Выбрать главу

– Może pójdziemy jutro do kina? Zaczęli grać jakiś nowy film – powiedział Max.

– Z chęcią – odpowiedziałam, wpatrując się w te jego oczy. No i w tym momencie zrobiło się jakoś tak niezręcznie. Ja stałam jak kołek i gapiłam się na niego, a on, no cóż, on stał jak kołek i gapił się na mnie…

Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej (jeśli to było w ogóle możliwe) i bąknęłam:

– Dziękuję za to, że mnie dzisiaj odprowadziłeś, i za to, co wtedy zrobiłeś, wiesz z Peterem.

– Nie ma sprawy. I tak go nie lubię – mruknął i uśmiechnął się pod nosem. – Poza tym, eee… zresztą już nic.

– Och, tak – westchnęłam, a ta cisza znowu zapadła.

Zaczęliśmy się czuć coraz bardziej niezręcznie i w pewnym momencie Max powiedział:

– Wpadnę po ciebie jutro o ósmej wieczorem, okay?

– Dobrze – odparłam.

– Chyba już pójdę – mruknął Max i pochylił się w moją stronę. Tak, tak! Pocałuje mnie! Pocałuje!!! POCAŁUJE!!! Zaraz przeżyję swój pierwszy (oj, no dobrze – drugi) pocałunek!

Przymknęłam oczy w oczekiwaniu, a on…

…cmoknął mnie w policzek. A niech to! Myślałam, że pocałuje mnie w usta!

Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Max przerzucił już nogi przez barierkę, ale zanim zszedł, mruknął:

– Do zobaczenia jutro.

– Do zobaczenia – odpowiedziałam i przechyliwszy się przez balustradę, patrzyłam, jak schodzi, a następnie znika w ciemności.

Stałam tak jeszcze chyba jakieś pół godziny, ściskając różę i patrząc na rozgwieżdżone niebo. Życie jest piękne – stwierdzam to z czystym sumieniem.

Wiecie co? Jeszcze nigdy tak się nie denerwowałam. No, może wtedy w lesie byłam bliska załamania nerwowego, ale teraz to już przechodzi ludzkie pojęcie.

Myślałby kto, że rodzice powinni się cieszyć, że wreszcie się zakochałam, ale gdzie tam. Na początku byli pozytywnie nastawieni, ale potem…

– Zaprosił cię ten miły chłopiec, Peter? – spytała mama.

– Eee, nie. Zaprosił mnie Max Stone.

– A kto to? – spytał tym razem tata.

– Pamiętasz tego chłopaka, który podwiózł mnie motocyklem do domu? Wcześniej pisałam z nim ten esej o zabytkach.

– Motocykl?! Nie pojedziesz nigdzie motocyklem! To niebezpieczne – powiedziała kategorycznie mama. Niesamowite, że z dwóch zdań powiedzianych najciszej jak się dało wyłowiła tylko to jedno słowo, no nie? To się nazywa „instynkt łowczy matki”, gorszy niż poniżający „instynkt macierzyński w miejscach publicznych”…

– Ale Max na pewno nie przyjedzie motocyklem. Błagam, niech to będzie prawda! Proszę!!!

– A co się stało z tamtym Peterem? – chciał wiedzieć tata.

– A co się miało stać? – spytałam wymijająco.

– Nie chodzicie ze sobą?

– Nie. On mnie tylko zaprosił wtedy na przyjęcie.

– Aha. Wiesz, z psychologicznego punktu widzenia częste zmiany partnerów prowadzą w przyszłości do…

Co za koszmar!!!

Na szczęście pozwolili mi na wyjście. Oczywiście jeśli tylko Max nie przyjedzie motorem.

Przerzuciłam całą zawartość szafy i nie mogłam się na nic zdecydować. W końcu wybrałam czarne dżinsy i srebrną bluzkę. Ale i tak nie byłam pewna, czy się znowu nie przebrać.

Cały czas też prześladowała mnie myśclass="underline" co będzie, jeśli Max przyjedzie na motocyklu? Gdyby tak było, rodzice za żadne skarby nie pozwoliliby mi z nim jechać. A to byłby koniec mojego życia!!!

Proszę! Proszę!!! Niech Max przyjedzie samochodem!!!

Gdy dochodziła ósma, nie mogłam już usiedzieć w miejscu. To ciekawe, ale jak miał po mnie przyjechać Peter, to w ogóle się nie denerwowałam. A teraz? Już chyba po raz setny podchodzę do okna.

Nagle moje serce podskoczyło. Pod nasz dom podjechał granatowy samochód! I kto z niego wysiadł? Tak!!! Max!!! Ale mi ulżyło. Mówię wam.

