Выбрать главу

— I dlatego właśnie nie wybraliśmy jeszcze asteroidy metalicznej — rzekł Dan.

— O jakich odległościach mówimy? — spytała Pancho. — Trzy jednostki astronomiczne? Cztery?

— Cztery — odparła Amanda. — Plus minus ułamek.

— I wy chcecie sobie latać tam i z powrotem? — twarz Pancho wyrażała niedowierzanie.

— Mamy paliwo na manewrowanie — rzekł Dan. Wyciągnęła kieszonkowy komputer i oświadczyła:

— Trochę. A przy tych odległościach to niewiele.

— Potrzebny mi ładny kawałek niklowo-żelazowy — oświadczył Dan. — Nie musi być duży: paręset metrów średnicy.

Fuchs uśmiechnął się. Sprawiło to, że jego skwaszona twarz grubych rysach rozjaśniła się.

— Rozumiem. Asteroida niklowo-żelazowa o takiej średnicy vystarczyłaby na surowiec dla całego przemysłu hutniczego na jakiś rok albo więcej.

Dan wycelował w niego palcem.

— Otóż to, Lars. I właśnie to chcę im pokazać jak wrócimy.

— Czy już ktoś nie przyholował asteroidy żelazowo-niklowej w pobliże układu Ziemia-Księżyc? — wtrąciła się Amanda.

— Gunn — odparł Fuchs. — Nawet nazwał ją Pittsburgh, od centrum amerykańskiego przemysłu hutniczego.

— Tak, a przeklęta GRE odebrała Gunnowi skałę i o mało nie doprowadziła go do bankructwa — przypomniał skwaszony Dan.

— Nie można pozwolić ludziom na sprowadzanie niebezpiecznych obiektów w rejon układu Ziemia-Księżyc — rzekła Amanda. — Wyobraźmy sobie, że ten cały Pittsburgh wylatuje z orbity i uderza w Ziemię. Całkowita katastrofa.

Dan zmarszczył brwi.

— Newton odkrył prawa rządzące ruchem i grawitacją jakieś cztery stulecia temu. Potrafimy obliczać orbity z dużą precyzją. Pittsburgh nikomu nie zagrażał. To dwakroć przeklęta GRE chciała pokazać, kto tu rządzi.

Pancho uniosła wzrok znad swojego komputera.

— Mamy wystarczającą ilość paliwa na manewrowanie przez trzy dni na dystansie czterech jednostek astronomicznych.

— Wystarczy — odparł Dan. — Skanowanie będzie prowadzone przez całą drogę. Może będziemy mieli szczęście i znajdziemy niklowo-żelazowe maleństwo już na początku.

Fuchs potrząsnął głową ponuro.

— Tam jest wielka pustka. — Wskazując na ekran ścienny, mówił dalej: — Ludzie myślą, że w Pasie roi się od asteroid, ale tak naprawdę są to nieskończenie małe kawałeczki materii unoszące się w wielkim morzu pustki. Gdyby tę mapę narysować we właściwej skali, asteroidy byłyby za małe, żeby je dostrzec — chyba że pod mikroskopem.

— Parę igieł w olbrzymim stogu siana — dodała Amanda. Dan beztrosko wzruszył ramionami.

— Po to mamy radar, teleskopy i inną aparaturę. Pancho skierowała rozmowę znów na praktyczne tory.

— Dobrze, polujemy więc na metaliczną skałę. A inne, o których wspomniałeś, szefie?

— Lars już je wybrał.

Stukając we własny komputer leżący na stole przed nim, Lars podświetlił dwie konkretne asteroidy na ekranie ściennym. Pojawiły się wokół nich migające czerwone kółka. Kolejnym dotknięciem rysika na malutkiej klawiaturce wyświetlił trajektorię Starpower 1, z aktualną pozycją statku w postaci migającego żółtego kółeczka.

— Najbliższy obiekt to 26-238, asteroida typu K.

— Kamienna — rzekła Amanda.

— Tak — przytaknął Fuchs z uśmiechem. — Kamienne asteroidy zawierają zwykle mnóstwo krzemianów i metali lekkich, jak magnez, wapń, aluminium.

Dan patrzył na ekran. Kropka oznaczająca pozycję Starpower 1 poruszała się — dało się to zauważyć. Chryste, pędzimy jak szaleni. Znał fakty i liczby dotyczące wyników napędu fu-zyjnego, ale obserwowanie na wykresie, jak to wygląda w rzeczywistości, poruszyło go do głębi.

