie moja pierwsza odsiadka — mruknął Dan.
— Tak, ale dla akcji nie byłoby to za dobre, nie?
— Pancho, gadasz jak zatroskany akcjonariusz.
— Jestem akcjonariuszem.
— Martwisz się?
— Ja? Nie mam czasu się martwić — zażartowała. — Ale chciałabym wiedzieć, co się może stać.
— Tak?
— Daj spokój, szefie, reporterów możesz sobie czarować, ale ja wiem, że już wybrałeś asteroidę. Może parę.
— Chcę dopaść trzy.
— Trzy?
— Tak. Po jednej z każdego rodzaju: kamienna, metaliczna i węglowa.
— Jak daleko będziemy musieli zagłębić się w Pas?
— O to lepiej spytać Fuchsa, on jest ekspertem.
Po paru minutach cała czwórka siedziała wokół stołu w mesie: Amanda i Fuchs po jednej stronie, Pancho i Dan po drugiej. Na umieszczonym na grodzi ekranie wyświetlono wygenerowaną przez komputer mapę Pasa, chaos błyszczących kropek między cienkimi żółtymi kółkami przedstawiającymi orbity Marsa i Jowisza.
— Widać więc, że asteroidy metaliczne — opowiadał Fuchs tonem pedanta — znajdują się głównie w zewnętrznych obszarach pasa. Ten region nie był zbadany tak, jak rejony wewnętrzne.