– O, tak, mówiła mi o tym dzień w dzień. Skaleczyłem się celowo w policzek, aby mieć prawdziwą męską bliznę. Dziękuję, Malou, że ją rozumiesz!
Znowu odrobina sympatii. Tym razem pomieszanej ze smutkiem i powagą.
Zaczynała też rozumieć, że nigdy nie miał do czynienia z dziewczętami. Na wydziale weterynarii studiowali pewnie prawie sami chłopcy. No a potem spotkał Svetle, która potwierdziła poglądy matki na to, jaka powinna być kobieta…
Wszystkie inne dziewczęta były „niemożliwe”, jak to określił.
O, dobry Boże, westchnęła ciężko w duchu.
Potem położyli się spać. Marie – Louise długo nie mogła zasnąć w swym ogromnym łożu. Słyszała, że Andrej też wiercił się na posłaniu w kuchni. Wpatrywała się w prostokątny ślad na ścianie, skąd zdjęli reprodukcję o religijnej treści.
Drzwi nie były zamknięte na zamek i siłą się po wstrzymała, by nie wstać i nie przekręcić klucza.
Nie miała odwagi zasnąć.
Bała się, że znowu jej się przyśni twarz Andreja, tak obca i przerażająca, jak poprzedniej nocy. Pieścił ja, a potem… Te zawroty głowy, które miała po przebudzeniu, i jego dobre samopoczucie, kiedy spotkała go na cmentarzu… Czyżby on…
To były niewątpliwie chore myśli, ale nie mogła ich odpędzić.
Drzwi, klamka… Jeżeli się poruszy, zacznie krzyczeć! Z ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku. Dłużej nie wytrzyma.
Bezgłośnie ubrała się, napisała list do Andreja i uchyliła okno. Ostrożnie wymknęła się z domu, znalazła rower i przeniosła go na drogę, żeby hałas nie obudził śpiącego. Potem nacisnęła na pedały i na złamanie karku popędziła do miasta. W myśli powtarzała słowa z listu do Andreja i zastanawiała się, jak on zareaguje.
Najdroższy Andreju!
Przepraszam, że opuszczam Cię w ten sposób, ale dłużej nie mogę z Tobą zostać. Za bardzo jesteś mi drogi. Najważniejsze dla mnie jest to, żebyś był szczęśliwy. Chyba nazywają to miłością?
Wyjeżdżam do Chateau Germaine, żeby się upewnić, czy Twojej wybrance nie grozi nic złego. Muszę wyznać, że nie mogę się doczekać spotkania z nią. Jestem o Svetle śmiertelnie zazdrosna już od chwili, kiedy wspomniałeś o niej po raz pierwszy. A dziś wieczorni płakałam z bezsilności, że ona jest taka wspaniała i zdobyła Twoją miłość, a ja jestem tylko zwyczajną współczesną dziewczyną, która utraciła swą niewinność. To nie w porządku z mojej strony, że oceniam ją, chociaż jej nie znam. Dlatego chcę być wobec niej sprawiedliwa i dać jej szansę. Być może naprawdę jest tak wspaniała, jak o niej mówisz, może ją polubię? Ale nie obawiaj się, nie będę jej dokuczać, nie powiem o Tobie, a tym bardziej o tym, co zdarzyło się dziś przed południem. Ty także musisz zapomnieć wszystkie te surowe słowa, które wyrzuciłam z siebie w gniewie. Zapomnij też o tym, co tu napisałam, obiecaj mi! Po prostu musiałam Ci wszystko wyjaśnić.
Kochany mój Andreju, nie obawiaj się, że mam wobec Ciebie niecne plany. Nie zamierzam cię uwieść (chociaż to może tak wygląda). Prosiłeś o moją przyjaźń i możesz na nią liczyć. W stu procentach! Drogi przyjacielu, kiedy Cię pierwszy raz ujrzałam, sądziłam, że jesteś wzorem męskości. Doskonałym superbohaterem, o którym marzy się w snach, który ma wszystko, wszystko potrafi i w każdej sytuacji sobie poradzi. Ale jakże się pomyliłam! Jednak bardzo się cieszę, że nie jesteś takim ideałem. Myślę, że nie podobałbyś mi się, gdybyś był wolny od wad. Cudza doskonałość przeraża i powoduje kompleksy niższości. Zawsze czułabym się przy Tobie niedoskonała i bałabym się, że wybić rzesz w końcu kogoś bardzie) odpowiedniego. (Jeżeli oczywiście w ogóle bierzesz mnie pod uwagę).
Opuszczam więc scenę, zanim moje serce zostanie poważnie zranione.
