– Hy, to kiedy to się zaczęło tak nie owocami, tylkow płynie? – zainteresował się któryś. – W starożytnym Egipcie i Sumerze produkowano jęczmienne piwo. Prawdopodobnie warzono je już około trzytysięcznego roku przed naszą erą…O kuźwa – zaklął ktoś z uznaniem.Uciszyli go syknięciami. Ze sfermentowanych winogron wyciskano pierwsze wina. Potem nauczono się zaprawiać soki drożdżami. WIX wieku naszej ery Arabowie opanowali technikę destylacji, czyli uzyskiwania alkoholu w wysokich stężeniach. Talibowie, usłyszawszy, że o nich mówi, uśmiechnęli się szeroko. Białe zęby błysnęły w ogorzałych twarzach. – Za odkrywcę destylacji, a zarazem spirytusu, uchodzi alchemik Gerber żyjący na terenie Półwyspu Arabskiego. Chciał uzyskać złoto, a tymczasem odkrył coś znacznie cenniejszego – Jakub uśmiechnął się do swoich myśli. – A u nas? Znaczy, kiedy zaczęli się Polacy zaprawiać? zaciekawił się któryś z mężczyzn. Jego nos miał piękny, fioletowy kolor…Kiedy wódka dotarła do Polski – dokładnie nie wiadomo. Jak się przypuszcza, nasi dziadowie w czasach, powiedzmy, Mieszka Pierwszego znali już alkohol w wysokich stężeniach. Alkohol jest bardzo odporny na zamarzanie. Należy zatem wystawić zacier na kilka godzin namróz, następnie powstałą, lodową kaszę wycisnąć starannie i operację powtórzyć. Woda zamarza w temperaturze0°C, alkohol pozostaje płynny znacznie dłużej… Wiadomo, strat się nie uniknie, ale po trzech, czterech operacjach uzyskać można bardzo mocną gorzałkę. Będzie to oczywiście wyjątkowo zanieczyszczony, podły w smaku bimber. W dodatku może on mieć paskudny kolor i zapach. Jeśli jednak zrobimy zacier z miodu, uzyskamy w ten sposób sycony miód pitny – tak popularny niegdyś w naszych karczmach. Przerwał na chwilę wykład. Wszyscy pilnie notowali jego słowa. Na twarzach ludzi malowało się uniesienie. Nigdy nie podejrzewali, że chlanie wódy sięga początków naszej państwowości…Destylacja dotarła do nas wraz z zakonnikami, którzy przeszczepili na nasze ziemie szlachetną sztukę produkcji leczniczych wódek ziołowych. Szybko okazało się,że w zasadzie zioła są zbędnym dodatkiem… Sala ryknęła śmiechem. Talibowie nie zrozumieli, ale też wyszczerzyli zęby. Prawo propinacji alkoholu otrzymała, jako jeden z przywilejów, polska szlachta. Dzierżyła je godnie przez co najmniej pół tysiąca lat… Niestety, w 1863 roku, po przegranym powstaniu, zaborcy zdecydowali się przeprowadzić bezprecedensowy zamach na wolność gospodarczą naszych przodków. Wprowadzono państwowy monopol spirytusowy. Po kolejnych odzyskiwaniach niepodległości w latach 1918, 1944 i 1989 żaden rząd nie zdecydował się oddać narodowi jego praw… Warto tu dodać, że zysk "władzy" (akcyza + vat) na każdej butelce, wynosi ponad 70% jej ceny detalicznej. Ludziska jęknęli ze zgrozy.
– To dlatego wóda jest taka droga! – wrzasnął któryś.
