Выбрать главу

– Od początku nie miałam żadnych nadziei. Wątpię, żeby Arr`akktur wrócił, nawet gdybyś odpowiedziała poprawnie. On zawsze był wilkiem samotnikiem.

– Mówię, że odpowiedziałam!

– Naprawdę? – Lereena najprawdopodobniej próbowała wygrać międzyrasowy konkurs na “najwstrętniejszą kobietę roku”. Miała już mój głos w kieszeni.

– Chciałam skorzystać z rady Rolara, ale gdy zaczęłam mówić to szarpnęło mną i już…

– A o czym w tamtej chwili myślałaś? – przymilnie, ale jadowicie, zbliżając się do moich uszu, lecz patrząc na zdezorientowanego wampira.

Dosłownie jakby nakryli mnie ścianą leśnego pożaru, wszystko¬ trawiącego i bezlitosnego, który wypala doszczętnie duszę.

Lereena miała rację. Zdążyłam domyśleć się odpowiedzi. Ale nie takiej, jaka miała być.

On jest telepatą. Słyszał moje myśli, a nie słowa.

I ja wszystko zepsułam!

Jak zawsze.

– Myślę, że już nic nie można dodać,- stwierdziła Lereena odchodząc od ołtarza. – On odszedł. Ostatecznie.

– A co z… – niespodzianie przypomniałam sobie, chwytając się za pierś. Serce biło, jak trzeba, o niedawnym mordzie przypominała tylko strużka krwi przecinająca bok. “Kilka kropli i to wszystko!” No, Rolar!

– Oczywiście,- wzruszyła ramionami Władczyni. Sztylet znów znajdował się w jej rękach. Ostrze dymiło, pozostając jednak czyste i błyszczące. – A jak inaczej chciałaś wejść do tamtego świata?

– Z takim szczęściem mogłam od razu zginąć!

– Rolar wyjaśnij jej,- z góry rzuciła Władczyni, przedłużywszy niepośpieszny obchód wokół Kręgu.

– Krąg – gwarancja zwrotu twojej duszy w ciało. – Rolar podał mi odzież i delikatnie się odwrócił. Dopiero teraz zauważyłam, że rear zaginął, a na sznurku dyndała tylko srebrna końcówka. – On działa jak sprężyna, najpierw maksymalnie się rozciąga, a potem skurcza się i wyciąga ciebie i… tego, kto chcę z tobą wrócić.

– Ale dlaczego… dlaczego ja nie umarłam? Jeszcze żaden człowiek nie przeżył zwykłego uderzenia w serce!

– Widzisz, Wolha… – Rolar zmieszał się,- nie chcę cię przerażać, ale ty… nie do końca jesteś człowiekiem.

– Co?! No to czym?

– No… – wampir kaszlnął. – W pewnym rodzie… jak to mówią elfy, z kim się prowadzisz…

– Chcesz powiedzieć, że jestem wampirem?!

– Nie, to zupełnie co innego,- pośpiesznie zapewnił mnie Rolar. – Po prostu w tobie płynie krew wampira, i to dodaje organizmowi niektóre… hmm… dodatkowe właściwości.

– Krew?! Jaka krew? – moja biedna głowa. Własna śmierć, ten świat, zmartwychwstanie, bolesny zawód, a teraz jeszcze ten współczujące westchnienia i mgliste aluzje! – Rolar, albo mi to teraz szczegółowo wyjaśnisz albo cię uduszę gołymi rękami i długo, upajając się każdą chwilą, będę kopać nogami twojego trupa!

– Już się ubrałaś? – Rolar obrócił się do mnie i, przekonawszy się, że pikantny moment minął, podszedł i siadł obok, położywszy mi rękę na ramię. – Wolha, wymieniłaś się z Arr`akkturem krwią, prawda?

– Nie! – Pytanie było tak absurdalne, że zaprzeczyłam, zanim skończył mówić.

– Tak,- pewnie powiedział wampir. – Rear – to tylko symbol, znak, nie posiada żadnej siły. Ona jest w tym, kto go nosi. W tobie. Nie trzeba wręczyć rear strażnikowi, poklepać go po ramieniu i życzyć mu powodzenia. Jak zauważyli w swoich pamiętnikach łowcy wampirów serce – to nasze najwrażliwsze miejsce. Wyleczyć się z takiej rany, i to, jeżeli jest nieduża i czysta, może tylko Władca. Lub ten, z kim on podzielił się swoją krwią. Nie ukąsił, nie nalał z żyły, a zagoił nią śmiertelną ranę… którą sam zadał. Nie wiem, jak Arr`akktur to z tobą zrobił – może, uśpił lub zahipnotyzował, ale nie mogę zrozumieć, po co tak ryzykował, przecież człowiek jest o wiele bardziej słabszy od wampira, mogłaś umrzeć jeszcze w czasie poświęcania, nie mówiąc już o samym obrzędzie.

