– Dobrze wiesz, że jestem marną kucharką. Chcesz mnie tylko czymś zająć.
– Wczorajsza wieczorna zapiekanka była lepsza niż to, co zrobiłaś na obiad. Może nabierasz wprawy.
– A może krowy mają skrzydła. – Cóż, muszę się jej słuchać – pomyślała zrezygnowana Sandra. Margaret potrafiła być bezlitosna, a poza tym gotując miała jakieś zajęcie. – Przygotuję pieczeń – oznajmiła. – Ale ty zrobisz sałatę i pozmywasz.
– Traktujesz mnie jak popychadło – jęknęła Margaret. – Zabierajmy się do roboty.
Do trzech razy sztuka.
Fiske obserwował dwie kobiety krzątające się po kuchni. Doleciał go zapach mięsa i papryki, co mu przypomniało, że nie jadł jeszcze śniadania. Zapach najwyraźniej zwabił także Piltona, który wszedł do kuchni i rozmawiał z Margaret Wilson.
Wycofał się spod okna i przez las wrócił do samochodu zaparkowanego na podjeździe pustego domu. Skoro zlokalizował Sandrę Duncan, może zadzwonić do Timwicka. Potem zadzwoni do Lisy Chadbourne i powie jej, czego dokonał. Choć sądząc z tego, co widział w porannych wiadomościach, Lisa była chwilowo zbyt zajęta, żeby się martwić o Sandrę Duncan.
Pech z tym Marenem. Lekarz był na liście, którą Fiske dostał od Timwicka, tymczasem ktoś sprzątnął mu robotę sprzed nosa.
Wyjął listę ze schowka w samochodzie i przekreślił nazwisko Marena. Niezależnie od tego, kto to zrobił, porządek musi być.
Miał także kolejne nazwisko do wpisania na listę. Starannie wykaligrafował: Joe Quinn. Asystent Kesslera bardzo mu pomógł poprzedniego wieczoru.
Fiske wyjął przesłane mu przez Timwicka zdjęcia Quinna i Kesslera i uważnie je przestudiował. Ze starym Kesslerem nie będzie wiele zachodu, jednakże Quinn był młody, sprawny i pracował w policji. To mogło być ciekawe zadanie.
Rzucił okiem na atlas drogowy, który leżał na siedzeniu pasażera. Asystent Kesslera nie wiedział, dokąd Kessler pojechał, znał jednak jego upodobania, metody, przyjaciół i sposób pracy. Znał też laboratorium Tellera w Bainbridge.
Lisa Chadbourne miała teraz duży wybór.
– Jak mi poszło? – spytał Kevin. – Czy dobrze sformułowałem oświadczenie? Czy myślisz, że powinienem powiedzieć Douglasowi, żeby był twardszy?
– Byłeś wspaniały – powiedziała cierpliwie Lisa. – Oświadczenie dla prasy było doskonałe. Skoro Logan, ku twemu żalowi, okazał się tak niebezpiecznym człowiekiem, możemy go teraz ścigać.
– We własnej obronie – potwierdził Kevin. – To powinno zadziałać.
– Zadziała. – Lisa podała mu zadrukowany arkusz papieru. – Musisz się tego nauczyć na pamięć, tak żeby wszystkim się zdawało, że improwizujesz.
– Co to jest?
– Pochwała Scotta Marena.
– Wzruszające – mruknął, rzucając okiem na tekst.
– Możesz nawet uronić kilka łez. Maren był jednym z najbliższych przyjaciół Bena.
– I twoich. Prawda? – spytał z wahaniem po krótkiej chwili.
Lisa zesztywniała. Nie podobał jej się ton Kevina. Przyzwyczaiła się już do tego, że najchętniej nie chciał niczego widzieć ani o niczym wiedzieć.
– Tak, był moim bliskim przyjacielem. Bardzo wiele dla mnie zrobił… Dla ciebie też.
– Tak – potaknął Kevin, nie podnosząc głowy znad kartki papieru. – To jest dziwne. Chodzi mi o wypadek.
– Upierał się przy jeżdżeniu małym samochodem. Wszyscy mówili mu, że powinien sobie kupić coś większego.
– Ale akurat teraz?
– O czym ty mówisz, Kevinie? Spójrz na mnie – zażądała, zabierając mu tekst przemówienia.
– Sam nie wiem. Co chwilę coś się dzieje. Najpierw ta historia z Loganem, a teraz wypadek Scotta.
Myślisz, że miałam coś wspólnego ze śmiercią Scotta? – Łzy napłynęły Lisie do oczu. – Jak możesz? Był naszym przyjacielem. Pomagał nam.
– Nic takiego nie powiedziałem – zaprzeczył szybko.
– Ale pomyślałeś.
