– Nie jest mordercą.
– Wcale nie twierdziłem, że jest. Zabijał w obronie własnej i hołota, którą zabił, zasłużyła sobie na to. Mówię tylko, że Quinn ma wiele twarzy i jest bardzo niebezpieczny.
– Chce pan zniszczyć moje zaufanie do niego.
– A on stara się, żeby pani nie ufała mnie. Ja się jedynie bronię.
– Nie ufam panu.
– Przynajmniej wie pani, że jesteśmy po tej samej stronie. I nie pozwolę, żeby Quinn mi to odebrał. Nie chcę walczyć jeszcze z nim, oprócz wszystkich innych osób – dodał, obserwując Joego, wchodzącego po schodach do budynku wydziału nauk ścisłych.
Eve spojrzała w tamtą stronę. Nagle zobaczyła Joego w innym świetle. Zawsze był pewien siebie i poruszał się z kocim wdziękiem, ale teraz widziała w nim także coś bezlitosnego. I czuła w nim śmierć.
– Niech pana szlag trafi!
– Wszyscy jesteśmy dzikusami – mówił spokojnie Logan. – Wszyscy zabijamy, jeśli mamy dostateczny powód. Z głodu, z zemsty, w obronie własnej… Quinn wiedział, że nie zniesie pani tego, i dlatego nie chciał, żeby znała pani tę stronę jego życia.
– I pan też by zabił? – spytała.
– Gdyby zmusiła mnie do tego sytuacja. Pani także by to zrobiła.
– Zycie jest zbyt cenne. Nie ma usprawiedliwienia dla morderstwa.
– Usprawiedliwienia nie, lecz powód…
– Nie chcę o tym rozmawiać. W ogóle nie chcę z panem rozmawiać, Logan. Niech pan mi da spokój, dobrze?
– Jasne.
Pewno, co mu szkodzi. Wypuścił na wolność jadowitego węża i teraz obserwuje, jak działa jego trucizna.
Nie pozwoli mu na to. Nie pozwoli mu zniszczyć swojego zaufania do Joego. Nie będzie się zastanawiać, przeżywać, rozważać jego słów.
– Ale sama pani wie, że to wszystko prawda – powiedział cicho Logan.
– Załatwione – poinformował Joe, otwierając drzwi i pomagając Eve wysiąść z samochodu. – Teren jest czysty. Kessler siedzi sam. Pozbył się swojego asystenta, Boba Spencera.
Eve wzięła torbę z czaszką.
– Co powiedziałeś Gary’emu?
– Mniej więcej, o co chodzi, choć nie wspominałem o niespodziance, którą masz w torbie. Miałaś rację, jest zainteresowany. Chodźmy, niech się weźmie do roboty – rzekł, biorąc od niej torbę, a drugą ręką przytrzymując Eve za łokieć.
– Zaczynam się czuć jak persona non grata – powiedział Logan, wysiadając z samochodu. – Mam nadzieję, iż nie mają państwo nic przeciwko temu, żebym też poszedł do Kesslera?
– Owszem, mam – odparł Joe. – Ale wytrzymam pańskie towarzystwo, jeśli nie będzie pan przeszkadzał.
Przyspieszył kroku, prowadząc Eve przez parking.
– Ile to potrwa?
– Jeśli Kessler znajdzie dość materiału, żeby pobrać próbkę DNA, nie powinno mu to zabrać dużo czasu. Martwi mnie natomiast praca laboratoryjna. Badanie DNA może trwać miesiącami.
– Jak będziesz miała dobrą próbkę, ja się zajmę przyspieszeniem badania – mówił Joe, otwierając przed nią drzwi do budynku. – Nie ma problemu. Jestem dobry w przyspieszaniu spraw. To jedna z moich… – Przerwał i spojrzał na nią zmrużonymi oczyma. – Dlaczego tak mi się przyglądasz?
Eve prędko odwróciła wzrok.
– Nie wiem, o co ci chodzi.
– Wiesz bardzo dobrze.
Strząsnęła z siebie jego dłoń i szła dalej.
– Przestań nudzić, Joe. Nic się nie stało.
– Nie jestem pewien – powiedział, spoglądając na Logana.
Eve otworzyła drzwi laboratorium i zobaczyła Kesslera, który siedział za biurkiem i jadł kanapkę. Podniósł głowę i obrzucił ją groźnym spojrzeniem.
– Podobno chcesz mnie wyprawić na tamten świat, Duncan. Wielkie dzięki.
– Masz musztardę na wąsach.
Eve wzięła torbę od Joego i stanęła przed Kesslerem. Wzięła z biurka serwetkę i wytarła mu usta i szczeciniaste siwe wąsy.
– Strasznie niechlujnie jesz, Gary.
