Выбрать главу

– Czy to nie ty przypadkiem byłeś TAM, u mnie w domu, w postaci starego weterynarza? – spytałam, olśniona błyskiem wspomnienia. Jod tylko się uśmiechnął i mówił dalej:

– Kot, który organizował coraz to nowe wyprawy ochotników dla szukania Księcia, najpierw Gimel śmieszył, potem irytował, a wreszcie zaniepokoił. Nakazała go usunąć pod pretekstem, że brał udział w porwaniu Księcia, gdyż dał się przekupić porywaczom. Jod obiecał, że Kot zniknie jej z oczu. Białemu Magowi nie wolno kłamać, więc Kot zniknął, gdyż razem z Jodem przekroczył Bramę. Starzec przez całe dwadzieścia siedem lat śledził moje losy – znał sierociniec, w którym spędziłam dzieciństwo, odkrył miejsce mego zamieszkania z Adamem i to on podsunął mi Magiczny Korzeń, który częściowo wyzwala pamięć o Cesarstwie i przywraca miłość do niego. Jod z radością stwierdził, że TAM narodziło się Małe Mieczowe Książątko, czyli mój synek.

– …bo twój synek, jako wnuk Królewskiej Pary Mieczowej, wiedział więcej o twoim pochodzeniu niż ty sama. Niemowlęta królewskiej krwi z Cesarstwa Tarota wiedzą i czują więcej niż ziemskie – tłumaczył mi Jod. – Od razu pomyślałem, że znajdę w nim pomocnika w dotarciu do ciebie. A tylko ty mogłaś zbadać, czy Książę Thet nie błąka się gdzieś w twoim nowym świecie.

Jod, dotrzymując słowa danego Cesarzowej, „usunął” Kota, wrzucając go do mojej beczki z deszczówką. I telepatycznie przekazał tę informację memu synkowi. Uratowany kocur miał nas oboje przeprowadzić przez Bramę. W ten sposób mogłam powrócić do krainy mego dzieciństwa, a zarazem – wraz z moim synkiem – być łącznikiem między oboma światami, szukając śladów Księcia.

– Niczego nie zdziałałabyś bez Jonyka – szepnął mi do ucha Włóczęga. – Nasz niezwykły Kot utonąłby w twojej beczce, a ty byś o tym nawet nie wiedziała…

– Chciałabym wiedzieć, ile zdziałalibyśmy bez ciebie, Alefie – szepnęłam mu w odpowiedzi. – I kim ty właściwie jesteś. Najpierw sądziłam, że jesteś zwykłym włóczęgą. Potem myślałam, że jesteś w służbie Białego Maga. Teraz myślę, że stoisz znacznie wyżej, niż to wygląda. I częściej niż inni słyszysz potężny łopot pewnych skrzydeł. Rubinowe Jajo zaś, które nosisz w worku, jest o wiele, wiele większe niż jego Cudowna Miniaturka…

– Nie noszę go na co dzień w worku… – roześmiał się Włóczęga. – Przecież nie należy do mnie! I słuchaj lepiej, co opowiada Jod, gdyż moje opowieści to całkiem inna historia. Nie do opowiadania…

Zrozumiałam go. Gdyby wszyscy w Cesarstwie wiedzieli, że Alef jest JEGO wysłannikiem, zarzucano by go prośbami o wsparcie, o kontakt, o szansę na zbliżenie do NIEGO. Dlatego Alef przybrał postać Włóczęgi, zwanego Głupcem – i ma spokój, a zarazem obecny jest w całym Cesarstwie, wszędzie tam, gdzie być powinien. I tylko czasem przez jego szare oczy spoglądają na Cesarstwo oczy inne, bardziej wnikliwe i wypukłe…

Spojrzałam na moje Tańczące Dziecko. Fruwało teraz wokół Księcia Theta, jakby chcąc przywrócić go rzeczywistości. Książę bowiem ciągle czuł dotyk skrzydeł Ptaka, słyszał ich Muzykę, i trudno mu było wrócić do nas. Tymczasem czekały go tutaj nowe, trudne zadania: odzyskanie ducha matki, zaklętego w magicznej kuli, przywrócenie ojcu sił, które zabrała mu Gimel – i wreszcie stopniowe przejęcie władzy. Zgodnie bowiem z obyczajami Cesarstwa, następca zaczynał przejmowanie władzy w dniu swych trzynastych urodzin, a jej pełnię uzyskiwał w dwudziestym pierwszym roku życia.

– Nie będzie łatwo znaleźć duszę mojej matki – westchnął Thet. – Któż może wiedzieć, gdzie Gimel skryła swoją kulę…

– Pomogę wam! Przecież już byłam w Krainie Mroku! – powiedziałam z entuzjazmem. – Nie wątpię też, że moi rodzice, Król i Królowa z Królestwa Mieczy, dadzą nam tylu zbrojnych pomocników, ilu tylko będziemy potrzebować…! Mam nawet pomysł na specjalną broń, którą mogliby wykonać dla nas uczeni z Królestwa Denarów, a która byłaby pomocna w Krainie Mroku!

