Выбрать главу

– Albo złapać razem z nim.

– Jak wyżej. – Logan wysiadł z samochodu i podszedł do drzwi od strony kierowcy. – Potrzebny mi jest samochód. Pojadę do Savannah i tam wsiądę do samolotu. Pani wróci do motelu z Garym.

Eve powoli wysiadła z samochodu, a potem sięgnęła na tylne siedzenie i wzięła torbę z Benem.

– A wyniki badania?

– Poczeka pani na nie. Mówiła pani, że to może potrwać nawet kilka dni. Ja tu i tak nic nie pomogę – dodał i usiadł za kierownicą.

Ivanhoe musiał działać i odzyskać zamek. Miała ochotę mu przyłożyć.

– Proszę zadzwonić i poinformować, co się dzieje – powiedziała, otwierając drzwi volva Gary’ego. – O ile będzie pan jeszcze żył.

– Będę żył. Wracam jutro. Pani powinna być tu bezpieczna. „Powinna” to za mało – zastanowił się, marszcząc brwi. – Nie mogę ryzykować. Zadzwonię do Kesslera z lotniska i powiem mu, żeby jeden ze strażników Tellera pilnował motelu.

– Jaki powód ma Kessler podać Telerowi?

– Jak na razie Kessler świetnie sobie radzi. Niech coś wymyśli.

– Timwick zapewne wciąż siedzi w Duke. Tak prędko nas tu nie znajdą. Laboratorium Tellera jest mało znane.

Jednakże wcale nie była taka pewna, że to, co mówi, jest prawdą. Lisa Chadbourne miała zbyt dobre zdanie o kobietach, żeby się koncentrować wyłącznie na Loganie.

– Strażnik pilnujący motelu nie zaszkodzi. Niech się pani zamyka na klucz. I proszę dzwonić, jeśli zauważy pani coś podejrzanego. Cokolwiek.

– Będę uważać.

– Muszę jechać, Eve. Gil jest moim przyjacielem i ja go w to wciągnąłem.

Eve wsiadła do volva i położyła torbę z Benem na podłodze.

– Niech pan jedzie – powiedziała, rzucając mu chłodne spojrzenie. – Nie jest mi pan potrzebny, Logan. Nigdy nie był mi pan potrzebny. Sama sobie poradzę.

– Proszę pilnować czaszki Bena.

– Czy gdzieś go do tej pory zostawiłam? Wiem, co w tym wszystkim jest najważniejsze – dodała z gorzkim uśmiechem.

– To nieprawda. Chodzi o to, że…

– Proszę jechać. – Machnęła ręką. – Niech pan pomoże Gilowi. Czymś wreszcie się pan zajmie.

– Dlaczego… Myślałem, że lubi pani Gila.

– Lubię i nie chcę, żeby mu się coś stało. – Nie chciała też, żeby Logan zginął, a im więcej myślała o Lisie Chadbourne, tym bardziej się bała. – Nie kłócę się z panem. To by i tak nic nie dało. Do widzenia, Logan.

Nadal się wahał.

– Do widzenia, Logan.

Zaklął pod nosem i tyłem wyjechał z parkingu. Po chwili już go nie było.

Eve została sama.

Nie powinnaś być sama, mamo.

Była przyzwyczajona do samotności. Każdy jest sam, gdy zamknie za sobą drzwi i zostawi za nimi resztę świata. Teraz jednak, o dziwo, czuła się bardziej osamotniona niż kiedykolwiek do tej pory.

– Gdzie jest Logan?

Eve odwróciła się i zobaczyła, że Gary podszedł do samochodu.

– Pojechał na północ. Musi się zobaczyć z Gilem Price’em. Co załatwiłeś?

– Mam dobre i złe wiadomości. Chris przeszedł na metodę chemicznej fluorescencji. Mogą mi dzisiaj opracować profil DNA.

– A zła wiadomość?

Powiedział, że tego nie zrobi. Nie ma czasu. Wiem, wiem – powiedział, podnosząc rękę. – Nie musisz nic mówić. Zrobi to, muszę go tylko trochę nacisnąć. Zapewne jutro otrzymam wstępny profil. Przyszedłem, żeby ci powiedzieć, co się dzieje. – Rzucił jej kluczyki od samochodu i zawrócił w stronę laboratorium. – Wracaj do motelu. Przypuszczalnie zostanę tu do północy. Wezmę taksówkę.

Eve nie chciała wracać do motelu. Chciała pójść do laboratorium i pomagać w badaniu. Chciała coś robić.

No tak, i popsuć wszystko, co uzyskał na razie Gary. Nierozsądny impuls wynikał jedynie z braku zajęcia. Bezczynne siedzenie i czekanie działało jej na nerwy. Rozumiała teraz lepiej Gary’ego i Logana, którzy wykorzystali sprzyjającą okazję, aby coś robić, nawet jeśli miało to znamiona brawury czy lekkomyślności.

