Sir Henry opanował się z wysiłkiem.
– Owszem, coś takiego było. Istnieją na to liczne dowody. Ale już tego nie ma. Okoliczności zaginięcia kamienia na razie nie zostały wyjaśnione. Wysoce podejrzana sprawa.
Więcej, mimo licznych nagabywań, nie wyjawił, ale bez trudu udało mu się wytworzyć atmosferę nieufności w stosunku do pułkownika. Osobiście był najgłębiej przekonany, iż Wielki Diament znajduje się w jego posiadaniu.
Kiedy pułkownik Blackhill zorientował się w sytuacji i kiedy dotarło do niego, że zamiast diamentu w posągu Siwy tkwiło szkło, omal nie dostał zawału. Wielki Diament był niejako symbolem i kwintesencją jego nadludzkiej uczciwości i stanowił dla niego przedmiot dumy. Okazało się nagle, że zaginął nie wiadomo kiedy, nie dość na tym, on sam jest posądzany o ciężkie i perfidne oszustwo. Być może, w innych razach był uczciwy specjalnie po to, żeby wyrobić sobie właściwą opinię i bezpiecznie ukraść właśnie ten jeden bezcenny klejnot.
Grupujące się na nim podejrzenia i ogólne, subtelne, cieniutkie, milczące potępienie miały charakter, któremu najtrudniej przeciwdziałać. Nikt niczego nie wyjawił wprost i nie było na co odpowiadać, pułkownik Blackhill zatem znalazł tylko jedno honorowe wyjście.
Zastrzelił się w swoim gabinecie.
Fakt, że zastrzelił się na pięć minut przed proszonym obiadem, uznano za wielki nietakt. Mógł przecież, do licha, zastrzelić się po obiedzie…! Pozbawiając się życia w tak niestosownym momencie, wszystkim gościom odebrał apetyt, w ogóle nie wypadało jeść, kiedy pan domu tuż obok jadalni leżał nieżywy, z rozstrzaskaną głową. Cały posiłek się zmarnował, ku wielkiej uciesze służby, która z przyjemnością spożyła produkty nietrwałe.
Nie mówiąc ani słowa i nie robiąc nic, Arabella osiągnęła swój cel. Na widok zwłok męża uznała za słuszne zemdleć, inaczej bowiem nie zdołałaby ukryć radości. Odniesiono ją do sypialni, gdzie z twarzą w poduszce poddała się wybuchom szczęścia, uznanym przez otoczenie za histeryczne przejawy rozpaczy. George młodszy, wstrząśnięty, acz pełen głęboko skrywanej ulgi, usiłował znaleźć się w trzech miejscach równocześnie, przy jej boku, w gabinecie nieboszczyka i wśród przerażonych gości, którzy wcale nie zamierzali się tak od razu rozchodzić, bo silniejsza od głodu była ciekawość.
Pułkownik Blackhill, człowiek pedantycznie porządny, zostawił oczywiście list, w którym wyjaśniał przyczyny samobójstwa.
Stwierdzał w nim, że ze zgrozą dowiedział się o zaginięciu Wielkiego Diamentu i sam przyznaje, że wszystko wskazuje na niego. On jeden wiedział o miejscu ukrycia kamienia i tuż obok tego miejsca mieszkał przez kilka lat. Podejrzenia, których nie może rozproszyć, bo nikt ich wyraźnie nie precyzuje, stanowią plamę na jego honorze, pierwszą w życiu i zarazem ostatnią.
Zmyć tej plamy nie zdoła, aczkolwiek jest najdoskonalej niewinny, schodzi zatem z tego świata, nie wątpiąc, że po śmierci cały jego stan posiadania zostanie stwierdzony i podany do wiadomości publicznej. Diamentu w tym na pewno nie będzie i może tym sposobem świat uwierzy w jego uczciwość.
Świat uwierzył natychmiast, bez żadnego wgłębiania się w stan posiadania, i nawet sir Meadows zachwiał się z lekka w swoich przekonaniach. Pułkownik Blackhill osiągnął swój cel.
Arabelli natomiast ulągł się problem. Skóra na niej ścierpła, kiedy plotki i podejrzenia zaczęły się rozprzestrzeniać. Nikt lepiej od niej nie wiedział, że pułkownik był tu niewinny jak dziecko, i jedyną jej pociechę stanowiła myśl, że hinduskie pokojówki nie czytają angielskich gazet. Tylko dawna, hinduska pokojówka pani pułkownikowej mogłaby stwierdzić, iż kawał szkła z rozbitej kuli Arabella zachowała sobie na pamiątkę, zamiast wyrzucić do śmieci. Po tym kawale szkła na upartego można było do niej trafić. Błyskawicznie zrozumiała wówczas, że musi natychmiast podjąć życiową decyzję, albo oczyści męża, pogrążając siebie, albo zachowa tajemnicę na zawsze, do końca życia i nawet jeszcze długo potem.
