Dodd wyjął notatnik i powiedział głośno:
— Najbardziej nieprawdopodobne zjawisko fizyczne, jakie kiedykolwiek…
Potężny, donośny huk zagłuszył jego stówa. Skaliste zbocze znów się zatrzęsło, kiedy głaz uderzył o dno wąwozu.
Hunter spojrzał na podziałkę pistoletu.
— Została jeszcze przeszło jedna trzecia ładunku — oświadczył.
Rudolf zbadał teren, na którym przed chwilą leżał głaz. Pozostał po nim półmetrowy dół, głębszy od strony przepaści, gdzie wypchnięty asfalt utworzył wstęgę łączącą się gładko ze skalnym podłożem. Brecht z zadowoleniem skiną! głową.
— Niezbyt mi się to podoba — oświadczył Hunter, schodząc ze zbocza. — Samochód może zarzucić w bok i…
Ale Rudolf szedł już szybko w stronę swojego nowego wozu.
Dwa myszołowy — przypuszczalnie te same, które tu już były — wyłoniły się z przepaści, oddalając się od szosy. Naprzeciw, od strony Doliny, leciał z warkotem duży helikopter wojskowy, którego przedtem, podczas całego zamieszania, nikt nie zauważył. Ptaki skręciły i zawróciły.
Hixon zaczął dawać znaki karabinem, ale Rudolf go powstrzymał.
— Sami sobie poradzimy — oznajmił. — Zresztą oni i tak nas widzą. A skoro nie zareagowali na grzmot, to już na nic nie zareagują.
Helikopter poleciał w stronę morza. Rudolf wsiadł do Corvetty i krzyknął:
— Z drogi!
Wóz ruszył: kiedy przejeżdżał przez dół, zarzuciło go lekko. W tej samej chwili dwa myszołowy przefrunęły szybko dwadzieścia metrów nad szosą i znikły za zboczem.
Rudolf zatrzyma! wóz tuż za limuzyną mordercy.
— Wysiadajcie z autobusu! — zawoła!. — I niech dziadek tu podjedzie.
Po czym, zwracając się do Huntera, Marga i Ramy Joan, którzy podeszli do niego, dodał; — Ja będę jechał pierwszy. Potem kolejność będzie następująca: limuzyna, autobus, a na końcu furgonetka. Ty, Joan, pojedziesz ze mną, ale Annę zostaw lepiej w autobusie. Ross, poprowadzisz limuzynę. Zawróć wóz. od razu. Margo, wsiadaj z Rossem i pilnuj swojego pistoletu. Gdyby się coś stało, pamiętaj, że jesteś naszą ciężką artylerią, ale czekaj na mój rozkaz. Dodd, jak tam twoja ręka, bo tylna straż też musi mieć broń.
— Harry umie strzelać — powiedział Dodd. — I można na nim polegać.
Brecht skinął głową.
— Dobrze — zgodził się. — Powiedz mu, że dostał awans. Drugi karabin niech weźmie Hixon.
Dziadek, kierowca autobusu, zaczął narzekać, że nie da rady przejechać przez dół.
— Tylne opony są stare i zupełnie zdarte — tłumaczył. — Mogę wpaść w poślizg i…
Ale Brecht zamaszystym krokiem szedł już z powrotem. Wsiadł do autobusu i bez większych trudności przeprowadził go przez dół.
Następnie Hixon przeprowadził furgonetkę. Raya Hanksa przeniesiono wraz z łóżkiem, a ponieważ tak bardzo się upierał, że nie chce jechać autobusem, umieszczono go w furgonetce. Do furgonetki wsiadła również Ida i McHeath, który z surową miną trzyma! karabin w pogotowiu.
Kiedy pozostali zajęli miejsca w autobusie, Brecht zwrócił się do Clarencea Dodda:
— Pilnuj tu porządku i uważaj na dziadka.
Gdy wrócił do Corvetty, zobaczył, że Anna siedzi na przednim siedzeniu obok Ramy Joan. Oparł ręce na biodrach, potem jednak uśmiechnął się, wzruszył ramionami i usiadł za kierownicą.
— Cześć, mała — powiedział i potargał jej włosy. Anna odsunęła się od niego.
Brecht włączył silnik, wstał i odwrócił się.
— Uwaga! — krzyknął w stronę pozostałych pojazdów. — Jedziemy w odległości dwudziestu metrów od siebie! Będę jechał wolno. Jeżeli zatrąbię trzy razy — macie zwolnić, cztery mży — stanąć. A jeżeli ktoś z was zatrąbi pięć razy, to znaczy, że coś się stało. Jasne? W porządku! Ruszamy!
