Выбрать главу

Poczułam, jakby czas nagle stanął w miejscu, jakby cały świat przestał istnieć. Była tylko ta jedna chwila, w której Max pochylił się i pocałował mnie prosto w usta…

Tak! W usta!!! A na dodatek powiedział, że jestem jego dziewczyną! Czyli: jesteśmy parą!!! Jeeeeeest!!!

Poczułam, jak coś mi się przewraca w żołądku, a po plecach przebiega dreszcz. Ale to było bardzo przyjemne uczucie. Chciałabym, żeby ta chwila trwała wiecznie, ale ku mojej rozpaczy Max oderwał się ode mnie i odsunął trochę.

Przestraszyłam się, że może zrobiłam coś źle i nie spodobało mu się, w końcu to był mój pierwszy pocałunek. Ale Max tylko powiedział:

– Bardzo cię lubię, Margo.

Ten wieczór był cudowny. Rozmawialiśmy o wszystkim – dzieląca nas tama ciszy jakby runęła. Dowiedziałam się, że Max też lubi The Calling. To wspaniale! Poza tym mamy dużo wspólnych zainteresowań. No i okazało się, że Max jest bardzo rozmowny, jeśli tylko chce.

Obeszliśmy park parę razy i znowu zaczęliśmy zbliżać się do parkingu. Przypomniało mi się, że Max miał w samochodzie gitarę.

– Po co ci gitara? – spytałam.

– Grałem rano z chłopakami – odpowiedział.

– To ten zespól, o którym mi kiedyś mówiłeś? – zainteresowałam się.

– Nie, po prostu czasem gram ze znajomymi.

– Czyli masz zespół.

– Nie, Margo – odpowiedział i zaśmiał się. – Jesteś uparta, wiesz?

– Wiem – odparłam i uśmiechnęłam się. – Też trochę gram na gitarze. Ale raczej dopiero się uczę. Ogólnie to słabo mi idzie. Za nic nie potrafię zagrać na barowych chwytach. Muszę robić przerwy pomiędzy akordami.

– Też miałem z tym kiedyś kłopot – wyznał. – Ale można się tego nauczyć. Jeśli chcesz, to mogę dać ci kilka lekcji.

– Jasne – ucieszyłam się. – A teraz mi coś zagrasz?

– Jakąś moją piosenkę?

– Piszesz piosenki?

– Tak – mruknął zakłopotany i najwyraźniej zły na samego siebie, że się wygadał.

– Zaśpiewaj mi coś! – zażądałam i uwiesiłam mu się na ramieniu.

– No dobrze – odpowiedział niechętnie.

Podeszliśmy do jego samochodu. Max wziął gitarę i usiedliśmy na ławce kilka metrów dalej. Max lekko uderzył w struny i już miał zacząć grać, kiedy powiedział:

– Chciałbym cię tylko ostrzec, że mogę trochę fałszować. Przyzwyczaiłem się do elektryka.

– Nie ma sprawy – odparłam.

On gra na elektryku! Mam chłopaka, który gra na gitarze elektrycznej! Ciekawe, czy nauczy mnie na niej grać?

W tym momencie Max szarpnął za struny i zaczął śpiewać mocnym, ale lekko schrypniętym głosem. Nie pamiętam całego tekstu, ale wrył mi się w pamięć refren. Brzmiał on mniej więcej tak:

Marzenie, które dręczy serce, Sprawia, ze drżą mi ręce. Jedno pragnienie: Spotkać cię na jawie…

Kiedy słuchałam tej piosenki, myślałam, że czas znowu przystanął. Była cudowna. Rany, jakie ja mam szczęście – spotykam się z takim romantycznym facetem!

Niestety, piosenka się skończyła i umilkły ostatnie dźwięki gitary.

Cisza bez tej romantycznej melodii wręcz drażniła.

– Piękna – westchnęłam, gdy skończył grać.

– Nie tak piękna jak ty – odparł i spojrzał mi prosto w oczy, a ja poczułam, że się czerwienię.

Następnie zaczął mi pokazywać chwyty barowe. Nie powiem, żebym okazała się pojętną uczennicą… Ale i tak było genialnie!

Gdy zaczęła się już zbliżać dziesiąta, poszliśmy do samochodu. Max odwiózł mnie do domu i zanim wysiadłam, jeszcze raz pocałował.

– Do zobaczenia jutro – powiedział. – Musimy to jak najszybciej powtórzyć i może w końcu obejrzymy kiedyś ten film.

– Z chęcią – odpowiedziałam i roześmiałam się.

