Выбрать главу

- Nie byłoby to dla ciebie... zbyt spokojne?

- Nie. Chyba potrzebuję wyciszenia. Spokoju. Starzeję

się - dodałam nie bez rezygnacji w głosie.

- Przesadzasz. Ale sam pomysł przedni. Powinnaś się

tym zająć. Przecież wiesz, że jak się na to zafiksujesz, to

dasz radę - moja przyjaciółka była pełna przekonania.

- Sama nie wiem. Czasami ciężko zdecydować się na

zmiany.

- Ale czasami wychodzą na dobre.

- Wiem. Ale teraz - zerknęłam na zegarek - zbliża się

godzina W. A raczej M. Czyli spotkanie z Maliszewskim.

- O to na twoim miejscu bym się nie martwiła. Przecież

wiesz, co robisz.

- Jasne - wzruszyłam ramionami. - Ale tak się

zastanawiałam...

- Nad czym?

- Dlaczego on się tu pojawił. Ten cały Michał. Czy to

nie zapowiedź większych zmian? Przecież IT jakoś sobie

radziło, my też, Lejdi wchodzi w dupska komu może, po

co jeszcze jeden szef szefów?

- Nie wiem. Taka polityka. A ty nie doszukuj się drugiego dna. Zawsze tworzysz teorie spiskowe.

[37]

Nic już nie odpowiedziałam, ale zastanawiało mnie to.

Pewnie dlatego, że ten facet zrobił na mnie takie wrażenie.

Jasne, wolałabym go spotkać w innych okolicznościach, bo

wbrew temu, co sugerowały moje przyjaciółki, nigdy nie

pozwoliłabym sobie na romans z kimś z firmy. Już jedną

specjalistkę od takich zagrań w fabryce mieliśmy.

Gdy dotarłam do gabinetu nowego szefa szefów, ten

właśnie wychodził, kierując się do sekretariatu. Rozmawiał

przez komórkę. Gestem dał mi znać, żebym weszła do

środka, i prawie wybiegł na korytarz. Wyraźnie nie chciał,

aby ktoś słyszał jego rozmowę. Usiadłam w niskim fotelu,

raport położyłam na stoliku, rozejrzałam się po gabinecie. Zauważyłam, że na biurku stoi jakaś fotografia. Byłam niezmiernie ciekawa, kogo przedstawia, ale przecież nie

mogłam wstać i zaglądać na drugą stronę biurka, bo

Maliszewski mógł w każdej chwili wrócić. Ale czyje zdjęcie facet umieszcza na biurku w pracy? Odpowiedź mogła być tylko jedna. Ech, jakby to coś zmieniało... Pokręciłam

głową, mamrocząc coś do siebie.

- Raport się nie udał? - usłyszałam głęboki głos i ujrzałam pana Michała zamykającego drzwi. Przypatrywał

mi się z lekkim uśmiechem, wyglądając jak milion dolarów. O tej porze powinien mieć podkrążone oczy, ziewać i popijać kawę, a facet był rześki jak rosa na trawie.

- Udał się. Czyżby był pan zawiedziony?

- Proszę mówić mi po imieniu. Nie lubię oficjalnych

form - usiadł na drugim fotelu i sięgnął po moje papiery.

- Przygotowałam wszystko, o co pan... o co prosiłeś.

Odchrząknęłam. Nie wiem, dlaczego się denerwowałam,

skoro byłam pewna swojej wiedzy.

[38]

Maliszewski czytał moje dokumenty, marszcząc czoło

i kiwając raz po raz głową. Nie wiedziałam, czy jest zadowolony, bo raz się skrzywił, a raz westchnął. Wkurzało mnie to, miałam wrażenie, że robi tak dlatego, aby jeszcze

bardziej mnie zdenerwować. Co zresztą się udało. Miałam

ochotę mu powiedzieć, żeby przestał wydawać z siebie te

dziwaczne dźwięki, ale w porę ugryzłam się język. Jeszcze

nie do końca oszalałam i straciłam panowanie.

- No doooobrze - wreszcie odłożył papiery na stolik

i spojrzał na mnie. Miał cholernie niebieskie oczy, okolone gęstymi rzęsami. Nauczono mnie patrzeć rozmówcy w oczy, ale teraz przychodziło mi to z wielkim trudem. -

Wygląda na to, że jest tutaj wszystko, o co prosiłem. A teraz chciałbym porozmawiać z tobą o kilku rzeczach. Jak oceniasz współpracę z działem Rafała Sekulskiego?