– Podłe ździerstwo – krzyknął drugi. – Nasz kumpel Osama zrobi z tym porządek… – Nie chcę was martwić, ale on chyba jest przeciwnikiempicia alkoholu – mruknął Semen. – Religia mu zabrania. Ludzie popatrzyli po sobie zaskoczeni. Naraz któryś palnął się w głowę. – I co z tego? Niech nie pije, jak nie chce. Nie będziemy go zmuszali. Dla nas więcej zostanie…
Sala uspokoiła się powoli. Egzorcysta bimbrownik mógł podjąć wykład. – Jak powszechnie wiadomo, technika produkcji bimbru jest banalnie prosta. Należy zgromadzić ziarno, słód, melasę, wytłoki z buraków, kartofle, stare powidła, zleżałe owoce, landrynki lub temu podobne słodkości. W ostateczności można użyć też cukru. To wszystko rozmaczamy w wodzie, robiąc jakby kompot. Do tego wrzucamy drożdże… Po kilku dniach zjedzą cukier, wydalą alkohol i same od niego polegną, gdy stężenie roztworu przekroczy 10%… W razie rewizji można tłumaczyć, że wyprodukowało się wino. A że z cukru? Dlaczego by nie? 10% w zasadzie wystarczy, żeby się tym zdrowo narąbać. Zrobienie wyższego stężenia jest już trudniejsze… – Zaraz – ocknął się ktoś – Mówiłeś, że to szlachta mogła robić wódę… To chłopom nie wolno było? – Ano nie – powiedział Jakub. – Ale na szczęście sejm1918 roku zniósł tytuły szlacheckie, więc z tego wnioskuję, że gdyby nie pazerność państwa, to każdy by teraz mógł… Prawo pędzenia bimbru jest prawem człowieka. Rozległy się burzliwe oklaski.A zatem przejdźmy do pokazu praktycznego. Na znak Jakuba dwaj asystenci wtoczyli do sali kocioł, wnieśli kuchenkę elektryczną i chłodnicę. Egzorcysta zręcznie połączył to wszystko gumowymi rurkami i przystąpił do prezentacji. Osama osobiście w dwu wiadrach przyniósł daktylowy zacier…
– A więc, drogie dzieci, Adam Mickiewicz był wielkim polskim poetą. Dzieci popatrzyły na nauczyciela zainteresowane.
– Co to jest poeta? – zapytał chłopiec, na oko sądząc, dziesięcioletni.Taki facet, który pisze wiersze – wyjaśnił cierpliwie nauczyciel. Jego najważniejszym dziełem była epopeja pod tytułem "Pan Tadeusz". – Trzydzieści par oczu patrzyło z obojętnością porcelanowych kulek. – "Pan Tadeusz" to najważniejsze dzieło w historii polskiej literatury. Teraz dobrze trafił. Na kilku twarzach pojawiło się śladowe zainteresowanie. – Przeczytam początek… "Litwo ojczyzno moja…"
– Zaraz, zaraz – zdenerwował się trzynastoletni dryblas. – Co pan przed chwilą mówił, że on był Polakiem,a teraz pisze "Litwo ojczyzno moja"? – Co to jest ojczyzna? – zapytał jakiś siedmiolatek.
– To kraj, który musimy oczyszczać z Żydów – powiedział jego starszy kolega. – To znaczy ta okolica, w której mieszkamy. Ojczyzna to takie miejsce, gdzie się niewpuszcza obcych, zwłaszcza kolorowych – błysnął erudycją. Kuzyn mi powiedział. On jest skinhedem. To taki legion ludzi, którzy walczą w obronie swojego kraju. A najniebezpieczniejsi są tacy właśnie, co udają Polaków, a potem wypisują, że ich ojczyzną jest Litwa. Napiszę do kuzyna, to pomaca tego Mickiewicza bejsbolem. Kowalski poczuł przypływ zwątpienia. W kuratorium kazali mu przygotować te dzieciaki do egzaminów kończących podstawówkę. Teraz zrozumiał, że podjął się pracy kompletnie syzyfowej…Na dzisiaj starczy – powiedział zniechęcony. – Won do domów. Zamknął szkołę i powędrował na uroczysko. Była dopiero dziesiąta rano, ale nie miał siły pracować.Rzucę w diabły to zajęcie, niech się ktoś inny użera powiedział sam do siebie.
Olszakowski już pracował w kręgu. Wbił cztery paliki, naciągnął sznurek i teraz usuwał darń saperką.A, witam pana nauczyciela – powiedział.
– Dzień dobry. I jak poszukiwania?
– W tym miejscu coś piszczy, co chwila – wskazał gestem wykrywacz metali leżący opodal. – Sądzę, że coś tu się znajdzie. Poza tym może będą węgle drzewne – to się weźmie do analizy… Miał naszykowanych kilka specjalnych, wyjałowionych słoiczków. Paweł ukląkł nad odsłoniętym kawałkiem.Może pomogę?Archeolog podał mu grackę.Zacznij delikatnie odczyszczać – zademonstrował Uważaj na każdy śmieć… Zaczęli skrobać piach. Po chwili pojawiły się pierwsze rdzawe plamki. Guziki od mundurów ozdobione hitlerowskim orłem.Choroba – mruknął archeolog. Parę minut później trafili na rozgiętą klamrę od pasa ozdobioną napisem "Gott mit uns". Obok dużych guzików z orłem, coraz liczniej pojawiały się mniejsze, blaszane, z trzema dziurkami. – A to od czego? – zdziwił się nauczyciel.
