daj skrzydeł Ojca nam ochronę,
weź w walce z Gimel naszą stronę…
Ku memu zdumieniu siła wiatru zaczęła słabnąć. Wielkie, groźne powietrzne trąby, otaczające nas ze wszystkich stron, zaczęły zwijać się w sobie, maleć i odpływać, wirując. Wraz z przemijaniem huraganu znikały też mroczne, ołowiane chmury, gnając z powrotem w kierunku, z którego się pojawiły. Po chwili znów wyjrzało słońce.
Przerażeni wieśniacy wolno wstawali z ziemi, na której przed chwilą leżeli, trzymając się nawzajem tak jak my lub przywierając do korzeni, krzewów i drzew. Na ich twarzach wciąż jeszcze malował się strach, a teraz doszła jeszcze rozpacz, gdy ujrzeli szkody, jakie wyrządziła wichura. Większości siana i świeżo zżętego zboża już nie było. Pomknęły gdzieś daleko z wichrem. Niektórzy wieśniacy, wcześniej tak nam przyjaźni, teraz spoglądali na nas niechętnie, domyślając się, iż jesteśmy sprawcami ich kłopotów. Odruchowo przyśpieszyliśmy kroku, aby jak najszybciej zejść im z oczu. Ale Kotyka interesowało coś innego niż skutki groźnego huraganu…
– Nie wiedziałem, że masz wizerunek Rubinowego Jaja – powiedział z szacunkiem do Włóczęgi.
– Tyle wędruję, to tu, to tam, że nie ma w tym nic dziwnego – odparł niedbale Alef, chowając tajemniczy przedmiot do worka. W ostatniej chwili złapałam go za rękę, chcąc obejrzeć magiczny klejnot, lecz Alef powstrzymał moją dłoń i zacisnął sznur przytrzymujący worek.
– Małego Rubinowego Jajka nie wolno dotykać bez potrzeby, bo straci moc – ostrzegł. – Jak się domyślasz, to nie jest prawdziwe Rubinowe Jajo, gdyż ONO jest ogromne i niewyobrażalnie piękne, a moje jest tylko jego nieudanym, zminiaturyzowanym wizerunkiem. W całym Cesarstwie jest tych miniaturek sześć, a może siedem, i niekiedy przejawiają cząstkę mocy pierwowzoru. Lecz tylko cząstkę…
– Skąd je masz? – powtórzył Kot niecierpliwie. – Wiem, że po jednym Małym Rubinowym Jajku mają wszystkie cztery królestwa. Jedno Jajo ma, rzecz jasna, Para Cesarska, to razem już jest ich pięć. Mówi się, że jedno trzyma w ukryciu stary Jod, choć to nie jest pewne, tak jak zresztą nie ma pewności, kim jest Jod. Różnie się o tym mówi. Co prawda, nie powinienem mówić o nim źle, gdyż uratował mi życie. Mogłem w końcu topić się w byle jakiej beczce z deszczówką i nikt by mnie nie uratował, ale jednak topiłem się w tej właściwej, w dodatku w TAMTYM świecie. Jeśli ktoś, kto nie jest NIĄ, umie przeniknąć do TAMTEGO świata, to raczej nie jest starym, bezradnym nauczycielem na służbie Cesarskiej Pary, ale kimś znacznie potężniejszym…
– Owszem, wiem, że Jod ma miniaturowe Rubinowe Jajko – przyznał Włóczęga. – Zdobył je, gdy był jeszcze silny i młody. Niektórzy w Cesarstwie twierdzą, że to właśnie jego Stepowi Ludzie zwali wówczas Mnichem, a mieszkańcy czterech królestw Prorokiem…
– Cooo? – zdziwił się Kot. – Byłby zatem również Białym Magiem?!
Kotyk był tak zaskoczony, że Włóczęga uśmiechnął się kpiąco.
– Myślałem, że koty takie jak ty, czyli koty magiczne, potrafią wyczuć, z kim mają do czynienia. Owszem, stary Jod to Biały Mag. I nieprzypadkowo udał się na służbę do Cesarskiej Pary. Lecz zmieńmy temat. Jod nie lubi, gdy się o nim zbyt wiele rozprawia. I nie każdemu wychodzi to na zdrowie. KTOŚ mógłby nas bowiem niepotrzebnie usłyszeć. Pamiętaj, że JEJ trąby powietrzne mają uszy, Kotyku – dorzucił Włóczęga ostrzegawczo.
– Zgoda. Nie mówmy więc o Jodzie, mówmy o Rubinowych Jajach. Doliczyłem się już sześciu – powiedział Kot. – Więc skąd to siódme, twoje? I dlaczego robi wrażenie większego niż to, które widziałem w skarbcu cesarskiego pałacu? Przecież wszystkie były jednakowe!
– I wszystkie są jednakowe. Gdy widzisz jakąś rzecz pojedynczo, robi zawsze większe wrażenie niż w masie. Nie zauważyłeś? Na przykład jedno jabłko i kosz jabłek. To jedno wydaje się nieco większe, prawda? – spytał Włóczęga.
– Zmieniasz temat. Pytałem, skąd ty, zwykły Włóczęga, masz Małe Rubinowe Jajo, a ty rozprawiasz o filozofii – powtórzył z naciskiem Kotyk.
Wyczułam, że Włóczęga nie ma ochoty zwierzać się nam ze swoich spraw i że powinnam przyjść mu z pomocą.
