Выбрать главу

– A Talibowie?

– Zaraz będą mieli inne kłopoty – uśmiechnął się złośliwie. W zapadającym zmroku rozległ się upiorny śmiech zdechłej krowy, a po chwili kolejny i jeszcze następny. Martwe zwierzęta wylazły z jamy i teraz maszerowały na zadnich nogach, śmiejąc się obrzydliwie.Coś ty zrobił? – zdumiał się Semen.Krowołaki. No, bydłozombie – wyjaśnił egzorcysta.Jedna z krów kopniakiem wywaliła drzwi do baraku, w którym siedzieli Talibowie. Patrolujący teren porzucili posterunki i teraz nadbiegali z bronią gotową do strzału. Ciszę wieczoru rozdarły pojedyncze wystrzały. Fanatycy błyskawicznie otrząsnęli się z zaskoczenia. Osama też wyszedł z szopy. Niósł potężną, spalinową, drwalską piłę. Krowy maszerowały ławą, niszcząc wszystko na swojej drodze. Śmiech zagłuszał nawet huk wystrzałów.Ale impreza – westchnął Jakub, wyrywając kumpla z poznawczego transu. – Ale na nas czas.Zaraz, zabiorę tylko parę przydatnych drobiazgów…Semen wybił łokciem szybę od dużego fiata. Wsiedli. Odpalił silnik i omijając jedną z krów, wyrwał na szosę. Koran włożył do skrytki.Po co ci te szpargały? – wzruszył ramionami Jakub.,Dostałem dedykację od bin Ladena. Kiedyś może być cholernie dużo warta… Po namyśle przyjaciel przyznał mu rację. Samochód pędził przez uśpiony kraj, zbliżając się powoli do celu podróży. – Ciekawe, swoją drogą, czy obecność Talibów w Polsce jest przypadkowa – mruknął egzorcysta. – A sądzisz, że tak?

– Właśnie. Zygrfyd von Hosenduft powraca z martwych, a jednocześnie, jak na zawołanie, pod ręką pojawia się człowiek, przez którego może dojść do trzeciej wojny światowej… Zaskakująca zbieżność.

– Może i nie byłoby głupio wywołać jakąś małą wojenkę – zastanowił się Semen. – Może by wreszcie cholera wzięła tych debili, którzy nami rządzą. Jakub westchnął.Z tego, co pamiętam, największe katastrofy zawsze były wywołane tym, że ktoś chciał spowodować niewielką wojenkę.

– Wiesz, co jest najważniejsze w zawodzie archeologa? zagadnął Olszakowski Kowalskiego. – Nie mam pojęcia – nauczyciel pokręcił głową. – Ale pewnie przydaje się umiejętność machania łopatą i odrobina zdrowego pomyślunku… – Nie, w zawodzie archeologa najważniejsze są zdrowa wątroba i mocny łeb – wyjaśnił Olszakowski wyciągając z torby flachę żubrówki 1,75 l. Jak się dobrze zagryzie, to i łeb nie musi być taki mocny – Paweł wyciągnął litr czeskiego rumu i pęto kiełbasy. – Zobaczymy, czy się nadaję na archeologa… – Aha, ciekawie będzie – doktor wydobył dwa obtłuczone kubki. – A i miejsce niezłe na balangę. Zawsze powtarzałem studentom, że cholernie ważne jest, aby zabytki funkcjonowały w świadomości społeczeństwa jako coś swojskiego. Na praktykach zawsze wybieraliśmy fajne miejsca, żeby się zbelić. Kurhany, średniowieczne kryptyz kościotrupami, grodziska… Czemu nie kamienne kręgi? – To może rozpalmy ognisko jak ci esesmani – zaproponował Kowalski – To i kiełbasę sobie podpieczemy.Rozbierać się nie ma co, bo, cholera, kobitek nie mamy…A i zimno by było. – O, i to jest właściwe podejście do zagadnienia… Chcesz,nauczę cię jednej archeologicznej piosenki biesiadnej…

Było już dobrze po północy, gdy Mark otworzył wreszcie sarkofag. Hrabia, a raczej to, co z niego zostało, leżał na dnie skrzyni. Sługa obejrzał mumię, przyświecając sobie latarką.Nie wygląda mi to najlepiej – powiedział. Ciało wyschło na wiór, mięśnie zwinęły się w postronki, skóra ciasno opinała szkielet. Pośrodku czoła zmarłego widać było wielką dziurę. Na jego twarzy nadal malował się wyraz zaskoczenia. Kapłanka klepnęła nosze.Ano, nie ma się co zasiadywać – powiedziała. – Dawaj go tu i niesiemy do pałacu. Wyciągnął mumię z sarkofagu i położył ją na noszach.Ożywić to coś? – mruknął z powątpiewaniem.Kapłanka wypluła gumę do żucia i wepchnęła ją palcem do dziury w czaszce hrabiego.Nie takich rzeczy dokonywali magowie z Thule – powiedziała.

Osama bin Laden odłożył kałasznikowa. Stos krowołaków oblanych benzyną płonął pomiędzy zabudowaniami Chlewisk. – Co to było? – zapytał po polsku.

