Выбрать главу

- Oczywiście, na kiedy? - uśmiechnęłam się szeroko.

Znowu dostrzegłam ten dziwny błysk w jego niebieskich

źrenicach, ale nie potrafiłam go rozszyfrować.

- Na jutro? Godzina dwunasta? Za mało czasu? -

uniósł brew i teraz był zdecydowanie mistrzem zło

śliwości. Tylko czekał na mój odwrót. Na pewno miał

w rękawie jakąś uszczypliwą uwagę. Choćbym miała ślęczeć nad tym do rana, nie dam mu tej satysfakcji.

- Na dziewiątą będzie gotowe - cholera, chyba wieczorem, racjonalna część mojego upartego ja chciała zaprotestować, ale zdusiłam upierdliwca i zmusiłam do milczenia.

- Dwunasta wystarczy. Do zobaczenia, pani Liliano -

dlaczego moje imię w jego ustach brzmiało tak, że miałam

[27]

ochotę podać mu się na talerzu? Cholera jasna, ciężkie

czasy nadeszły, kryzys, panie, kryzys.

Gdy wychodziłam, on oczywiście bezczelnie gapił się

na moje nogi, a może i nie tylko nogi.

Do swojego pokoju poszłam piechotą, musiałam

chwilę ochłonąć. Wpakowałam się w niezłą kabałę, niejednokrotnie mój niewyparzony jęzor wyprzedzał my

śli i ściągałam na siebie kłopoty. Facet wyraźnie miał na

mnie haka, ale do końca nie wiedziałam, co właściwie

o mnie myśli. Przecież w pracy uchodziłam za profesjonalistkę, nieco aspołeczną, ale prezes był ze mnie zadowolony. A teraz... pan Michał. Ech, Michał, mogę być twoją Basieńką. Idiotka, koleś szuka pewnie pretekstu,

żeby zemścić się za tamto na parkingu, a tobie takie

rzeczy w głowie. Mając przed oczami niebieskie oczy-

ska Maliszewskiego, wyobrażałam sobie o wiele więcej

gorszych rzeczy, które musiałam natychmiast wyplenić

z łepetyny, jeśli chciałam do jutrzejszego południa wykonać zadanie zlecone przez mojego parkingowego faceta.

Miazga! Gdyby wiedział, jak go nazywam... Mogę w sumie mówić o nim „kolo z beemy" albo „ciacho z bandi-ten motor wagen". Boże... byłam psychicznie chora, to

już prawda ogólnie znana.

Mamrocząc, weszłam do pokoju, gdzie moje trzy kole

żanki momentalnie zaprzestały dalszej konwersacji i wga-

piły się we mnie, przyszpilając wzrokiem moją biedną

osobę.

- No, dawaj. O co chodzi? Baśka nam powiedziała, że

znasz naszą nową rurkę z kremem?

- Rurkę? - zamrugałam, nie rozumiejąc.

[28]

- No nasze ciacho. Pana Michała. Nowego członka -

zachichotała Lidka, a Marta przewróciła oczami.

- Ale czujecie? Takie ciacho w naszej firmie? Lejdi dostanie zajoba.

- Harpia już się na niego szykuje, jestem pewna.

Usiadłam ciężko przy swoim biurku. Pozwoliłam moim

koleżankom powystrzelać się z jadu, jakim zgodnie i hojnie obdarowywały Lejdi. Która sobie na to w pełni zasłużyła. Lejdi miała koło trzydziestki, ośmioletnią córkę, którą wychowywała sama. Ale usilnie pragnęła to zmienić,

więc biada facetowi, który wpadł jej w oko. Przypuszczała

frontalny atak, a że do brzydkich i ułomnych nie należała,

wówczas koleś wpadał szybciej niż przysłowiowa śliwka

w kompot. No i wtedy się zaczynało...

- W związku z tym, że widzimy się w weekendy, wyliczyłam, że w tym czasie zużywasz prąd na kwotę trzydziestu złotych, a wody za dwadzieścia pięć. W związku z tym proszę o wrzucanie odpowiedniej kwoty do puzderka kosztów.

- W związku z tym, że prosiłeś mnie o wypożyczenie

filmów z wypożyczalni, koszt tego wyniósł sto złotych,

więc proszę cię o wrzucenie połowy tej sumy do puzderka

kosztów.

- W związku z tym, że przywiozłeś do mnie swoje pranie, wyliczyłam, że...

- W związku z obiadem dla twoich znajomych...

- W związku z zakupami świątecznymi...

W związku z powyższym koleś uciekał z krzykiem po

maksymalnie półrocznym okresie umieszczania znacznych sum w puzderku kosztów. Skąd o tym wiedziałam?