– Od kalesonów. Kurczę, co tu się działo?
– Może zwalili sorty mundurowe na kupę, materiał szlag trafił, a guziki w ziemi zostały? – zasugerował. Doktor badał klamrę.Jest rozgięta – powiedział. – Sądzę raczej, że ci tutaj po prostu zdzierali z siebie ubrania, aż guziki leciały na wszystkie strony. Innymi słowy hitlerowcy robili sobie tu jakąś imprezę… Zapewne orgię, skoro się rozbierali…Trzeba będzie pogrzebać w drugim kręgu. Ciekawe, czy tam też natrafimy na podobne ciekawostki…
– Ahenerbe – mruknął nauczyciel. – Może odtwarzali jakieś rytuały tych megalitowców? – To bardzo prawdopodobne… Pod piachem zarysowały się odłamki szkła. Było ich coraz więcej. Na kawałku butelki widać było jeszcze ślady etykietki.A więc zaprawiali się gdańską wódą, a potem zdzierali z siebie ubrania… To chyba nie był bezpieczny seks… zauważył filozoficznie archeolog, podnosząc z ziemi wystrzeloną łuskę z parabelki.
Jakub stał na skraju potężnej jamy wyrytej w ziemi przez koparkę. W dole leżały zdechłe krowy. – Ciekawe – mruknął sam do siebie.Ścieżką nadszedł Osama. – Witaj – powiedział. – Jak tam poszły wykłady?
– Dziękuję, dobrze – mruknął egzorcysta. – A tak swoją drogą, to co wy tu kombinujecie? – Próbujemy skrzyżować chorobę szalonych krów z wąglikiem. Chodzi nam o to, by uzyskać bojowy środek biologiczny o nowych, fantastycznych właściwościach.A potem naładujemy nim samolot i gdzieś walniemy. – To bardzo interesujące – przyznał Wędrowycz. – Ale na nas już pora. I tak zabałaganiliśmy u was masę czasu. Talib pokręcił głową.Nie wypuścimy was – powiedział. Nie to nie – Jakub nie widział sensu w sprzeczce z fanatykiem. Odwrócił się i popatrzył na krowie ścierwa. Bin Laden odszedł w stronę obór. Nieoczekiwanie w chłodnym, wieczornym powietrzu rozległ się ponury rechot. Na pewno nie pochodził z ludzkiego gardła. Chwilę potem huknął pojedynczy wystrzał karabinowy i śmiech umilkł. – A więc jednak w Polsce mamy już chorobę szalonych krów – westchnął ze smutkiem egzorcysta. Ruszył pomiędzy baraki. Semen siedział na ławce i wpatrywał się ponuro w widoczną za łąkami ścianę lasu. Nie chce nas puścić – poinformował go kumpel. – Trzeba wiać. – Ba, tylko jak? – zamyślił się stary kozak. – Łazi ichtu cała kupa. I mają karabiny. Nie damy rady przebiec tej łąki, ustrzelą nas… A ja już kiedyś w Mandżurii biegłem pod ostrzałem i teraz mam uraz psychiczny… – Trzeba będzie odwrócić ich uwagę – mruknął egzorcysta. Ale jak?Coś się wymyśli… – gdyby Osama zobaczył wyraz jego twarzy, pewnie natychmiast by ich uwolnił. W oczach Jakuba zabłysło coś tak strasznego, że Semen poczuł ssanie w żołądku. Zmierzchało. Jakub stanął na brzegu jamy. Krów leżało wewnątrz, co najmniej kilkadziesiąt.Mergełe, nefey, koxa, ałut – szeptał zaklęcia. Przez ciało jednej z krów przebiegł dreszcz. Martwe oczy otworzyły się powoli. Spłoszone muchy mięsne uciekły. Krowa powoli stanęła na dwu nogach. Uśmiechnęła się martwym pyskiem i zachichotała. Jakub też się do niej uśmiechnął. Kolejne powoli podnosiły się z grobu. Ruszył w stronę szopy, w której pracowała pierwsza, prowizoryczna na razie, instalacja bimbrownicza. Pegeerowcy, jak widać, podpięli się do końca linii technologicznej, bowiem podłoga pomieszczenia zasłana była pochrapującymi ciałami. Egzorcysta wrócił do baraku. Semen siedział i studiował Koran. – Zbierajmy się pomalutku – powiedział Wędrowycz.