Выбрать главу

– Musiałeś odpocząć.

– Nie przez dwanaście godzin. Co się dzieje? – spytał, siadając.

Logan pochylił się i poprawił mu poduszki.

– Eve pracuje nad czaszką.

– Zdumiewające. Uważałem, że nie powinieneś jej z nami zabierać. Mogła się śmiertelnie przestraszyć.

– Albo wściec. Nie miałem wyjścia. Musiałem ich przekonać, że robimy coś ważnego. Nie spodziewałem się, że nas zaatakują.

– Co najwyżej miałeś taką nadzieję – powiedział z ironicznym uśmiechem Gil. – Nie wciskaj mi ciemnoty. I tak byś pojechał.

– Chyba tak. Ale przykro mi, że oberwałeś.

– Po to pojechałem. Uzgodniliśmy, że zajmę się kłopotami, choć kiepsko to wypadło. Gdyby nie nasza dama od kości, byłbym skończony. Nieźle sobie poradziła.

– Owszem. Quinn chciał, żeby nauczyła się bronić przed najrozmaitszymi Fraserami.

– Znów Quinn?

– Stale gdzieś przy niej tkwi, prawda? Zaniosę Eve kanapkę – powiedział, wstając. – Jeszcze nie wyszła z laboratorium.

– Jestem pewien, że będzie ci bardzo wdzięczna, iż w ogóle pozwalasz jej coś zjeść.

– To nie jest śmieszne.

– Ja nie żartuję. Skoro już zaczęła pracować, to będziesz nad nią stał i poganiał, dopóki nie skończy.

– Nie wpuszcza mnie do laboratorium. Co mam ci przynieść?

– Odtwarzacz i płyty. Czy te ściany są grube? – zapytał z uśmiechem Gil. – Pomyślałem, że mogę cię katować Córką górnika w wykonaniu Loretty Lynn.

– Jeśli to zrobisz, poproszę Margaret, żeby wcieliła się w rolę Florence Nightingale.

– Nie ośmieliłbyś się tak znęcać nad chorym człowiekiem. Jak myślisz, ile mamy czasu? – zapytał już bez uśmiechu.

– Najwyżej trzy dni. Kiedy się przekonają, że mają fałszywą czaszkę, wyruszą na wojnę. Powinniśmy się stąd jak najszybciej wynieść. Musisz prędko stanąć na nogi – dodał, wychodząc.

– Od jutra przejmuję z powrotem swoje obowiązki i wracam do powozowni. Miałbym ochotę na dłuższe wylegiwanie się w łóżku z Lorettą i Garthem Brooksem, ale powstrzymuje mnie perspektywa spędzenia czasu z Margaret w roli pielęgniarki.

Logan zamknął za sobą drzwi i zszedł do kuchni. Kwadrans później stukał do drzwi laboratorium, trzymając w ręce tacę z miską jarzynowej zupy i kanapką z szynką.

Cisza.

– Czy mogę wejść?

– Niech mi pan nie przeszkadza. Pracuję.

– Przyniosłem jedzenie. Od czasu do czasu musi pani coś zjeść.

– Niech pan zostawi pod drzwiami.

Logan zawahał się przez chwilę i postawił tacę na stoliku przy drzwiach.

– Niech się pani pospieszy. Zupa będzie całkiem zimna. Jak gderająca żona – pomyślał. Dobrze, że Margaret tego nie słyszy. Rozśmieszyłoby ją to do łez.

Rozdział dziesiąty

– Nie zjadłaś obiadu. Nie możesz pracować, nic nie jedząc, mamo.

Eve wolno podniosła głowę znad biurka.

Bonnie siedziała na podłodze przy drzwiach, obejmując rękami kolana.

– I w dodatku zasypiasz przy biurku zamiast pójść do łóżka.

– Chciałam tylko na chwilę zamknąć oczy – powiedziała obronnym tonem Eve. – Muszę skończyć tę pracę.

– Wiem – przyznała Bonnie, rzucając okiem na czaszkę na postumencie. – Dobra robota.

– Dobra?

– Tak mi się wydaje – przyznała Bonnie, marszcząc czoło. – Nie jestem pewna. To chyba jest bardzo ważne. Dlatego zawołałam cię na cmentarz.

– Nie wołałaś mnie. Poszłam pod wpływem impulsu.

– Naprawdę? – spytała z uśmiechem Bonnie.