Cóż to za myśli. W jej życiu nie było miejsca na lekkomyślność. Potrzebowała trwałych podstaw i spokoju. Ryzyko nigdy jej nie pociągało.

Nie może uważać Lisy Chadbourne za jakąś wyjątkową kobietę. Logan przypuszczalnie miał rację, sądząc, iż oboje z Garym będą tu bezpieczni. Należy to zaakceptować. Rozluźnić się i cieszyć kilkoma spokojnymi, nudnymi dniami w Bainbridge. Należało się jej to po ostatnich wydarzeniach.

– Wiem, że jest to jeden z czterech domów w Lanier – powiedział Timwick, gdy tylko Fiske odebrał telefon. – Wszystkie zostały wynajęte przedwczoraj.

– Przez tę Wilson?

– Skąd mam wiedzieć? – spytał cierpko Timwick. – Na pewno nie podała prawdziwego nazwiska.

– Musiała wpłacić zaliczkę, a to znaczy, że posłużyła się kartą kredytową.

– Może ma fałszywą kartę? Logan na pewno przygotował się na wszelkie ewentualności. Masz coś do pisania? – Timwick podał mu cztery adresy. – Zajmij się tym zaraz.

– Jak tylko będę mógł.

– Co to znaczy?

– Kazałeś mi sprawdzić Kesslera. Jestem teraz w Emory. Okazało się, że Kessler wyjechał nieoczekiwanie wczoraj rano.

– Dokąd?

– Nie mam pojęcia. Właśnie się wybieram na rozmowę z jego asystentem. Może się czegoś dowiem.

– Matka jest ważniejsza. Kessler może poczekać. Logan pojedzie do Duke, jeśli będzie potrzebował eksperta.

– Skoro tu jestem, mogę to równie dobrze sprawdzić.

– Powiedziałem, żebyś dał spokój. Jedź do Lanier.

– Co mam zrobić, jak ją znajdę?

– Bądź w pogotowiu. Dam ci znać.

– Mówiłem, że nie lubię długich obserwacji. Znajdę ją, ale musisz wyznaczyć kogoś innego do siedzenia i czekania, Timwick.

Z drugiej strony zapadła złowróżbna cisza. Tchórzliwy gnojek nie lubił, kiedy mu się mówiło, co ma robić. Lepiej niech się przyzwyczaja. Jeszcze nie wie, że gra się zmieniła i teraz królowa rządzi na szachownicy.

– Zdajesz sobie sprawę, że mogę cię wyeliminować, Fiske?

– W tej chwili byłoby to bardzo trudne. Pozwól mi robić to, co umiem najlepiej.

Kolejna chwila ciszy, jeszcze groźniejszej.

– Zgłoś się, jak znajdziesz te baby.

– Dobrze.

Fiske rozłączył się i przeszedł szybko do pokoju, gdzie mieszkał asystent Kesslera, Bob Spencer. Powie Spencerowi, że jest starym kumplem Kesslera, może zaprosi go na kolację i wszystko z niego wyciągnie. Nawet jeśli Spencer nie wie, dokąd pojechał Kessler, Fiske dowie się, z jakiego laboratorium zazwyczaj korzysta. Lisa Chadbourne kazała mu się dowiedzieć, gdzie przeprowadzają badania.

– Wiedział? – mruknęła Lisa. – Mój Boże, jakim cudem, Scott?

– Nie na sto procent. Logan przypuszczalnie zgadł.

– I posłał Price’a, żeby wyłożył karty na stół. Dlaczego?

– Bardziej zależy mu na tobie niż na mnie, Liso – odparł po chwili Scott. – Chce zawrzeć ze mną umowę.

– Jaką umowę?

– Jeśli dostarczę dowodów przeciwko tobie, będę mógł wyjechać z kraju i zacząć gdzie indziej pod nowym nazwiskiem.

Przez moment Lisa walczyła z uczuciem paniki. Wiedziała, że Logan nie jest głupi i że zapewne będzie ją podejrzewał, lecz miała nadzieję, iż nie dotrze do Scotta.

– Kłamie. Nigdy by ci na to nie pozwolili.

– Być może.

– Chciałeś to zrobić, Scott? Choć przez moment?

– Na litość boską, przecież zadzwoniłem do ciebie, prawda? Czy twoim zdaniem to oznacza, że chcę się z nimi układać?

– Nie. Przepraszam, przestraszyłam się. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogą do ciebie dotrzeć.

Wszystko zaczyna się rozpadać – Lisa popadła w panikę. Nie, to nieprawda. Musi się opanować, wszystko przemyśleć, wprowadzić poprawki.