Выбрать главу

– No Dalej, Rose – błagał Shane Reyes, i przytrzymał mój kucyk.

Spacerowaliśmy po naszym porannym treningu. Zanotowałam w pamięci, aby umyć jutro moje włosy. Kilka innych osób poszło za nami i zaczęło powtarzać jego prośby.

– Tak. Pokaż nam, co dostałaś za swoją szermierkę!

Ich oczy promieniały entuzjazmem i podnieceniem. Byłam bohaterem, ich koleżanka z klasy zdołała wytropić przywódców wędrownej grupy strzyg, która sterroryzowała nas podczas naszego wyjazdu. Ale zauważyłam kogoś stojącego z tyłu z grupy, kogoś, kto nie wyglądał ani na chętnego ani podnieconego. Eddie. Spotykając moje spojrzenie, posłał mi mały, smutny uśmiech. Zrozumiał.

– Wybaczcie chłopaki.- powiedziałam, odwracając się do nich. – One muszą zostać zabandażowane. Zalecenia lekarza.

Spotkało się to z narzekaniami, które szybko zamieniły się w pytania, jak w rzeczywistości zabiłam strzygi. Ścięcie głowy było jednym z najcięższych i najrzadszych sposobów zabicia wampira; nie było łatwo unieść miecz pod odpowiednim kątem.

Więc, opowiedziałam moim przyjaciołom, co się zdarzyło, najlepiej jak umiałam, starając się trzymać faktów i nie wychwalać zabójstwa.

Szkolny dzień nie zakończył się, choć nadszedł już czas. Razem z Lissą wracałyśmy do mojego dormitorium. Nie miałyśmy okazji porozmawiać od czasu wydarzeń w Spokane. Przeszłam przez liczne przesłuchania, a potem był jeszcze pogrzeb Masona. Lissa wypełniała swoje obowiązki wobec wyjeżdżających z kampusu arystokratów, więc nie miała wiele więcej wolnego czasu ode mnie.

Bycie blisko niej sprawiało, że czułam się lepiej. Nawet jeśli mogłam w każdej chwili znaleźć się w jej głowie, to nie było to samo co, co fizyczne przebywanie z osobą, która się o ciebie troszczy.

Kiedy doszłyśmy do drzwi mojego pokoju, dostrzegłam bukiet frezji postawiony obok nich, na podłodze. Wzdychając, podniosłam kwiaty, nawet nie patrząc na dołączoną kartkę.

– Od kogo to? – spytała Lissa otwierając drzwi.

– Od Adriana – odpowiedziałam.

Weszłyśmy do środka, i wskazałam na swoje biurko, gdzie stało kilka innych bukietów. Postawiłam frezje obok nich.

– Będę szczęśliwa, kiedy on opuści kampus. Nie sadzę, żebym mogła znieść więcej tego.

Odwróciła się do mnie zdziwiona.

– Oh, hm, ty nie wiesz.

Przez wieź dostałam ostrzeżenie, które powiedziało mi, że nie spodoba mi się to, co za chwilę mi powie.

– Czego nie wiem?

– Cóż, on nie wyjeżdża. Zamierza tutaj zostać na jakiś czas.

– Musi wyjechać. – sprzeczałam się.

O ile wiedziałam, jedynym powodem, dla którego wrócił był pogrzeb Masona, choć ciągle nie byłam pewna, dlaczego to zrobił, ponieważ ledwie go znał. Może Adrian zrobił to na pokaz. Albo może kontynuował śledzenie mnie i Lissy.

– On studiuje. Albo jest w jakiejś innej szkole. Nie wiem, ale z pewnością coś robi.

– Wziął sobie semestr wolnego.

Gapiłam się na nią. Śmiejąc się z mojego szoku, pokiwała głową.

– Zamierza tutaj zostać i pracować ze mną… i panną Carmack. Przez cały ten czas, nie wiedział nawet czym jest duch. Wiedział tylko, że nie ma specjalizacji, tylko te dziwne umiejętności. Zatrzymał je w tajemnicy, zwłaszcza, gdy od czasu do czasu, spotykał innego użytkownika ducha. Ale oni nie wiedzieli więcej, niż on sam.

– Powinnam była domyślić się wcześniej. – zadumałam się. – Było coś takiego w przebywaniu blisko niego… Zawsze chciałam z nim rozmawiać, wiesz? On po prostu miał tą… charyzmę. Tak jak ty. Zgaduję, że to wszystko jest powiązane z duchem, wpływem czy czymkolwiek. To sprawia, że go lubię… mimo tego, że go nie lubię.

– Nie? – przekomarzała się.