[ 2 9 ]

Świat jest mały, żyjemy w końcu w globalnej wiosce.

Przyjaciółka mojej matki miała syna, on miał dziewczynę,

a ta miała siostrę, która obracała się w tym samych kręgach,

co Lejdi. Ta ostatnia z jakichś dziwnych powodów lubiła

opowiadać o swoich życiowych zmaganiach związanych

z poszukiwaniem odpowiedniego mężczyzny. Dzieliła się

troskami, chwilami szczęścia i metodami postępowania

z potencjalnymi przyszłymi małżonkami. A że rzeczona

siostra niezbyt przepadała za tą operatywną kobietą, przekazywała jej rewelacje dalej. A było co przekazywać. Tak więc miałam pełen obraz Hanny Ból, która nawet nazwisko miała odpowiednie. Bo znajomość z nią bolała, czy to na gruncie zawodowym, czy też prywatnym. Poza tym

Lejdi uwielbiała biurowe romanse i gdy tylko pojawił się

jakiś nieszczęśnik, zbyt słaby, by uniknąć wpadnięcia w jej

misterne sieci, potem uciekał z krzykiem i zmieniał nie

tylko obiekt zainteresowań, ale i miejsce pracy. Tak więc

mogłam jedynie przypuszczać, jak Bolesna Hania zajmie

się panem Michałem blue eye. I nie ukrywam, trochę mnie

to, powiedzmy, wkurwiało.

- No, Lilka, mów! Pobudka! - zniecierpliwiony głos

mojej przyjaciółki wreszcie do mnie dotarł.

Skupiłam wzrok na Baśce, wiedząc doskonale, że Marta

i Lidka też wgapiają się we mnie z uwagą.

- Zwyzywałam go na parkingu. Bo zajął moje miejsce.

Potem zgubiłam papiery i on pomógł mi pozbierać. Byłam

złośliwa, on też, potem jechaliśmy razem windą, myślałam,

że już nigdy go nie zobaczę. Ale jak widać, próżne nadzieje.

A teraz dostałam zadanie, nad którym będę siedzieć pół

nocy. Koleś się uwziął. Będzie się mścił. To tyle.

[ 3 0 ]

Baśka pokręciła głową.

- Ty masz pierdolca na punkcie tego miejsca parkingowego. Kto ci powiedział, że należy do ciebie?

- Ja.

- Dobra, bez komentarza. Ale może przesadzasz, może

koleś nie będzie wredny?

- Nie wiem, zrobię wszystko o co prosił, ale wiecie,

trochę dałam ciała.

- Bo ty zawsze musisz postawić na swoim.

- Oj, dobra, dajcie spokój. A to, że koleś jest zarozumiały, to widać. Myśli, że jak jeździ beemką, to...

- Lilka - Marta spojrzała na mnie z politowaniem. -

Ty też jeździsz beemką.

- Ale ja nie zajmuję cudzego miejsca parkingowego!!!

- wydarłam się. W tym samym momencie otworzyły się

drzwi naszego pokoju i do środka wszedł prezes i nie kto

inny, jak Michał Maliszewski vel rurka z kremem.

- Co tu takie hałasy? Pani Liliano, przyszedłem przedstawić nowego dyrektora. Oprowadzam go po firmie.

Michał - zwrócił się do wysokiego mężczyzny - panie

były na spotkaniu, Lilianę już znasz. To dział analiz, będziecie na pewno bardzo blisko współpracować.

- Mam taką nadzieję - facet z parkingu odparł ciepłym

i niskim głosem, gapiąc się wprost na mnie. Od jego wibrującego barytonu mi też zawibrowało to i owo, ale oczywi

ście na twarzy miałam maskę uprzejmego zainteresowania.

W końcu byłam mistrzynią jednej roli, granej od lat.

- Pani Liliana jest nieco... ekscentryczna, ale to świetny

fachowiec. Na pewno przekona cię, Michale, do wielu ciekawych rozwiązań.

[31]

- Nie mogę się doczekać - niski baryton zamruczał, a ja

chętnie zamruczałabym dla niego. Maliszewski uśmiechał

się, kiwnął głową w geście pożegnania, a gdy już wychodzili, odwrócił się i spojrzał na mnie znowu tym zagadkowym wzrokiem, pełnym złośliwości, ale czegoś jeszcze.

Gdy zamknęły się za nimi drzwi, dziewczyny przez

chwilę wzdychały, jakby miały hiperwentylację, po czym

odwróciły się i spojrzały na mnie. Marta uśmiechnęła się