Выбрать главу

– Zobaczymy.

Eve, ku swemu zdumieniu, też się uśmiechnęła. Po wielu godzinach ciężkiej pracy należało jej się parę chwil wytchnienia. Nawet w towarzystwie Logana.

– Choć nie sądzę, żeby się pan zadawał z przywódcą związkowym.

– Powiedzmy, że nie zależałoby mi na rekonstrukcji jego czaszki. To ciekawe – zauważył, spoglądając na postument. – Jakim cudem może pani odtworzyć twarz przy tak małej ilości śladów?

– Co to pana obchodzi? Grunt, że to zrobię.

– Mam dociekliwy umysł. Czy to coś dziwnego?

– Chyba nie – odparła, wzruszając ramionami.

– Jak się nazywają te pałeczki?

– Wyznaczniki grubości tkanki. Zazwyczaj robi się je ze zwykłych gumek do ołówków. Przycinam każdy wyznacznik na odpowiednią grubość i przyklejam we właściwym miejscu na twarzy. Każda czaszka ma ponad dwadzieścia miejsc o znanej grubości tkanki. Grubość tkanki twarzy jest mniej więcej taka sama u ludzi tej samej rasy, płci, wagi i tego samego wieku. Istnieją wykresy antropologiczne, które podają konkretne wymiary dla każdego punktu. Na przykład dla białego mężczyzny o przeciętnej wadze grubość tkanki w midphiltrum wynosi…

– Co takiego?

– Przepraszam. Odległość od nosa do górnej wargi wynosi dziesięć milimetrów. Struktura kości pod tkanką określa, czy ktoś ma wystającą brodę lub wytrzeszczone oczy.

– I co dalej?

– Biorę paski plasteliny, nakładam je między wyznacznikami i buduję do odpowiedniej grubości.

– To przypomina zabawę w łączenie kropek na rysunku.

– Trochę, tyle że to, co robię, jest trójwymiarowe i o wiele trudniejsze. Muszę się koncentrować na naukowych elementach budowania twarzy, to znaczy przestrzegania grubości tkanki w poszczególnych miejscach, gdy je wypełniam plasteliną, pamiętać o mięśniach twarzy i sposobie, w jaki wpływają na jej rysy.

– A na przykład wielkość nosa? Nasz Jimmy nie ma nosa.

Na tym polega trudność. Szerokość i długość określają pomiary. Dla białego mężczyzny, takiego jak Jimmy, mierzę otwór nosowy w najszerszym miejscu i dodaję z każdej strony po pół centymetra na nozdrza. To mi daje szerokość. Długość zależy od wymiaru małej kostki u podstawy otworu nosowego, która nazywa się grzbietem nosa. To bardzo proste. Mnożę grzbiet nosa przez trzy i dodaję grubość tkanki midphiltrum.

– A, znów to…

– Mam mówić czy nie?

– Tak. Zawsze, kiedy coś mnie przerasta, trochę sobie żartuję. Naprawdę, nie chciałem pani przerywać.

– Kość grzbietowa nosa określa również kąt nosa. Dzięki niej wiem, czy nos jest zadarty, przekrzywiony czy bardzo prosty. Jak już się ukształtuje nos, z uszami jest łatwiej. Na ogół są takiej samej długości jak nos.

– To wszystko jest bardzo dokładne.

– Niestety nie – powiedziała Eve, wzruszając ramionami. – Mimo wzorów, pomiarów i danych naukowych nigdy nie jestem pewna, czy rekonstruuję autentyczny nos. Staram się jak mogę i mam nadzieję, że nie odchodzę zbyt daleko od rzeczywistości.

– A usta?

– Znów polegam na pomiarach. Długość warg jest zdeterminowana odległością między górnymi a dolnymi dziąsłami. Szerokość na ogół odpowiada odległości między kłami i zazwyczaj równa się odległości między środkiem oczu. Grubość warg wynika z tablic antropologicznych związanych z grubością tkanki. Podobnie jak w wypadku nosa nie mam pojęcia o indywidualnym kształcie ust i muszę kierować się wyczuciem i…

Eve odsunęła tacę i wstała.

– Nie mam czasu na rozmowy. Wracam do pracy.

– To znaczy, że mnie pani wyrzuca – powiedział Logan, wstając i biorąc tacę. – Czy mogę tu czasem przyjść i przyglądać się, nie będzie to pani przeszkadzało?

– Po co? Myśli pan, że naprawdę zrobię twarz Jimmy’ego Hoffy?

– Nie. Czy to jest możliwe?

– Chyba pan nie słuchał tego, co mówiłam. Struktura kości wskazuje rysy twarzy.

