— I co? — rzucił Humphries.
— Rozmawiała z George’em Ambrose’em, a potem wróciła na przedstawienie.
— Nagrałaś to?
— Oczywiście.
— Pokaż — warknął.
Twarz kobiety zastąpił lekko niewyraźny film ukazujący poważną Kris Cardenas rozmawiającą z ochroniarzem Randolpha, wielkim Australijczykiem.
— Wrócili razem na przedstawienie? Twarz kobiety znów pojawiła się na ekranie.
— Nie, osobno. On był z inną kobietą.
Spoglądając na cyfrowy zegar na swoim biurku, Humphries spytał:
— O której kończy się przedstawienie?
— Nie wiem.
Głupia krowa, warknął w myślach. Głośno jednak wydał jej polecenie:
— Zostań z nią. Wyślę paru ludzi, żeby ją przejęli. Nie wyłączaj telefonu, to namierzą sygnał. W ten sposób, nawet jeśli nie dotrą tam przed końcem przedstawienia, znajdą i ciebie, i ją.
— Nie wolno mieć włączonego telefonu podczas przedstawienia — odparła kobieta.
— Nie obchodzi mnie, co wolno, a co nie! Masz mieć włączony telefon i trzymać się doktor Cardenas, bo inaczej wylądujesz z powrotem w Mołdawii!
Jej oczy rozszerzyły się ze strachu.
— Dobrze, proszę pana — odpowiedziała ponuro.
— Jak tam przeciek? — spytał Dan.
Snuł się po mesie całymi godzinami, próbując nie zaglądać na mostek i nie przeszkadzać pilotom. Mimo to czuł, że wyciek chłodziwa go przeraża. Bez nadprzewodnika usmażą się w następnej burzy słonecznej.
Kiedy tylko Amanda opuściła mostek, Dan zapytał o wyciek.
Pancho wyglądała zaskoczoną jego pytaniem.
— Wyciek?
— Z przewodu chłodziwa.
— Ach, to. Nic takiego. Pancho wyjdzie na zewnątrz statku po obrocie i załata.
— Pancho, sama? — spytał. — Nikt z nią nie pójdzie?
— To tylko malutki przeciek — rzekła lekkim tonem Amanda. — Pancho zdecydowała, że obie nie będziemy tam potrzebne.
Dan skinął głową i wstał z fotela.
— Chyba pójdę na rufę i zobaczę, co robi Fuchs.
Fuchs siedział przy czujnikach, cicho pogwizdując, pochylony nad stołem roboczym z elementami czujnika podczerwieni.
— Coś się zepsuło? — zapytał Dan.
Fuchs uniósł wzrok i uśmiechnął się uprzejmie.
— Nie, nie — odparł. — Doszedłem do wniosku, że warto zwiększyć czułość, żebyśmy otrzymywali lepsze dane na długich zakresach.
— Niedługo nastąpi obrót. Musimy przymocować wszystkie luźne elementy, bo w przeciwnym razie zsuną się ze stołu.
Pochylił się znów nad swoim zadaniem, a jego krępe palce chwytały delikatne części z precyzją dobrze wyszkolonego mechanika. Dan obserwował go przez chwilę, po czym pozostawił go samemu sobie. Gdy ruszył do swojej kajuty, zobaczył Aman-dę idącą w jego stronę wąskim przejściem.
— Idziesz pomóc Pancho w zakładaniu skafandra? — spytał.
— Ja mogę…
— Och, jest jeszcze mnóstwo czasu — odparła radośnie.
— Myślałam, że wpadnę na parę minut do Larsa i pomogę mu przygotować się do obrotu.
Brwi Dana uniosły się w górę.
— Czy między wami coś jest? — spytał. Amanda wyglądała na szczerze zdumioną.
— Lars to prawdziwy dżentelmen — odparła z godnością.
— A jeśli nawet w to nie wierzysz, wiem, jak zachowuje się dama.
Minęła Dana z uniesionym wysoko podbródkiem, promieniejąc pogardą.
Dan uśmiechnął się, słysząc tę odpowiedź. Oho, coś się dzieje, ale Fuchs jeszcze o tym nie wie.
Obrót
— Na moją komendę za trzydzieści minut nastąpi obrót — z interkomu dobiegł głos Pancho. — Obrót.
Dan usiadł na pryczy. Najwyraźniej zasnął, patrząc na sufit kabiny; wydawało mu się, że minęły całe godziny.
