– W Królestwie Buław wierzą, że władzę realizuje się Przez wiedzę. Dzięki temu królestwo to nigdy nie wywołuje wojen w Cesarstwie – wytłumaczył mi Alef. – Wojny traktuje się tu jako przedmiot badań.
– Wszyscy nauczyciele Księcia Theta pochodzili z tego królestwa – dorzucił Kotyk. – Thet ich lubi, choć docenia tez wagę miecza…
Władcy Królestwa Buław nie powitali nas w sposób tak wyszukany jak Król i Królowa Kielichów. Tam podejmowanie gości wyraźnie łączyło się ze szczerą radością gospodarzy i z rozbudowanym ceremoniałem hucznych przyjęć. Tu gospodarze uważali, iż jest to strata czasu, który można by przeznaczyć na pożyteczniejsze cele. Owszem Król i Królowa Buław powitali nas przyjaźnie, lecz mniej zwracali uwagę na sposób podjęcia nas, a bardziej na cel naszego przybycia. Odniosłam wrażenie, że rozwikłanie zagadki zniknięcia Theta interesuje ich głównie z przyczyn poznawczych. Było im chyba obojętne, kto będzie rządził Cesarstwem, byle nie przeszkadzał w rozwoju nauki i wiedzy,
– Ciekawe, że jest wśród was królowa z Dalekiego Kraju i jej niemowlę – zainteresowała się od razu Królowa. – To przypadkowy czy zamierzony wybór? Czy oni mają wypełnić jakieś szczególne zadanie?
– Tego sam jeszcze nie wiem – wyznał Kotyk, budząc znowu mój niepokój. Czy naprawdę tylko przypadek spowodował, iż Kotyk topił się akurat w mojej beczce z deszczówką, a nie na przykład w beczce naszej sąsiadki? Czy wręcz w czyjejkolwiek beczce, na całkiem innym kontynencie? Na przykład w Australii?!
– …jednak nie zaliczałbym tego do zwykłych przypadków – dorzucił Kot po namyśle, a ja nadstawiłam uszu. – Jak zapewne wiadomo Waszym Dostojnościom, większość niemowląt koncentruje swoje siły wyłącznie na jedzeniu i rośnięciu. Tymczasem to Dziecko oprócz tego także myśli, mówi, odróżnia prawdę od kłamstwa, rozumie mowę ptaków i zwierząt, odbiera i przekazuje sygnały. Są też matki, które słyszą wyłącznie nieistotne gaworzenie swoich niemowląt, i takie, które umieją te sygnały odebrać. Trafiłem do beczki z deszczówką królowej z Dalekiego Kraju, jej niezwykłe Dziecko wyczuło moją obecność i wysłało do niej sygnał, ona go usłyszała i w efekcie zdążyła mnie uratować przed niechybną śmiercią.
Wyszukana, niemal naukowa forma wypowiedzi Kotyka musiała być obliczona na zainteresowania królewskiej pary. Oboje też nadzwyczaj zaciekawili się słowami kocura, na mnie zaś i na moje Dziecko zaczęli spoglądać z większym szacunkiem. W Królestwie Kielichów liczył się mój równorzędny królewski tytuł, za to tu liczyła się nasza osobliwość. Miałam uczucie, że znaleźliśmy się pod lupą naukowców.
– Gdybyście zechcieli zabawić dłużej w naszym kraju, nasi uczeni niewątpliwie umieliby rozwikłać tę zagadkę. Wystarczyłoby poddać badaniom mózgi królowej i niemowlęcia z Dalekiego Kraju – oświadczył z entuzjazmem Król Buław, a jego słowa natychmiast mnie zmroziły. Wyczułam, że był gotów pokrajać mój mózg w drobne plasterki, byle dowiedzieć się, jakim cudem odbieram niewypowiedziane słowa Jonyka. Na szczęście Kotyk od razu odparł:
– Byłoby to dla nas ogromnym zaszczytem, lecz, niestety, musimy szybko podążać dalej. Książę Thet znajduje się w niebezpieczeństwie. Ale gdy osiągniemy cel wyprawy, być może Królowa z Dalekiego Kraju znów do was zawita… – dorzucił, patrząc na mnie z ukosa jednym zielonym ślepiem.
„Doprawdy, żądza zaspokojenia naukowej ciekawości powinna mieć jakieś granice” – pomyślałam ze złością. Ale już z odsieczą pośpieszył mi Włóczęga, zmieniając zręcznie temat:
– A czym ostatnio zajmują się uczeni Waszych Królewskich Mości? – spytał.
– Próbowali rozeznać istotę Małego Rubinowego Jajka, żeby uzyskać odpowiedź na pytanie, jaki mechanizm sprawia, iż owo Jajko niekiedy czyni cuda – powiedziała z ożywieniem Królowa.
– I co? Jaki to mechanizm? – spytał ponownie Alef, a ja zdziwiłam się, że królewska para nie dosłyszała kpiny w jego grzecznym tonie.
– Nasi uczeni chcieli rozbić Jajo, aby zbadać chemiczne jego materię i stwierdzić, co właściwie znajduje się w środku… – zaczął król, a Kotyk z Włóczęgą zesztywnieli, słysząc te słowa.