— Naszym drugim celem — kontynuował Fuchs — będzie 32114 C, typ chondrytowy. Asteroidy chondrytowe zawierają węgiel i hydraty…

— Wodę — rzekła Pancho, wstając od wąskiego stolika i ruszając w stronę zamrażarki.

— Tak, wodę, ale nie w postaci płynnej.

— Cząsteczki wody są chemicznie połączone z innymi cząsteczkami w skale — wyjaśniła Amanda. — Musisz użyć ciepła albo jakiejś innej formy energii, żeby je wydobyć.

— Ale to woda — rzekł Dan, obserwując Pancho, jak wyciąga gotowe danie z zamrażarki. — Selene potrzebuje wody. Podobnie jak każdy pracujący w kosmosie.

— „A twą pracą będzie nosić wodę” — mruknęła Amanda — „I lizać buty tych, co ją mają”.

— Co to jest? — spytał zdziwiony Dan. Wyglądała na prawie zawstydzoną.

— Och… Kipling. Rudyard Kipling.

— „Gunga Din” — dodał szybko Fuchs. — Bardzo piękny wiersz.

— Napisany przez białego europejskiego męskiego szowinistę — podsumowała Pancho, wsuwając swój obiad do mikrofalówki.

— Jakim cudem znowu jesteś głodna? — spytała Amanda.

— Przecież jadłaś parę godzin temu.

Pancho uśmiechnęła się.

— Ja nie muszę dbać o linię. Spalam kalorie ot, tak — pstryknęła palcami.

— Ale te gotowe dania — rzekła Amanda. — Są takie… goto-we.

— Mnie smakują — odparła Pancho.

— Tak czy inaczej — oznajmił Dan, podnosząc głos — będziemy polować na te dwie skały. Pobierzemy jakieś próbki, żeby umocnić nasze roszczenia, a następnie ruszamy w zewnętrzne rejony Pasa i szukamy czegoś metalicznego.

— Zastanawiałam się — powiedziała wolno Amanda — nad statusem prawnym wszystkich naszych roszczeń. Jeśli MKA uzna naszą misję za nielegalną… to znaczy, jeśli ogłosi nas za wyjętych spod prawa…

— To może unieważnić nasze roszczenia do asteroid — skończył za nią Dan. — Pomyślałem o tym.

— No i?

Przez otwarta klapę prowadzącą na mostek rozległ się krótki, ostry dźwięk. Pancho porzuciła mikrofalówkę i zanurkowała przez klapę.

Wróciła chwilę później, zmartwiona.

— Rozbłysk słoneczny.

Amanda zerwała się i pobiegła na mostek. Fuchs stał zatroskany, prawie przerażony.

— Sprawdzę działa elektronowe — oświadczył Dan.

— Może w nas nie trafi — rzekła Pancho. — Chmura plazmy jest na tyle daleko, że nie wiadomo, czy do nas dotrze.

— I tak je sprawdzę — odparł Dan, wstając z krzesła. — Wchłonąłem już w życiu tyle promieniowania, że więcej nie potrzebuję.

Restauracja „Widok na Ziemię’

Już pierwszy rzut oka na Kris Cardenas wystarczył, by Martin Humphries wiedział, że dręczy ją poczucie winy. Znakomicie. Wyglądała, jakby ostatnio za wiele nie spała; ciemne kręgi pod oczami, blada twarz.

Wstał z krzesła, gdy kelner przyprowadził ją do stolika i uśmiechnął się, gdy odziany na ciemno mężczyzna odsunął dla niej krzesło. Cardenas nie odwzajemniła uśmiechu.

Wykonując gest wyciągniętą ręką, Humphries rzekł:

— To najlepsza restauracja w promieniu czterech milionów kilometrów.

Był to stary żart na Selene. Restauracja „Widok na Ziemię” była jedyną prawdziwą restauracją na Księżycu. Dwa pozostałe miejsca, gdzie można było coś zjeść, były zwykłymi kafeteriami. Dziesięć łat temu korporacja Yamagata wybudowała na Selene elegancki hotel dla turystów, z pięciogwiazdkową restauracją. Byli jednak zmuszeni zamknąć lokal, bo w związku z efektem cieplarnianym liczba turystów zmalała do nieznaczącej. Teraz przysyłali swoich nielicznych gości do „Widoku na Ziemię”.

Humphries dostrzegł, że Cardenas przynajmniej umiała się właściwie ubrać. Miała na sobie długą suknię bez rękawów, koloru leśnej zieleni, elegancko ozdobioną złotą biżuterią. Mimo to wyglądała, jakby wybierała się na pogrzeb, a nie elegancką kolację.