– To na pewno sprawka tego Wędrowycza – powiedział stojący obok niego tubylec. – Ostatecznie jest egzorcystą… – To on umie robić takie rzeczy, a wy dopiero teraz mówicie? – syknął Arab. – To wy takiego fachowca męczyliście, żeby wam powiedział jak się robi bimber, zamiast goprzeciągnąć na naszą stronę? W każdą z tych krów wpakowaliśmy po 300 – 400 pocisków, zanim udało się je unicestwić… A gdyby tak armia zombie? Ożywić wszystkich zmarłych na amerykańskich cmentarzach… USA przestałoby istnieć. – To skąd będziemy brali dolary? – zdziwił się tubylec.

– Milcz. Musimy natychmiast zorganizować pościg zatym całym Wędrowyczem! Jest nam potrzebny. – Nie mamy czym go ścigać. Zabrali jedyny samochód, a ciężarówka do przewozu krów jest zbyt powolna… wyjaśnił jeden z Talibów.Motocykl – zażądał szef. – Sam ich dogonię.Chwilę potem pędził już szosą na ciężkiej sportowej Hondzie. Nie ujechał daleko. Tuż przy zakręcie na główną szosę stał policyjny patrol z radarem. Widząc gliniarza machającego lizakiem, skonsternowany terrorysta zatrzymał swój pojazd. Funkcjonariusz podszedł do niego i zasalutował.Dzień dobry, dokumenty i karta pojazdu – powiedział. – Co ty durniu telewizji nie oglądasz? – huknął na niego jeździec. – Jestem Osama bin Laden. – Jasne, doktorku, i może jeszcze masz w kieszeni fiolkę z wąglikiem? – parsknął gliniarz. – Mam – terrorysta wyciągnął probówkę. Drugi policjant podszedł od tyłu i walnął go porażaczem elektrycznym. – Dzięki – mruknął pierwszy. – Kurde, coraz więcej tych świrów… – Nieźle się upodobnił do oryginału – jego towarzysz wybierał na telefonie numer zakładu psychiatrycznego. – Zobacz, jaką brodę wyhodował… A pamiętasz tego Napoleona,cośmy go ostatnio złapali? Nawet po francusku gadał… "Ten cały Wędrowycz" wraz ze swoim druhem znajdowali się już blisko pięćdziesiąt kilometrów od znanego terrorysty i jego kumpli.Tak swoją drogą, to co nas czeka u celu? – zapytał Semen. – Wspomniałeś coś o instalacji. Jakub otarł usta dłonią. Tak – mruknął. – widzisz, jak Atlantyda zatonęła, to się z niej wyroiła cała masa rozmaitych popaprańców. Rozleźli się po świecie, no i oczywiście kombinowali, jakby tu ich wyspę z powrotem wynurzyć. Więc poustawiali tu i ówdzie stacje mocy, znaczy żeby ładować energię, a potem podciągać lądy w górę… No i coś takiego jest na Pomorzu. Trzy kamienne kręgi postawione w trójkąt i ołtarz w środku trójkąta. To się ładuje energią przez całe stulecia. A jak się naładuje, to można to rozładować w jednym impulsie. – I co się wtedy stanie? – zaciekawił się Semen.

– A cholera wie – egzorcysta wzruszył ramionami. – Co tylko do łba strzeli. Miasto można zdmuchnąć albo na przykład wulkan zrobić… Jak poprzednio rozładowali, to była druga wojna światowa. – Sądzisz, że jest naładowany?

– Owszem – kiwnął głową. – Ale nie do końca. Jeden krąg tośmy z chłopakami czołgiem rozwlekli, a ołtarz wywieźliśmy do lasu i zakopaliśmy. – To znaczy, że nic im z tego nie wyjdzie?

– Przekonamy się jutro. Egzorcysta zamilkł. Im bardziej się zbliżali, tym mocniej czuł przepływ mocy. A więc już niedługo.

Kapłanka położyła mumię hrabiego na ołtarzu. – A teraz patrz, niedowiarku – warknęła na Marka. Nacięła sobie nadgarstek i spuściła kroplę krwi na czoło mumii.Z krwi zrodzony, krwią się żywisz, przez krew powróć do świata żywych – szepnęła. Mumia drgnęła. Ciało w ciągu kilku minut odzyskało pełnię życia. Zygfryd von Hosenduft powrócił. Przeciągnął się, aż strzeliły mu stawy.Fiuuu – zagwizdał Mark. Nic więcej nie zdołał powiedzieć, bo przebudzeniec skoczył na niego i złamawszy mu kark, wbił zęby w jego szyję. Po kilku minutach odrzucił bezwładny, wysuszony zewłok. – Jestem kapłanką – powiedziała dziewczyna. – Reprezentuję zakon Thule. – Bardzo mi miło – uścisnął jej dłoń – Hrabia Zygfryd von Hosenduft. Zechce mi pani towarzyszyć? – Oczywiście, uśmiechnęła się. – A gdy będzie powszystkim, może zażyjemy trochę seksu? – Z przyjemnością uśmiechnął się. Po sześćdziesięciu latach bycia mumią był nieco wyposzczony. – Jak wygląda instalacja Atlantydów? – zagadnął.Spuściła głowę. – Upłynęło wiele czasu – powiedziała posępnie.Mamy koniec XX wieku. Krąg koło pałacu wysadzono w powietrze. Zostało tylko kilka głazów.Krąg akumuluje moc, jeśli jest ich 24 – mruknął.