— Ja go nie widzę — wyszeptała Cardenas.
— Cóż, przemyśl to — rzekł Humphries, ruszając do drzwi. — Jestem pewien, że wymyślisz jakieś rozwiązanie, jak tylko się przyłożysz.
Uśmiechnął się, otwierając drzwi i wyszedł. Zanim zamknął drzwi i rozległo się trzaśniecie zamka, George zobaczył stojącego na korytarzu ochroniarza.
Idąc korytarzem, Humphries zachwycał się własnym pomysłem. To może zadziałać! Jeśli rozprzestrzenimy dość nanomaszyn, będziemy mogli za parę lat powstrzymać efekt cieplarniany. Przyjdą do nas na kolanach z wdzięczności.
Zdecydował, że powoła mały zespół ekspertów, którzy zajmą się tym problemem racjonalnie. Cardenas nie jest przecież w Selene jedynym guru od nanotechnologii.
Ucieczka
Po wyjściu Humphriesa Kris Cardenas patrzyła przez chwilę na zamknięte drzwi, po czym nagle wybuchła płaczem. Z twarzą ukrytą w dłoniach, zwinięta w kłębek rzuciła się na łóżko i szlochała gwałtownie.
George stał niepewnie w dalekim rogu pokoju, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Już wpadła w histerię, pomyślał. Jeśli podejdę, postukam japo ramieniu i powiem „Cześć, jestem niewidzialnym człowiekiem”, całkiem dostanie świra.
Czekał więc, wiercąc się niecierpliwie, aż Cardenas przestanie płakać. Nie trwało to długo. Usiadła na łóżku, wzięła głęboki oddech, po czym wstała i poszła do łazienki. Kiedy wyszła, George zauważył, że umyła twarz i poprawiła makijaż. Tylko oczy miała nadal czerwone i spuchnięte.
Cóż, nie możesz tu stać całą wieczność jak jakiś pieprzony idiota, powiedział sobie George. Zrób coś!
Zanim podjął jakąś decyzję, Cardenas podeszła do okna i przycisnęła dłonie do tafli. Następnie rozejrzała się, jakby czegoś szukała w pokoju. Skinęła lekko głową, podeszła do małego, pustego biurka i podniosła stojące przy nim drewniane, wyściełane krzesło. Wydawało się, że jest dla niej za ciężkie, ale przeniosła je, potykając się, pod okno.
Chce rozbić okno i wyskoczyć, uświadomił sobie George. Tylko się pokaleczy.
Dotknął jej ramienia i wyszeptał:
— Proszę pani…
Cardenas podskoczyła i opuściła krzesło na dywan. Rozglądała się, mrugając, ale niczego nie dostrzegła.
— Przepraszam, doktor Cardenas — szepnął George. Obróciła się dookoła z szeroko otwartymi oczami.
— Kto to?
George odchrząknął i odezwał się głośniej.
— To ja, George Ambrose. Jestem…
— Gdzie pan u licha jest?
George poczuł się nieco zawstydzony.
— Jestem niewidzialny.
— Oszalałam — mruknęła Cardenas. Opadła na krzesło na środku pokoju.
— Nie oszalała pani — George starał się nadal mówić cicho. — Przeszedłem panią stąd wyciągnąć.
— To jakaś sztuczka.
— Czy tu jest podsłuch? Albo kamery?
— Chyba nie…
— Niech pani patrzy — rzekł George i natychmiast zdał sobie sprawę z niestosowności tego stwierdzenia. — Zdejmę kaptur, żeby pani zobaczyła moją twarz. Proszę się nie wystraszyć.
Cardenas wyglądała na bardziej podejrzliwą niż wystraszoną. George zdjął kaptur i zsunął maskę. Jak dobrze poczuć chłodne powietrze na twarzy.
Podskoczyła na krześle.
— Jezu!
— Nie, to tylko ja — rzekł z uśmieszkiem. — George Ambrose. Wie pani, pracuję dla Dana Randolpha.
W jej oczach pojawiło się zrozumienie.
— Kombinezon maskujący Waltona! Nie zniszczył go.
— Wiedziała pani o nim.
— Ja i jeszcze cztery inne osoby.
— To teraz jest takich więcej.
— Jak u licha zdołał pan…
— Nie ma czasu na wyjaśnienia. Musimy panią stąd wydostać.