Z rodzicami poszło nawet gładko:

– Gdzie idziecie?

– Do kina.

– Kiedy wrócicie?

– Po dziesiątej.

– To twój samochód?

– Nie, pożyczyłem go od mojego ojca.

– Od jak dawna masz prawo jazdy?

– Od roku.

Ta odpowiedź chyba ich nie zadowoliła.

– Ile masz lat?

– Siedemnaście.

Wyszliśmy dopiero pół do dziewiątej. Ale wyszliśmy!!! I wiecie co? Kiedy wsiadałam do samochodu Maksa, zauważyłam, że na tylnym siedzeniu leży gitara w pokrowcu. Po kształcie sądząc, albo klasyczna, albo akustyczna. Ciekawe, po co Max jeździ z gitarą?

W drodze do kina nie bardzo wiedzieliśmy, o czym mamy rozmawiać, ale mimo wszystko ta cisza była bardzo przyjemna.

Spóźniliśmy się trochę, więc szybko zostawiliśmy samochód na parkingu i ruszyliśmy w stronę wejścia. Gdy szliśmy obok siebie, Max wziął mnie za rękę. Poczułam dreszcze na plecach. Spojrzałam na niego, a on w tym samym momencie zerknął na mnie i uśmiechnął się. Moje serce zrobiło się lżejsze i odwzajemniłam uśmiech. Och… że tak powiem.

Właśnie znaleźliśmy się przy drzwiach, gdy zza rogu wyszedł kumpel Maksa z jakąś dziewczyną, także należącą do metalowców. Poznałam go, bo ma charakterystyczną urodę – lekko skośne oczy i czarne włosy, ale nie jest Chińczykiem, może Eskimosem?

Przystanęli obok nas i ciemnowłosy chłopak powiedział, patrząc na Maksa:

– Co ty robisz?!

– Idę do kina – mruknął niechętnie Max.

– Z nią?!

– Tak – odpowiedział lodowato.

– Przecież ona nie jest jedną z nas! – warknął tamten.

– No to co – wycedził Max.

– Chyba nie rozumiesz, o co mi chodzi.

– Doskonale rozumiem, ale nic mnie to nie obchodzi. Spieszymy się – mówiąc to, wziął mnie za rękę i wyminął ich. Dziewczyna spojrzała na mnie wrogo. – Porozmawiamy o tym później.

– Żebyś wiedział! – warknął tamten i odwrócił się. Max pociągnął mnie za ramię i podeszliśmy do kasy.

– Przykro mi, ale seans już się zaczął. Musicie poczekać na następny – powiedziała bileterka.

– No cóż, może w takim razie… pospacerujemy? – zaproponował Max.

– Dobrze – powiedziałam, a następnie spytałam, bo nie mogłam się powstrzymać: – Kto to był?

– To Aki i Adrienne, znajomi z mojej paczki – mruknął. Więc to jest Aki? Ten Aki? A ja myślałam, że Iv zakochała się w jakimś sportowcu!

To znaczy… Aki nie wygląda źle, to muszę przyznać, chociaż jest w nim coś dziwnego. Jak by to powiedzieć – wygląd ma taki raczej mroczny. Te oczy i czarne włosy… O co mi chodzi? No, jak taki na ciebie patrzy, to masz wrażenie, że ma zamiar wyciągnąć zza pleców siekierę i cię zaatakować. Po prostu jest ponury i gburowaty!

Muszę powiedzieć Ivette, że nie powinna zawracać nim sobie głowy.

Ruszyliśmy z Maksem w stronę znajdującego się niedaleko parku. Spacerowaliśmy w ciszy, podziwiając piękno drzew oświetlonych blaskiem księżyca. Było bardzo romantycznie, ale mnie cały czas prześladowała wcześniejsza rozmowa z Akim, co niestety psuło cały efekt.

– O co chodziło Akiemu? – wreszcie nie wytrzymałam.

– O nic – mruknął Max.

– Ale czemu powiedział, że nie jestem jedną z was?

– Eee, chyba chodziło mu o to, że nie należysz do naszej grupy.

– Przecież ja bardzo chętnie się do was przyłączę. Co prawda, od metalu wolę rocka, ale…

– Margo – przerwał mi Max. Przystanął, wziął moje dłonie w swoje ręce i spojrzał mi prosto w oczy. – Mnie nie obchodzi, co mówi Aki. Niech sobie gada, co chce. Jeżeli mu się nie podoba, że ze sobą chodzimy i że jesteś moją dziewczyną, to jego problem. Musi to jakoś przeżyć – dodał i pochylił się w moją stronę, a potem delikatnie dotknął mojego policzka.