Dopiero teraz dosłownie wpadłam w jej objęcia, płacząc i śmiejąc się na przemian. Byłam w moim prawdziwym domu. Byłam nareszcie u boku mojej najprawdziwszej mamy i najprawdziwszego ojca, a za chwilę miał przybiec mój najprawdziwszy siedemnastoletni braciszek, Resz. Czegóż mogło mi brakować do szczęścia…?
Adam był przekonany, że jest to bardzo groźny nawrót tamtej infekcji. Ale tym razem, według jego medycznej opinii, przyplątało mi się zapalenie opon mózgowych, jako pogrypowa komplikacja. Gdy rano wszedł do naszego pokoju, chcąc spytać przed pożegnaniem, jak nam się spało na nowej kanapie, siedziałam w kucki w kącie pokoju, tuląc do siebie jakiś przedmiot. Nic nie mówiłam, tylko kiwałam się, jak sieroty w domu dziecka. I bezgłośnie płakałam. Tym przedmiotem, którego nie chciałam oddać Adamowi, były moje dziecięce ubranka od siostry Amaty, zapakowane w stary, pożółkły papier. Płacząc, tuliłam je do siebie, wyjmując z papieru i ciągle kiwając się. Potem gwałtownie zaczęłam trzeć skrajem podkoszulka niewyraźną inkrustację na metalowej obręczy. Tarłam i tarłam tak długo, aż spod warstwy brudu zaczęły wyłaniać się dwa malutkie skrzyżowane mieczyki.
Adam stał jak porażony. Wiedział, czym grozi zapalenie opon mózgowych. Mogłam utracić część umysłowej sprawności. Mogłam też stracić ją całkowicie i być do końca żyda jak roślina.
– A Dziecko i Kotyk? Co oni robili w tym czasie? – wypytywałam później męża.
– Kotyk gdzieś sobie poszedł i zniknął na kilka dni, A Dziecko było w miarę normalne, choć trochę ospałe – wyjaśnił Adam. – Najważniejsza jednak byłaś ty. Bo takie wirusowe zapalenie opon jest tym groźniejsze, im człowiek jest starszy. Dlatego zdecydowałem się oddać cię do szpitala, gdyż umierałem ze strachu. Nie mogłem wziąć na siebie takiej odpowiedzialności…
Całą sobą przeżywałam nagłe odzyskanie domu, matki, ojca, dzieciństwa – i wspomnień. Całą sobą byłam TU, w Krainie Kota, na zaniku w Królestwie Mieczy. Nagle, dosłownie z sekundy na sekundę, przypomniałam sobie wszystko… Wtedy gdy miałam te trzy latka i zniknęłam z zamku, moje wspomnienia zostały zablokowane. Zrobiła to Gimel. Moja matka, Królowa Mieczy, naraziła się jej i Gimel postanowiła się zemścić. Wykradła mnie i z całkowicie zablokowaną pamięcią – i mową! – przeniosła do drugiego, obcego świata.
Teraz nagle odzyskałam utracone dzieciństwo i wszystkie wspomnienia o nim. Było ich o wiele więcej, niż sądziłam. Pojęłam, dlaczego Królestwo Mieczy od pierwszej chwili wydawało mi się bliskie jak dom… Przypomniałam sobie nawet mój dawny dziecinny pokoik w zamkowej wieżyczce. Ku radości mojej matki, od razu pokazałam miejsce, w którym stało moje łóżeczko i nawet opisałam je. Przyniesiono je szybko z zamkowych piwnic i wszystko się zgadzało: skrzyżowane miecze u wezgłowia, wiśniowy, niewielki baldachim, cztery nóżki w kształcie łap smoka z rozczapierzonymi pazurami.
Biegałam po całym zamku i rozpoznawałam szczegół po szczególe. Godzinami wpatrywałam się w portret mojej matki ze mną, dwuletnią wówczas, na ręku. Co jakiś czas przypominałam sobie, że przecież mam własne Dziecko i obowiązki wobec niego, lecz na szczęście przejęła je, z ogromną miłością, moja matka, a ja mogłam dalej chłonąć krainę mego dzieciństwa. Mój braciszek, Resz, choć młodszy o dziesięć lat, stał się moim ulubionym towarzyszem odkrywania po raz wtóry różnych zakamarków zamku, jazd konno po okolicy i uganiania się po mieście. Wszyscy już tu wiedzieli, że jestem cudem odzyskaną Codik – Księżniczką Mieczy, odnalezioną po dwudziestu siedmiu latach – i wszędzie witano mnie jak córkę lub siostrę. Odkryłam też wspaniały smak przynależności rodzinnej i dopiero teraz pojęłam, co to znaczyło być przez tyle lat znajdą, podrzutkiem, sierotą bez prawdziwego domu. To naprawdę było straszne…
Odpychałam Kotyka i Włóczęgę, gdy chcieli mi towarzyszyć. Chciałam być sama, jedynie z Reszem bądź z matką czy ojcem, w tej podróży do krainy dzieciństwa – a nie z nimi. Lekceważyłam ponurą minę Włóczęgi i opadające smutnie wąsy Kotyka. Tu był mój prawdziwy dom, do diabła, i nikt poza moją matką, ojcem i braciszkiem nie miał prawa zakłócać mi w nim spokoju. A moja cudem odnaleziona rodzina pragnęła tylko jednego: żebym została z nimi na zawsze. Mijały szczęśliwe dla mnie dni – i nasze pragnienia były zgodne.