– Nie… – Przyglądał jej się bezradnie. – Nie płacz. Nigdy nie płaczesz.
– Do tej pory nigdy nie oskarżałeś mnie o… Uważasz mnie za potwora? Wiesz, dlaczego umarł Ben. Myślisz, że mogłabym to znów zrobić?
– Z Loganem.
– Żeby cię chronić. Logan nie powinien się wtrącać w twoją działalność.
Kevin niezgrabnie dotknął jej ramienia.
– Przepraszam. Nie chciałem…
– To nie takie łatwe. – Lisa cofnęła się o krok i podała mu papier. – Idź do biura i naucz się przemówienia. I przy okazji zastanów się, czy mogłabym napisać te słowa o Marenie, gdybym życzyła mu czegoś złego.
– Wiem, że nie… Chciałem tylko wiedzieć, jak to się stało.
Lisa odwróciła się i podeszła do okna.
Czuła na plecach jego spojrzenie, a potem usłyszała odgłos otwieranych i zamykanych drzwi.
Dzięki Bogu. Nie wytrzymałaby ani minuty dłużej. Cała noc i poranek były jednym wielkim koszmarem.
Niech go diabli wezmą!
Kiedy brała słuchawkę i wystukiwała numer Timwicka, łzy wciąż spływały jej po policzkach.
– Dlaczego? – spytała ochrypłym głosem. – Dlaczego, do jasnej cholery?
– Maren był zagrożeniem. Od początku. Mówiłem ci, że należy go wyeliminować, kiedy Logan zaczął węszyć.
– Powiedziałam ci, żebyś tego nie robił. Maren nikomu nie zagrażał. Pomagał nam.
– Był nitką, po której Logan mógł dojść do kłębka, Liso. W tym wypadku ja musiałem podjąć decyzję.
– Scott nigdy by mnie zdradził – powiedziała, zamykając oczy.
– Nie tkwisz w tym sama. – W jego głosie pobrzmiewała panika. – Nie mogłem ryzykować. Konferencja prasowa dobrze wypadła – zmienił temat. – Teraz mamy niezbędne argumenty. Znaleźliśmy motorówkę, choć nie natrafiliśmy jeszcze na ślad Logana i Price’a. Będę w kontakcie.
Potraktował śmierć Scotta jak coś nieistotnego.
Kolejna śmierć…
Ile jeszcze? Ile jeszcze krwi?
Usiadła za biurkiem i zakryła rękami oczy.
Wybacz mi, Scott. Nigdy nie sądziłam… Teraz nie można już się zatrzymać. Wszystko toczy się jak kula śniegowa, a ja muszę podążać razem z nią.
Czy jest jakieś wyjście? Musi odzyskać czaszkę. Scenariusz, który przygotowała, dawał Timwickowi możliwość natychmiastowego zabicia Logana.
Następne zabójstwo. A potem przyjdzie czas na listę Fiske’a i zginą nowi ludzie.
Nie mogła już tego znieść.
Umowa?
Nie, Logan był upartym człowiekiem i nie podda się, nawet jeśli wymagałby tego zdrowy rozsądek i względy praktyczne. Mężczyźni zawsze byli zbyt…
Eve Duncan wiedziała, gdzie jest czaszka, i jako kobieta potrafiła myśleć logicznie. Duncan to mądra kobieta, która zrozumie, że nie mają innego wyjścia.
Lisa wyprostowała się i otarła oczy, włączając komputer.
Eve Duncan.
Rozdział dziewiętnasty
Zadzwonił telefon.
Logan?
Eve wzięła słuchawkę.
– Halo.
– Halo, Eve. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, iż mówię ci po imieniu. Ty zrób tak samo. Wydaje mi się, że istnieje między nami pewne porozumienie.
Eve nie wierzyła własnym uszom.
– Wiesz, kto mówi, prawda?
– Lisa Chadbourne.
– Poznałaś mnie po głosie. To dobrze.
– Skąd masz mój numer?
– Mam go od dawna, odkąd dostałam informacje na twój temat. Do tej pory nie uważałam za roztropne, żeby do ciebie dzwonić.
– Ponieważ chciałaś mnie zabić?
– Uwierz, proszę, że nigdy nie chciałam, aby spotkało cię coś złego, dopóki się nie wtrąciłaś. Nie powinnaś przyjmować propozycji Logana, a także pozwolić na to, by Logan namawiał Scotta do zdrady.
– Nie kontroluję Logana. Nikt go nie kontroluje.
Powinnaś się postarać. Jesteś inteligentna i silna. Trzeba tylko spróbować. Może tego wszystkiego dałoby się… – Urwała na chwilę, żeby się opanować. – Nie zamierzałam się denerwować. Wiem, że nie rozumiesz, ale mam za sobą ciężki dzień.