Выбрать главу

– Sądzisz, że znaleźli wszystkie detale? – zaciekawił się cadyk. Jakub opuścił lornetkę.Nie, raczej za wcześnie, ale chyba połowę już mają…Na dziś skończyli. Pora wkraczać – podniósł się z desek poddasza. Skrzypnęła furtka. Obaj wiedzący weszli na teren wykopalisk. Kierownik siedział na składanym krzesełku koło szopy. Na sporym, roboczym stole porozkładane miał kawałki dokładnie wypalonej, błękitnej gliny.Teren wykopalisk, nieupoważnionym wstęp wzbroniony – warknął, nie podnosząc wzroku. Jakub spojrzał na niego ponuro. Archeolog nie spodobał mu się.Ja tam jestem upoważniony – mruknął.

– Niech pan przestanie – odezwał się Mojsze po angielsku. – Pan nie wie, co pan robi. Olszakowski podniósł głowę.

– A tak właściwie, to coście za jedni? – zainteresował się. – Mojsze Apfelbaum, cadyk, bełszentow, cudotwórca przedstawił się przybysz z Ameryki.Jakub Wędrowycz egzorcysta – warknął drugi z intruzów. – Miło mi, a teraz won – kierownik wpasował kolejny brakujący element. – Pan nie wie, co to jest – zauważył łagodnie Mojsze.

– Jak to nie wiem? – obraził się Olszakowski. – To golem.Ktoś z tutejszych rabinów próbował go zbudować. I właśnie dlatego, to cholernie ciekawe znalezisko. Żadne muzeum żydowskie na świecie nie ma czegoś podobnego w swoich zbiorach. Nawet jeśli, to tylko XIX wieczna kopia. Choć sądzę,że jest starszy…

– Wypalono go w Lublinie w XVI wieku – powiedział cicho Jakub. – Wówczas ożywiony, został następnie unieruchomiony. Mój przyjaciel cadyk Goldberg odszukał go tuż przed wojną i przywiózł tu. A potem ożywił. Usiądźcie – archeolog zaciekawiony wskazał im krzesła. – A więc ta figura ma swoją historię…Ma – mruknął Wędrowycz – i najwyższy czas ją zakończyć. Znalazłeś trupy?Jakie trupy? – zdziwił się Olszakowski.Niemieckie trupy. Ciała esesmanów, którzy wdarli się do tego domu i zostali rozerwani na strzępy przez golema… – wyjaśnił Mojsze.Ja się nie zajmuję bajkami – mruknął archeolog. – Jasię zajmuję historią… A jakże – Wędrowycz otarł usta wierzchem dłoni. A poodrywane ręki i nogi w gruzie leżą… Magister spojrzał na niego spod oka.

– A czego wy chcecie?

– Oczywiście zniszczyć to, zanim dojdzie do nieszczęścia – wyjaśnił przybysz z Ameryki. – Golem nie czuje bólu, nie ma rozumu, dysponuje potworną siłą, jest odporny na zranienia… Dziś jest piątek. Jeśli ożyje, będzie się próbował wedrzeć do najbliższej synagogi. – A to się zdziwi, bo w tej, która ocalała, urządzili bibliotekę – zażartował Olszakowski. Obaj intruzi milczeli poważnie.

– Niemiaszkom udało się tylko dlatego, że użyli granatów – wyjaśnił Jakub. – Rozprysł się na kawałki, ale niestarto z niego napisów dających mu życie… Jeśli złożysz to do kupy, znowu powstanie… A nad nim nie można zapanować. A przynajmniej nikomu się nie udało. – Zniszczyć bezcenny zabytek – prychnął kierowniki to w imię starych, żydowskich bajek… Jesteście naiwni albo szaleni… Mojsze wyjął z kieszeni pistolet gazowy i spokojnie wystrzelił jeden ładunek.No to przeciwnik zneutralizowany – mruknął Jakub.Jak to kasujemy?Tradycyjnie – Żyd wyjął zza paska sztylet z brązuścieramy formułę i po problemie – a resztę niech sobie nawet skleja do kupy… – Gówno – mruknął Jakub – mój kumpel, cadyk Goldberg mówił, że formułę można zetrzeć tylko wtedy, gdy jest żywy. Inaczej nie zadziała. – Pierdoły. Jeśli usuniemy formułę teraz, to w ogóle nie ożyje… Archeolog doszedł do siebie, ale związany i zakneblowany, mógł tylko rzucać im spojrzenia pełne nienawiści…Wystarczy napis – powiedział stanowczo cadyk Mojsze i zeskrobał ciąg błękitnych znaków.

– Zasrani niszczyciele zabytków – warknął Olszakowski, któremu udało się wreszcie wypluć knebel. – Czekajcie ja was urządzę – powiedział – tylko się stąd wydostanę, a dostaniecie takiego kopa… – Pora na nas – Żyd podniósł się z krzesła. – Miło było poznać – uśmiechnął się do leżącego na ziemi magistra. Skierował się do furtki. Jakub wyjął z kieszeni zaiwaniony w supermarkecie nożyk introligatorski i rzucił na ziemię koło rąk związanego.Może to i fachowiec – gestem wskazał oddalającego się wspólnika – ale ja, na twoim miejscu, nie ruszałbym tego… Obaj wyszli na ulicę. Nadal sądzę, że się mylisz – powiedział poważnie Wędrowycz. – Jestem cadykiem – zaprotestował Mojsze. – Studiowałem kabałę, matematykę sefiriotyczną, talmud, zohar, księgę sefer jcirach… I wiem, jak obchodzić się z goleniami. – Ta – egzorcysta otarł usta dłonią i dużo ich załatwiłeś? – Kilka – skłamał przybysz.

