– Sprawdziłam, są zupełnie martwe. Ten koło miasteczka naładował się ładnie. – A najważniejszy, na uroczysku, w lesie? – zaciekawił się. – Też działa. I jest naładowany jak diabli – powiedziała z uśmiechem. Dobra. No to zrobimy sobie maluśki Armageddonuśmiechnął się. – Ale najpierw muszę podładować się mocą kręgu, jeśli chcę trochę pożyć…
– Kuźwa – zaklął Jakub.
– Cholera – zawtórował mu Semen. – Że też właśniew tej chwili musiało skończyć się paliwo… Kopnął ze złością bok ukradzionego Talibom dużego fiata.Daleko jesteśmy? – zapytał stary kozak.Egzorcysta przymknął oczy. – Czuję fluktuacje mocy – powiedział. – Zygfryd już powrócił. Nie możemy być daleko. Najwyżej dwa, może trzy kilometry. Przez las pójdziemy skrótem. Obaj przyjaciele wkroczyli w gęsty zagajnik. Już po chwili okazało się, że pomiędzy drzewami absolutnie nic nie widać. Złapali się za ręce i trzymając razem, ruszyli naprzód. Po dalszych kilkudziesięciu krokach Semen jęknął.Jakub, może zawrócimy… Szosą przynajmniej niezabłądzimy. Odwrócili się, ale krawędzi puszczy już nie było widać.Czekaj – mruknął egzorcysta. – Zamknę oczy i pozwolę, by kierowały mną moje wizje. Tak też zrobili. Po mniej więcej dwudziestu minutach wyszli wprost na kamienny krąg. Nauczyciel z archeologiem ucztowali sobie w najlepsze.Te twoje wizje nakierowały cię na flaszkę, a nie namiejsce ożywiania hrabiego – syknął Semen. Jakub rozejrzał się wokoło.No, faktycznie – przyznał – Ale nie zapominaj, żehrabia, żeby użyć mocy, musi przyjść do kręgu. No to poczekamy tu na niego… I imprezka jest. Olszakowski od dłuższej chwili wpatrywał się ze zdumieniem w niespodziewanych gości. To spotkanie prywatne – powiedział. – Tylko dla kumpli…
– Sami i tak nie wychlamy tego wszystkiego – zmitygował go nauczyciel. – Ale my się znamy – uśmiechnął się Jakub – to ty wygrzebałeś w Chełmie tego golenia. – A niech mnie. To ty jesteś tym starym pierdzielem,który mi zabytek rozpieprzył na kawałki – ucieszył się archeolog. – Faktycznie, w takim razie siadajcie… – Nie przyszliśmy z pustymi rękami – uspokoił go kozak. Z torby wyjął dwie butelki talibańskiego bimbru z daktyli i kawał szalonej wołowiny. Imprezę można było kontynuować. – Wiecie, co jest najważniejsze w zawodzie egzorcysty? – zapytał Jakub, po którejś z kolei kolejce. – No, pewnie trzeba mieć dużo krzepy, żeby te osikowe kołki wbijać? – domyślił się nauczyciel. – To też, ale najważniejsze są mocna głowa i zdrowa wątroba – Wędrowycz wychylił kubek jednym haustem. Minęła północ. Cała czwórka miała już zdrowo w czubie. No to wchodzę do Jakuba na podwórze – ciągnął opowieść Semen – A on coś opieka na ognisku. Na rożnie znaczy się… Ja go pytam: "Jakub, gdzie upolowałeś taką żółtą wiewiórkę?", a on mi na to: "Powiedziało, że nazywa się Pikaczu"… Ryknęli zdrowym i wesołym śmiechem.Kurde, tubylcy mówią, że to złe miejsce – powiedział nauczyciel – a ja na to leję. Jakie to może być złe miejsce,skoro jest tu wóda, bimberek i nawet zagrycha na grillu… Semen odciapał kolejny plaster szalonej krowy i nadziawszy na patyk, zatknął przy ogniu.Z nami nie zginiesz, mordeczko – zarechotał wprawdzie mam cztery lata więcej co ty, hyp… znaczycztery razy lat więcej… ale, kurde, mam doświadczenie życiowe, a ono mi mówi, że dobra zagrycha, to podstawa…To jest złe miejsce – wyjaśnił nieco bełkotliwym głosem Jakub. – Ale żeby kuźwa było tak naprawdę złe, to bytrzeba było wyzwolić moc energii Atlantydów… Kamienie, naładowane mocą, trochę świeciły. Nikomu to nie przeszkadzało. – Atlantyda to bajka – powiedział archeolog z przekonaniem. – Kupa bredni do ogłupiania frajerów. To zbudowali ludzie z kultury pucharów lejkowatych. – A komu potrzebne puchary lejkowate? – zdziwił się Jakub, unosząc blaszany kubek z bimbrem. – Bimbru,bimbru, bimbru dajcie, a jak nie to spier… – zaintonował. Zaklaskali, a ponieważ woleli zostać, dolali mu okowity.Jakub, a co zrobisz, jak tu przyjdzie ten Hosenduft? zaciekawił się Semen. Egzorcysta beknął.Gówno tam, wcale się go nie boję…
Co się stało z Adolfem? – zainteresował się Hrabia.Założył na siebie kurtkę i jeansy Marka, bo łachy, w których spędził 60 lat w sarkofagu, wyglądały nieco niewyjściowo.Popełnił samobójstwo. Ruscy zabezpieczyli jego zwłoki i potem spalili. Zachowali tylko fragmenty szczęki.Myślę, że dałoby się zdobyć kawałek. Poskrobał się po głowie.Odtworzenie ciała z tak niewielkiego kawałka, w sytuacji, gdy nie dysponujemy pełną mocą kręgów, będzieskrajnie trudne – powiedział. Nie potrzeba mocy – uśmiechnęła się. – Wystarczy go sklonować. Nauka poszła w międzyczasie trochę do przodu. Zresztą, chrzańmy Hitlera. Nie nadawał się do naszych planów. Na dłuższą metę był nieprzewidywalny. I tylko zaszkodził zakonowi Thule.A kto się nadaje? – zaciekawił się. Wyjęła opasły skoroszyt wycinków prasowych.
