Выбрать главу

Jane była już bliska załamania. Kiedy Mohammed przeprawił się z koniem z drugiego brzegu rzeki, powiedziała:

– Muszę się zatrzymać i odpocząć.

– Jesteśmy prawie w Gadwal – powiedział Mohammed.

– Jak to daleko?

Mohammed posługując się dari i francuskim porozumiał się z Halamem.

– Pół godziny drogi – odpowiedział.

Dla niej była to wieczność. Oczywiście, mogę iść jeszcze pół godziny, powiedziała sobie w duchu i spróbowała myśleć o czymś innym niż o bólu pleców i nieodpartej potrzebie położenia się.

Ale kiedy pokonali następny zakręt, zobaczyła wioskę.

Był to widok równie zaskakujący, co radosny – drewniane chatki pięły się pod strome górskie zbocze niczym dzieci wdrapujące się jedno drugiemu na plecy. Nasuwało to myśl, że gdyby jedna z chatek na spodzie zawaliła się, cała wioska zsunęłaby się po stoku i zjechała do rzeki.

Kiedy dowlekli się do pierwszego domu, Jane po prostu stanęła i usiadła nad brzegiem rzeki. Bolał ją każdy mięsień i ledwie miała siłę wziąć Chantal od Ellisa, który skwapliwie usiadł obok. Widać było, że też ma dosyć. Z domu wyjrzała zaciekawiona kobieta i Halam od razu wdał się z nią w rozmowę, opowiadając zapewne, co wie o Ellisie i Jane. Mohammed spętał Maggie tam, gdzie mogła sobie skubać sztywną trawę, a sam kucnął obok Ellisa.

– Musimy kupić chleb i herbatę – powiedział.

Jane pomyślała, że przydałoby się im coś konkretniejszego.

– A co z rybą? – spytała.

– Zbyt długo trzeba by ją czyścić i gotować – stwierdził Ellis. – Zjemy ją wieczorem. Nie mam zamiaru pozostać tu dłużej niż pół godziny.

– W porządku – zgodziła się, chociaż nie była pewna, czy po półgodzinnym odpoczynku będzie w stanie iść dalej. Może odżyję, jak coś przegryzę, pomyślała. Halam coś do nich zawołał. Spojrzała w jego stronę i zobaczyła, że macha przywołujące ręką. Kobieta też machała – zapraszała ich do domu. Ellis i Mohammed podnieśli się. Jane położyła Chantal na ziemi, wstała, po czym schyliła się, by ją podnieść. Nagle wszystko zawirowało, przed oczami zrobiło jej się szaro i zaczęła tracić równowagę. Walczyła z tym przez moment, widząc tylko jak przez mgłę drobną buzię Chantal. W końcu kolana zrobiły się jej jak z waty, osunęła się na ziemię i na wszystko opuściła się ciemność.

Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła nad sobą krąg zaniepokojonych twarzy.

– Jak się czujesz? – spytał Ellis.

– Głupio – odparła. – Co się stało?

– Zemdlałaś. Usiadła.

– Już w porządku.

– Nie, nie jest w porządku. Nie możesz dzisiaj iść dalej.

W głowie jej przejaśniało. Wiedziała, że Ellis ma rację. Jej obolałe ciało nie zniosłoby więcej i żaden wysiłek woli na nic się tu nie zda. Zaczęła mówić po francusku, żeby Mohammed też mógł zrozumieć:

– Ale Rosjanie na pewno dzisiaj tu dotrą.

– Musimy się ukryć – powiedział Ellis.

– Spójrz na tych ludzi – wtrącił Mohammed. – Sądzisz, że nas nie zdradzą? Jane spojrzała na Halama i kobietę. Obserwowali ich przysłuchując się rozmowie, chociaż nie rozumieli ani słowa. Przybycie cudzoziemców było prawdopodobnie najbardziej ekscytującym wydarzeniem roku. Za kilka minut będzie tutaj cała wioska. Przyjrzała się uważniej Halamowi. Zakazanie mu paplania odniosłoby taki sam skutek, co upomnienie psa, żeby nie szczekał. Do zmroku cały Nurystan wiedziałby, gdzie się ukryli. Czy istnieje możliwość, aby uwolnić się od tych ludzi i niepostrzeżenie wślizgnąć w jedną z bocznych dolin? Może. Ale nie przeżyliby długo bez pomocy okolicznych mieszkańców. W pewnym momencie skończyłaby im się żywność, a do tego czasu Rosjanie zorientowaliby się, że zbiegowie się zatrzymali i zaczęliby przeszukiwać lasy i kaniony. Ellis miał rację twierdząc, że ich jedyną szansę stanowi utrzymywanie stałego dystansu między nimi a pościgiem.

