Выбрать главу

Ale bądźmy szczerzy, co Iv mogła o tym wszystkim wiedzieć? Nie przeżyła tego, co ja. A czegoś takiego nie życzę największemu wrogowi. Nawet Debbie.

W szkole było jako tako. Oczywiście do momentu, gdy zobaczyłam Maksa. Widziałam go tylko przez chwilę, ale on też mnie zauważył. W jego oczach dostrzegłam ulgę.

Ciekawe czemu, no nie? Może po tym jak mnie wczoraj nie było, przestraszył się, że coś sobie zrobiłam? A to dobre…

Gdy tylko Iv zauważyła, że patrzę na Maksa, od razu złapała mnie za rękę i odciągnęła na bok, a następnie powiedziała:

– Margo, przestań! Patrzenie na niego oczami smutnego spaniela raczej ci nie pomoże. To drań, taki sam jak Peter. Nie powinnaś zwracać na niego uwagi.

Taak, łatwo powiedzieć. Kurczę, znowu mi się chciało płakać.

– Ja po prostu nie mogę zrozumieć, dlaczego… – westchnęłam i poczułam pierwszą łzę ściekającą mi po policzku.

– To czemu go o to jeszcze raz nie zapytasz?

– Co?

– Zamartwianie się i wypłakiwanie oczu raczej ci nie pomoże – stwierdziła. – Powinnaś przecież wiedzieć, dlaczego Max z tobą zerwał. Byliście razem bardzo szczęśliwi, więc to jest tym dziwniejsze.

– Tak sądzisz? – spytałam i wytarłam policzek.

– Tak sądzę – odpowiedziała.

Może Ivette rzeczywiście ma rację? Zresztą jej wyjaśnienie ma więcej sensu niż to, co sobie sama zarzucam. W końcu nikt nie zrywa tylko dlatego, że ktoś wszedł do lasu. Poza tym las to własność publiczna. Każdy ma prawo tam wejść.

Tak, muszę poznać prawdę i, jak rany, nie poddam się, póki nie znajdę odpowiedzi na moje pytania!

Poprosiłam Iv, żeby spróbowała dowiedzieć się jeszcze czegoś więcej o Maksie i jego znajomych. Sama też popytałam wśród paru osób.

Jednak najgorzej było podczas historii sztuki. Musiałam wtedy siedzieć przez całą godzinę obok Maksa. OK, przyznaję się. Zgrywałam twardą babę, nie zwracałam na niego uwagi. Jednak moje serce cały czas krwawiło.

Parę miesięcy temu to ja jego zmuszałam do rozmowy, a teraz to on mnie zagadywał. Starałam się całkowicie go ignorować, ale chyba było mu przykro z tego powodu. Raz przyłapałam go na tym, jak sam przyglądał mi się wzrokiem smutnego spaniela. Ale w końcu czego się spodziewał? W końcu ze mną zerwał. A ja dowiem się, dlaczego, albo nie nazywam się Margo Cook! A ponieważ tak się nazywam, więc na pewno osiągnę swój cel. Tak. Wiem, że jestem zarozumiała. Ale dobrze mi z tym, zwłaszcza kiedy mam zły humor!

Moje imieniny też raczej do przyjemnych nie należały. Jeszcze jakiś tydzień temu pewnie nie mogłabym się ich doczekać i zastanawiałabym się, czy Max coś mi zaśpiewa. A tak?

W każdym razie Ivette jest moją najlepszą przyjaciółką. Wiecie, co mi dała? Ręcznie robioną kartkę z wierszykiem, który miał mnie podobno podnieść na duchu i rozśmieszyć:

Kochaj chłopców, ale ładnych, nie blondynów, tylko czarnych. Bo blondyni bałamucą, pokochają i porzucą.

Taak, strasznie mnie to rozśmieszyło. Mało się nie popłakałam ze śmiechu, zwłaszcza przy ostatniej linijce…

W dniu moich imienin, gdy wychodziłam z Iv ze szkoły, Max niespodziewanie podszedł do mnie i powiedział:

– Eee, wszystkiego najlepszego.

– Hm, dziękuję – mruknęłam.

Cała ta sytuacja była jakaś taka niezręczna. Kurczę, ja go ciągle bardzo lubię. Ciekawe, czy on mnie też? Gdy siedziałyśmy potem z Ivette w samochodzie, ta stwierdziła:

– Myślę, że on żałuje tego, co zrobił.

– Naprawdę tak myślisz? – spytałam z nadzieją.

– Tak, tylko wiesz, co? Wkurzające jest to, że on nie wie, czego chce – odpowiedziała.

