– To dlaczego nie powiedziałeś mi…
– Dobrze, powiem ci. – Joe zacisnął pięści. – Chcesz znać dokładną liczbę? Trzech. Dwóch było handlarzami narkotyków. Trzeci lubił zabijać i przypominał mi Frasera. Często się później zastanawiałem, czy działałem w obronie własnej. Może nie chciałem, żeby dłużej chodził po tej ziemi. I nigdy nie czułem z ich powodu wyrzutów sumienia – dodał, zniżając głos. – Czy teraz znasz mnie lepiej?
– Joe, ja nie…
– Chcesz, żebym ci opowiedział o służbie w jednostce specjalnej? Nie, widzę z twojej twarzy, że nie chcesz. Masz dość. Nie chcesz żyć w pobliżu kogoś, kto ma śmierć na sumieniu. Wiedziałem o tym. Od śmierci Bonnie nie słuchasz wiadomości ani nie czytasz gazet. Musiałem tylko zapewnić sobie dyskrecję kolegów. I dziś zrobiłbym to samo. Nie jestem policjantem z serialu, który pomaga biednym ludziom, ale ty tego nie możesz zaakceptować. Nasz pan Logan niepotrzebnie narozrabiał.
– Nie powinieneś był mu grozić.
– Wiem. Głupio się zachowałem. Byłem wściekły i pozwoliłem, żebyś to zobaczyła. A może tylko sam siebie oszukuję – powiedział z beztroskim uśmiechem. – Może zrobiłem to celowo. Może byłem już zmęczony ciągłym…
Jak długo mogę tłumić w sobie wszystko bez… – Joe odetchnął głęboko. – Eve, nie psuj tego, co mamy. Przyjaźnimy się od wielu lat. Znasz mnie.
– Naprawdę? – szepnęła.
– Dobrze, zaczniemy od początku. Będę z tobą szczery, nawet jeśli miałoby cię to zniszczyć. Zadowolona jesteś? – Joe odwrócił się od niej. – Bo ja nie. Ale ja jestem do tego przyzwyczajony. Na tym polega moje życie.
– O co…
– To do niczego nie prowadzi. Muszę pójść i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nie martw się za bardzo. Jeśli spotkam jakichś przestępców, potraktuję ich nadzwyczaj łagodnie. Nie chcielibyśmy, żebym miał krew na rękach, prawda?
Joe był na nią zły. Może miał rację. To przyjaciel, ktoś bliższy nawet niż brat, a ona potraktowała go jak obcego. Joe znał ją zbyt dobrze, żeby nie zdawać sobie sprawy z jej odczuć. Eve jednak tak dobrze go nie znała. Okazało się, że nie miała pojęcia o wszystkich tych rzeczach, które przed nią ukrywał.
Z drugiej strony wcale nie chciała o nich wiedzieć. Policjanci codziennie mają do czynienia z przemocą i powinna przyjąć do wiadomości, iż Joe nie jest wyjątkiem.
„Nie chciałem, żebyś patrząc na mnie widziała Frasera”.
Mimo protestów tak właśnie pomyślała, kiedy Logan poinformował ją o ludziach, których zabił Joe. Ta myśl była niesprawiedliwa i nieracjonalna, ale przyszła jej do głowy i nic się nie dało na to poradzić.
Kolejna fala, która zakłóciła jej życie, spowodowana przez Logana. Tym razem jednak nie była to fala z jeziora, ale fala morskiego przypływu.
Trzeba o tym zapomnieć. Dość miała problemów i kłopotów. Łatwo powiedzieć, trudniej zapomnieć, że rozgniewała Joego. A jeśli nie tylko go rozgniewała, lecz także zraniła? To byłoby straszne. Nie mogła pozbyć się tej myśli, ale mogła odłożyć ją na później. Joe był dla niej zbyt ważny. Jeśli zacznie się nim martwić, nie zdoła zająć się niczym innym.
Pójdzie i spróbuje pomóc Gary’emu. Niech to wszystko wreszcie się skończy, wtedy będzie mogła wrócić do normalnego życia z normalnymi problemami.
Eve odwróciła się i ruszyła do laboratorium.
– Wszystko w porządku? – spytał Kessler na jej widok.
– Jasne. Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem. Jak ci idzie?
– Niedobrze. – Kessler spojrzał na ząb, którym się zajmował. – Biedak zostanie bez zębów, nim znajdę dość materiału. To już trzeci, który obrabiam.
– Chcesz, żebym ci pomogła?
– I odebrała mi część sławy?
– Obiecuję, że nikomu nie powiem.
– Akurat. Obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Idź stąd.
