Eve nie mogła już tego wytrzymać. Wyskoczyła z samochodu i pędem ruszyła do pokoju Kesslera.
Nagle wyrósł przed nią Joe.
– Nie, Eve.
– Co… Nie! – Odepchnęła go i weszła do środka. Gary leżał na podłodze w kałuży krwi. Z gardła wystawała mu rękojeść noża. Eve uklękła obok.
– Gary?
– Chodźmy, Eve. – Joe usiłował podnieść ją na nogi, ale go odepchnęła. – Musimy stąd wyjechać.
– Nie możemy go zostawić. – Eve spostrzegła, że dłonie Gary’ego przybite były do podłogi kolejnymi dwoma nożami. – Joe, spójrz tylko, co on zrobił.
– Eve, muszę cię stąd zabrać.
– Fiske zrobił to specjalnie. – Łzy spływały jej po policzkach. – Chciał, żebym wiedziała, że się znęcał nad Garym. Ona chciała, żebym się dowiedziała.
– Gary już nic nie czuje.
Eve kołysała się w przód i w tył.
– Ib niesprawiedliwe. Gary chciał z nimi walczyć. Chciał…
– Spójrz na mnie, Eve.
Spojrzała niewidzącym wzrokiem na Joego.
Jego oczy…
Bardzo delikatnie dotknął jej włosów.
– Przepraszam – powiedział cicho, wyciągając rękę i uderzając ją w brodę.
Ciemność.
– Co jej się stało?
Logan wysiadał właśnie z samochodu, gdy Joe wyniósł Eve z motelu.
– Nic takiego. Niech mi pan otworzy drzwi.
Logan otworzył drzwi samochodu Joego od strony pasażera.
– Co z nią jest? Czy to Fiske?
– Nie, ja. – Joe posadził Eve na siedzeniu i zamknął drzwi. – Nie chciała zostawić Kesslera.
– Co… – Logan spojrzał na otwarte drzwi pokoju.
– Nie żyje.
– Fiske?
– Nie ma go tutaj. – Joe obszedł samochód i usiadł za kierownicą. – Niech pan wsiada do samochodu i zabiera się stąd. Przecież Eve mówiła, żeby pan nie wracał z nami.
– Okazuje się, że Fiske nie zamierza się targować.
– Chciał ją przerazić. To był straszny widok – powiedział Joe, wyciągając ze schowka papierowy ręcznik. – Wszędzie pełno krwi – dodał, wycierając dłonie Eve.
– Cholera – zaklął Logan, nie spuszczając oczu z bladej twarzy Eve. – Co pan jej zrobił?
– Ogłuszyłem ją – wyjaśnił Joe, zapalając silnik. – Klęczenie w krwi Kesslera obok jego ciała nie było dla niej najkorzystniejsze. Równie dobrze Fiske mógłby znaleźć się za nią z następnym rzeźnickim nożem.
– Z nożem?
– Mówiłem panu, że nie był to przyjemny widok.
– Eve nie będzie zachwycona tym, co pan zrobił.
– Zrobiłem to, co musiałem. Ma pan broń?
– Tak.
– Tego pan Eve nie powiedział, co? – rzekł Joe ze zjadliwym uśmiechem. – Domyślał się pan, jak by zareagowała. Mnie przeznaczył pan na odstrzał, ale swój tyłek pan chroni. Pilnuj pan broni i trzymaj się mnie. Jeśli pana porwą, może się na coś przydam.
Krew.
Noże.
Przybite dłonie.
Wielki Boże, ukrzyżował Gary’ego.
Otworzyła usta do krzyku.
– Obudź się. – Ktoś szarpał ją za ramię. – Obudź się, Eve.
Otworzyła oczy. Joe. Joe za kierownicą samochodu.
Ciemność. Sen. To wszystko było snem.
– Sen…
Joe potrząsnął głową.
– Gary… – Łzy znów spływały jej po policzkach. – Nie żyje? Joe potaknął. Wcisnęła się w kąt samochodu, starając się uciec przed koszmarem, który wciąż wracał. Krew. Gary. Dłoń Joego na jej głowie. Ciemność.
– Uderzyłeś mnie – rzekła tępo.
– Musiałem.
– Myślałeś, że tego nie wytrzymam.
– Wiedziałem, że sam tego nie wytrzymam.
– Ona chce czaszkę. „Każdy pieniądz ma dwie strony”… Nawet nie usiłowała się targować. Powiedziała, że musi iść naprzód. Chciała mi pokazać, że potrafi zabić kogoś mi bliskiego.
– Na to wygląda.