Ludzie na Ziemi różnie reagowali na katastrofy spowodowane przez Wędrowca, zależnie od tego, w jakiej sami znajdowali się sytuacji. W Putnam, w Dutchess County I na południowych zboczach Catskills po drugiej stronie rzeki Hudson powstał niemal drugi Nowy Jork — przyjeżdżali tu uchodźcy i ustawiali namioty, zakładano szpitale udzielające pierwszej pomocy oraz prowizoryczne lotniska, z których prowadzono akcję ratowniczą.
Mieszkańcy Chicago, którzy znaleźli się nad jeziorem Michigan, nie mogli się nadziwić, widząc półtorametrowy przypływ — zazwyczaj bowiem przypływ był tu tak niewielki, że w ogóle go nie dostrzegali. Spoglądali chwilami w górę na sznur awionetek lecących z Meigs Field na wschód w ramach erkę i i ratowniczej. Samochody pędziły po szosie jak każdego innego dnia.
Na Syberii powódź zalała wyrzutnie atomowe, powodując ogromny wybuch — na uciekających ludzi spadł pył radioaktywny.
Fale przypływu zatopiły wyspy koralowe na Pacyfiku, zmuszając tubylców, aby śladem swoich dzielnych przodków wyruszyli pirogami na poszukiwanie nowych lądów.
Wolf Loner, pewien swoich obliczeń, płynął śmiało przed siebie w kierunku Bostonu. Rozmyślał leniwie o tym, dlaczego jasny blask Księżyca, który w nocy dwa razy wyjrzał spoza chmur, ma lekko fioletowy odcień.
Transatlantyk,,Prince Charles” płynął wzdłuż wybrzeży Brazylii, kierując się na południe. Czterej kapitanowie powstańcy dowodzący statkiem zlekceważyli ostrzeżenia kapitana Sithwisea, który radził, żeby omijać z daleka ujście Amazonki.
Paul Hagbolt oglądał kontynent europejski z wysokości ośmiuset kilometrów. Europę zalewało światło słoneczne i widoczność była dobra, jedynie znad Oceanu Atlantyckiego nadciągała w stronę Irlandii szeroka, biała chmura.
Bezpośrednio pod sobą Paul miał Morze Północne, które z tej wysokości wyglądało jak na mapie w atlasie; woda w morzu była matowoszara, z wyjątkiem miejsca przy Cieśninie Dover, gdzie stonce rzucało jaskrawy blask.
Wyspy brytyjskie, południowa część Półwyspu Skandynawskiego, północne tereny Niemiec i południowe obszary Szkocji zajmowały następne strony w atlasie — na Iowo, na prawo i na południe od Morza Północnego.
Szkocja i Norwegia pozostały nie zmienione, natomiast na południe Szwecji wdarła się woda Bałtyku.
Poniżej Danii pas wody niczym szabla z klingą skierowaną na południe zalał Holandię i północne tereny Niemiec. No cóż — pomyślał Paul — nie jest to pierwsza powódź w dziejach Holandii.
Spojrzał teraz na Anglię: i tu woda miejscami za bardzo wdzierała się w ląd, a ze wschodniego wybrzeża jakby wygryzła duży kęs. Co to jest? Tamiza?… Humber? Paul zawstydził się, że nie potrafi od razu podać prawidłowej odpowiedzi, ale z geografii nigdy nie był mocny. Gdyby Tygryska zajrzała do mojej podświadomości, mogłaby mi dać odpowiedź — pomyślał, rozglądając się z irytacją, ale kotka spokojnie czesała się srebrnym grzebieniem i myła futra długim, cienkim jak sztylet językiem.
Oskarżenia Paula i gwałtowna reakcja Tygryski zakończyły się szybko i bez rezultatu. Tygryska schowała groźne pazury, obróciła się na pięcie i wróciła do tablicy sterowniczej, gdzie przez następne pół godziny siedziała bez ruchu, czasem tylko manipulując srebrnymi gałkami. Potem rozpoczęła nową serię manewrów, żeby móc obserwować Ziemię.
Po pewnym czasie przerwała swoje czynności, bez słowa podeszła do Paula, uwolniła mu nogę i zdjęła przymocowane urządzenia sanitarne. Następnie, łamana mową, zwięźle i oschle wyjaśniła mu podstawowe zasady poruszania się w zerowej grawitacji i sposób korzystania z Tablicy Odpadów i Tablicy Żywności. Po czym wróciła do swoich obowiązków, a Paul poczuł się jak intruz w nowocześnie wyposażonym biurze. Przedtem jeszcze zjadł szybko posiłek złożony z malutkich ciasteczek o dużej zawartości białka, popijając je wodą niby proszki od bólu głowy. Wciąż jeszcze leżały mu kamieniem w żołądku.