Выбрать главу

– Tak. Mówiłem mu, że pewno mu się tu spodoba. Że w radiu nadają tylko… – Przerwał, otworzył gwałtownie drzwi i wysiadł z samochodu. – Muszę pójść do pokoju, wziąć prysznic i się przebrać. Na jakiś czas zaopiekuję się Benem – dodał, sięgając do tyłu po torbę. – Spotkamy się u Kesslera za dwadzieścia minut.

Kiwnęła głową bez słowa, idąc do pokoju. Gil Price – wesoły, dobry i odważny człowiek. I nic nie zostało. Śmierć. Podchodząc coraz bliżej, uderzyła w Gila. Kto następny? Logan mógł umrzeć razem z Gilem.

„Każdy pieniądz ma dwie strony”.

Weszła do pokoju i potrząsnęła głową na widok rozrzuconych na łóżku ubrań. Posprząta tu i spróbuje…

Do diabła! Otaczały ją posępne cienie. Od wczoraj nie rozmawiała z matką. Sięgnęła po telefon.

Nikt nie odpowiadał.

Co, u diabła?

Znów wystukała numer.

Nikt nie podnosił słuchawki.

„Każdy pieniądz ma dwie strony”.

„Twoja pozycja nie jest taka mocna, jak ci się wydaje”.

Matka.

Drżącymi palcami wybrała numer pokoju Logana.

– Nie mogę się skontaktować z matką. Nie odbiera telefonu.

– Nie panikuj. Może…

– Nie mów mi, co mam robić. Nie mogę się z nią skontaktować.

– To może być jakaś błaha przyczyna. Zadzwonię do Piltona i się dowiem.

– Jaka jest szansa, że…

– Dzwonię do Piltona. Dam ci znać.

Nic się nie stało.

Fiske jej nie znalazł. Nic się nie stało. Zadzwonił telefon. Eve podskoczyła.

– Wszystko jest w porządku – powiedział Logan. – Rozmawiałem z twoją matką. Siadały z Margaret do kolacji. Wyczerpała się bateria w jej telefonie.

Poczucie ulgi sprawiło, że prawie zemdlała.

– U niej wszystko dobrze?

– Martwi się o ciebie. Ma ochotę skręcić mi kark. Poza tym w porządku.

Przez chwilę nie mogła nic powiedzieć.

– Ten statek do Timbuktu?

– Tak?

– Chciałabym, żebyś wsadził na niego moją matkę.

– Zajmiemy się tą sprawą. Pojedziesz z nią? Tak, tak! Natychmiast.

– Nie. Spotkamy się w pokoju Kesslera za kwadrans.

– Mam kopię wyników DNA – powiedział Gary, otwierając drzwi. – Gdzie jest Quinn z materiałem porównawczym?

– Niedługo się zjawi. – Eve spojrzała na Logana, który siedział w głębi pokoju. – Logan mówił ci o Gilu?

Kessler pokiwał głową.

– Kiepska sprawa.

– Fatalna. Zrobiłeś, co mogłeś, Gary. Załatwiłeś nam te badania. Czy mógłbyś teraz wyjechać?

– Jak dostanę próbki od Quinna i skończę pracę.

– To za późno. Nie jesteś już nam potrzebny. Joe może pojechać do laboratorium i wziąć…

– O nie, Duncan – odparł stanowczo Gary. – Zawsze kończę to, co zacząłem.

– Głupia zasada. Skończysz jak Gil Price. Powiedz mu – zwróciła się do Logana.

– Próbowałem. Nie chce mnie słuchać.

– Tak jak Gil. On też nie chciał. – Eve odetchnęła głęboko. – Musisz posłuchać, Gary. Ona… Każdy pieniądz ma dwie strony.

– Co?

– Lisa Chadbourne. Dzwoniła do mnie po południu. Logan wyprostował się na krześle.

– O czym ty mówisz?

– Chciała, żebym jej oddała czaszkę.

– Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – spytał ponuro Logan.

– Tylko pomyśl. Czy byłeś w nastroju do słuchania? Nie potrafiłbyś rozsądnie reagować.

– Teraz też nie czuję się szczególnie rozsądny. Groziła ci?

– W pewnym sensie.

– W jakim sensie?

– Była… smutna. Zresztą co za różnica? – zawołała Eve niecierpliwie. – Chcę, żeby Gary i moja matka się z tego wycofali, dobrze?

– Czy powiedziała cokolwiek, co wskazywałoby, że wie o Bainbridge albo o twojej matce?

