Выбрать главу

– Co z nim? – zapytał Logan, przyklękając obok Eve. Podał jej niebieską koszulę Joego. – Może ci się przyda. Znalazłem ją w krzakach. Pewno Quinn ją tam rzucił.

Szybko podarła koszulę na pasy i zrobiła z nich bandaże.

– Zadzwoniłeś na pogotowie?

– Tak, niedługo przyjadą. Nie powinni nas tu zastać. Nie wspomniałem o strzelaninie, ale sanitariusze zawiadomią policję, jak tylko zobaczą Fiske’a i Quinna.

– Idźcie… – zaczął Joe i urwał. – Nie mogę nic pomóc, Eve.

– Nie zostawię cię – powiedziała ze złością. – Tym razem nie możesz mnie uderzyć.

– Schowaj się… Niech Pilton… – Joe znów stracił przytomność.

– Wielki Boże. Z nim jest bardzo źle, Logan.

– Jeszcze żyje. – Logan wstał, odwrócił się i ukląkł obok Fisk’eego. – Wracam do domu i powiem Piltonowi, żeby rozmawiał z sanitariuszami. Kiedy usłyszymy sygnał karetki, przyślę tu Margaret, która zostanie przy Quinnie. Ty musisz stąd odejść – mówił Logan, przeszukując kieszenie Fiske’a.

– Co ty robisz?

– Zabieram jego dowody tożsamości. Im trudniej będzie policji zidentyfikować Fiske’a, tym później Lisa Chadbourne dowie się, że musi go kimś zastąpić. – Logan wyciągnął kluczyki samochodowe na wisiorku z wypożyczalni samochodów i portfel. Rzucił okiem na prawo jazdy i karty kredytowe. – Chociaż sam o to zadbał. Roy Smythe… – Wsunął portfel Fiske’a do tylnej kieszeni spodni. – Po naszym odjeździe Margaret i Pilton odszukają jego samochód i porządnie go wyczyszczą.

Na razie nic z tego nie docierało do Eve.

– Pojadę z Joem do szpitala.

Nie, pojedziemy za karetką. – Podniósł rękę, żeby zamilkła. – Nie kłóć się ze mną. Jeśli nie będziesz się ukrywać, trafisz do więzienia. O ile z miejsca cię nie zastrzelą. Tak czy owak, nie będziesz mogła czuwać przy łóżku Quinna i poić go herbatką – dodał ironicznie, wstając.

– Uratował ci życie, durniu.

– Kto go o to prosił? Jestem już zmęczony wspaniałym Quinnem, który… – Logan złapał torbę z czaszką i ruszył do domu.

Co mu się stało? Nie miał prawa złościć się na Joego. Mówił jakby… Rana krwawiła coraz bardziej. Eve wzmogła ucisk. „Nie umieraj, Joe”.

Zabrali go na ostry dyżur do szpitala w Gwinnett, trzydzieści kilometrów od jeziora. Logan, Sandra i Eve pojechali za karetką samochodem Logana.

– Pójdę tam i spróbuję się czegoś dowiedzieć – powiedziała Sandra, wyskakując z samochodu. – Stańcie gdzieś na brzegu parkingu. Przyjdę, jak będę coś wiedziała.

– Ja mogę…

– Zamknij się, Eve – rzekła stanowczo Sandra. – Pozwoliłam sobą już dość długo manipulować. Joe jest również moim przyjacielem i martwię się o niego. Poza tym na pewno by mi nie podziękował, gdybym pozwoliła ci tam pójść i dać się złapać.

Szybkim krokiem weszła przez szklane drzwi do szpitala.

Logan odjechał sprzed wejścia i zaparkował między dwiema ciężarówkami, które zasłaniały wnętrze taurusa.

– Będziemy czekać.

Eve ze zmęczeniem pokiwała głową.

– Mam jeszcze coś do zrobienia – powiedziała, wyjęła telefon i zadzwoniła na domowy telefon Joego.

– Dianę? Mówi Eve. Muszę ci coś powiedzieć. Joe jest… – Przez chwilę nie mogła z siebie wykrztusić słowa. – Joe jest ranny.

– O Boże!

– Ciężko ranny. Jest w szpitalu w Gwinnett. Lepiej tu przyjedź.

– Jak ciężko?

– Nie wiem. Został postrzelony. Jest na ostrym dyżurze.

– Niech cię diabli wezmą! – zawołała Dianę i rzuciła słuchawkę.

– Przekazywanie złych wiadomości nigdy nie jest przyjemne – zauważył Logan.

– Zachowała się tak, jakby mnie nienawidziła. – Eve oblizała wargi. – Właściwie trudno jej się dziwić. To moja wina. Nie powinnam pozwolić, żeby Joe…

– Jakoś nie spostrzegłem, żeby cię pytał o pozwolenie. Wątpię, czy udałoby ci się go powstrzymać.

