szkody. Sobie, swoim bliskim. Zastanów się. Jesteśmy
w stanie ci pomóc. Nie było ofiar. Niech tak zostanie - mój
kochany gliniarz mówił spokojnie, bez żadnych porywów
w głosie, świadczących o zdenerwowaniu czy napięciu.
Poczułam, że ręka opasająca mnie na wysokości klatki
piersiowej drgnęła.
- Dlaczego mnie nie chciałeś? Dlaczego? Naprawdę
byłam w stanie cię kochać. Byłam w stanie kochać ich
wszystkich... A oni zawsze wybierali je! A ty wybrałeś
ją! - ręka znowu zacisnęła się mocniej, a ja poczułam
silny ucisk na szyi.
O nie! Tak się bawić nie będziemy! Myśl, szybko, Liliano!
Spojrzałam na mojego Michała. Tak, mojego! Bo teraz...
wszystko już zrozumiałam. Zmrużył lekko oczy, jakby
chciał mi przekazać, że nie, że to głupi pomysł. Ale nie
miałam wyjścia. Nieznacznie uniosłam prawą nogę i z ca
łej siły wbiłam obcas moich ukochanych szpilek od Manolo
w stopę stojącej za mną osoby. Jednocześnie z całej siły
odepchnęłam więżące mnie ramię. Byłam silna, szybka,
[222]
adrenalina dodawała mi mocy, a nienawiść jeszcze to spotęgowała. Usłyszałam dziki krzyk, wrzask właściwie, pełen histerycznych tonów, ale już odskoczyłam w przeciwnym
kierunku. W tym samym momencie usłyszałam huk wystrzału. Do piwnicy wpadła grupa policjantów, wszyscy wymierzyli broń do leżącej, rannej w ramię postaci.
- Hanno Ból! Jesteś aresztowana!
Gdy ją wyprowadzili, widziałam jej wściekłą twarz
i oczy rzucające gromy. Nie miałam wątpliwości, że
mogłaby mnie skrzywdzić. Ba! Lejdi? Tylko skrzywdzić?! Bez żadnego zastanowienia załatwiłaby mnie tym błyszczącym nożem rzeźnickim. Siedziałam pod ścianą
i nie mogłam uwierzyć w to, co działo się wokół mnie.
Ona? Ona była tym psycholem? Tym porywaczem. Oj,
przepraszam, porywaczką? Jak to możliwe, do diabła?
Jasne, czasami zastanawiał mnie jej stan psychiczny,
ale nigdy nie przypuszczałabym, że jest zdolna do czegoś takiego. Oczywiście socjopaci mają to do siebie, że potrafią doskonale zmanipulować otoczenie. Potrafią
grać. Potrafią zbudować wokół siebie pewną otoczkę...
No tak! Wszystko jasne. Lejdi cały czas grała. Było jej
świetnie z tą pozą niefrasobliwej, często mało pojmującej kobietki. Idealna przykrywka dla inteligentnego psychopaty. Ale kobieta? To burzyło chyba podstawy
profilowania socjopatów. Najczęściej byli to biali mężczyźni w wieku od do... Ale świat ewoluuje, przestępcy także. Poza tym, skoro mamy parytety, to dlaczego sfera
ciemnej strony umysłu miałaby tutaj stanowić jakieś
odstępstwo?
- Liliano...
[223]
Jego głos nie miał już w sobie nic z tego zimnego obcego
tonu, który przyprawiał o dreszcze. Był tak samo ciepły
i przytulny, jak policyjny koc, którym mnie otulił. Uniósł
mnie jak piórko, wziął na ręce i mocno przytulił. Objęłam
go za szyję i wiedziałam, że żaden chory psychol nie da
nam rady. Taki duet jak ja i on zdarza się niezwykle rzadko.
Ale to naprawdę coś!
- Michał...
- Liliano. To było bardzo głupie. Ułamek sekundy, zawahania... nawet nie chcę o tym myśleć.
- Może i głupie. Ale skuteczne - wymamrotałam.
- No tak. Dlatego nie chciałem, abyś w tym wszystkim
brała udział. Ale i tak... och, Liliano, wybacz mi - popatrzył na mnie ze smutkiem w tych jego pięknych oczach.
- To ja przepraszam - wydukałam, bo jakieś dziwne
wzruszenie dusiło mi gardło.
Odsunął się i spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem.
- Czy ja dobrze słyszałem?
- Nie rób z tego czegoś wielkiego - mruknęłam, wtulając nos w jego szyję.
- Nie zamierzałem. Ale warto cieszyć się chwilą.