W dodatku zaniepokoił ją George młodszy. Poczucie honoru odziedziczył po stryju. Gdyby to na niego padło posądzenie, jakoby wbrew głoszonym poglądom własnym, podstępnie ukradł diament, również czułby się zmuszony popełnić samobójstwo. Możliwe, że przedtem uczyniłby rozpaczliwą próbę rozwikłania zagadki i usiłowałby odnaleźć prawdziwego złodzieja razem z przedmiotem kradzieży, gdyby jednak okazało się to niemożliwe, poszedłby w ślady stryja. Arabella, w każdym razie, byłaby w jego oczach skończona, przenigdy nie wybaczyłby jej milczenia, które cieniem hańby okrywało całą rodzinę.
Miała zatem do wyboru: albo George, albo diament. Bez chwili namysłu wybrała George'a.
W wieku trzydziestu ośmiu lat była piękniejsza niż w młodości, a czterdziestoletni George prezentował sobą ideał mężczyzny. Ich wzajemna miłość kwitła nieprzerwanie. Wzięli ślub rok po śmierci pułkownika, a wzięliby go nazajutrz, gdyby podobny pośpiech nie wywołał straszliwego skandalu towarzyskiego. Nawet rok to było trochę za mało, ogólne zgorszenie jednakże nie miało wielkiej siły i dość szybko przyschło. Arabella rozkwitła szczęściem, a Wielki Diament całkowicie przestał zaprzątać jej myśli.
Tkwił tam, gdzie go ukryła natychmiast po dokonaniu kradzieży, mianowicie w dużym kłębku dość grubej czarnej wełny…
Ogólnie bogaty, a po całym pobycie w Indiach wzbogacony jeszcze bardziej, pułkownik Blackhill, rzecz oczywista, musiał mieć w Anglii dom, postawiony na odpowiedniej stopie. Miał zresztą dwa domy, jeden w Londynie, a drugi na wsi, niezbyt daleko od stolicy, w rodzinnej posiadłości po matce. Sam zadbał o gospodynię, starannie wybierając ten żeński odpowiednik majordomusa. Pani Emma Davis wzbudziła jego pełną aprobatę, głównie z racji zachwycających cech charakteru. Pedantka, sztywna, niewzruszona i niezłomna, prawie mogłaby go zastąpić w operacjach wojskowych. Jej wierności mógł być pewien, czuł to wyraźnie, aczkolwiek pojęcia nie miał o tym, że pani Davis od pierwszego wejrzenia zakochała się w nim śmiertelnie i w naturalnej konsekwencji znienawidziła Arabellę.
Dom prowadziła wzorowo, pilnie dbając o dobór służby. Jedyny wyłom stanowiła francuska pokojówka Arabelli, którą pani wybrała sobie sama, lekceważąc opinię zarządczyni. Na szczęście jednak, wysoko oceniając umiejętności Marietty, nie zaprzyjaźniła się z nią, nie dopuściła do żadnej konfidencji, utrzymywała stosowny dystans, a w wymaganiach nie folgowała nawet o włos. Przyjrzawszy się dokładnie stosunkom wzajemnym pani i pokojówki, pani Davis pogodziła się z sytuacją i nie usiłowała bruździć. Ponadto Marietta nie wydała jej się piękna, a pięknych dziewcząt unikała jak ognia. Marietta była, jej zdaniem, zbyt szczupła, zbyt ciemna, czarnowłosa i czarnooka, z twarzą o rysach nieregularnych, nie roztaczała żadnych uroków i nie mogła wchodzić do konkurencji. Wdzięku i seksowności Marietty pani Davis nie zdołała zauważyć.
Sama urodą nie grzeszyła nigdy, dobiegłszy zaś czterdziestu siedmiu wiosen, bardziej wyglądała na upiora niż na kobietę. Z bladą, zaciętą twarzą, z zaciśniętymi wąskimi ustami, z odrobinę zezującymi oczkami pozbawionymi rzęs prezentowała nieszczęśliwą właściwość figury. Cała nadwaga, jakiej dorobiła się przez wszystkie lata życia, znalazła sobie miejsce w biodrach, z tym że biust, osadzony w wąziutkich ramionkach i chudych żeberkach, wypchnął się do przodu, biodra zaś, poniżej długiej i cienkiej talii, utworzyły zad jak u dobrze odżywionego perszerona. Pani Davis uporczywie usiłowała oceniać te cechy jako atrakcyjne. Zad był zresztą słabiej widoczny, ponieważ skrywała go w pewnym stopniu szeroka suknia.
Nadziei na wzajemność pułkownika nie miała żadnej, niemniej jednak sama jego obecność, jego widok, rozmowy z nim na tematy gospodarskie i uznanie dla pedanterii przysparzały jej szczęścia bez granic. Zgodnie ze swoim charakterem pułkownik osobiście wnikał w szczegóły prowadzenia domu i do głowy mu nie przychodziło, że o czymkolwiek miałaby decydować jego żona. Arabelli to nie przeszkadzało wcale, zajęta była własnymi sprawami.