– Zasrane świry – powiedział Olszakowski pod adresem nieobecnych już intruzów. – Na szczęście uszkodzenia tylko powierzchniowe… Nakapał w szczelinę kleju i wpasował ostatni brakujący element. Siódma wieczorem.Pora wracać na kwaterę. Z walizki wyjął pudełko z tuszem i pędzelkami. Na dłoni posągu widać było jeszcze ślady niedokładnie zdrapanych liter.Poprawimy – mruknął – i nikt się nie zorientuje…Zanurzył pędzelek w kałamarzu. Z zadowoleniem stwierdził, że pamięta jeszcze zajęcia z hebrajskiego i sztukę kaligrafowania żydowskich liter. Po chwili było po wszystkim. Podmuchał na napis, aby tusz dobrze wysechł. Wstał i zaczął składać narzędzia. Odniósł krzesło do składziku.Nieoczekiwanie usłyszał jęk. Odwrócił się na pięcie. Stół byłpusty. Golem stał obok. – Młody mężczyzna, o lekko semickich rysach, wyglądał jak ulepiony z pyłu. Uniósł nogę i postąpił krok. Jego ciało stało się mokrą gliną. Potem przybrało cielistą barwę. Mięśnie zagrały pod opaloną, śniadą skórą. Olszakowski patrzył, nie wierząc własnym oczom. Stwór mrugnął glinianymi powiekami. Gdy je otworzył, jego oczy były już żywe. Wyglądały jak u normalnego człowieka. Golem był nagi. Podszedł do magazynu i wyciągnąwszy ze środka drelichowy sort odzieżowy, ubrał się spokojnymi, miarowymi ruchami. Po chwili wyglądał jak zwyczajny robociarz, tylko lekka sztywność ruchów sprawiała, że wyglądał obco, niepokojąco. Zbliżył się do skamieniałego magistra.Dziękuję za odkopanie – powiedział spokojnie popolsku. Cholerni partacze – mruknął pod adresem nieobecnych egzorcystów. – Nieuki… Spojrzał na niebo. Słońce powoli zapadało w stronę horyzontu. Zbliżał się czas szabasu. Odwrócił się na pięcie.Ty, zaczekaj! – huknął Olszakowski, łapiąc oddalającego się za ramię. Miał wrażenie, jakby gołą ręką usiłował zatrzymać odjeżdżający pociąg. Golem łagodnie, ale z nieprawdopodobną siłą oderwał jego palce.Pora na mnie – powiedział pogodnie.

– I nie wchodźmi w drogę – gestem wskazał cztery kartonowe pudełka z połamanymi kośćmi esesmanów. A potem wyszedł przez skrzypiącą furtkę. Archeolog przez chwilę patrzył za nim.Kurde, jak ja to odnotuję w protokole wykopalisk?jęknął.

Stara, zrujnowana synagoga drzemała w ciepłym, letnim półmroku. Bibliotekarze skończyli pracę i poszli do domów. Jakub i Mojsze wyleźli z kibla.

– I po jaką cholerę mnie tu przywlokłeś? – warknął Żyd.

– Żebyś kurde zobaczył, do czego prowadzi nieuctwo parsknął egzorcysta. – Powinienem o tej porze być w synagodze – wyjaśnił cadyk – zaczął się już szabas… – Jesteś w synagodze – Jakub zażartował ponuro.

– Fakt – mruknął. Stanął pomiędzy regałami i kołysząc się na piętach, pogrążył w modlitwie. Jakub zdjął pokrywkę z wiaderka. W powietrze buchnął zapach kwasu fluorokrzemowego. Ustawił go w kącie. Na wszelki wypadek. Drzwi uderzone pięścią golema popękały na szczapy. Stwór stanął u wejścia do głównej sali. Wyglądał jak człowiek i tylko jego skóra połyskiwała dziwnie. Jednak gdy ruszył do przodu, podłoga zatrzęsła się pod jego stopami. Ćwierć tony, niesamowita szybkość, gibkość tygrysa, siła słonia. Cadyk przerwał modlitwę i odrzucił tałes. W jego dłoni błysnęła lufa rewolweru magnum. Egzorcysta z uznaniem spostrzegł, że w oczach jego przyjaciela nie widać lęku. Bez wahania zastąpił drogę żywemu posągowi i wystrzelił pięć razy w glinianą pierś. Kule przeszyły tkankę i wyszły z tyłu, wyrywając wielkie kawały miecha. Ołowiane czubki bez stalowego płaszcza – skonstatował Wędrowycz. Ochłapy padły na podłogę, rozsypując się w gliniany pył. Golem nawet tego nie poczuł. Rany zabliźniły się momentalnie. Cadyk wystrzelił ostatni nabój w głowę monstrum. Kula oderwała kawałek policzka, lecz znowu ubytek natychmiast zarósł. Stwór odrzucił zagradzającego mu drogę człowieka i ruszył naprzód. Kopniakiem wyrzucił w powietrze regał. Książki poleciały na wszystkie strony. Jakub ominął go bokiem i dopadł do przyjaciela. – Żyjesz? – pochylił się nad Żydem.

– Połamał mi żebra – wyjaśnił Mojsze. – Walnął, jakbymiał łapę z kamienia… Egzorcysta podał mu rękę i pomógł wstać. Monstrum z gracją poruszało się pomiędzy regałami, niszcząc te, które zagradzały mu drogę. – Czego on u licha szuka? – zapytał Wędrowycz.