Kolejne dni upłynęły na niemających końca przesłuchaniach, w których oczywiście uczestniczył mój osobisty gliniarz. Gdy tylko dostrzegał jakąś nutkę zmęczenia lub
zniecierpliwienia w moim głosie (a o to ostatnie nie było
trudno), w stanowczy sposób przerywał maglowanie mnie
i żądał przerwy. Wkrótce cały wydział do walki z czymś
tam miał mnie dość. Ale w końcu wszystko się skończyło
i mogłam wrócić do domu. Tam mój Michał oczywiście
[224]
się mną zajął, wykąpał, nakarmił, a potem leżał przy mnie,
gdy zasypiałam, i witał po przebudzeniu. Całe napięcie
opadło ze mnie. Byłam trochę bezbronna, przerażona i na
granicy paniki. Gdy adrenalina pogalopowała w nieznane,
zostały tylko lęk, próba zrozumienia i domniemania „co
by było, gdyby". Michał trwał przy mnie, tulił, gdy płaka
łam, oddalał wszelkie obawy i zapewniał, że to już koniec.
I nic mi nie grozi. Dosyć szybko wróciłam do siebie, bo nie
należałam do typów histerycznych, raczej do zawziętych
i upartych. I te dwie cechy pomogły mi w miarę prędko
odzyskać równowagę. Michał w umiejętny sposób trzymał moją mamulkę w stosownej odległości, bo obawiałam się jej reakcji, zawodzenia, histerii. Wszystko wyjaśnił rodzicom i obiecał, że przywiezie mnie w weekend do nich, zjemy wspólny obiad i porozmawiamy. Za to też byłam
mu niezmiernie wdzięczna.
Siedzieliśmy przy stole, piliśmy kawę z baileysem i poczułam, że teraz muszę wiedzieć wszystko. Muszę to sobie ułożyć w głowie, zrozumieć i potem schować do jakiejś
szufladki na zapleczu umysłu, nie zapomnieć, ale nie mieć
tego cały czas na pierwszym planie.
- Chodziłeś z nią, bo już ją mieliście na widelcu? - spytałam wprost.
Michał spojrzał na mnie tymi niebieskimi gałami i odstawił filiżankę.
- To nie było... chodzenie - powiedział ostrożnie.
- Zwał jak zwał.
- Od początku ją podejrzewałem. Zawsze coś ją łączyło
z zaginionymi. Albo była to jakaś była dziewczyna faceta,
z którym się spotykała, albo kolejna dziewczyna, albo
[225]
jakaś koleżanka koleżanki. Dalsze lub bliższe otoczenie,
ale zawsze punktem zbieżnym była ona.
- To dlaczego wspominałeś coś o Sekule? Znaczy
Sekulskim?
- Króciutko. Na początku myśleliśmy, że to on. W końcu
bardziej pasował do profilu. Ale szybko usunęliśmy go
z grona podejrzanych.
- To czemu...
- Dlaczego podrzucałem ci go na tacy? - Michał skrzywił się. Aha! Niewygodny temat! Oparłam brodę na dłoniach i wpatrywałam się w mojego faceta. Niech on raz poczuje się jak na przesłuchaniu!
- Nie patrz tak, Liliano - mruknął. - Musiałem ci coś
podrzucić. Znałem cię już trochę, wiedziałem, że zaraz
będziesz chciała ingerować, pomagać, a nawet prowadzić
śledztwo. Gdybyś tylko dowiedziała się, że podejrzewamy
tę całą Lejdi, to... Przecież osobiście chciałabyś zakuć ją
w kajdanki.
- Prawie mi się udało.
Michał westchnął i przewrócił oczami.
- Nie mogłem do tego dopuścić.
- A więc okłamywałeś mnie?
- Kierowałem się dobrem śledztwa. To tyle. I tak mia
łem utrudnione zadanie...
- A czemuż to? - zamrugałam, uśmiechając się nieśmiało.
Michał pokręcił głową.
- Jesteś niemożliwa. Dobrze wiesz dlaczego. Pojawiłaś
się i zburzyłaś cały mój plan. Przewróciłaś wszystko do
góry nogami. Całe moje skupienie diabli wzięli. Nigdy sobie tego nie wybaczę...
[226]
- Nie przesadzaj. W końcu nie ma się co dziwić - wzruszyłam ramionami.
- Ach, ty niebywale skromna kobieto - westchnął. -
Jedno jest pewne. Gdy zacząłem się z nią spotykać, a to
było tylko kilka wyjść, przysięgam - łypnął na mnie niebieskim okiem - a więc po tych spotkaniach, rozmowach już wiedziałem, że to ona. I gdy spieprzyłem to zadanie...