… do chwili, gdy Jonyk nagle powiedział:
– Tata…
Nic więcej. Tylko tyle. Pojęłam, że choć wróciła mi zabrana przez Gimel pamięć o krainie dzieciństwa, to teraz ja sama zablokowałam sobie pamięć o Adamie i moim obecnym świecie. Tymczasem to nie Kraina Kota była dziś moim właściwym miejscem, lecz ten drugi świat… I nic na to nie mogłam poradzić. Już nie byłam Księżniczką z Królestwa Mieczy, Codik, czyli Gwiazdą, ale Ewą, która musiała mieć swego Adama. I właśnie wówczas, gdy ostatecznie to zrozumiałam, zaczęłam płakać… Przypuszczam, że płakałam i TU, i TAM. Płakałam z powodu okrucieństwa decyzji, jaką musiałam podjąć – i dlatego, że właściwie już ją podjęłam.
– …najgorsze było to, że głównie płakałaś – powiedział Adam. – Nigdy nie przypuszczałem, że jest w tobie aż tyle łez i że możesz taić przede mną tyle powodów do płaczu, Ewo, czyżbyś nie była z nami szczęśliwa?
– Jestem bardzo szczęśliwa – zaczęłam niepewnie i zaraz poprawiłam stanowczo: – Naprawdę, przysięgam, jestem bardzo szczęśliwą osobą. Czy tego nie widzisz!?
– Tak mi się zdawało – odparł niepewnie mój mąż.
Mnie też się tak zdawało i dlatego nie pojmowałam, dlaczego gdzieś bardzo, bardzo głęboko tkwi we mnie jakaś wielka radość, połączona jednak z równie wielkim smutkiem. Skąd one nagle tam się wzięły? Gdyż wiem na pewno, że wcześniej ich nie było…
– Gdy raz od nas odejdziesz, już nigdy nie wrócisz do Królestwa Mieczy, ani nawet do Cesarstwa Tarota – przekonywała mnie moja matka. – Nie ma prostego przejścia z TAMTEGO świata do NASZEGO. Owszem, takie przejścia istnieją, ale ani ja, ani ty nie mamy mocy Gimel, by je otworzyć. Nie jestem też Kotem, który może o wiele więcej, niż sądziłam. Jestem tylko Królową…
– Mamo, przecież jeszcze nie opuszczam Cesarstwa, przecież ciągle szukamy tu śladów Księcia Theta – odpowiadałam pokrętnie, nie chcąc jej zranić, choć zaczęłam pojmować, że gdy uda mi się wypełnić tę misję, muszę wrócić TAM. Ani ja już nie jestem małą Mieczową Księżniczką, ani Moje Dziecko nie jest Mieczowym Książątkiem, tylko: małym ziemskim chłopcem. Coraz częściej, błądząc po nagle odnalezionej krainie dzieciństwa, myślałam równocześnie o Adamie, o naszym domu, o tamtym życiu, a nawet; o sierocińcu…
– Potem nagle zaczęłaś odzyskiwać przytomność. Po czterech, pięciu dniach – wspominał Adam. – W każdym razie wreszcie rozpoznałaś mnie, gdyż wcześniej patrzyłaś na mnie jak na obcego człowieka i mówiłaś jakieś słowa bez sensu i związku. I ciągle nie pozwalałaś odebrać sobie tego zawiniątka z dziecięcymi ubrankami. Wtedy profesor Neuman, wybitny psychiatra, z którym konsultowaliśmy się cały czas, doradził nam, żebyśmy zabrali ci TO siłą. Być może jej oderwanie od świata ma jakiś magiczny związek z tymi przedmiotami” – powiedział profesor. – „Może jej się wydaje, że z ich pomocą weszła do świata dawnego dzieciństwa, i zamknęła się w nim. Jeśli jej TEGO nie odbierzemy, nigdy nie nawiążemy z nią kontaktu”. Więc zabrałem ci TO. I schowałem. I nie wiem, czy kiedykolwiek będę miał odwagę, żeby ci TO oddać. Boję się tych przedmiotów i ich wpływu na ciebie… Czy bardzo TEGO chcesz, Ewo? Bo jeśli tak, to nie będę się upierać. To jest w końcu twoje. Ale schowałem to z dala od domu, w bankowym sejfie… Czy teraz, gdy już jesteś zdrowa, mam ci TO znowu przynieść?
– Nie – odparłam odruchowo. – Niech sobie tam leży. A zresztą… TO i tak jest we mnie.
– W tobie? Przecież nie wiesz, dlaczego te ubranka są akurat takie i co to oznacza – powiedział Adam.
– Nie, nie wiem… – przytaknęłam, a potem zawahałam się. – To znaczy czasem, we śnie, wydaje mi się, że znam je i ich pochodzenie. Ale to tylko sen.
– Nie możemy znowu cię utracić – powiedziała moja matka. Ojciec stał obok i nic nie mówił. Wiem, że kochał mnie równie mocno jak ona, lecz chyba bardziej rozumiał konieczność tego, co muszę zrobić. Był wszak nie tylko ojcem, ale i królem. Królowie nie zawsze podejmują decyzje zgodne z ich własnymi życzeniami.