Выбрать главу

Pilot nie poddał się panice.

Nie odrywając stóp od pedałów i lewej ręki od dźwigni skoku ogólnego, sięgnął w górę prawą i wpił się paznokciami w przegub Ellisa.

Ellisa ogarnęło na moment przerażenie. To była ostatnia szansa i miał do dyspozycji zaledwie jedną, najwyżej dwie sekundy. Żołnierz obecny w kabinie będzie się powstrzymywał od użycia karabinu w obawie, że postrzeli pilota; Anatolij, zakładając, że jest również uzbrojony, również będzie się tego bał; ale po chwili jeden z nich uzmysłowi sobie, że nie mają nic do stracenia, bo jeśli nie zastrzelą Ellisa, maszyna i tak się rozbije – podejmą więc ryzyko.

Ktoś chwycił Ellisa od tyłu za ramiona. Widząc kątem oka mignięcie szarego rękawa zorientował się, że to Anatolij. Strzelec siedzący w dolnej części nosa helikoptera obejrzał się i zauważywszy, co się dzieje, zaczął się gramolić ze swego miejsca.

Ellis szarpnął ostro łańcuszkiem. Pilot, nie wytrzymując dłużej bólu, poderwał w górę obie ręce i uniósł się w fotelu.

Gdy tylko ręce i stopy pilota oderwały się od sterów, maszyna zaczęła podskakiwać i zataczać się na wietrze. Ellis był na to przygotowany i utrzymał się na nogach zapierając się o oparcie fotela pilota; ale znajdujący się za nim Anatolij stracił równowagę i puścił go.

Ellis zwlókł pilota z fotela i rzucił go na podłogę, po czym sięgnął do sterów i popchnął w dół dźwignię skoku ogólnego. Helikopter runął w dół jak kamień.

Ellis odwrócił się i przygotował na wstrząs.

Pilot leżał na podłodze kabiny u jego stóp, trzymając się kurczowo za gardło. Anatolij rozciągnął się jak długi pośrodku kabiny. Jane przykucnęła w kącie osłaniając ramionami Chantal. Żołnierz upadł również, ale odzyskał już równowagę i klęczał teraz na jednym kolanie unosząc kałasznikowa i kierując lufę na Ellisa. W chwili gdy pociągał za spust, koła helikoptera zderzyły się z ziemią.

Wstrząs rzucił Ellisa na kolana, ale był nań przygotowany i zdołał utrzymać równowagę. Żołnierz zatoczył się w bok, a seria z jego karabinu przebiła kadłub o jard od głowy Ellisa; upadł na twarz wypuszczając karabin z rąk i wyciągając je przed siebie, żeby zamortyzować upadek.

Ellis schylił się, porwał z podłogi karabin i ujął go niezgrabnie w skute kajdankami dłonie.

Była to chwila czystej radości.

Walczył. Uciekał, pojmano go i upokorzono, cierpiał zimno, głód i strach i stał bezsilny, kiedy policzkowano Jane; ale teraz ma nareszcie szansę, by stanąć do walki.

Położył palec na spuście. Dłonie miał skute zbyt blisko jedna drugiej, by trzymać kałasznikowa w normalnej pozycji, ale zdołał podeprzeć niekonwencjonalnie lufę chwytając lewą dłonią za zakrzywiony magazynek sterczący ku dołowi tuż przed osłoną spustu.

Silnik helikoptera zgasł i wirniki zaczęły zwalniać. Ellis rzucił spojrzenie na pokład nawigacyjny i zobaczył, że strzelec wyskakuje przez drzwi po stronie pilota. Musi szybko przejąć kontrolę nad sytuacją, zanim Rosjanie na zewnątrz pozbierają się z rozumem.

Przesunął się tak, że Anatolij, który leżał rozciągnięty na podłodze, znalazł się między nim a drzwiami kabiny pasażerskiej i przyłożył lufę karabinu do jego policzka.

Żołnierz gapił się na niego przerażony z kąta.

– Wysiadaj – warknął Ellis wskazując mu ruchem głowy drzwi. Żołnierz zrozumiał i wyskoczył z maszyny.

Pilot wciąż leżał i miał wyraźne kłopoty z oddychaniem. Ellis kopniakiem zwrócił na siebie jego uwagę i kazał mu też wysiadać. Mężczyzna podźwignął się z trudem na nogi i wciąż trzymając się za gardło wyskoczył przez drzwi za żołnierzem.

– Powiedz temu facetowi, żeby wysiadał z helikoptera i stanął tuż przy nim plecami do mnie – zwrócił się do Jane. – Szybciej, szybciej!

Jane wydarła się potokiem rosyjskiego na Anatolija. Ten podniósł się na nogi, posłał Ellisowi pełne nienawiści spojrzenie i powoli wygramolił się z maszyny.

