– Damy sobie radę – kontynuowała. – To, że przyszli do ciebie, może nam nawet pomóc. Co innego, gdyby udali się z tym do gazet.
– Tę drogę im zablokowaliśmy.
– Skończyłeś z wymianą zapisów lekarskich?
– Jak tylko Price wyszedł.
Lisa powoli się uspokajała. Wszystko będzie dobrze. Nie miała już co do tego wątpliwości.
– Dzięki Bogu. Zaraz porozmawiam z Kevinem i zaczniemy kampanię. Nie martw się, Scott. Wszystko się ułoży.
– Naprawdę?
– Oczywiście. Obiecuję.
– Obiecywałaś mi już różne rzeczy, Liso – powiedział zmęczonym głosem.
– I dotrzymałam wszystkiego, co ci obiecałam, prawda? Przez wszystkie te lata żyłeś wygodnie i dostatnio.
– Myślisz, że nie osiągnąłbym tego bez twojej pomocy?
– Nic takiego nie mówiłam.
– Przepraszam.
Jego głos brzmiał dziwnie i Lisa wiedziała, że nie może lekceważyć żadnych zmian. Sytuacja jest zbyt delikatna.
– Co się stało?
– Price powiedział mi o trzech osobach, które niedawno zostały zamordowane, a które mogłyby ci sprawiać kłopoty. Spytał, czy się nie boję, że ja też zostanę zamordowany.
– Boisz się, Scott? Po tylu latach boisz się, że mogłabym cię skrzywdzić?
Cisza.
– Nie, chyba nie.
– To dla mnie za mało. Scott się nie odzywał.
Lisa zamknęła oczy. Nie teraz. Teraz Scott musi jej wierzyć bez zastrzeżeń.
– Porozmawiamy później. Przekonam cię. W tej chwili musimy zająć się Price’em, tak żeby nie mógł ci zagrozić.
– Nie mówiąc o tobie.
– Racja, nam obojgu. Idź na spotkanie z nim. Timwick będzie tam przed tobą.
– I?
– Wykorzystamy Price’a jako zakładnika, żeby odzyskać czaszkę. Musimy ją odzyskać.
– Myślisz, że Logan się zgodzi?
– Nie mamy innego wyjścia. Zaufaj mi, Scott. Po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłeś, nie pozwolę, żeby Logan dostał cię w swoje ręce – powiedziała Lisa i odłożyła słuchawkę.
Serce waliło jej jak oszalałe. Odetchnęła powoli i głęboko. To tylko jeszcze jedna przeszkoda.
Jednakże nie powinna się na nią natknąć. Gdyby Timwick zajął się Donnellim, nikt nie podejrzewałby Scotta, a ona nie musiałaby podejmować teraz decyzji. Panika przerodziła się we wściekłość. Logan i Duncan podeszli za blisko i Lisa traciła kontrolę.
To się musi zmienić. Wie, jak sobie poradzić. Zadzwoni do Timwicka i powie mu, jaki mają problem. Ale najpierw musi porozmawiać z Kevinem i naprowadzić go na właściwą ścieżkę.
Joe zadzwonił do Eve o ósmej wieczorem.
– Udało mi się zdobyć list, który Chadbourne napisał do siostry po śmierci matki, kilka miesięcy przed zaprzysiężeniem na prezydenta. Raczej na pewno sam polizał kopertę.
– Fantastycznie. Jak to zrobiłeś?
– Lepiej, żebyś nie wiedziała. Mogłabyś zostać uznana za wspólnika. Nie mam jeszcze próbki Millicent Babcock, choć to mi się wydawało najłatwiejsze. Dziś wieczorem Babcockowie jadą do swojego klubu na wsi. Może uda mi się ukraść stamtąd jakąś szklankę. Jak się czujesz?
– Świetnie. Gary niebawem będzie miał wynik badania.
– Cieszę się. Czy Logan dobrze cię pilnuje?
Eve pominęła milczeniem jego pytanie. Joe dostałby szału, gdyby wiedział, że Logan wyjechał.
– Potrafię się sama upilnować, Joe.
– Powinienem zostać z tobą i wysłać Logana na poszukiwanie próbek DNA. Uważałem, że mu się to nie uda, a teraz sam się miotam.
– Załatwisz wszystko dziś wieczorem.
– Jeśli nie, to dam tej kobiecie w zęby i przywiozę próbkę jej krwi. Dlaczego się nie śmiejesz? Żartowałem.
– Przepraszam, ale ostatnio nic mnie specjalnie nie śmieszy.
– Mnie też nie. Postaram się jutro dojechać. Uważaj na siebie.
