Выбрать главу

Na to wspomnienie zapragnęła, aby to zrobił. Rozwarła zapraszająco uda. Poczuła, jak ją całuje. Przesunął najpierw wargami po jej sztywnych włosach, a potem jego jeżyk zaczął błądzić zmysłowo po fałdzie warg sromowych. Po chwili przetoczył ją na plecy, ukląkł między jej udami i unosząc jej nogi zarzucił je sobie na ramiona. Poczuła się zupełnie naga, strasznie otwarta i bezbronna, a przy tym ogromnie pożądana. Język Ellisa poruszał się długim, powolnym łukiem, poczynając od nasady jej kręgosłupa – O Boże, pomyślała… pamiętam, jak to robił – przesuwa się wzdłuż linii zbiegu pośladków, zatrzymuje, by zanurzyć się głębiej w pochwie, a potem sunie w górę, by popieścić wrażliwą skórę w miejscu, gdzie przy mrowiącej łechtaczce spotykają się wargi sromowe. Po siedmiu czy ośmiu takich przedłużonych przejściach przytrzymała jego głowę nad łechtaczką dając mu w ten sposób do zrozumienia, by się nad nią skoncentrował, a sama zaczęła unosić i opuszczać biodra sygnalizując mu naciskiem palców na skronie, czy ma lizać mocniej, czy delikatniej, wyżej, czy niżej, w lewo, czy w prawo. Poczuła na kroczu jego dłoń wciskającą się w jej wilgotne wnętrze i domyśliła się, co chce zrobić; w chwilę później cofnął rękę i powoli wepchnął jej zwilżony palec w odbyt. Pamiętała, jakiego wstrząsu doznała, gdy zrobił to po raz pierwszy, i jak szybko to polubiła. Jean-Pierre nie zdobyłby się na to za milion lat. Gdy mięśnie jej ciała zaczęły tężeć przed spełnieniem, zrozumiała, że brakowało jej Ellisa bardziej, niż sama to przed sobą przyznawała; nie dało się ukryć, że przyczyną, dla której tak długo nie opuszczała jej wściekłość na niego, było to, iż przez cały ten czas go kochała i nadal go kocha. Gdy powiedziała to sobie, straszny ciężar spadł jej z serca. Weszła w orgazm drżąc jak liść na wietrze i trąc mu w szale swoim seksem po twarzy, podczas gdy Ellis, który wiedział, co lubi, wcisnął język głęboko w jej wnętrze.

Zdawało się to trwać wiecznie. Kiedy tylko podniecenie słabło wpychał jej głębiej palec w odbyt, lizał łechtaczkę albo przygryzał wargi sromowe i odżywało na nowo, aż wyczerpana do ostatnich granic zaczęły błagać:

– Przestań już, przestań, nie mam już siły, to mnie zabije – wreszcie oderwał twarz od jej krocza i opuścił jej nogi na ziemię.

Pochylił się nad nią podpierając na wyprostowanych rękach i pocałował ją w usta. Jego broda pachniała jej śluzem. Leżała zbyt zmęczona, by otworzyć oczy, zbyt nawet zmęczona, by odwzajemnić jego pocałunek. Poczuła, jak jego ręka sunie po jej kroczu, rozchyla wargi i jak jego penis toruje sobie drogę do jej wnętrza, i pomyślała: szybko znowu stwardniał, a zaraz potem – to było tak dawno, o Boże, jak dobrze.

Zaczął wykonywać ciałem posuwiste ruchy, z początku powoli, potem coraz szybciej. Otworzyła oczy. Ujrzała nad sobą jego twarz i wlepiony w siebie wzrok.

W pewnej chwili pochylił głowę i spojrzał pod siebie, tam gdzie łączyły się ich ciała. Na widok swojego penisa zagłębiającego się w niej i wyłaniającego znowu oczy mu się rozszerzyły, otworzył usta i jego podniecenie stało się tak wielkie, że zapragnęła zobaczyć to co on. Nagle zwolnił, wszedł w nią głębiej i przypomniała sobie, że robi to zawsze przed spełnieniem. Spojrzał jej w oczy.

– Pocałuj mnie, kiedy będę się spuszczał – wydyszał i przysunął pachnące śluzem z pochwy wargi do jej ust. Wepchnęła mu język między zęby. Uwielbiała, kiedy osiągał orgazm. Plecy wygięły mu się w łuk, poderwał głowę i zawył jak dzikie zwierzę, i poczuła, jak tryska w niej nasieniem.