Ellis przyłożył lufę karabinu do karku Anatolija i znowu zwrócił się do Jane.

– Powiedz mu, żeby kazał się reszcie nie ruszać.

Jane powtórzyła jego polecenie Anatolijowi i ten wydał krzykiem rozkaz. Ellis rozejrzał się wokoło. W pobliżu stali pilot, strzelec i żołnierz. Tuż za nimi siedział na ziemi Jean-Pierre trzymający się za kostkę; musiał szczęśliwie spaść, pomyślał Ellis – nic takiego mu się nie stało. Dalej stali pozostali trzej żołnierze, kapitan, koń i Halam.

– Powiedz Anatolijowi, żeby rozpiął płaszcz, wyjął powoli swój pistolet i podał go tobie – polecił Ellis Jane.

Jane przetłumaczyła. Gdy Anatolij wyciągał pistolet z kabury i podawał go za siebie, Ellis wcisnął silniej lufę karabinu w jego kark. Jane odebrała od Rosjanina pistolet.

– To makarow? – spytał Ellis. – Tak. Po lewej stronie znajdziesz bezpiecznik. Przesuń go tak, żeby zasłonił czerwoną kropkę. Żeby wystrzelić, musisz najpierw odciągnąć do tyłu suwadło nad rękojeścią, a potem nacisnąć spust. Zrozumiałaś?

– Zrozumiałam – odparła. Pobladła i drżała, ale usta jej były zaciśnięte w linię zdecydowania.

– Powiedz mu, żeby kazał żołnierzom podchodzić tu pojedynczo z bronią i wrzucać ją do helikoptera – powiedział Ellis.

Jane przetłumaczyła to i Anatolij wydał rozkaz.

– Celuj do nich z pistoletu, kiedy będą się zbliżać – dorzucił Ellis.

Żołnierze zaczęli podchodzić kolejno i zdawać broń.

– Pięciu młodych mężczyzn – mruknęła Jane.

– Co mówisz?

– Był kapitan, Halam i pięciu młodych mężczyzn. Teraz widzę tylko czterech.

– Powiedz Anatolijowi, że jeśli chce żyć, ma znaleźć tego piątego.

Jane krzyknęła do Anatolija i Ellisa zaskoczyła siła jej głosu. Wykrzykując rozkaz, Anatolij sprawiał wrażenie przestraszonego. W chwilę później zza ogona helikoptera wyszedł piąty żołnierz i tak jak pozostali oddał swój karabin.

– Dobra robota – powiedział Ellis do Jane. – Mógłby wszystko zepsuć. Teraz każ im się położyć.

Po minucie leżeli już wszyscy twarzami do ziemi.

– Musisz mi teraz przestrzelić kajdanki – zwrócił się Ellis do Jane. Odłożył karabin i stanął z rękami wyciągniętymi w kierunku drzwi.

Jane odciągnęła suwadło pistoletu i przyłożyła lufę do łańcuszka. Ustawili się tak, by wystrzelony pocisk wyleciał przez drzwi.

– Mam nadzieję, że nie popękają mi te cholerne przeguby – mruknął Ellis. Jane zamknęła oczy i pociągnęła za spust.

– O kurwa! – ryknął Ellis. W pierwszej chwili ból w nadgarstkach był straszny. Po chwili uświadomił sobie, że jednak, w odróżnieniu od łańcuszka, nie popękały.

Podniósł z podłogi karabin.

– Teraz niech mi oddadzą radio – polecił.

Na rozkaz Anatolija kapitan zaczął odpinać wielkie pudło przytroczone do grzbietu konia.

Ellis zastanawiał się tymczasem, czy helikopter może jeszcze latać. Zniszczone ma pewnie podwozie i kto wie co jeszcze pod brzuchem; ale silnik i główne instalacje znajdują się na górze. Przypomniał sobie, że podczas bitwy pod Darg widział, jak taki sam Hind wali się na ziemię z wysokości dwudziestu paru stóp, a potem znowu wznosi w powietrze.

Jeśli tamten mógł to zrobić, to i to draństwo nie powinno być gorsze, pomyślał.

Gdyby jednak…

Nie wiedział, co zrobi, gdyby okazało się, że jest inaczej.

Kapitan przydźwigał radio, wstawił je do helikoptera i odszedł.

Ellis pozwolił sobie na chwilę odprężenia. Dopóki ma radio, Rosjanie nie są w stanie skontaktować się ze swoją bazą, a co za tym idzie, nie mogą wezwać posiłków ani powiadomić nikogo o tym, co zaszło. Gdyby Ellisowi udało się poderwać maszynę w powietrze, mógłby się nie obawiać pościgu.