Kiedy otwierałam drzwi, usłyszałam, jak włącza silnik i odjeżdża. Czekał z tym, aż wejdę do domu. To było miłe z jego strony.

Kiedy weszłam do saloniku, zobaczyłam, że tata śpi w bardzo niewygodnej pozycji na kanapie, a mama udaje, że spokojnie czyta czasopismo. Skąd wiedziałam, że udaje? No, bo trzymała je do góry nogami – widocznie chwilę wcześniej stała w oknie.

– I jak było? – spytała.

– Było wspaniale – zanuciłam i tanecznym krokiem wbiegłam po schodach do swojego pokoju.

Nie mogłam powstrzymać euforii. Było lepiej niż wspaniale. Słowa nie potrafią opisać dzisiejszego wieczoru!

Włączyłam The Calling i zaczęłam głośno śpiewać. Po prostu musiałam dać upust mojej radości. Musiałam… A potem zadzwoniłam do Iv.

– Cześć – powiedziałam, gdy tylko odebrała.

– I jak było?! – od razu przeszła do konkretów.

– Ach… – westchnęłam głośno.

– Aż tak?

– Aż tak…

Następnie streściłam jej przebieg dzisiejszej randki. Pomyślałam, że miałam naprawdę olbrzymie szczęście, że Debbie mnie nienawidzi i zwabiła mnie wtedy do lasu! To wszystko dzięki niej. Gdyby nie ona, to nie chodziłabym z Maksem! Ciekawe, jak w poniedziałek zareaguje na mój widok. Mam nadzieję, że długo zadręczała się tym, czy przypadkiem się nie utopiłam. A może jeszcze się na niej zemszczę?

W każdym razie dzisiejszy wieczór był zdecydowanie najlepszy w całym moim dotychczasowym życiu.

10.

Następnego wieczoru, już po basenie, bo nie ma poniedziałku bez Pijawki, siedziałam w pokoju Ivette. Miałam nocować u niej. Tak jak podejrzewałam, jej pokój wyglądał tak, jakby mieszkała tu lalka Barbie.

Koszmar. Patrzysz w prawo – jasnoróżowa ściana, patrzysz w lewo – łóżko przykryte różową narzutą, pod nogi – dywan w różowe różyczki, naprzeciwko – ciemnoróżowe zasłony. Aż chce się człowiekowi krzyczeć!!! A wszystko było tak przesłodzone, że aż się robiło niedobrze.

Na szczęście w niektórych miejscach było trochę normalniej. Całą jedną ścianę zajmowały wielkie plakaty piosenkarzy, głównie Latynosów, jak zauważyłam. Ale nie było tam plakatu The Calling – poważny błąd. Trzeba to będzie naprawić. Poza tym Ivette chyba rzeczywiście się zmienia, a przynajmniej stara się, bo w końcu przemalowała ten swój samochód.

Jest więc nadzieja, że może za jakiś czas zmieni i wystrój pokoju i zawartość swojej szafy.

Jeszcze raz dokładnie opowiedziałam jej, co się działo na mojej wczorajszej randce. Tak się wzruszyła („bo Max jest taki romantyczny”), że aż musiała użyć chusteczki. Ech, zgadzam się z nią, Max jest wspaniały.

– Ciekawe, o co chodziło Akiemu, jak mówił, że nie jesteś jedną z nich – zastanowiła się.

– Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to – odpowiedziałam.

– Ale mnie owszem. Spróbuję się czegoś dowiedzieć – powiedziała i zamyśliła się.

– Rób, co chcesz – odparłam i znowu zaczęłam przeżywać w myślach wczorajsze wydarzenia.

Dzisiaj rano, gdy przyjechałam do szkoły, Max czekał na mnie przed wejściem i pocałował w policzek na powitanie. Do szkoły przywiózł mnie tata, a wrócić miałam z Ivette, ale wymusiłam na niej, że nie piśnie słowa moim rodzicom o tym, że to Max mnie podwiózł do domu, na motocyklu. Ach, strasznie fajnie jest być z chłopakiem, który na dodatek ma własny motor…

Już nie mogę się doczekać naszej następnej randki. Max znowu zaprosił mnie do kina, tym razem w sobotę wieczorem, w końcu przegapiliśmy ten film, no nie? To już pojutrze. Już pojutrze!

Uprzedziłam Maksa, że moi rodzice nie tolerują jego motoru, więc nie powinno być żadnych problemów.

Tylko… w co ja się ubiorę? Znowu muszę przejrzeć zawartość szafy. To może być pracochłonne, chyba poproszę Ivette, żeby mi pomogła. A jeśli zaproponuje mi coś różowego…?