– A całe to wygładzanie, wypełnianie, odgadywanie kształtu nosa i ust…

– Jeśli człowiek ma jakieś wstępne wyobrażenie, to może się tym potem kierować. Dlatego, dopóki nie skończę, nigdy nie oglądam zdjęć. W tym okresie pracy nie pozwalam sobie na twórcze działania. Podstawą rekonstrukcji twarzy muszą być czyste wyliczenia i nauka. Kiedy kończę pracę techniczną, zastanawiam się nad twarzą jako całością. Gdybym nie postępowała w ten sposób, skończony produkt byłby jedynie rzeźbą twarzy, a nie jej rekonstrukcją. Jimmy na pewno nie będzie wyglądał jak Jimmy Hoffa, chyba że jest to czaszka Hoffy. Nie musi mnie pan pilnować, Logan.

– Nie to miałem na myśli. Jeśli powiem, że jestem spięty i że się denerwuję, pozwoli mi pani przychodzić?

– Ma pan wątpliwości? Przecież był pan pewien, że to jest Kennedy.

– Chcę zobaczyć, jak ta czaszka ożywa. Wiem, że nie zasłużyłem sobie na żadne względy, ale niech się pani zgodzi.

Eve zawahała się. Nadal była zła i niechętnie nastawiona do Logana. Po tym wszystkim, co zrobił, powinna kazać mu się wypchać. Z drugiej strony, zawieszenie broni może jej się przydać, żeby się bezpiecznie wyplątać z całej sytuacji.

– Dobrze, ale pod warunkiem, że nie będzie się pan odzywał. Jedno słowo i do widzenia.

– Zgoda – powiedział Logan, wychodząc. – Nawet się pani nie zorientuje, że tu jestem. Przyniosę jedzenie, kawę i przycupnę w kącie jak potulny kot.

– Nie znam ani jednego potulnego kota – oświadczyła Eve, podchodząc do postumentu i zabierając się do pracy. – Ma być cicho.

– Chevy Chase Środa po południu Coś wolno to panu idzie, Doprel – powiedział Fiske. – Nawet się pan nie zabrał za czaszkę.

– Nigdy nie pracuję na samej czaszce – wyjaśnił Doprel. – Robię odlew i na nim sporządzam rekonstrukcję.

– Wszyscy tak robią? To strata czasu.

– Nie, ale ja tak wolę – odparł z irytacją Doprel. – Tak jest bezpieczniej. Nie muszę uważać na kości czaszki.

– Timwickowi zależy na pośpiechu. Ten odlew…

– Pracuję tak, jak potrafię – odparł zimno Doprel. – Praca idzie szybciej, kiedy nie muszę tak bardzo uważać.

– Timwick nie będzie miał pretensji, jeśli czaszka się zniszczy. Nie mamy czasu na odlewy. Poza tym im szybciej pan się z tym upora, tym szybciej wróci pan do domu.

– Ja nie… Do diabła! A niech się nawet wszystko połamie. Będę pracował na czaszce. I niech pan stąd idzie, Fiske. Miał mi pan przynosić jedzenie i to, czego mogę potrzebować, a nie krytykować moje metody pracy.

Bezczelny gnojek. Traktuje mnie jak służącego – pomyślał Fiske. Znał takich naukowców. Wydawało im się, że są mądrzejsi i lepsi od innych ludzi. Doprel nie potrafiłby zrobić tego, co Fiske, nawet gdyby żył milion lat. Brakowało mu sprytu i odwagi.

Być może jednak Doprel zrozumie swój błąd. Timwick powiedział, że to zależy od wyników.

– Nie chciałem pana urazić – powiedział z uśmiechem Fiske. – Zrobię świeżej kawy.

Barrett House Środa, 22.50

Koniec.

Eve cofnęła się, zdjęła okulary i wytarła oczy wierzchem dłoni. Piekły ją po męczącym układaniu warstw plasteliny. Na razie bała się cokolwiek dodawać, żeby nie popełnić błędu. Postanowiła, że usiądzie i trochę odpocznie. Usiadła na krześle przy biurku i zamknęła oczy.

– Dobrze się pani czuje? – spytał Logan.

Eve podskoczyła i spojrzała w kąt laboratorium. Zupełnie zapomniała, że on tu jest. W ciągu ostatniej doby wchodził i wychodził jak duch, nie mówiąc ani słowa.

Może zresztą coś mówił. Eve tak była zaabsorbowana pracą, że niewiele pamiętała. Jak przez mgłę przypomniała sobie, że dzwoniła do matki, ale nie wiedziała, o czym rozmawiały.