– Ależ skąd. Jest na to za sprytna. Nigdy się z niczym nie zdradzi. Ty jednak… – zwróciła się do Kesslera.

– Jedyna rzecz, którą muszę wykonać, to telefon do knajpy „Bubba Blue”. Chcesz żeberka czy befsztyk?

– Chcę, żebyś stąd wyjechał.

– Czy kanapkę ze schabem?

– Gary…

Sięgnął po telefon i wykręcił numer.

– Powiedz, co chcesz, bo dostaniesz żeberka.

– Befsztyk – powiedziała zrezygnowana.

– Słusznie.

Joe Quinn przyjechał pół godziny po dostarczeniu im jedzenia z grilla „Bubba Blue”.

– Mam. – Uniósł w górę dwie specjalne czarne torby. – Jak szybko dostaniemy wyniki porównawcze?

– Dziś wieczorem? – spytała Eve Gary’ego.

– Może – odparł, wzruszając ramionami. – Zadzwonię do Chrisa i zobaczę, czy uda mi się go przekonać, żeby wrócił do laboratorium. – Wytarł ręce z tłuszczu i wziął słuchawkę. – Idźcie stąd. To trochę potrwa. Pracował dla mnie prawie całą zeszłą noc i teraz będzie się stawiał.

– Zawiozę cię do laboratorium, Gary – powiedział Joe, otwierając drzwi.

Gary pomachał mu ręką.

– Wszystko w porządku? – spytał Joe Eve.

– Jako tako. Gil Price został zabity.

– Pański przyjaciel? – Joe zerknął na Logana.

Logan kiwnął bez słowa głową.

– Słyszałem o konferencji prasowej. Kiepskie informacje, co?

– Owszem.

– Co zamierza pan zrobić z wynikami DNA?

– Mam kilku przyjaciół w Waszyngtonie, którzy ruszą z kopyta, jak tylko zobaczą dowody.

– To zbyt ryzykowne – orzekł Joe.

– Jednym z nich jest Andrew Bennet, sędzia Sądu Najwyższego.

– To lepsze niż polityk, ale nadal ryzykowne.

– Ma pan lepszy pomysł?

– Prasa i telewizja.

– Lisa Chadbourne jest ekspertem w manipulowaniu mediami.

– Być może, niech mi pan jednak pokaże dziennikarza, który nie rzuci się na cały rząd, jeśli przysporzy mu to czytelników.

– Ta historia jest zbyt dziwna – zastanawiała się Eve. – I za dużo przeszkód powstaje po drodze. Nie dopuszczą nas do mediów.

– Ja to mogę zrobić.

Eve potrząsnęła głową.

– Znam człowieka w redakcji „Atlanta Journal and Constitution”. Peter Brown. Pięć lat temu dostał nagrodę Pulitzera.

– Joe, na litość boską, aresztowaliby cię za współdziałanie z kryminalistami.

– Peter mnie nie wyda.

– Być może – powiedział Logan.

– Na pewno. Już do niego dzwoniłem i jest zainteresowany. Aż mu ślinka leci na samą myśl. Czeka tylko na wyniki DNA.

– Nie uzgadniał pan tego z nami?

– Musiałem się czymś zająć, kiedy tkwiłem w Richmondzie. Prędzej można zaufać dziennikarzowi niż politykowi.

– Zaczekajmy na wyniki, a potem będziemy się kłócić – zaproponowała Eve.

– Chcę, żeby to się wreszcie skończyło – powiedział Joe. – Żebyś wreszcie nie miała już z tym nic wspólnego.

– Ja też – potwierdziła zmęczonym głosem Eve. – Zaczyna…

– Zgodził się – oznajmił Kessler, wychodząc z pokoju. – Umówiłem się z nim w laboratorium za dwadzieścia minut.

– Jedziemy – rzucił Joe, idąc w stronę czarnego szewroleta. – Ile to potrwa, Gary?

– Sześć – osiem godzin.

– Spakuj się, Eve. – Joe usiadł za kierownicą i włączył silnik. – Wrócę, gdy tylko dostaniemy wyniki. Pojedziemy po twoją matkę i znajdę jakieś bezpieczne miejsce, gdzie to wszystko zakończymy.

Nim zdążyła się odezwać, wyjechał z parkingu.

– W jednym się zgadzamy – mruknął Logan. – Obaj chcemy, żebyś się znalazła daleko stąd, w jakimś bezpiecznym miejscu.

– Prasa to nie jest zły pomysł.

– Całkiem dobry. Być może pójdziemy tą drogą. Ale Waszyngton też jest nam potrzebny.

– To dlaczego się z nim kłóciłeś?