– Nie. – odpowiedziałam stanowczo. – I nie lubię tej całej rzeczy ze snem.

Jej jadeitowe oczy rozszerzyły się szeroko ze zdumienia.

– To jest świetne. – powiedziała. – Zawsze mogłaś powiedzieć, co działo się ze mną, ale ja nigdy nie byłam zdolna komunikować się z tobą w inny sposób. Cieszę się, że wydostaliście się gdy zrobiłaś to… ale chciałabym tak jak Adrian, umieć chodzić w snach, i móc pomóc cię znaleźć

– A ja nie. – powiedziałam. – Cieszę się, że Adrian nie namówił cię do rzucenia tabletek.

Dowiedziałam się o tym dopiero kilka dni po pobycie w Spokane. Lissa wyraźnie odrzuciła początkową propozycję Adriana, mówiącą, że rzucenie tabletek mogło jej pozwolić nauczyć się więcej o duchu. Jednak później, przyznała mi sie, że gdybyśmy z Christianem dłużej pozostali zaginieni, przełamałaby się i posłuchała Adriana.

– Jak się czujesz ostatnio? – zapytałam przypominając sobie o jej obawach związanych z lekami. – Ciągle masz wrażenie, że leki nie działają?

– Mmmm… cóż, trudno to wyjaśnić. Wciąż czuję się blisko magii, jakby juz nie blokowały mnie tak bardzo. Ale nie czuję żadnych innych psychicznych efektów ubocznych… żadnego rozstrojenia czy czegokolwiek.

– Wow, to świetnie.

Piękny uśmiech rozjaśnił jej twarz.

– Wiem. To pozwala mi myśleć, że jest nadzieja, że któregoś dnia nauczę się korzystać ze swojej magii.

Widzenie jej tak szczęśliwej przywróciło uśmiech na moje usta. Nie podobało mi sie, że ponure uczucia zaczęły do niej wracać i byłam szczęśliwa, że w końcu znikły. Nie rozumiałam jak i dlaczego, ale tak długo jak czuła się dobrze…

Każdy jest otoczony światłem, oprócz ciebie. Ty masz cienie. Zabierasz je od Lissy.

Słowa Adriana uderzyły w mój umysł. Z trudem, pomyślałam o swoim zachowaniu przez ostatnie kilka tygodni. Niektóre wybuchy złości. Moja buntowniczość – nietypowa nawet jak na mnie. Mój własny, czarny wir emocji, powstający w mojej klatce piersiowej…

Nie, zdecydowałam. Tu nie było podobieństwa. Ciemne uczucia Lissy miały magiczne podłoże. Moje miały stresowe. Poza tym, teraz czułam się dobrze.

Widząc, jak mnie obserwuje, próbowałam przypomnieć sobie, w którym momencie przerwałyśmy rozmowę.

– Może ostatecznie znajdziesz na to sposób. Mam na myśli to, że skoro Adrian mógł znaleźć sposób na używanie ducha i nie potrzebuje leków…

Nagle zaśmiała się.

– Nie wiesz, prawda?

– Czego nie wiem?

– Adrian sam się leczy.

– Tak? Ale powiedział… – jęknęłam. – Oczywiście, że tak. Papierosy. Picie. I Bóg tylko wie, co jeszcze.

Przytaknęła.

– Tak. Prawie zawsze ma coś w swoim organizmie.

– Ale prawdopodobnie nie w nocy… i dlatego może pchać się w moje sny.

– Kurczę, chciałabym umieć to robić. – westchnęła.

– Może któregoś dnia się nauczysz. Tylko nie zostań przy okazji alkoholiczką.

– Nie mam zamiaru – zapewniła mnie. – Ale będę się uczyć. Żaden z innych użytkowników ducha nie mógł tego robić, Rose – cóż, poza Św. Władimirem. Będę się uczyła tak, jak on. Zamierzam nauczyć się używać ducha – i nie pozwolę by to mnie raniło.

Uśmiechnęłam się i dotknęłam jej dłoni. Całkowicie jej wierzyłam.

– Wiem.

Rozmawiałyśmy przez resztę wieczoru. Kiedy nadszedł czas na moje codzienne ćwiczenia z Dymitrem, rozdzieliłyśmy się. W miarę jak się oddalałam, myślałam nad tym, co mnie zaniepokoiło. Pomimo, że grupa atakujących strzyg miała o wielu więcej członków, strażnicy byli przeświadczeni, że Isaiah był ich liderem. To wcale nie znaczyło, że w przyszłości nie będzie innych zagrożeń, ale oni czuli, że minie niewiele czasu, zanim jego ludzie przegrupują się.