— Jak?
George podrapał się w brodę.
— Dobre pytanie.
— Nie przyniósł pan skafandra dla mnie, prawda?
— A powinienem? Nie pomyśleliśmy o tym. Zresztą nie wiedzieliśmy, gdzie pani jest.
— Co więc zrobimy?
George zastanowił się przez chwilę.
— Cały czas panią tu trzymają? Cardenas skinęła głową.
— Drzwi są zamknięte?
— Tak. I na zewnątrz jest ochroniarz. A przynajmniej jest tak za każdym razem, kiedy przynoszą posiłki. Chyba jest uzbrojony.
George uśmiechnął się nagle.
— Kiedy przynoszą posiłki? O której będzie następny? Kilka godzin później rozległo się pojedyncze stuknięcie do drzwi i zgrzyt zamka. Cardenas rozejrzała się szybko po pokoju, ale George’a już nie zobaczyła.
Drzwi otworzyły się i wkroczyła ta sama milcząca kobieta o skwaszonej twarzy, w mundurku pokojówki. Cardenas zobaczyła smukłego młodego człowieka stojącego po drugiej stronie drzwi. Kobieta bez słowa postawiła tacę na niskim stoliku przy sofie i wyszła, milcząca i ponura. Ochroniarz zamknął drzwi na klucz.
Cardenas poczuła apetyt. Po raz pierwszy od paru dni była głodna. Czuła ciężar George’a siedzącego na poduszkach obok niej.
— Nieźle pachnie — rzekł George.
Podniosła pokrywę z talerza pełnego rybich filetów i jarzyn.
— I nieźle wygląda — dodał.
— Jest pan głodny? — spytała.
— Nie jadłem nic od śniadania — przyznał.
— To zapraszam.
George’a nie trzeba było specjalnie namawiać. Podniósł maskę i przystąpił do konsumpcji. Cardenas obserwowała, jak widelec i nóż poruszają się same, a kęsy obiadu znikają w ustach twarzy unoszącej się w powietrzu. Odkryła, że jeśli przygląda się naprawdę intensywnie, patrząc prosto na niego, widzi lekkie migotanie, prawie podprogowe. Odbicie światła lamp z sufitu, rozpraszane przez elementy skafandra. Trzeba było jednak wiedzieć, że tam coś jest, żeby to zobaczyć, a i tak prawie poniżej poziomu percepcji.
— Chce pani trochę?
— Nie, proszę jeść.
— To proszę chociaż zjeść jarzyny.
— Wezmę sałatkę.
Posiłek zakończył się po kilku minutach. George znów włożył maskę i znikł całkowicie.
— Mówi im pani, że już skończyła i mają zabrać tacę, czy pokojówka przychodzi po tacę sama?
— Powiem ochroniarzowi. Zawoła pokojówkę.
— Dobrze. Proszę powiedzieć ochronie, że pani skończyła i żeby zabrał tacę.
— Zawoła pokojówkę.
— Proszę mu powiedzieć, że nie może pani czekać. Niech pani coś wymyśli.
Cardenas skinęła głową, po czym podeszła do drzwi. Czuła ciepło ciała stojącego obok niej George’a. Uderzyła dłonią w drzwi.
— Skończyłam. Proszę zabrać tacę.
— Zadzwonię do kuchni — doleciał stłumiony głos ochroniarza.
— Nie mogę czekać! Muszę natychmiast iść do toalety! Niedobrze mi! Proszę zabrać tacę.
Chwila wahania, po czym usłyszeli trzask zamka. Drzwi otworzyły się i stanął w nich ochroniarz z zatroskaną miną.
— Co się stało? Coś w…
Rozległ się odgłos uderzenia przypominający huk melona spadającego na beton ze znacznej wysokości. Głowa ochroniarza poleciała do tyłu, a oczy uciekły w tył głowy. Osunął się na podłogę. Cardenas zobaczyła, jak machnął raz rękami w powietrzu, a potem jego ciało zostało wciągnięte do pokoju.
— Idziemy — szepnął do niej George.
Wyszli na korytarz. Drzwi zamknęły się same, zamek trzasnął. Kris poczuła, jak George otacza ją ramieniem i prowadzi do schodów. O tej porze w domu było cicho, choć rzut oka przez okno ujawniał, że jaskinia jest nadal oświetlona światłem dziennym.