– Joe – powiedziała szybko, nim zdążył odłożyć słuchawkę. – Dzwoniłeś do Dianę?
– Przed wyjazdem z Atlanty.
– Będzie się o ciebie niepokoiła. I tak mam wyrzuty sumienia. Nie chcę, żeby się martwiła przeze mnie.
– Zadzwonię do niej.
– Teraz?
– Teraz. Zadowolona? – rzekł i się rozłączył.
Eve odłożyła telefon na stół. Przynajmniej Joemu nic się nie stało. Jutro przyjedzie, a wraz z nim wróci poczucie bezpieczeństwa i spokoju, które tak bardzo w nim ceniła. Teraz musi jedynie poczekać na telefon od Logana i na wiadomość, że ani jemu, ani Gilowi nic się nie stało.
Muszę zadzwonić – pomyślał Joe. Obiecałem Eve, że zadzwonię do Dianę.
Wykręcił swój domowy numer i Dianę natychmiast podniosła słuchawkę.
– Cześć, mała. Co słychać?
– Gdzie jesteś, Joe?
– Już ci mówiłem. Musiałem wyjechać z miasta w związku ze sprawą. Niedługo wrócę.
– Jaką sprawą?
– Nic, co by cię interesowało.
– Wydaje mi się, że bardzo by mnie to zainteresowało – odparowała ostro Dianę. – Masz mnie za głupią, Joe? Znudziło mi się udawać, że jestem ślepa. Chodzi o Eve, prawda? Widziałam wiadomości w telewizji.
Joe milczał. Wiedział, że Diane nie jest głupia, lecz miał nadzieję, że zignoruje problem, jak to zwykle robiła, gdy czuła się niepewnie.
– Joe?
– Tak.
– Mam już tego dość – powiedziała drżącym głosem. – Jak długo mam udawać? Chcesz poświęcić dla niej nasze życie. Czy ona jest tego warta?
– Wiesz, że nie mogę jej zostawić samej sobie.
– Wiem, pewno, że wiem. Nikt nie wie tego lepiej ode mnie. Myślałam, że sobie poradzę, ale ona rządzi twoim życiem. Dlaczego się w ogóle ze mną ożeniłeś, do jasnej cholery?!
– Jesteś zdenerwowana. Porozmawiamy, jak wrócę do domu.
– Jeśli wrócisz. Jeśli wcześniej cię nie zabiją! – zawołała Diane i rzuciła słuchawkę.
Ale się narobiło. Dlaczego myślał, że uda mu się to małżeństwo? Dał jej wszystko, co mógł, wszystko, czego chciała. Tak mu się przynajmniej zdawało. Usiłował zrównoważyć uczciwość dobrocią, ale Diane miała swoją dumę i mimo starań wciąż sprawiał jej przykrości. Każde słowo Diane było prawdziwe. Miała prawo zastanawiać się, po co się z nią ożenił.
Żywił jedynie nadzieję, że nigdy się tego nie dowie.
Rozdział osiemnasty
Wilgotny, omszały zapach uderzył Logana, gdy tylko wysiadł z samochodu. Zapach ziemi przypominał pole kukurydzy w Marylandzie.
Nieszczególnie przyjemne wspomnienie – pomyślał. Udało mu się zmylić przeciwnika, nadal jednak pamiętał wyraz twarzy Eve, kiedy się zorientowała, że wykorzystał ją jako przynętę.
– Nieźle pachnie, co? – Gil odetchnął głęboko i ruszył wzdłuż rzeki. – Przypomina mi moje rodzinne strony.
Teren wydawał się dość pusty, a Gil choć raz wybrał miejsce bez drzew.
– Zatokę? Jesteś z Mobile, prawda?
– Z małego miasteczka koło Mobile.
– Głębokie Południe.
– A gdzie indziej pokochałbym Gartha Brooksa? Logan rozejrzał się po okolicy. Gdzieś tutaj… Cholera, szkoda, że nie świeci księżyc – pomyślał.
– Zawsze twierdzisz, że muzyka country jest uniwersalna.
– Każde uniwersum ma swoje centrum. – Gil spojrzał na Logana. – Nie przejmuj się tak, wszystko będzie dobrze. Zauważymy każdego, kto będzie chciał się do nas zbliżyć. Jeśli zjawi się tu ktoś poza Marenem, wycofamy się po cichu.
– A jeżeli odetną nam drogę do samochodu?
– Możemy przepłynąć rzekę.
– Mam lepszy pomysł – powiedział Logan i odetchnął z ulgą, gdy księżyc wyszedł zza chmur i w jego świetle ujrzał błysk nierdzewnej stali. – Wynająłem motorówkę, którą kazałem tu przyprowadzić i schować.