Выбрать главу

– Podobno ciało było niemal całkowicie spalone. W jaki sposób uzyskano próbkę DNA i potwierdzenie, że to był Jamal?

– Pan Timwick kazał to sprawdzić.

– Czyli podejrzewano Jamala o pobyt w Barrett House?

– Kiedy prezydent jedzie gdziekolwiek, sprawdzamy to miejsce pod względem bezpieczeństwa. Sami państwo wiedzą, jak bardzo Logan chciał zapobiec temu, żeby prezydent został wybrany na następną kadencję. Kiedy pan Timwick dowiedział się, że Logan, podczas swego ostatniego pobytu w Japonii, miał kontakt z Jamalem, poprosił ośrodek w Bethesdzie, żeby sprawdzono Jamala. – Rzecznik uniósł rękę. – Koniec pytań. Prezydent prosił także, żebym państwu przekazał, iż bez względu na groźby na pewno weźmie udział w pogrzebie swego przyjaciela.

Jim Douglas odwrócił się i wyszedł z pokoju. Na ekranie pokazano prezydenta w Ogrodzie Różanym, uśmiechającego się do Lisy Chadbourne, która odwzajemniła uśmiech z odpowiednim odcieniem poparcia i troski. Ta scena była na pewno nakręcona kiedy indziej.

– O mój Boże! – Eve wyłączyła telewizor. – Jak intensywnie szukają Logana? – spytała Kesslera.

– Poszli na całość. Jest najważniejszym podejrzanym. I ty też.

Eve skrzyżowała ręce na piersiach, aby powstrzymać drżenie całego ciała.

– Teraz jestem terrorystką i morderczynią, co?

– Zostałaś zdegradowana, jesteś już tylko wspólniczką głównego podejrzanego. Logan jest mordercą. Uważają, że pokłócił się z Jamalem o warunki zabójstwa prezydenta i go zamordował.

– I podpalił dom, aby ukryć morderstwo?

– Tak.

– To kompletna bzdura. Nikt by w coś takiego nie uwierzył. Logan jest szanowanym biznesmenem. Dlaczego miałby się zadawać z terrorystami?

– Nie jestem wcale pewien, że nikt w to nie uwierzy – odparł Gary. – Przeciętny człowiek, który siedzi przed telewizorem, na ogół wierzy w to, co słyszy, a poza tym ludzie nie lubią wielkiego biznesu. Nie słyszałaś, że można ludziom wmówić każdą bzdurę, jeśli się ją ubierze w nieistotne prawdziwe fakty? Zauważ, że Douglas podkreślił dwie rzeczy: „fanatyzm” polityczny Logana i jego wyjazdy za granicę. Zaczęli od zwykłych faktów, dołożyli informacje o DNA i zagrali na strachu zwykłego Amerykanina przed terroryzmem. I mamy zupełnie wiarygodną całość.

Tak wiarygodną, iż Logan nie może się pokazać publicznie, nie narażając się na niebezpieczeństwo natychmiastowej śmierci – pomyślała Eve.

– Ona to wszystko zaplanowała – powiedziała ze zdumieniem. Nadal nie mogła w to uwierzyć. – Dlatego, kiedy znaleziono ciało w Barrett House, Detwil kazał pochwalić Logana i przyznać, iż wybierał się do niego z wizytą. Sądziliśmy, że ona chciała, żeby Maren udowodnił, iż był to trup Logana. Tymczasem szykowała coś takiego.

– Zidentyfikowanie zwłok, jako ciała Jamala, znacznie utrudnia waszą sytuację.

Utrudnia? To za mało powiedziane.

– Od tej chwili na Logana będzie polował każdy policjant w tym kraju.

Może on już nie żyje? Dlaczego do tej pory nie zadzwonił?

Nie, o jego śmierci trąbiliby w telewizji i w gazetach. Nagle przypomniała sobie ostatnie słowa rzecznika prasowego.

– Jaki pogrzeb? O czym on mówił?

– O pogrzebie Scotta Marena. Zginął wczoraj wieczorem w wypadku samochodowym. Właśnie podali, że pogrzeb odbędzie się za dwa dni.

– Co? – powiedziała Eve, całkowicie ogłuszona słowami Kesslera.

– Ciężarówka uderzyła w jego samochód.

– Gdzie? Niedaleko miejsca, gdzie był umówiony z Gilem?

– Nie, zaledwie parę przecznic od szpitala. Podobno hamulce nie zadziałały.

– To morderstwo.

Gary potrząsnął głową.

– Maren był powszechnie cenionym i lubianym lekarzem. Policja prowadzi dochodzenie, ale skłania się do wersji, że chodzi o wypadek.