– Tu znajdziemy odpowiedniego kandydata – powiedziała. – A na razie chyba pora trochę namieszać… jedziemy do kręgu? – Zgoda – ruszył do wyjścia.
– A więc mówię tym debilom, studentom – Olszakowski snuł swoją opowieść – U nas obowiązuje zasada "jeden obiekt – jeden litr". Kto tego nie zrozumie, nigdy nie będzie prawdziwym archeologiem. – Hy, hy, hy, hy, hy – zaśmiał się Kowalski. Wchodzę do tego MacDonalda – Jakub tymczasem mówił o czymś zupełnie innym – i mówię do faceta za ladą: "Poproszę dwa dogburgery". A tamten zdziwił się, a potem, widząc, że ja jestem wtajemniczony, podaje dwa takie jak dla innych klientów. Podobno wołowina, ale gdzie tam. Ja rotweilera rozpoznam z zawiązanymi oczyma… Polejcie jeszcze. Kowalski, który usłyszał koniec opowieści, odszedł na bok. Paw złożony z bimbru i wołowiny chlupnął pomiędzy głazy. – Kurde – mruknął zawiedziony archeolog, patrząc naopróżnioną flaszkę. – Wóda wyszła… – A to nie problem – uśmiechnął się egzorcysta. – Ty wAtlantydę nie wierzysz? Hę, hę. To zaraz niedowiarku zobaczysz. Wóda to H2OH? – Nie, nie – zaprotestował Olszakowski. – C2H5OH. Tojest wzór etanolu. tIr
– Czyli w powietrzu są wszystkie składniki? – upewnił się egzorcysta. – Jasne. A co?
– W tych kamulcach jest dość mocy, by zrobić tysiąc litrów wódy. Wystarczy wyładować i ukierunkować moc… – Nie pierdol – obraził się Tomasz. – Pal diabli, możenawet istnieje magia. Czemu nie. Może łażą tu duchy megalitycznych szamanów, ale nie bredź, że można tego użyćdo doraźnych konkretnych celów. – Można – syknął Jakub. Stanął pośrodku kręgu, skrzyżował dłonie na piersi i wyrzucił z siebie kilka tajemniczych wyrazów. Nad jego głową pojawiła się bańka. Wyszedł spod niej.Gotowe – powiedział – pięćset litrów etanolu.Semen wyciągnął z kieszeni rewolwer i wycelował w powierzchnię balonu.Żeby się napić, to trzeba dziurkę zrobić – powiedział i wystrzelił, zanim kumpel zdążył go powstrzymać. Kula rozprysła się, na głowy lunęła im chłodna fala spirytusu.Chodu – wrzasnął archeolog, podrywając się odognia. W ostatniej chwili odskoczyli. Napój spadł na ziemię wodospadem. Fala runęła w stronę ogniska… Stali za głazami, podziwiając dwudziestometrowy słup błękitnego ognia.Zwracam honor – powiedział Olszakowski – Faktycznie, magia działa… Tylko następnym razem zamóww butelkach… Jakub popatrzył na zegarek.Trzecia nad ranem – powiedział – Ty, Paweł, zdajesię jesteś tu nauczycielem. Aha.
– A w szkole można by się przenocować?
– Jasne, zapraszam…
– To może i ja skorzystam – mruknął Olszakowski,… bo jechać do miasteczka to trochę nie jestem w stanie. Czterej kumple, obejmując się, ruszyli przez łany perzu w stronę wsi.
Zygfryd von Hosenduft z kapłanką u ramienia weszli pomiędzy głazy kręgu. – A co tu się stało? – dziewczyna zaskoczona oświetliła ziemię pokrytą warstwą spalonej trawy. – Pewnie przebicie mocy zwęgliło roślinność powiedział.To bez znaczenia. Naturalny objaw, można powiedzieć… Stanął pośrodku i wyciągnął dłonie do góry.Dziwne – powiedział – Zupełnie nie czuję mocy,a przecież jeszcze godzinę temu… Kapłanka drepcząc wokoło znalazła pękniętą flaszkę po wódce, a po chwili jeszcze jedną. – Święty krąg został sprofanowany – jęknęła.