Выбрать главу

– Spaceruję. A co, nie wolno? – spytałam zaczepnie. Myślałam, że go tym wkurzę, bo szczerze przyznam, miałam taki zamiar, chociaż jak się teraz zastanawiam, to nadal nie rozumiem, po co. Chyba mam taką naturę. W każdym razie Jaguar nie zareagował tak, jak podejrzewałam. W odpowiedzi na moje oświadczenie po prostu się zaśmiał i powiedział:

– Spacer o północy w ciemnym lesie? Ciekawe…

– Taak, strasznie – mruknęłam i spojrzałam jeszcze raz na kompas. Następnie ruszyłam przed siebie, nawet się nie oglądając. Jeśli będę miała szczęście, to może mu ucieknę.

No cóż, jeśli myślałam, że łatwo się go pozbędę, to się myliłam. Po chwili mnie dogonił i idąc obok, spytał:

– A mógłbym wiedzieć, dlaczego spacerujesz akurat o północy?

– Nie – odparłam. – A pan mógłby mi powiedzieć, dlaczego spaceruje o północy po lesie ze strzelbą?

– Też raczej nie – burknął i zmarszczył brwi. Ha! Tu go mam! W tym momencie zaczęłam się lekko denerwować. Bądź co bądź byłam sama w ciemnym lesie i jakiś facet nie chciał się ode mnie odczepić. Był jak wrzód na… ekhm, tylnej części ciała.

– Mógłby mi pan dać spokój? – spytałam i przyspieszyłam.

– A co? Przeszkadza ci moje towarzystwo?

Już miałam odpowiedzieć: „Jeszcze jak, ty padalcu!”, albo coś o wiele gorszego, jak znam samą siebie i mój zasób słów, ale nagle po naszej prawej stronie rozległ się cichy szelest.

Jaguar zareagował natychmiast: szybko wyciągnął strzelbę i wycelował w tamtą stronę. Przerażona przystanęłam i, muszę to przyznać, schowałam się za niego. A co tam, jakby coś miało nas zaatakować, to chyba lepiej, żeby najpierw się rzuciło na Jaguara niż na mnie, no nie? Miałabym wtedy czas, żeby uciec. Poza tym Jaguar pewnie potrafi się bronić, a moja taktyka obrony polega na tym, że zaczynam wrzeszczeć, chociaż wątpliwe, że mój krzyk przepędzi potwory, czy co tam się czai w ciemności.

Jednak szelest się nie powtórzył. Cokolwiek tam było, już sobie poszło. No i dobrze, nie uśmiecha mi się uciekać przed, dajmy na to, stadem wilków. Przed całym stadem to chyba nawet Jaguar z tą swoją strzelbą by mnie nie uratował. W końcu ile on może mieć w niej naboi?

– Chyba cię odprowadzę na skraj lasu – mruknął do siebie Jaguar. – Tu jest pełno wilków.

O, ekstra. Jestem sama w lesie z jakimś szalonym myśliwym, a dookoła nas krąży stado wilków. Zabójczo! Oby tylko nie w dosłownym znaczeniu tego słowa.

Tak jak powiedział, Jaguar odprowadził mnie pod same drzwi, a raczej furtkę na tyłach domu. Nadal jednak uważam, że sama też bym trafiła!

– Dzięki – mruknęłam i zamknęłam za sobą bramkę, szczerze żałując, że nie ma w niej zamka.

A niech to! On ciągle tam stał. Może to głupie, ale naprawdę nie miałam ochoty odwracać się do niego tyłem. Musiał wyczuć moją rozterkę, bo powiedział:

– Spokojnie, nie strzelę ci w plecy. A gdy odetchnęłam z ulgą, dodał:

– Ale mógłbym – i zniknął w ciemności.

To przeważyło szalę. Ruszyłam biegiem w stronę pergoli. Nie obchodziło mnie, że weźmie mnie za tchórza. Bo bądźmy szczerzy, jestem tchórzem!!! Dla mnie liczył się tylko moment, w którym wreszcie znajdę się bezpieczna we własnym łóżku, w ulubionej piżamie, z ukochanym pluszakiem pod pachą. Wiem, że to dziecinne, ale byłam bliska załamania nerwowego.

Gdy już znalazłam się u siebie w pokoju, dość długo nie mogłam zasnąć. Cały czas dźwięczały mi w uszach słowa Jaguara. Czy on naprawdę mógłby mi strzelić w plecy? Na litość boską! Przecież to Ameryka! Tu się nie robi takich rzeczy! Chyba…

W końcu, znękana, zasnęłam. Jednak moja błoga nieświadomość nie trwała długo. W pewnym momencie usłyszałam dziwne stukanie, ale nie zwróciłam na nie uwagi, znajdując się ciągle pomiędzy jawą i snem. Niemniej jednak dźwięk stawał się coraz bardziej natarczywy i głośny.

Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na podświetlany ekran budzika. Była druga nad ranem. Choroba, nawet nie dają człowiekowi pospać. Z powrotem zamknęłam oko, mając nadzieję, że dzięki temu odgrodzę się od tajemniczego odgłosu.

Taak, nadzieja matką głupich…

Ponieważ dźwięk był już bardzo głośny i mocno mnie zaniepokoił, usiadłam i spojrzałam w stronę okna.

Na moim balkonie ktoś stał!!! Dokładnie widziałam sylwetkę za firanką. Przestraszyłam się i już w ogóle odeszła mi ochota na spanie. Nagle usłyszałam cichy głos:

– Margo! To ja, Max. Obudź się!

O rany, co za ulga. Myślałam, że to włamywacz albo, co gorsza, Jaguar, który nagle stwierdził, że może jednak lepiej byłoby mnie wykończyć, zanim komuś powiem, że spacerował po lesie z bronią.

I niech ktoś mi powie, czemu ja nie mam normalnego życia? W Nowym Jorku nigdy by mi się coś takiego nie przydarzyło.

Wstałam i podeszłam do drzwi balkonowych, a następnie je otworzyłam i wyszłam na zewnątrz.

O, ekstra. Zapomniałam, że jestem w piżamie. Max ma teraz świetny widok na moją nocną bieliznę. Dobrze, że nie lubię negliżu, jak jedna z moich starych ciotek. Kiedyś przypadkiem ją zobaczyłam. Okropny widok! Będzie mnie prześladował do śmierci…

– O co chodzi? – spytałam.

– Sorry, że cię budzę – mruknął – ale muszę cię o coś zapytać.

– Aaa, jasne – odpowiedziałam, jakby to była najnormalniejsza rzecz w świecie, że mój chłopak wpada do mnie o drugiej nad ranem, żeby o coś spytać.

– Możesz mi powiedzieć, co robiłaś w lesie z Jaguarem? – spytał, patrząc mi prosto w oczy.

O choroba, wydało się, że to ja go śledziłam, a raczej usiłowałam…

– Szukałam cię – szepnęłam.

– Z Jaguarem?! – prawie krzyknął.

– Cii, obudzisz moich rodziców… Nie, to nie tak – usiłowałam wyjaśnić. – Szukałam cię, a on się napatoczył po drodze. Uwierzysz, że celował do mnie ze strzelby?

– Czemu mnie szukałaś? Przecież mówiłem ci, żebyś za mną nie szła!

– No i nie szłam – szepnęłam cicho. – Wyszłam po prostu z domu, mając nadzieję, że może cię spotkam.

Kurczę, jak tak dalej będzie się wydzierał, to obudzi moich rodziców, a wtedy bye, bye randki, aż do czterdziestki.

– Wyjaśnij mi jeszcze raz, jak to się stało, że Aki widział jak szłaś sobie spokojnie z Jaguarem i rozmawiałaś o wilkach w środku lasu i to dobrze po północy?!

Więc to wszystko wina Akiego. Już ja się mu dobiorę do skóry! Kabel jeden…

– Przecież ci mówię, że cię szukałam… no i w pewnym momencie na niego wpadłam… no i przestraszyłam się go… no i postanowiłam, że sobie pójdę, ale on polazł za mną… no i w pewnym momencie coś zaszeleściło w krzakach i on wyjął tę swoją strzelbę… no, a potem mnie odprowadził i powiedział, że mógłby mi strzelić w plecy. – Wiem, że mówiłam bez ładu i składu, ale byłam naprawdę zdenerwowana.

– Coś zaszeleściło w krzakach? – spytał Max.

– Tak, Jaguar stwierdził, że to wilk, i powiedział, że mnie odprowadzi do domu.

– I powiedział, że mógłby do ciebie strzelić?

– No tak, ale…

– Strzelić do ciebie?!

– Tak, ale…

– Tylko dlatego, że byłaś w lesie?!

– Tak. Już mówiłam, ale przecież nic się nie stało. Pewnie powiedział tak tylko dlatego, bo sądził, że mogę go wydać policji. Wiesz, za to, że niby polował bez pozwolenia.

Hm, Max chyba się mimo wszystko zdenerwował. Chwilę stał bez słowa, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem westchnął i odgarnął włosy z czoła.

– Nie powinnaś się była narażać na takie niebezpieczeństwo.

– Wiem, już nie będę… – zaczęłam.

– Margo. Uważam, że powinniśmy ze sobą zerwać – przerwał mi w pół zdania i odwrócił wzrok.