– To było morderstwo.

Śmierć Marena nie mogła być przypadkowa. Lisa pozbyła się go, ponieważ bała się, że stanie się dla niej niebezpieczny. A to by znaczyło, że Maren powiedział jej o rozmowie z Gilem.

– Zastawili pułapkę na Gila.

I Logan też dał się złapać.

– Bardzo możliwe, choć nie mamy pewności. Musimy czekać. Tymczasem wydaje mi się, że nie powinnaś się pokazywać w laboratorium – powiedział Kessler. – Logan wolałby, żebyś czekała w motelu pod opieką ochroniarza.

– Nie, pojadę z tobą.

– Żeby mnie chronić? Co możesz zrobić, siedząc w samochodzie na parkingu? Doceniam twoją ofertę, ale dam sobie radę. Poza tym to tylko dziesięć minut stąd. Obiecuję, że zadzwonię, jeśli będziesz mi potrzebna.

– Jadę i koniec.

– A Logan? Dzwonił?

– Nie.

– Martwisz się, prawda? – spytał, dotykając jej policzków. – Powinnaś tu na niego zaczekać. On jest bardziej zagrożony.

– Nie mogę mu pomóc. Nawet nie wiem, gdzie jest.

– Logan jest sprytnym młodym człowiekiem. Niedługo wróci. Muszę jechać do laboratorium. Wprawdzie Chris obiecał mi, że będzie miał wyniki dziś po południu, ale moja obecność i subtelny nacisk na pewno pomogą.

– Nie masz w sobie za grosz subtelności – zauważyła ze słabym uśmiechem Eve.

– Niemniej jestem skuteczny. Zostań tutaj. Nie masz samochodu, a ja nie zabiorę cię do volva.

– Wolałabym pojechać z tobą.

– Ja rządzę transportem i będzie tak, jak mówię. Zobaczymy się na kolacji. Przyjdź do mojego pokoju o ósmej. Widziałem reklamówkę grilla „Bubba Blue”. Co za nazwa. Dzięki Bogu można zamówić na wynos. Na miejscu na pewno mają trociny na podłodze, grzechotnika w klatce i jęczącego piosenkarza country. Aż się zimno robi – odparł i wyszedł.

Eve poczuła, że drży, choć z innego zupełnie powodu. Zamknęła oczy, nadal jednak widziała twarz Lisy Chadbourne wpatrzonej w Detwila. Lojalna żona chroniąca męża w potrzebie.

Tymczasem to Logan wymagał ochrony. Logan i Gil. Gdzie się, do cholery, podziewali?

– Wielki Boże – mruknęła Sandra, wpatrując się w telewizor. – Co się z nią dzieje, Margaret?

– Nic. Na razie nikt ich nie złapał i nie złapie. John jest za mądry. To cię tylko denerwuje – orzekła Margaret, wyłączając telewizor. – I mnie też.

– Dlaczego nie dzwoni?

– Dzwoniła wczoraj.

– Chyba wie, że widziałam… Co zrobimy?

– To, co do tej pory. Będziemy tu siedzieć i czekać, aż John wszystko załatwi.

– Może powinnyśmy jednak coś robić? – Sandra przygryzła dolną wargę.

– Co na przykład?

– Mam przyjaciela w biurze prokuratora okręgowego.

– W żadnym wypadku – odparła ostro Margaret. – W niczym nam nie pomoże, a najwyżej ściągnie nam kogoś na kark – dodała łagodniejszym tonem.

– Ron jest ostrożny.

– Nie, Sandro.

– Nie mogę tak tu siedzieć. Wiem, że twoim zdaniem jestem zerem, ale trochę już w życiu przeszłam. Daj mi szansę, żebym mogła się wykazać.

– Wcale nie uważam cię za zero – powiedziała łagodnie Margaret. – Jesteś mądra, dobra i w normalnych warunkach to raczej ty byś się mną opiekowała. Teraz mamy jednak nienormalne warunki. Bądź cierpliwa, dobrze?

Sandra z uporem potrząsnęła głową.

– No to się czymś zajmijmy. Może zagramy w karty?

– Znów? Zawsze mnie ogrywasz. Chyba pół życia spędzasz w Las Vegas.

– Prawdę mówiąc jeden z moich braci tam pracuje – odparła z uśmiechem Margaret.

– Wiedziałam.

– Dobrze. Nie zagramy w karty. Wykażę się maksymalnym poświęceniem i pozwolę, żebyś przyrządziła dla nas jedno z twoich wspaniałych dań. Jak stąd wyjedziemy, będę gruba jak beka.