– … nie, nie martw się, Kocie! – zachichotała Królowa, mówiąc dalej. – Jeśli dobrze wiem, jesteś bardziej znawcą nienaukowej magii niż prawdziwej nauki, zatem ucieszy cię informacja, iż Małego Rubinowego Jaja nie udało się rozbić. I to pomimo że nasi uczeni użyli potężnych i po stokroć większych machin niż owo Jajo. Okazało się ono niezwykle twarde i oporne na działania młotów, dźwigni kwasów i roztworów. Więc nienaruszone nadal spoczywa w naszym skarbcu…
Włóczęga i Kot odetchnęli z ulgą, a Król dorzucił z ubolewaniem:
– A jednak nie do zniesienia jest; fakt, iż mechanizm działania Małego Rubinowego Jaja pozostaje niezrozumiały!
Przypomniałam sobie, jak klejnot Włóczęgi odegnał złowrogie trąby powietrzne Gimel i pomyślałam, że było to dla mnie ważniejsze od informacji, co jest w nim w środku.
– W moim kraju uczeni też ciągle się trudzą, jak w waszym, ale nie życzę sobie, żeby rozwikłali wszystkie zagadki i udzielili odpowiedzi na wszelkie pytania – wtrąciłam. – Chyba lepiej, iż Małe Rubinowe Jajo jest całe, niżby miało go nie być, choć w zamian rozwiązana byłaby jego zagadka…
– Wyznam Panie, że ja, podobnie jak ten Kot i nasza towarzyszka, również wolę, gdy nie wszystko jest zbadane i opisane w naukowy sposób. Nie wierni, czy światy, pozbawione zagadek i tajemnic, byłyby tak ciekawe, jak są – powiedział grzecznie, acz stanowczo Włóczęga.
– Ależ tak! – zawołała Królowa. – Naszym największym marzeniem jest na przykład zdobycie pióra Złocistego Ptaka! Gdyby uczeni poddali je badaniom, dowiedzielibyśmy się, na czym polega JEGO moc, a wówczas wszystkie tajemnice stanęłyby przed nami otworem!
Włóczęga nagle uśmiechnął się, rozwiązał gruby sznur swego worka i… wyjął z niego długie, złociście skrzące się ptasie pióro! Wszyscy zerwaliśmy się z miejsc, aby je lepiej zobaczyć. Dotknęłam go z namaszczeniem, czując, jak przechodzi przeze mnie prąd, choć pióro było mięciutkie i aksamitne. Kotyk nawet go nie dotknął, tylko wpatrzył się w nie z taką samą czcią i tęsknotą, z jaką wcześniej spoglądał na zamglony wizerunek samego Złocistego Ptaka w Zwierciadlanej Komnacie. Moje Tańczące Dziecko przytuliło do pióra jasną twarzyczkę i roześmiało się: radośnie, jakby bliskość choćby tak drobnej cząstki jego właściciela dawała nieopisane szczęście. Tylko Królowa z Królem najpierw podskoczyli z wrażenia, a potem rzucili się, aby schwycić trzymane wciąż przez Włóczęgę delikatne, lśniące pierzaste cudo.
– Chwileczkę… – powiedział Alef, cofając dłoń. – To, oczywiście, jest pióro tylko z JEGO puchu, gdyż lotki ma ON tak ogromne jak najwyższa wieża waszego pałacu. Dla mnie bliskość tego pióra to wszystkie najpiękniejsze tajemnice wszechświata razem wzięte. Nawet wobec tak malutkiej cząstki Złocistego Ptaka odczuwam cześć i miłość. Czym, Wasze Dostojności, będzie ono dla was, jeśli je wam sprezentuję?
– Przedmiotem badań! – zawołali niemal jednocześnie Król i Królowa.
– Jakich? – ciągnął dalej Włóczęga.
– Będziemy je ważyć, mierzyć, poddawać wysokim i niskim temperaturom… – zaczął z energią Król, lecz przerwał mu Kotyk, mówiąc cichutko i z niepojętą dla niego nieśmiałością:
– Czy nie możesz dać go mnie, Włóczęgo? – Kotyk nie odrywał od pióra rozmiłowanego wzroku. – Ja będę je czcił, a nie mierzył, ważył czy niszczył…
– Ty już je masz, gdyż nosisz je w sercu – odparł Włóczęga. – To pióro jest zresztą moim prezentem dla Króla i Królowej Buław. I proponuję, abyśmy od razu, wspólnie, poddali je pierwszemu badaniu, czyli wpływowi wysokich temperatur…
… i zanim ktokolwiek zareagował, Alef podpalił złociste pióro, które w mgnieniu oka najpierw zwęgliło się, potem spopieliło i wreszcie całkowicie zniknęło!
– Mamy odpowiedź na pierwsze pytanie: co stanie się z piórem Złocistego Ptaka, gdy poddamy je działaniu wysokiej temperatury? Zniknie.
Król i Królowa spojrzeli na niego najpierw zirytowani, a potem trochę speszeni.
– W porządku – powiedział Król, przełykając nerwowo ślinę. – Chciałeś dać nam nauczkę. Przyjmujemy ją. Powiedz tylko, skąd wziąłeś JEGO pióro?
– ON fruwa ponad naszymi głowami i niekiedy gubi Pióra, a wówczas opadają one na ziemię. Każdy może je znaleźć. Ja swoje znalazłem – uśmiechnął się Włóczęga. Jeśli dobrze wiem, Książę Thet jest miły sercu Złocistego Ptaka. Być może, gdy nam pomożecie w tej wyprawie, to pewnego dnia JEGO pióro, to prawdziwe, długie na wysokość najwyższego dębu w Cesarstwie, znów opadnie z niebóg i znajdziecie je na jednej z ulic waszej stolicy…