Zamierzam też poszukać kasety Jana.
Musisz mi obiecać, że pozostaniesz w domu przez te trzy dni i nie podążysz za mną, to dla Ciebie zbyt nic bezpieczne. Pomyślisz zapewne, że jestem nieodpowiedzialna, gdyż zostawiam Cię, mimo że nikt nie wic, gdzie jesteś. A jeśli w tym czasie będziesz miał atak? Ale mam dziwne przeczucie, że nic Ci się teraz nie stanic.
Kiedy przybędziesz do Chateau Germaine za trzy dni, już mnie tam nie zastaniesz. Wrócę tutaj. A Ty będziesz mógł żyć dalej w spokoju ze swoją Svetla i więcej nie będę Ci się naprzykrzać.
Życzę Ci wszystkiego najlepszego, najdroższy przyjacielu, i dziękuję, że mogłam Cię poznać.
Twoja oddana Malou.
Jechała dalej w stronę wzgórza. Nie wspomniała w liście ani słowem o wampiryzmie. Nie było sensu denerwować go takimi bzdurami.
Hrabina przeszyła ją lodowatym wzrokiem.
– Pani? Tutaj?
– Tak, moja pracodawczyni przekazała zakład pogrzebowy swojemu bratu i zostałam bez pracy. W urzędzie zatrudnienia dowiedziałam się, że państwo potrzebują pomocy domowej, pomyślałam więc…
– Ależ pani jest zakaźnie chora!
– Już nie. Lekarz dał mi zaświadczenie.
– Poszła pani do lekarza? – w głosie hrabiny brzmiał niepokój.
– Tak, ale powiedziałam mu, że byłam za granicą. – I co on na to?
– Że nie widzi żadnych objawów choroby.
Łgała jak z nut. Nie odwiedziła przecież żadnego lekarza! Hrabina nie była zdecydowana i najwyraźniej niechętna.
– To wspaniała okazja, Wando – usłyszały nagle głos hrabiego. – Teraz, kiedy tak trudno jest znaleźć kogoś do pomocy.
W jego tonie wyczuwało się jednocześnie ostrzeżenie i władczość. Hrabina także to dostrzegła.
– Oczywiście, masz rację, Matthieu. A więc, co pani potrafi?
– Najbardziej lubię gotować, madame, ale z chęcią przyjmę każdy inny rodzaj pracy.
– Kucharkę mamy. Lecz potrzebujemy kogoś w charakterze pomocy domowej i damy do towarzystwa.
– Postaram się jak najlepiej wywiązywać z tych obowiązków, madame.
Świetnie, jeżeli zostanie pomocą domową będzie mogła poruszać się po całym domu! Co za bezmyślność mówić o pracy w kuchni!
Służący Joseph stał nieco z tyłu. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Marie – Louise już dawno byłaby martwa. Wiedziała, że przynajmniej jedna osoba nie życzy sobie jej obecności w tym domu. Omówiono warunki i została zatrudniona.
Kiedy opuściła pokój, aby rozpakować rzeczy, a potem zabrać się do pracy, usłyszała za sobą wymianę zdań.
– Oszalałeś, Matthieu! Widziała nas przecież w parku. Nie może tu zostać!
– Właśnie, że powinna, Wando. Nie wiemy, czy to ona była w parku. A teraz mamy szansę się dowiedzieć, gdzie spędziła tych kilka ostatnich dni i ile właściwie wie.
Chyba mam zbyt dobry słuch, pomyślała Marie Louise. To nie było przeznaczone dla moich uszu.
Praca okazała się cięższa, niż się spodziewała, i nie zostawało jej zbyt wiele czasu na poszukiwania. Głównie hrabina starała się o to, by dziewczynie jak najbardziej wypełnić czas. Natomiast Joseph najwyraźniej postano wił, że skoro już mimo wszystko tu została, to powinien uprzykrzyć jej życie. Wynajdywał jej najgorsze prace.
Ostatni z rodzeństwa, Karel i Svetla, jeszcze nie przyjechali. Svetli spodziewano się w każdej chwili, o ile Marie – Louise zrozumiała. Nie mogła się już doczekać tego spotkania.
Szybko poznała psychikę hrabiny. Epizod z pierwszego dnia był typowy dla atmosfery panującej w Chateau Germaine. Tego wieczoru hrabia miał ochotę pójść do miasta, żeby spotkać się z przyjacielem.
– Idź, idź – westchnęła hrabina z wyrazem cierpienia na twarzy. – Nie przejmuj się mną, mam tu swoje lekarstwo, a w razie czego, jest też przecież Marie – Louise, moja dama do towarzystwa – dodała dumnie.