Zamyślony Mohammed palił zachłannie papierosa.

– Ty i ja będziemy musieli ruszyć dalej, a Jane trzeba zostawić tutaj – odezwał się po chwili do Ellisa.

– Nie – odparł Ellis.

– Ten kawałek papieru z podpisami Masuda, Kamila i Aziziego, który masz przy sobie, jest ważniejszy niż życie kogokolwiek z nas – powiedział Mohammed. – Zależy od niego przyszłość Afganistanu, wolność, za którą zginął mój syn.

Ellis musi iść dalej sam, pomyślała Jane. Przynajmniej on ocaleje. Zawstydziła się sama przed sobą strasznej rozpaczy, jaka ogarnęła ją na myśl o rozstaniu. Powinna starać się mu pomóc, a nie zastanawiać, jak go przy sobie zatrzymać. Nagle wpadła na genialny pomysł.

– Mogłabym wprowadzić Rosjan w błąd – powiedziała. – Dałabym się złapać i niby to z oporami przekazać Jean-Pierre’owi fałszywe informacje o trasie waszej ucieczki i sposobie, w jaki podróżujecie… Gdybym wskazała im zupełnie inną drogę, moglibyście zyskać kilka dni przewagi – tyle żeby bezpiecznie wydostać się z tego kraju! – Ten pomysł napełnił ją entuzjazmem, chociaż w głębi duszy kołatała się myśclass="underline" nie zostawiaj mnie, proszę cię, nie zostawiaj mnie.

Mohammed spojrzał na Ellisa.

– To jedyne wyjście, Ellis – powiedział.

– Odpada – warknął Ellis. – Nic z tego.

– Ale Ellis…

– Nic z tego – powtórzył Ellis – Odpada.

Mohammed zamilkł.

– Co w takim razie zrobimy? – spytała Jane.

– Dzisiaj Rosjanie jeszcze nas nie dopadną – powiedział Ellis. – Nadal mamy nad nimi przewagę, wstaliśmy dziś bardzo wcześnie. Zostaniemy tu na noc i wyruszymy z samego rana. Pamiętaj, że walczy się do końca. Wszystko może się jeszcze wydarzyć. Ktoś w Moskwie może dojść do wniosku, że Anatolij zwariował i zarządzić wstrzymanie pościgu.

– Pieprzysz – powiedziała Jane po angielsku, chociaż w głębi duszy wbrew rozsądkowi cieszyła się, że nie chce iść dalej sam.

– Mam inny pomysł – odezwał się nagle Mohammed. – Wrócę i skieruję Rosjan na fałszywy trop.

Serce Jane podskoczyło. Czy to możliwe?

– Jak? – spytał Ellis.

– Zaofiaruję się im na przewodnika i tłumacza, i odciągnę od was, prowadząc ich doliną Nurystan w przeciwnym kierunku, na południe, w stronę jeziora Mundol.

Jane dostrzegła niedoskonałość tego planu i serce znowu się jej ścisnęło.

– Ale oni mają już pewnie przewodnika – powiedziała.

– Może to jakiś uczciwy człowiek z Doliny Pięciu Lwów, którego siłą zmuszono do pomagania Rosjanom. W takim wypadku porozmawiam z nim i jakoś to zaaranżujemy.

– A jeśli nie będzie skory do pomocy? Mohammed zastanowił się.

– W takim razie nie będzie to uczciwy człowiek, którego zmusili do pomocy, tylko zdrajca, który z własnej woli współpracuje z wrogiem dla osobistych korzyści. Wówczas zabiję go.

– Nie chcę, aby ktokolwiek zginął z mojego powodu – zaoponowała natychmiast Jane.

– To nie z twojego powodu – wtrącił szorstko Ellis. – To z mojego – ja się zaparłem, że nie pójdę dalej sam.

Zamilkła.

Ellis myślał już o praktycznej realizacji fortelu.

– Nie jesteś ubrany jak Nurystańczyk – powiedział do Mohammeda.

– Zamienię się ubraniem z Halamem.

– Nie mówisz dobrze tutejszym językiem.

– W Nurystanie mówi się wieloma językami. Będę udawał, że pochodzę z okolic, gdzie używają jakiegoś innego języka. Rosjanie nie mówią żadnym z nich, więc się nie zorientują.

– A co zrobisz z karabinem? Mohammed pomyślał chwilę.