– Jak chcesz. – Eve nie ruszyła się z miejsca, obserwując, jak Kessler delikatnie nacina emalię zęba. – Pomyślałam, że jak zdobędziemy próbkę DNA, powinieneś na chwilę wyjechać. Może do domu nad oceanem?
– Chcesz mnie chronić, Duncan? Masz wyrzuty sumienia?
– Aha.
– Dobrze. Wyrzuty sumienia są bardzo pożyteczne. – Kessler zmarszczył brwi, przyglądając się zębowi. – Nie łudź się jednak, że robię to dla ciebie. Dzięki tej pracy stanę się sławny. Zawsze chciałem być na świeczniku.
– I dlatego właśnie pracujesz jak szalony, a żyjesz jak pustelnik.
– Zupełnie jak ty. Jeszcze drobne pięćdziesiąt lat i zamieszkasz w laboratorium, odżywiając się zimną pizzą.
– I kłamiąc, że chcę zostać sławna. Przyznaj, że jesteś po prostu ciekaw.
– Po części – przyznał, otwierając ząb.
– A reszta?
– Czy wiesz, że kiedy byłem dzieckiem, w latach trzydziestych, mieszkałem w Monachium?
Eve potrząsnęła głową, przyglądając mu się ze zdumieniem.
– Nigdy o tym nie mówiłeś.
– Rozmawiamy wyłącznie o pracy, prawda? Kości, zmarli… – Kessler poprawił okulary na nosie. – Moja matka była Żydówką, ale ojciec był czystym Aryjczykiem i miał znajomości na wysokim szczeblu. Naziści kazali mu się rozwieść, ojciec jednak odmówił. Był właścicielem niewielkiej piekarni i przez dwa miesiące, codziennie, wstawiał wybite szyby. Mimo to nadal odmawiał rozwodu. Pewnego wieczoru nie wrócił z piekarni do domu. Powiedziano nam, że przejechała go ciężarówka. Stracił nogę i spędził dziewięć miesięcy w szpitalu. Kiedy doszedł do siebie, wszystko się skończyło. Sklep nie miał klientów, a naziści zaczęli wyłapywać Żydów. Udało nam się uciec do Szwajcarii, a później do Ameryki.
– To straszne, Gary. Bardzo mi przykro.
– Mnie nie było przykro. Byłem wściekły. Przyglądałem się tym skurwysynom, jak rządzili całym sąsiedztwem, bijąc każdego, kto im się przeciwstawił. Zabierając wszystko, dzięki czemu można było jakoś przeżyć. A ci, którzy to zrobili – kiwnął głową w stronę czaszki – są tacy sami jak naziści. Chcą rządzić całym światem. Doprowadzają mnie do szału. Tym razem im się nie uda.
Eve przełknęła ślinę i odchrząknęła.
– Proszę, proszę, co za szlachetne motywy.
– Oczywiście. Poza tym być może jest to mój łabędzi śpiew i chcę, aby zabrzmiał głośno i wyraźnie.
– Łabędzi śpiew? Wybierasz się na emeryturę?
– Zapewne. Jestem już starym człowiekiem, Eve.
– O nie – zaprotestowała, potrząsając głową.
Masz rację – potwierdził z chichotem Gary. – Nie jestem stary. Za każdym razem, kiedy patrzę w lustro, widzę młodego, dwudziestoletniego chłopaka. Och, mam może nieco więcej zmarszczek, ale nie zwracam na nie uwagi. To tak jak twoje nakładanie. Nie jest ważne, co widać na wierzchu, skoro wiem, że pod spodem jest młody człowiek. Czy myślisz, że każdy stary facet ma takie same złudzenia?
– To wcale nie są złudzenia. Wszyscy widzimy to, co chcemy zobaczyć. Wszyscy mamy jakąś wizję siebie – dodała, usiłując się uśmiechnąć. – A poza tym nie jesteś stary. Nie pójdziesz jeszcze na emeryturę. Jesteś mi potrzebny.
– To prawda. Jedynie wyjątkowo życzliwy i dobroduszny mężczyzna potrafi sobie radzić z kimś tak upartym i pełnym wad jak ty. Być może pokręcę się jeszcze trochę, żeby dać ci… Cholera! – Odsunął od siebie ząb. – Znów nic. Przynosisz mi pecha.
– Co za głęboko naukowe podejście. Zawołaj, jak mnie będziesz potrzebował.
– To mało prawdopodobne – odparł Kessler, pochylając się nad czaszką.
– Jak idzie? – spytał Logan, prostując się na krześle w drugim końcu pokoju.
– Nieszczególnie – odparła Eve.
– Widziałem kanapę w drugim pokoju. Może się pani prześpi.