Po raz drugi dostrzegłam, że moi nowi przyjaciele spoglądają na siebie zmieszani. Wyczułam, że chcą mi coś powiedzieć, i to chyba coś niezbyt miłego, gdyż żaden nie kwapił się, aby być pierwszym. Włóczęga chrząknął znacząco i spojrzał na Kotyka, ten wlepił wzrok w Joda, Jod zaś umknął spojrzeniem w bok. Wtedy odezwał się Wisielec, wypowiadając prostą sentencję:

– Bram nie buduje się po to, by stały otworem…

– To chyba jasne – przytaknęłam, zirytowana, że wtrąca się w najmniej wskazanym momencie, gdy nagle pojęłam, co mówi, i spojrzałam strwożona na Joda.

– Tak, Ewo – rzekł Jod, nazywając mnie po raz pierwszy moim ziemskim imieniem. – Brama, strzeżona wcześniej przez Gimel, teraz zamyka się coraz szybciej. Czarownica już jej nie potrzebuje. Przeciwnie: istnienie tej Bramy jest dowodem jej przestępstw i Gimel robi, co może, aby to przejście między naszym a TAMTYM światem zniknęło. Kotyk i Włóczęga twierdzą, że już raz, w Królestwie Mieczy, dokonałaś wyboru, choć był on bolesny dla ciebie. Czy chcesz teraz zmienić decyzję i zostać z nami? Bardzo byśmy tego chcieli, ale musisz być pewna tego, co zrobisz. Pamiętaj bowiem, że będzie to decyzja ostateczna i nieodwracalna…

Słuchałam go w odrętwieniu. Tak, w Królestwie Mieczy wiedziałam, że muszę odejść. Ale wydawało mi się wówczas, że jest jeszcze przede mną wiele czasu i wiele przygód w Krainie Kota. I że jest możliwe ponowne odwiedzenie matki i ojca. Zamykanie się Bramy sygnalizowało, że to już naprawdę koniec. Nigdy więcej nie ujrzę Cesarstwa Tarota, Księcia Theta, Joda, Włóczęgi. Po raz wtóry, tym razem bezpowrotnie, utracę cudownie odzyskanych rodziców i braciszka. Nigdy więcej nie odwiedzę Krainy Kota i nie przeżyję w niej niezwykłych przygód. Właśnie, a Kotyk? Co z Kotykiem?…

– Nigdy nie mów „nigdy” – powiedział Kotyk, jakby słyszał moje myśli, i spojrzał na mnie mądrymi, zielono-błękitnymi ślepiami.

– Nigdy się nie dowiem, czy znaleźliście duszę Cesarzowej, zaklętą w magicznej kuli Gimel. I nigdy nie będę wiedzieć, czy Książę Thet okaże się dobrym Cesarzem – powiedziałam zmartwiona.

– Nigdy nie mów „nigdy” – rzekł z naciskiem chłopiec, o którym jeszcze niedawno myślałam, że jest upośledzonym, autystycznym stworzeniem, sprowadzonym, jak powiedział Adam, do poziomu rozwoju warzywa.

– Tata? – spytał niecierpliwie Jonyk, tańcząc wokół mnie jak mały, kolorowy ptaszek.

– Nigdy więcej nie zobaczymy Złocistego Ptaka i nie usłyszymy Muzyki Sfer Niebieskich… – szepnęłam do niego.

– Złocisty Ptak jest wszędzie i nigdzie. Niekiedy jakieś pióro z jego skrzydeł zawadzi o TAMTEN świat, choć większość ludzi jest TAM ślepa i tego nie widzi – wtrącił nie pytany Wisielec.

– … dlatego nigdy nie mów „nigdy” – dopowiedział Włóczęga.

Spojrzałam na Kota. Siedział wielki, gibki, z potężnym, pręgowanym cielskiem i wpatrywał się we mnie z czułością swoimi zielono-błękitnymi ślepiami. Popatrzyłam w nie również – i miałam uczucie, że tonę w zielonobłękitnym jeziorze, którego woda jest rześka, słodka i przeczysta. Było to dobre uczucie. I zrozumiałam, że właśnie w tym jeziorze zostanie moja pamięć o Cesarstwie Tarota, które ja zawsze nazywałam Krainą Kota.

Rozdział siedemnasty

– Wyspałaś się i od razu lepiej wyglądasz. Czy przestałaś się już zamartwiać tym nieszczęsnym chorym chłopcem? – spytał Adam, gdy wrócił z pracy do domu i zastał mnie jeszcze na kanapie, ale już z otwartymi oczami.

– Tak – odparłam po namyśle. – Chyba przekonały mnie słowa siostry Amaty. On jest teraz spokojny i szczęśliwy. Jest tam, gdzie chciał być.

– Za to nigdzie nie ma Kotyka – westchnął mój mąż. – Wybrał się na jakąś dalszą wycieczkę.

– Wiem – powiedziałam odruchowo. – Myślę, że już nie wróci.

– Co ty wygadujesz, Ewo? – zdziwił się Adam. – W dodatku mówisz o tym tak spokojnie, a przecież uwielbiałaś to kocisko!

– Nadal go uwielbiam, ale to jest Kot Który Chodzi Własnymi Drogami. Tak jak nagle przyszedł, tak równie nagle odszedł. Od początku wiedziałam, że kiedyś odejdzie. Może znalazł drogę do swego prawdziwego domu? Przecież zjawił się u nas już jako bardzo duży kocur, a nie małe kociątko. Musiał wcześniej u kogoś być i może ten ktoś go bardzo kochał, a on bardzo kochał tego kogoś… – mówiłam sennie, nadal nie wstając z kanapy.