– A może kwiaty na grobach wytworzyły jakieś podświadome przesłanie. Wiedziałam, że Logan działa podstępnie i być może podejrzewałam, że… Przestań się śmiać.

– Przepraszam. Jestem z ciebie bardzo dumna. Miło jest mieć mądrą matkę. Nieźle ci idzie z Jimmym, prawda?

– Może być, mam pewne problemy.

– Na pewno je rozwiążesz. Pomogę ci.

– Co?

– Zawsze staram ci się pomagać.

– Ach tak, jesteś moim aniołem stróżem? I czuwałaś nade mną, wtedy w nocy, w samochodzie?

– Nie, wtedy nie mogłam nic zrobić. Bardzo się bałam. Chcę bycz tobą, ale jeszcze nie teraz. To nie jest twój czas i zostałaby zakłócona równowaga.

– Bzdura. Gdyby we wszechświecie istniał jakiś sens czy równowaga, nie zabrano by mi ciebie.

– Nie wiem, jak to działa. Czasami wszystko idzie bardzo złe. Nie chcę, żeby tobie źle poszło, mamo. I dlatego teraz musisz bardzo uważać.

– Uważam i robię wszystko, żeby się z tego jak najszybciej wyplątać. Dlatego pracuję nad czaszką Jimmy’ego.

– Tak, Jimmy jest ważny – odparła z westchnieniem Bonnie. – Szkoda. Inaczej wszystko byłoby znacznie prostsze. Widzę, że w ciągu następnych paru dni zupełnie się wykończysz. Skoro nie chcesz iść do łóżka, to przynajmniej połóż głowę na biurku i śpij.

– Śpię.

– Ach tak, rzeczywiście. Czasem zapominam, że jestem tylko snem. Zrób mi tę przyjemność i połóż głowę na biurku. Dziwnie wyglądasz, jak śpisz, siedząc wyprostowana na krześle.

– To ty jesteś dziwna.

Eve położyła głowę na rękach.

– Idziesz już? – spytała po chwili.

– Jeszcze nie. Trochę tu zostanę. Lubię się przyglądać, jak śpisz. Wszystkie zmartwienia i problemy gdzieś odlatują i masz taką spokojną twarz.

Pod zamkniętymi powiekami Eve poczuła pałace łzy.

– Dziwny dzieciak…

Barrett House Środa rano - Nic pani wczoraj wieczorem nie zjadła – upomniał ją Logan, wchodząc do laboratorium ze śniadaniem na tacy. – Nie cierpię, kiedy mój wysiłek się marnuje. Nie wyjdę stąd, dopóki pani wszystkiego nie zje. Eve podniosła wzrok znad czaszki.

– Wzrusza mnie pańska troska. Choć wiem, że chodzi wyłącznie o to, żebym nie padła z głodu i przemęczenia, bo wtedy straci pan więcej czasu – dodała, podchodząc do umywalki, żeby umyć ręce.

– Dokładnie o to mi chodzi – powiedział, siadając na zapasowym krześle. – Niech więc mi pani zrobi tę przyjemność.

– Jeszcze czego. Zjem, bo jestem głodna i tak jest rozsądniej. Kropka! – usiadła i zdejmując z tacy serwetkę.

– Przywołała mnie pani do porządku. Zależy mi jedynie na tym, żeby pani coś zjadła. O dziwo, wygląda pani na wypoczętą, choć nie spała pani w swoim łóżku.

– Przespałam się tutaj. I proszę nie węszyć w moim pokoju – powiedziała, pijąc sok pomarańczowy. – Już i tak za bardzo wpakował mi się pan w życie.

– Czuję się za panią odpowiedzialny. Chcę pomóc.

– Żeby przyspieszyć pracę?

– Po części. Nie jestem skończonym draniem.

Eve zjadła kawałek omletu. Logan się roześmiał.

– To była znacząca cisza. Przynajmniej mnie pani nie atakuje. Drzemka dobrze pani zrobiła. Wyczuwam lekkie złagodnienie.

– Źle pan wyczuwa. Po prostu nie mam czasu, żeby analizować pańskie wady i zalety.

– To już coś. Widzę, że jest pani na etapie lalek voodoo. Nazwała go pani jakoś?

– Jimmy.

– Dlaczego…? – zaczął, a potem się roześmiał. – To nie jest Hoffa.