– Jedzenie powinno być przyjemnością dokonywaną w samotności. Nie wiem, dlaczego wchodzi tu jakaś kobieta i mnie krytykuje. Zwłaszcza że przyszła na żebry. W co się wplątałaś, Duncan? – spytał, odgryzając kolejny kęs kanapki.
– Szukam pomocy.
– Jeżeli wiadomości podają prawdę, powinnaś szukać pomocy u adwokata, a nie u mnie. Pan jest Logan, tak?
Logan kiwnął głową.
Kessler uśmiechnął się chytrze.
– Podobno ma pan mnóstwo pieniędzy.
– Trochę mam.
– Chce się pan nimi podzielić? Dziś jest inaczej niż za czasów mojej młodości. My, genialni naukowcy, potrzebujemy sponsorów.
– Być może dojdziemy do porozumienia.
– Daj spokój, Gary – powiedziała Eve, otwierając torbę. – Dobrze wiesz, że jeśli sprawa cię zainteresuje, pomożesz nam za darmo.
– Za dużo mielesz językiem, Duncan. Odrobina chciwości nikomu nie zaszkodziła. Poza tym może się zmieniłem, odkąd ostatnio współpracowaliśmy.
Mówił z roztargnieniem, utkwiwszy wzrok w torbie. Był wyraźnie zainteresowany. W tej chwili przypominał dzieciaka, który chce jak najszybciej rozpakować prezent gwiazdkowy.
– Wysłałaś przodem Quinna, żeby rozbudzić moją ciekawość. Nie podejrzewałbym cię o taki brak subtelności.
– Robię to, co przynosi rezultaty – odparła z uśmiechem.
– Skoro wplątałaś się w kłopoty, musi to być coś szalenie intrygującego – kontynuował Kessler, nie spuszczając wzroku z torby. – Zazwyczaj nie zachowujesz się głupio.
– Dziękuję. Eve czekała.
– No więc, co to jest? – zapytał niecierpliwie. Eve otworzyła torbę i ostrożnie wyjęła czaszkę.
– Ty mi powiedz.
– O cholera – szepnął.
Wziął czaszkę i postawił na biurku.
– To nie jest żart?
– Czy ukrywałabym się, gdyby to był żart?
– Wielki Boże, Chadbourne – powiedział Kessler, wpatrując się w wymodelowaną twarz. – O ile to Chadbourne – dodał. – Wiedziałaś, nad kim pracujesz?
– Nie. Robiłam na ślepo. Nie miałam pojęcia, dopóki nie skończyłam.
– Czego chcesz ode mnie?
– Dowodu.
– DNA – stwierdził, marszcząc brwi. – Skąd mam wziąć materiał? Przypuszczam, że znów pracowałaś na autentycznej czaszce? Nie wiadomo, co zniszczyłaś.
– Była całkiem czysta. Wypalona.
– To co mam, twoim zdaniem, zrobić?
– Myślałam… o zębach. Szkliwo powinno zabezpieczyć DNA. Mógłbyś rozłupać ząb i wziąć próbkę. Czy to jest możliwe?
– Możliwe. Już tak robiono. Ale to nic pewnego.
– Spróbujesz?
– Niby dlaczego? To mnie nic nie obchodzi i może mnie wpędzić w kłopoty.
– Popilnuję cię, jak będziesz pracował – odezwał się Joe. – I jestem pewien, że pan Logan hojnie cię wynagrodzi.
– W granicach rozsądku – powiedział Logan.
Zachowują się kompletnie bez sensu – pomyślała niecierpliwie Eve. Gary się zdecydował, kiedy zobaczył twarz. Należało tylko trochę mu pomóc.
– Nie chcesz wiedzieć, czy to jest naprawdę Chadbourne, Gary? Nie chcesz być tym, który to udowodni?
Kessler milczał przez chwilę.
– Może.
Pewno, że chciał. Eve widziała podniecenie, które starał się ukryć.
– To będzie potwornie trudne – mówiła. – Myślę, że starczyłoby ci materiału na książkę.
– Wcale nie takie znów trudne – zaprotestował. – Chyba że zęby też spieprzyłaś.
– Starałam się ich w ogóle nie dotykać – powiedziała z uśmiechem. – Wiesz, że to, co robię, nie szkodzi twojej pracy. Wszystko tu jest. Czeka.
– Dokładnie wiem, o co ci chodzi – powiedział, podnosząc wzrok znad czaszki. – Nie myśl sobie.
– Nie myślę. No dobra, zrobisz to, czy mamy zawieźć czaszkę do Crawforda w Duke?
– Straszenie mnie konkurencją też ci nic nie pomoże. Wiem, że jestem najlepszy. Ale może zrobię ci tę przysługę, Duncan. Lubię cię.