Jesteśmy już w Pasie, pomyślał. Statek działa znakomicie. Lecimy do rejonów zewnętrznych i poszukamy ładnego, metalicznego obiektu.
Tylko że mamy wyciek nadprzewodnika, który utrzymuje pole magnetyczne, które chroni nas przed promieniowaniem, które generują burze słoneczne. Och, wyszło mi zdanie, jak w wierszu o domu, który wybudował Jack, pomyślał, próbując pozbyć się nieprzyjemnego przeczucia.
Złapał czysty kombinezon i pomaszerował do łazienki. Przydałby się prysznic i golenie, pomyślał. I zlikwidowanie tego wycieku, dodał głos w jego myślach.
Złościł się, że aż tak się tym przejmuje. Pancho w ogóle się tym nie martwiła, Amanda też nie.
A żeby ją, pięknisię, pomyślał. Nawet w tych luźnych łachach wygląda bosko. Chyba trzeba wziąć zimny prysznic.
Jedynym niebezpiecznym momentem obrotu była konieczność zamknięcia głównych dysz. Nie wyłączano reaktora fuzyj-nego; procedura polegała na wygaszeniu ciągu statku podczas obrotu i wykorzystaniu gazów wylotowych reaktora do obrócenia statku dzięki skierowaniu ułamka wyrzutu do dysz manewrowych po bokach modułu napędowego.
Dan wziął prysznic i ruszył na mostek. Oba fotele pilotów były już zajęte. Nie grała żadna muzyka.
— Wszystkie systemy gotowe do obrotu — mruknęła Amanda.
— Sprawdzam, wszystkie systemy gotowe — odparła Pancho. Stojąc za ich fotelami, Dan spytał:
— Gdzie Fuchs?
— Pewnie na rufie przy czujnikach — rzekła Pancho. — Bawi się swoimi zabawkami.
Amanda skrzywiła się lekko, dotykając ekranu komunikacyjnego.
— Obrót za pięć minut — ogłosiła. Spoglądając przez ramię, Pancho zauważyła:
— Szefie, powinieneś znaleźć jakiś fotel. Skrzywił się.
— Bywałem już w mikrograwitacji, mała — i o mało nie dodał: zanim się urodziłaś.
W odbiciu Pancho w bulaju widział, że ta się uśmiecha.
— Dobrze, ty tu rządzisz. Pętle na stopy w pokładzie i uchwyty na ręce na suficie.
— Tak jest, kapitanie — odparł Dan, odwzajemniając uśmiech.
— Ciąg odcięty za dwie minuty — zawołała Amanda.
— Dwie minuty. Zrozumiałam.
Gdy odcięto ciąg, Dan poczuł, że prawie nic nie waży. Uczucie ciężkości zanikło, a on unosił się lekko nad pokładem. Złapał uchwyt i zawisł, obserwując pilotów przy pracy.
— Jak tam Fuchs? — spytała Pancho.
Amanda postukała w główny ekran i pojawił się Fuchs, przypięty do fotela w części rufowej, trochę blady, ale poza tym w świetnym stanie.
— Manewr ciągiem za dwie minuty — rzekła Amanda.
— Zrozumiałam — odparła Pancho.
Dan wsunął stopy w pętle, nie puszczając uchwytów. Dysze manewrujące odpaliły i poczuł, jakby ktoś nagle zepchnął go na bok. Przypomniał sobie z dzieciństwa jazdę kolejką na lotnisku; stał przy drzwiach, a kiedy pociąg ruszył, o mało nie upadł, i to tylko dzięki temu, że stał otoczony dorosłymi.
— Phi — mruknęła Pancho — ptaszek porusza się jak tankowiec: wolno i brzydko.
— Nie lecimy kolibrem — wtrącił Dan.
— Tempo obrotu jest na tej krzywej — rzekła Amanda, wskazując wykres na ekranie wypielęgnowanym paznokciem. Na jej ekranie widniały białe klify Dover.
— Nie — zgodziła się Pancho — ale mam wrażenie, że przetaczamy jakąś straszną masę.
— Bo tak jest — odparła Amanda. — Cały ten deuter i hel-3. Paliwo dużo waży, uświadomił sobie Dan. To zabawne. Mogłoby się wydawać, że wodór i hel są bardzo lekkie, prawie nic nie ważą, a tymczasem mamy tego w zbiornikach jakieś całe tony. Dziesiątki ton.