– Zaraz się pokłócicie – wtrąciłam. – Skoro idziemy razem i we wspólnej sprawie, chyba nie powinniśmy się spierać o byle co. Powiedz mi lepiej, Alefie, jaką moc ma ta mała, dziwna rzecz?
– Ta mała, dziwna rzecz jest wizerunkiem Wielkiej Dziwnej Rzeczy, Wielka Dziwna Rzecz zaś czyni cuda. I dlatego jej miniaturka, jeśli użyta jest w dobrym celu, też niekiedy sprawia malutki cud. Co prawda, nie zawsze. Tylko Wówczas, gdy chce tego Złocisty Ptak – oświadczył pokrętle Włóczęga.
Kotyk jednak nie ustępował:
– Nie sądzę, aby zawrócenie JEJ magicznego huraganu z trąbami powietrznymi było malutkim cudem…!
– Patrz, Ewo… Przed nami już widać mury Królestwo Buław. To jedyne w swoim rodzaju państwo w całym Cesarstwie. Jego królowie zawsze uważali, że do siły dochodzi się przez wiedzę, więc Królestwo to słynie z ogromnej liczby uczonych. Do tego miejsca młodzi ludzie z całego Cesarstwa przybywają na naukę. Stąd wywodzą się wszyscy nauczyciele…
– Poza jednym, zwanym Jodem… – burknął Kot, ale Włóczęga znów szybko zmienił temat:
– Być może uczeni uraczą nas naukowym wywodem na temat tego, co stało się z Księciem Thetem. Nie wiem tylko, czy to się nam do czegoś przyda… – zakończył Włóczęga w typowy dla siebie kpiarski sposób.
Nie było już czasu na spory. Pusta wcześniej droga była teraz wypełniona przybyszami, zmierzającymi zewsząd do bram stolicy Królestwa Buław. Żadne z nas już nie wracało w rozmowie ani do Małego Rubinowego Jajka, ani do tożsamości Starca zwanego Jodem, nie chcąc, aby ktoś niepożądany podsłuchał nas w tłumie.
– Oto ci młodzi, żądni wiedzy adepci, którzy przybywają do Królestwa po naukę. W Królestwie Kielichów uczą się, jak ładnie żyć, w Królestwie Denarów, jak gromadzić pieniądze, a w Królestwie Mieczy doskonalą kunszt walki. Tu jednak króluje wiedza, nie zawsze przydatna – powiedział Alef, widząc, że zaciekawiła mnie liczba podróżnych: wchodzących przez bramy miasta.
– Tylko proszę cię, Ewo, gdy już będziemy w królewskim pałacu, nie wkładaj na głowę żadnej korony. Bo może się okazać, że znowu otrzymasz od NIEJ jakiś szczególny prezent – powiedział Kot.
– A czy Gimel może przenikać do mojego świata? – spytałam, wiedziona nagłym impulsem, lecz Kotyk ze złością położył mi łapkę na ustach.
– Może. Ona wszystko może – powiedział szeptem Alef. – I lepiej mów „ONA”, zamiast wymieniać jej imię. Sam ten dźwięk potrafi przywołać Zło. Ona i Zło to JEDNOŚĆ. Rozumiesz?
Rozumiałam, ale myśl o tym, iż Gimel swobodnie przemieszcza się z TEGO świata do TAMTEGO, nadzwyczaj mnie zaniepokoiła. To nieładnie, że Kot mnie przed tym nie ostrzegł. Być może nie zgodziłabym się wówczas na udział w tej wyprawie, gdyż nie mam prawa aż tak narażać naszego synka… Otrząsnęłam się. Skąd u mnie takie myśli? Czyżby tamten złowrogi wicher wywarł jakiś wpływ na mój umysł? Może po to został ku nam wysłany, tyle że ONA nie przewidziała, iż prosty Włóczęga posiada Małe Rubinowe Jajko…? Małe jak małe. Moim zdaniem, ten kamień był całkiem sporych rozmiarów… Warto byłoby wiedzieć, kim jest właściwie ów tajemniczy Włóczęga, który przyłączył się do nas tak niespodziewanie… Może to właśnie on jest JEJ skrytym sługą?
Moje niespokojne myśli urwały się tuż za murami miasta. Potwierdziło to mój nieokreślony domysł, że na otwartej przestrzeni gdzieś ciągle krążył wiatr Gimel, sącząc mi w umysł podejrzenia wobec towarzyszy podróży. Zatem ONA chwyta się najróżniejszych sposobów, aby odwieść mnie od udziału w tej wyprawie. Czyżbym wydawała się jej groźniejsza, niż naprawdę byłam…?
Tak jak w Królestwie Kielichów, i tutaj powitano nas nadzwyczaj przyjaźnie, choć nie aż tak wystawnie. Jeśli w Królestwie Kielichów widać było, iż każdy z mieszkańców, z królewską parą włącznie, nade wszystko kocha wygodne, dostatnie życie, to w Królestwie Buław mniej zwracali uwagę na wygody, a bardziej na pracę. I to szczególnego rodzaju. Zmierzając brukowanymi, gwarnymi ulicami w stronę zamku, dostrzegłam ludzi, którzy zajmowali się zapisywaniem grubych ksiąg, badaniem pod lupą natury owadów czy chemicznymi doświadczeniami.