Выбрать главу

Hugh wprowadził młodego, ciemnowłosego mężczyznę, który wyglądał znajomo… Oczywiście, obrońca Ronalda Thompsona, Kurner. Tak się nazywał, Robert Kurner. Był podekscytowany i wyglądał nieporządnie. Miał rozpięty płaszcz i pognieciony garnitur, jakby w nim spał.

– Panie Peterson – odezwał się od drzwi. – Przyszedłem porozmawiać o pana synu.

– O moim synu? – Steve poczuł na sobie ostrzegawcze spojrzenie Hugh. Zacisnął pięści. – Co z moim synem? – zapytał.

– Panie Peterson, broniłem Ronalda Thompsona. Spieprzyłem sprawę.

– To nie pana wina, że Ronald Thompson został skazany – powiedział Steve. Nie patrzył na młodego człowieka. Wpatrywał się w stek. Odsunął talerz. Czy Hugh miał rację? Czy porwanie było, mimo wszystko, trikiem?

– Panie Peterson, Ron nie zamordował pańskiej żony. Został skazany, bo większość przysięgłych świadomie lub nieświadomie sądziła, że zabił również tę Carfolli i panią Weiss.

– Był już notowany – wtrącił Steve.

– Notowany jako nieletni, za pojedyncze wykroczenie.

– Zaatakował kiedyś dziewczynę, dusił ją… – kontynuował Steve.

– Panie Peterson, był wtedy piętnastoletnim chłopakiem. Na prywatce przyłączył się do zawodów w piciu piwa. Który dzieciak ze szkoły średniej nie chce się w pewnym momencie popisać dorosłością? Kiedy był kompletnie zalany, ktoś podrzucił mu kokainę. Nie wiedział, co robi. Zupełnie nie pamiętał, że dotknął tej dziewczyny. Wiemy wszyscy, jak działa połączenie narkotyków i alkoholu. Ron miał cholernego pecha: wpadł w poważne tarapaty za pierwszym i jedynym razem, gdy się upił. Przez następne dwa lata nie wypił nawet piwa. Ale miał niewiarygodnego pecha i przyszedł do pana domu tuż po tym, gdy pańska żona została zamordowana. – Głos Kurnera drżał, ale słowa, które mówił, padały szybko. – Panie Peterson, przestudiowałem sprawozdanie z sądu. Wczoraj kazałem Ronowi w kółko powtarzać wszystkie szczegóły, o których mówił, na temat tego, co zrobił pomiędzy chwilą, gdy rozmawiał z panią Peterson w sklepie, a momentem, kiedy znalazł jej ciało. I zrozumiałem, jaki popełniłem błąd. Panie Peterson, pański syn, Neil, powiedział, że schodził po schodach i wtedy usłyszał jęki pańskiej żony. Widział, jak jakiś mężczyzna ją dusił, a potem widział jego twarz…

– Twarz Ronalda Thompsona – dokończył Steve.

– Nie! Nie! Nie rozumie pan? Proszę, niech pan spojrzy do sprawozdania. – Robert rzucił aktówkę na stół, wyciągnął z niej gruby plik kartek i zaczął je przerzucać, aż znalazł właściwą stronę. – Tutaj. Oskarżyciel spytał Neila, dlaczego jest taki pewny, że to Ron. I Neil powiedział: „Zrobiło się jasno, więc jestem pewny”. Przegapiłem to. Przegapiłem. Kiedy wczoraj Ron w kółko powtarzał swoje zeznanie, powiedział, że zadzwonił do frontowych drzwi, a potem odczekał parę minut i zadzwonił ponownie. Neil nie powiedział ani słowa o tym, że słyszał dzwonek. Ani słowa!

– To niczego nie dowodzi – przerwał Hugh. – Neil znajdował się na górze i bawił się pociągami. Prawdopodobnie był tym dość zaabsorbowany, a kolejka jest hałaśliwa.

– Nie… nie… bo powiedział: „Zrobiło się jasno”. Panie Peterson, o to mi chodzi. Ron zadzwonił do frontowych drzwi. Poczekał, zadzwonił jeszcze raz, obszedł dom dookoła. Dał mordercy czas na ucieczkę. To dlatego tylne drzwi były otwarte. Ron włączył kuchenne światło. Czy pan nie rozumie? Powodem, dla którego Neil widział wyraźnie twarz Rona, było to, że z kuchni padało światło. Panie Peterson, mały chłopiec zbiega po schodach i widzi, jak ktoś dusi jego matkę. W salonie było ciemno, proszę o tym pamiętać. Paliło się tylko światło w korytarzu. Czyż nie jest możliwe, że doznał szoku, a może nawet zemdlał? Wiadomo, że zdarza się to nawet dorosłym. A kiedy odzyskał świadomość, ujrzał – ujrzał – bo teraz z kuchni wpadało do salonu światło, kogoś pochylającego się nad matką, kogoś, kto dotyka jej szyi. Ron próbował wtedy zdjąć chustkę, ale to było niemożliwe, zawiązano ją bardzo mocno. Uzmysłowił sobie, że kobieta jest martwa i że on może być w to wszystko zamieszany. Wpadł w panikę i uciekł. Gdyby to on był zabójcą, czy zostawiłby świadka takiego jak Neil? Czy zostawiłby przy życiu panią Perry, wiedząc, że prawdopodobnie go rozpozna? Robiła przecież zakupy w sklepie, w którym on pracował! Zabójca nie zostawia świadków, panie Peterson.