Po sposobie mowy Rolara, wydało mi się, że przebywam w jakimś złym śnie, głupim koszmarze, który wypuścił na wolność moje najskrytsze fobię. Taaaa, możliwości len miał ogromne. Czas w jego towarzystwie leciał bardzo szybko – a może po prostu brakuje mi jakiegoś dobrego kawałka czasu w świadomości? Wampir nawet nie musiał usypiać ofiary, przeciwnie – musiał się wiele namęczyć, żeby mnie rano obudzić, a do domu wchodził bezszelestnie. Nie wiadomo, do czego bym jeszcze doszła, ale tu do grę weszła wyobraźnia, tak samo wredna, jak ja. Realistycznie i barwnie wyobraziłam sobie oblizującego się, mięsożernie wyszczerzonego Lena, na palcach skradającego się do mojego łóżka z ogromnym wyszczerbionym nożem w podniesionej ręce, i długim mrocznym cień, pełznący za nim po ścianie. “Przerażająca” historia do reszty docuciła mnie. Nie, co za głupoty. Musiał mieć naprawdę poważne powodu, żeby tak postąpić.

Lecz jakie – tego już nigdy się nie dowiem…

A Rolar nieubłaganie kontynuował:

– Po rytuale ciało Stróża stopniowo przekształca się – wyostrza się wzrok, słuch, znikają choroby, podnosi się zręczność, wzrasta siła fizyczna, a w twoim wypadku i magiczna siła. Dzieje się to bardzo powoli, prawie niepostrzeżenie, ale gdy Władca umiera, proces przyśpiesza się setki razy. W pierwszy dzień Stróż zyskuje zdolność do szybkiej regeneracji, a już pod koniec tygodnia staje się praktycznie nieśmiertelny, jak Władca.

– Nieśmiertelny?! – Na pewno z jego punktu widzenia wyglądałam jak nienormalna – blada, potargano, z rozdziawionymi ustami i szalonym spojrzeniem. – Rolar, co ty gadasz? Jestem nieśmiertelna?!

– Już nie,- uściślił. – Pierwsze uderzenie w serce odwraca proces. W odróżnieniu od Władcy, który w razie konieczności codziennie jest na ołtarzu, Stróż może zamknąć Krąg tylko raz. Możliwe, że lekkie pozostałości dobrego zdrowia i nocnego wzroku pozostaną jeszcze na kilka lat, więc jeśli masz jakieś niebezpieczne i ryzykowne sprawy do załatwienia to zakończ je w najbliższym czasie.

– A więc to zdarzyło się w podziemiach wałdaków!- oświeciło mnie. – Siła wampirzej krwi pozwoliła dokonać wspaniałej teleportacji w historii magii! Ach, niepotrzebnie oni odwiedli nekromantę od podejrzanej dziewicy, wyszłoby mu nie gorzej niż z wampirem!

– Co?

– Potem ci o tym opowiem,- obiecałam. – Ale dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Gdybym wiedziała, że mogę bez większych strat nabierać siły z własnej krwi, wszystko byłoby o wiele prostsze! Nie musielibyśmy walczyć z rozbójnikami, uciekać od wilków i odżywiać się wykręcanym śledziem!

Rolar, który do tej pory starał się na mnie nie patrzeć za wszelką cenę, nareszcie odważył się na spojrzenie prosto w oczy, i poczułam się jak wampir, który przymierza się do bezbronnej szyi.

– Gdybyś w ciągu dwóch tygodni nie zdążyła przeprowadzić obrzędu, proces byłby nieodwracalny. Wyobraź sobie – stałabyś się najpotężniejszą wiedźmą na ziemi, silną, zręczną, odporną na zranienie, bez wysiłku czytającą cudze myśli i nie starzejącą się przez trzysta lat.

– Wywiera wrażenie, no i co?

– Bałem się, że nie oprzesz się pokusie.

Bez wahania, zamachnęłam się i wymierzyłam mu policzek. Nie odsunął się, chociaż mógł to zrobić. Z poczuciem winy potarł policzek:

– Przepraszam. Nie miałem innego wyjścia.

Siarczyście zaklęłam, żeby się nie rozpłakać.

Wszystko było skończone. Nie udało mi się uratować Lena, beznadziejnie roztrwoniłam przeznaczoną do tego siłę, przez swoją głupotę zepsułam obrzęd – nawet nie potrafiłam zasłużyć na zaufanie swojego przyjaciela, przyjaciela wampira, z którym przez kilka dni dzieliłam uczucia i krew oraz chodziłam ramię w ramię. Odtąd Dogewa była zamknięta dla mnie na zawsze, a powrocie do Starminu nie chciałam myśleć.