– Znam go. Widziałam jego twarz, nim weszliśmy do domu. Powinnam się tego spodziewać.

– Byłaś wówczas lekko zdenerwowana.

– On umrze, Logan – powiedziała z rozpaczą Eve, opierając głowę o szybę.

– Nie wiadomo.

– Ja wiem. Ja… go kocham, wiesz? – szepnęła.

– Naprawdę? – spytał, odwracając głowę.

– Tak. Jest dla mnie ojcem i bratem, których nigdy nie miałam. Nie wiem, jakie byłoby moje życie bez Joego. Śmieszne, nigdy się przedtem nad tym nie zastanawiałam. Zawsze przy mnie był i myślałam, że zawsze będzie.

– Joe jeszcze nie umarł.

„Jeśli Joe umrze, czy będzie z Bonnie”?

– Przestań płakać – powiedział szorstko Logan i przytulił ją do siebie. – Ciii, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Pomogę ci.

Już pomógł, obdarowując ciepłem i bliskością. Nie mógł uzdrowić rany, ale trzymał ją w ramionach, odsuwając pustkę i samotność. Na razie to wystarczało.

Rozdział dwudziesty pierwszy

Sandra wróciła do samochodu po dwóch godzinach. Eve spojrzała na nią z lękiem.

– Joe?

– Niedobrze. Lekarze nie wiedzą, czy przeżyje – odparła, wsiadając do samochodu. – Zrobili operację i zabrali go na intensywną terapię.

– Chcę zobaczyć Joego.

– Nie można. Tylko najbliższa rodzina.

– To niesprawiedliwe. Chciałby, żebym przy nim była. Muszę… – Przerwała i odetchnęła głęboko. Liczyło się to, czego potrzebował teraz Joe. – Czy jest z nim Dianę?

– Przyjechała, kiedy go wywozili z sali operacyjnej. Potraktowała mnie jak powietrze. Ktoś by mógł pomyśleć, że to ja do niego strzelałam.

– Nie chodzi o ciebie. Jest wściekła na mnie. Jesteś moją matką. Przypuszczalnie ma do ciebie pretensje, że mnie urodziłaś.

– Możliwe. Ale myślałam, że mnie lubi. Parę tygodni temu zaprosiła mnie na kawę. Myślałam, że obie nas lubi.

– Jest zdenerwowana. To się zmieni, jak Joe się lepiej poczuje. – Jeśli się lepiej poczuje. Jeśli nie umrze. – Kiedy będzie coś wiadomo?

Może jutro – powiedziała Sandra z wahaniem. – Nie mogę tam wrócić, Eve. Przed chwilą przyszedł policjant. W związku z Joem.

Oczywiście, Joe był gliniarzem, a gliniarze troszczyli się o siebie wzajemnie. Wkrótce w szpitalu będzie pełno policji.

Logan uruchamiał samochód.

– Musimy się stąd szybko wynosić.

– Dokąd jedziemy? – spytała Sandra.

– Powiedziałem Margaret i Piltonowi, że spotkamy się w knajpie koło Emory, tam gdzie spotkaliśmy się z Quinnem. Zabierze panią do Sanibel, a potem przygotuje wyjazd za granicę.

– Nie – zaprotestowała Sandra.

– To jedyne bezpieczne wyjście, mamo. Musisz to zrobić.

– Niczego nie muszę. I kto mówi, że to jedyne bezpieczne wyjście? Ty?! Logan?! Nie potraficie zaopiekować się sami sobą, a Joe leży w szpitalu. Skąd mam wiedzieć, że o mnie lepiej zadbacie?

– Mamo, proszę cię – powiedziała błagalnie Eve. – Musisz nas posłuchać.

– Nie. Robiłam wszystko, co mi kazałaś, a potem to, co kazała mi Margaret. Traktowałyście mnie jak niedorozwinięte dziecko. To się już skończyło, Eve.

– Chcę, abyś była bezpieczna.

– Mam zamiar. Proszę mnie zawieźć na osiedle Peachtrees Arms Apartments – powiedziała Loganowi. – To niedaleko Piedmontu.

Eve rozpoznała adres.

– Jedziesz do Rona?

– Jasne. Żałuję, że tego od razu nie zrobiłam.

– Naprawdę myślisz, że cię przyjmie i będzie ukrywał?

– Przekonam się, nie? A może przedyskutujemy całą sprawę i dojdziemy do wniosku, że powinnam się zgłosić na policję w związku z postrzeleniem Joego. Poproszę, żeby mnie na wszelki wypadek zamknęli w więzieniu. Niech pan jedzie albo ja wysiadam.