Hugh potrząsnął głową.

– To się na nic nie zda. Nie ma w tym ani odrobiny dowodu. To tylko spekulacje – oświadczył.

– Ale Neil może nam dostarczyć dowodu – odrzekł błagalnie Bob. – Panie Peterson, czy zgodzi się pan poddać Neila hipnozie? Rozmawiałem dzisiaj z kilkoma lekarzami. Mówią, że jeśli chłopiec tłumi coś w sobie, mogłoby to zostać ujawnione za pomocą hipnozy.

– To niemożliwe. – Steve zagryzł wargi. Był bliski wykrzyczenia, że nie można zahipnotyzować dziecka, którego nie ma, które porwano. – Proszę stąd wyjść – powiedział stanowczo. – Niech pan sobie idzie.

– Nie, nie wyjdę! – Bob zawahał się, po czym ponownie sięgnął do aktówki. – Przykro mi to panu pokazywać, panie Peterson. Nie chciałem tego robić. Studiowałem je dokładnie. To są zdjęcia zrobione w tym domu po morderstwie.

– Czy pan oszalał? – Hugh wyrwał mu fotografie. – Skąd, do diabła, pan je wziął? Stanowią dokument państwowy.

– Nieważne, skąd je wziąłem. Proszę spojrzeć na to, o! kuchnia. W oprawce na suficie nie ma klosza. To znaczy, że światło mogło być niezwykle silne.

Kurner pchnął na oścież drzwi do kuchni, niemal przewracając Dorę i Billa Luftsów, którzy stali tuż za nimi. Nie zwracając na nich uwagi, przyciągnął krzesło pod lampę, wskoczył na nie i szybko odkręcił klosz. W pomieszczeniu zrobiło się jaśniej. Adwokat pobiegł z powrotem do jadalni i pstryknął wyłącznikiem, a potem pośpieszył na korytarz i włączył tam światło. W końcu pogasił lampy w salonie.

– Spójrzcie!… Zajrzyjcie do salonu, wszystko jest doskonale widoczne. Teraz proszę poczekać. – Pobiegł znowu do kuchni i wyłączył światło.

Steve i Hugh siedzieli osłupiali przy stole, patrząc na niego. Pod dłonią Petersona leżała fotografia ciała Niny.

Popatrzcie – błagał Bob. – Gdy światło w kuchni zostanie zgaszone, salon wydaje się prawie ciemny. Wyobraźcie sobie, że wy jesteście dzieckiem schodzącym po schodach. Proszę… Stańcie w korytarzu na półpiętrze. Zajrzyjcie do salonu. Co mógł zobaczyć Neil? Tylko zarys sylwetki. Ktoś atakuje jego matkę. Chłopiec mdleje. Nie słyszy dzwonka. Proszę o tym pamiętać, NIE SŁYSZY DZWONKA! Zabójca ucieka. Przez ten czas, kiedy Ron dzwoni, czeka, dzwoni po raz drugi, wreszcie obchodzi dom, morderca znika. Ron prawdopodobnie ocalił życie pańskiemu dziecku, przychodząc tu wtedy.

Czy to możliwe, zastanawiał się Steve. Czy możliwe, że Thompson jest niewinny? Stał w korytarzu, gapiąc się w głąb salonu. Co widział Neil? Czy mógł stracić przytomność na kilka minut?

Hugh minął go i wszedł do salonu. Zapalił lampę.

– To nie wystarczy – oświadczył głucho. – To spekulacje, tylko spekulacje. Nie ma ani śladu dowodu na ich poparcie.

– Sam Neil może dostarczyć nam dowodu. Jest naszą jedyną nadzieją. Panie Peterson, błagam, aby pan pozwolił na przesłuchanie syna. Jestem w kontakcie telefonicznym z doktorem Michaelem Lane. Zgadza się przyjść tu dziś wieczorem i zadać Neilowi pytania. Panie Peterson, proszę, niech pan da Ronowi tę szansę!

Steve spojrzał na Hugh. Dostrzegł jego nieznaczny, przeczący ruch głowy. Gdyby powiedział, że Neil został porwany, prawnik uczepiłby się tego i sugerowałby, że jest to powiązane ze śmiercią Niny. To spowodowałoby rozgłos i mogłoby oznaczać koniec nadziei na bezpieczne odzyskanie Neila i Sharon.