Kiedy było już po wszystkim, opuścił głowę na jej ramię i zaczął przesuwać delikatnie ustami po gładkiej skórze jej szyi, szepcząc słowa, których nie mogła zrozumieć. Po minucie wydał głębokie westchnienie zaspokojenia, pocałował ją w usta, uniósł się na kolana i pocałował, jedna po drugiej, jej piersi. Na koniec złożył pocałunek na jej kroczu. Jej ciało zareagowało natychmiast i podrzuciła biodra wciskając mu je w twarz. Widząc, że ponownie zbliża się do spełnienia, wprawił w ruch swój język; i jak zawsze myśl, że liże ją, kiedy z pochwy wycieka wciąż jego nasienie, doprowadziła Jane niemal do szaleństwa i spełniła się od razu wykrzykując jego imię tak długo, dopóki spazmy nie ustały.

Osunął się w końcu obok niej. Automatycznie przyjęli pozycję, w której leżeli zawsze po stosunku: jego ręka wokół jej ramion, jej głowa na jego barku, jej udo w poprzek jego bioder. Ziewnął szeroko, a ona zaśmiała się. Pieścili się jeszcze lunatycznie, ona sięgnęła w dół, by dotknąć zwiotczałego penisa, on wsuwał i wysuwał palec z jej ociekającej pochwy. Polizała jego pierś i wyczuła słony smak potu zraszającego mu skórę. Spojrzała na jego szyję. Księżyc podkreślał żłobiące ją zmarszczki i bruzdy zdradzając jego wiek. Jest ode mnie dziesięć lat starszy, pomyślała. Może właśnie z powodu różnicy wieku jest w tym taki dobry.

– Czemu jesteś w tym taki dobry? – spytała na głos. Nie odpowiedział; spał.

– Kocham cię, najdroższy, śpij dobrze – szepnęła i zamknęła oczy.

* * *

Po roku spędzonym w Dolinie, Kabul wydał się Jean-Pierre’owi miejscem oszałamiającym i przerażającym. Budynki były zbyt wysokie, samochody jeździły za szybko, a na ulicach było zbyt tłoczno. Pod oknem przetoczyła się z rykiem kolumna wielkich rosyjskich ciężarówek i musiał zatkać sobie uszy. Wszystko atakowało go szokiem nowości: domy mieszkalne, uczennice w mundurkach, latarnie uliczne, windy, obrusy na stołach i smak wina. Po dwudziestu czterech godzinach nadal był podminowany. Co za paradoks – jest przecież paryżaninem!

Przydzielono mu pokój w kwaterach nieżonatych oficerów. Obiecano samodzielne mieszkanie zaraz po przybyciu Jane z Chantal. Na razie miał wrażenie, że mieszka w podrzędnym hoteliku. Zresztą budynek przed przyjściem Rosjan był prawdopodobnie hotelem. Gdyby Jane zjawiła się teraz – a spodziewał się jej w każdej chwili – w trójkę mogliby tu co najwyżej przenocować. Nie mam prawa się uskarżać, pomyślał Jean-Pierre; nie jestem żadnym bohaterem – jeszcze nim nie jestem.

Stał w oknie i wyglądał na pogrążony w ciemności nocy Kabul. Przez kilka godzin w całym mieście nie było prądu – przypuszczalnie za sprawą ludzi, którzy robili to samo co Masud i jego partyzanci, tyle że w mieście – ale kilka minut temu ponownie go włączono i nad śródmieściem, które miało oświetlenie uliczne, unosiła się blada łuna. Słychać było tylko wycie silników wojskowych samochodów, ciężarówek i czołgów przetaczających się z łomotem przez miasto, w drodze do swych tajemniczych miejsc przeznaczenia. Do czego można się tak śpieszyć o północy w Kabulu? Jean-Pierre był w wojsku i przypuszczał, że jeśli armia sowiecka jest choć trochę podobna do francuskiej, to zadanie wykonywane w gorączkowym pośpiechu w środku nocy mogło polegać na przewiezieniu pięciuset krzeseł z baraków do znajdującej się w drugim końcu miasta sali, w ramach przygotowań do koncertu, który ma się odbyć za dwa tygodnie i zostanie prawdopodobnie odwołany.

Nie czuł zapachu nocnego powietrza, gdyż okno jego pokoju zabito na głucho gwoździami. Drzwi nie były zamknięte na klucz, ale w końcu korytarza, pod toaletą, na krześle z prostym oparciem siedział z obojętną twarzą rosyjski sierżant z pistoletem i Jean-Pierre wyczuwał, że gdyby chciał wyjść, sierżant prawdopodobnie by go nie przepuścił.

Gdzie jest Jane? Desant na Darg powinien był zakończyć się przed zmierzchem. Dla helikoptera droga z Darg do Bandy po Jane i Chantal była kwestią kilku minut. Z Bandy do Kabulu helikopter doleci w niecałą godzinę. Ale może siły wypadowe wracały do Bagram, bazy wojsk lotniczych w pobliżu wylotu Doliny, a wówczas Jane będzie czekała podróż z Bagram do Kabulu drogą lądową, bez wątpienia w towarzystwie Anatolija.