– Gary nie był w to zamieszany. Wyjeżdżał. Fort Lauderdale… Nie powinniśmy byli puszczać go samego.
– Myśleliśmy, że nic mu nie grozi. Nie mieliśmy pojęcia, że Fiske wie, gdzie jesteśmy.
„Ona chce czaszkę, Eve”.
– Gdzie jest Logan?
– Parę kilometrów za nami.
– I ma czaszkę?
Joe kiwnął głową.
„Niech jej pani odda czaszkę”. „Kazała pani powiedzieć, że to nie koniec”.
– Moja matka! – zawołała ze strachem Eve.
– Jedziemy prosto do niej.
– Ostrzegała mnie, że nie skończy się na Garym. Jak daleko jeszcze?
– Trzy godziny.
– Jedź szybciej.
– Spokojnie.
– Nie mów tak do mnie. Ona wie, że kocham matkę. Na pewno wybierze ją na następną ofiarę.
– Albo chce cię zwabić w pułapkę. Może nie wie, gdzie jest Sandra.
– Nie mieliśmy pojęcia, że Fiske odnalazł nas w Bainbridge. A tak było. Tak było – powtarzała Eve, wbijając paznokcie w zaciśnięte dłonie.
– Tak.
– A teraz Fiske może być w drodze do Lanier. Przed nami.
– Niekoniecznie po to, żeby zabić twoją matkę. Prawdopodobnie chce tam na nas zastawić pułapkę. W końcu chodzi im o czaszkę.
– Ostrzegę ich – powiedziała Eve, wyciągając z torebki telefon.
– Świetnie. Dobry pomysł. Żeby tylko nie wpadli w panikę. Powinni zostać tam, gdzie są, dopóki nie przyjedziemy. Powiedz Piltonowi, żeby miał się na baczności.
Powinni zostać tam, gdzie są? Kto to może wiedzieć, zwłaszcza jeśli Fiske będzie tam pierwszy. Drżącą ręką wystukała numer.
Fiske wsiadł z powrotem do samochodu, który zaparkował przed pustym domem. Na wschodzie wstawał nowy dzień, prześwitując przez czubki zamglonych sosen.
Miał co najmniej godzinę przewagi. W domu wynajętym przez Margaret Wilson świeciło się światło. Pilton uważnie rozejrzał się po okolicy i wszedł do środka. Był oczekiwany.
Na tym mu przecież zależało. Na czymś trudnym i ambitnym.
Zadzwonił do Lisy Chadbourne.
– Ostrzegła ich.
– Ale nadal tam są, co?
– Myślę, że czekają na nią. Jakieś piętnaście minut temu Pilton zapakował torby do samochodu, potem jednak nikt już nie wychodził.
– Niech im pan nie pozwoli odjechać. I nic im na razie nie robi. Dopóki nie odzyska pan czaszki.
– Matka byłaby dobrą przynętą. Lepszą niż Kessler. Chociaż udało mi się nadzwyczajnie załatwić Kesslera. Mam podać szczegóły?
– Mówiłam panu, o co mi chodzi – odparła po dłuższej chwili. – Szczegóły mnie nie interesują.
Tchórz.
– Kessler żył na tyle długo, że mógł do niej zadzwonić. Nie było to łatwe z nożami w…
– Powiedziałam, że to mnie nie interesuje. I niech pan pamięta, że Eve Duncan nie jest zwyczajną kobietą. Niech pan nie pokpi sprawy.
– Teraz mówi pani jak Timwick.
– Przepraszam. Zostawiam to w pańskich rękach. Wiem, że mnie pan nie zawiedzie.
Znów ta cholerna czaszka, która wiąże mu dłonie i nie pozwala wykonać zadania.
Pochylił się i otworzył schowek. Miał czas, żeby uporządkować listę. Jednym ruchem przekreślił nazwisko Kesslera.
8.35
Eve wyskoczyła z samochodu, gdy tylko zatrzymali się przed domem matki.
– Zaczekaj, ja idę pierwszy – powiedział Joe, odsuwając ją na bok.
Pierwszy wszedł do motelu i znalazł Gary’ego.
– Nie. Mamo!
Cisza.
– Wszystko w porządku, Eve! – zawołała Sandra. – Pilton nie pozwala mi wyjść, ale nic się nie dzieje.
– Wchodzimy do środka.
Logan zatrzymał samochód obok samochodu Joego.
– Wszystko w porządku?
– Najwyraźniej – odparł Joe, rozglądając się po okolicy. – Może. Niech pan wejdzie i sprawdzi, czy są gotowi do wyjazdu. Ja tu zostanę.