Zmrużyłam oczy, nieco zaskoczona. A co to w ogóle

miało do rzeczy? Rafał zarządzał odrębną działką, nie przepadaliśmy za sobą, bo zawsze gdy rozmawiał ze mną, wgapiał się w mój dekolt. Kiedyś nie wytrzymałam i warknęłam,

że oczy mam wyżej, na co on spojrzał na mnie z wrogością. Od tamtej pory unikaliśmy się i rozmawialiśmy tylko wówczas, gdy byliśmy do tego zmuszeni przez okoliczności.

- Dobrze - wzruszyłam ramionami. - Ale nie wiem,

co to ma wspólnego z moją działką...

- Poznaję tę firmę. I ludzi. Chcę wiedzieć, czy wszystko

działa jak w dobrze naoliwionej maszynie. Ze wszystkimi

rozmawiam o tym, jak im się pracuje z poszczególnymi,

kluczowymi dla spółki osobami - Maliszewski wpatrywał

się we mnie świdrującym spojrzeniem. Poczułam się jak

na przesłuchaniu.

[39]

- O mnie też pytałeś? - zmarszczyłam brwi.

- A jakże. Usłyszałem wiele... ciekawych opinii - znowu

był złośliwy.

- W większości nieprawdziwych - burknęłam.

- Serio? - zdziwił się. - Nieprawdą jest to, że jesteś

świetnym fachowcem i zawsze można na tobie polegać?

Odkaszlnęłam.

- To akurat prawda. Czy coś jeszcze, bo mam dużo

pracy? - zirytowałam się.

- Oczywiście usłyszałem jeszcze, że jesteś narwana

i czasami nie panujesz nad językiem.

- Jak ktoś jest tępawy i nie rozumie po raz setny tego

samego, to być może.

- Jednak prosiłbym cię, abyś starała się panować nad

sobą. Furia to mało biznesowe zachowanie.

Dobrze, że nic nie piłam, bo na pewno bym się zakrztusiła.

- I nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie: jak ci się

pracuje z Rafałem?

Musiałam wziąć głęboki wdech, żeby zapanować nad

ogarniającą mnie irytacją.

- Dobrze. Pan Rafał to idealna osoba do zarządzania

tą działką. Ma doskonałe układy z prasą, prowadzi bloga

o naszej firmie, zarządza całą sekcją social media. Jest

sprawny, szybki, ma refleks i jest dobrym mediatorem -

mówiąc to, uśmiechałam się uprzejmie, ale moje oczy

zapewne rzucały gromy.

- Faktycznie, mieli rację... - Maliszewski westchnął,

a w jego spojrzeniu znowu pojawił się ten zagadkowy wyraz. Jakby złości pomieszanej z rozbawieniem i czymś jeszcze. Trochę mnie to rozpraszało.

[ 4 0 ]

- Kto?

- Jesteś złośliwa. Niemożliwa. Wredna.

- Czy to wszystko? - podniosłam się. Chyba się przesłyszałam. Na pewno! On też wstał i podszedł bardzo blisko mnie. Bliżej, niż pozwalały na to „zasady biznesowe"

- W tej chwili tak. Ale będę potrzebował twojej pomocy, Liliano. Jeszcze nie wiem, czy to właśnie ty, ale skłaniam się do tego, że to chyba będziesz ty - powiedział

cicho, wpatrując się w mnie i wprowadzając do mojej

głowy podwójny chaos. Jeden spowodowały dziwne słowa,

jakie do mnie wypowiedział, drugi - jego przytłaczająca

osoba, znajdująca się zbyt blisko mnie. Miałam wrażenie,

że każdym zmysłem odbieram jego zmysły. Wręcz czu

łam, jak w moim organizmie zachodzą reakcje chemiczne.

Musiałam się ewakuować. Cofnęłam się, a on uśmiechnął

się nieznacznie i podszedł do swojego biurka.

- W przyszłym tygodniu będziemy mieli okazję porozmawiać na mniej oficjalnym gruncie, bo szykuje się wyjazd dla kadry zarządzającej. To doskonała szansa na poznanie

wszystkich w nieco innych okolicznościach.

- Jasne, niektórzy kochają wyjazdy integracyjne -

mruknęłam.

- Lubię obserwować ludzi na takich wyjazdach. Wówczas

pokazują swoje prawdziwe ja.

- Powinieneś być psychologiem - dodałam, łapiąc za

klamkę.

Michał roześmiał się w głos i pokręcił głową.

- Chyba jednak dokonałem właściwego wyboru.

Wzruszyłam ramionami, nie mając pojęcia, o co mu

chodzi, kiwnęłam głową w geście pożegnania i wyszłam

[41]

na korytarz. Chciałam pomyśleć nad tą dziwną rozmową,