Eee, nie zrozumiałam i chyba było to po mnie widać, bo zaraz dodała:

– Najpierw mówi ci, że nie chce z tobą chodzić, a teraz zachowuje się tak, jakby miał nadzieję, że jeśli będzie miły, to znowu się zejdziecie.

Jezu… od kiedy to z niej taki znawca ludzkiej psychiki?

– Uważam, że powinnyśmy się dowiedzieć, dlaczego tak się zachował. Poznamy wtedy prawdziwe motywy jego postępowania – mówiła dalej.

Rany boskie! Co się z nią stało?! Zawsze myślałam, że to ja potrafię wstawiać takie freudowskie gadki.

Aa, już wiem…

– Czytałaś jakąś książkę w moim domu? – spytałam.

– Eee… tak – mruknęła. – Ale nie powinnaś mi się dziwić. Jak byłaś w złym humorze, to nie miałam co ze sobą zrobić, więc z nudów przeglądałam książki w biblioteczce, w salonie.

Matko… stworzyłam potwora!

Ale teraz zostaje nam rzeczywiście tylko dowiedzieć się, dlaczego ze mną zerwał. Podejrzewam, że to wina tego Akiego. Jeśli oni są jakąś sektą, to Aki mógł kazać mu ze mną zerwać i Max musiał zrobić to, co mu kazano. Wiem, bo przeczytałam wszystko, co było w bibliotece publicznej o sektach. Kiedy poprosiłam bibliotekarkę o pomoc, to popatrzyła na mnie jak na co najmniej psychopatycznego mordercę, więc potem dałam jej już spokój i sama sobie radziłam.

Poza tym niedługo pełnia. No nie takie znowu niedługo. Muszę czekać jeszcze jakiś tydzień z kawałkiem, ale wytrzymam. I znowu wejdę do lasu. Nie poddam się tak łatwo. Odzyskam Maksa, choćbym miała podpaść sekcie, natknąć się w lesie na wilka albo znowu zostać zaatakowana przez Jaguara. Mnie nie tak łatwo przestraszyć!!!

Och, no dobra. Przyznaję się, po cichu mam nadzieję, że może jakimś cudem wszystko się wyjaśni i w ogóle nie będę musiała zbliżać się nawet do granicy lasu. Ale przy moim szczęściu pewnie będę zmuszona wleźć do tej przeklętej głuszy. I pomyśleć, że to wszystko przez nią, a raczej przez wieczór, w którym pojechałam z Peterem na przyjęcie. Gdybym wtedy się tam nie zgubiła, to Max by mnie nie znalazł i w ogóle nie miałabym problemu.

Chociaż tego to akurat nie żałuję.

12.

Przez ten tydzień, w którym niestety nie wydarzyło się nic, co by mnie mogło powstrzymać przed eskapadą do lasu, dokładnie przemyślałam wszystko, co zrobię. No, w zasadzie to niczego nowego nie wymyśliłam, ale uznałam, że tym razem do pomocy będę potrzebowała Ivette. Jest prawie niezbędnym elementem mojego planu, bo jeśli się nie zgodzi, to i tak pójdę. Nic mnie nie powstrzyma!!!

Swoją drogą, ciekawe, czy się zgodzi, no nie? Bo byłoby mi jakoś tak raźniej…

– To jak, pomożesz mi? – spytałam, gdy już wszystko jej opowiedziałam.

– No, nie wiem – mruknęła.

– Mamy czas, żeby się przygotować – dodałam.

– Jak to my? Ja nie mam zamiaru wałęsać się po ciemnym lesie w środku nocy! – zaprotestowała szybko. Jakbym słyszała samą siebie sprzed jakiegoś miesiąca.

– Ale jesteś mi potrzebna. Poza tym już mi obiecałaś, że pomożesz – przypomniałam.

– No tak, ale nie miałam wtedy na myśli chodzenia po lesie.

– Wcale nie musisz iść ze mną – powiedziałam.

– Jak to? – spytała nieufnie.

– Posłuchaj. Pomyślałam, że tak na wszelki wypadek ktoś powinien wiedzieć, gdzie jestem, no nie? Ty więc zostaniesz w moim domu i gdybym długo nie wracała, zawiadomisz policję albo jakieś inne władze.

– Coraz mniej mi się to podoba – stwierdziła Iv. – Poza tym, co z twoimi rodzicami? Nie pozwolą ci wyjść.

– Nimi już się zajęłam – powiedziałam i przypomniałam sobie poranną rozmowę.

Mama akurat była w łazience, więc zagadnęłam tatę:

– Strasznie dawno nie byliście razem na randce.

– Hm, w zasadzie chyba tak – odpowiedział, dalej czytając gazetę.

Nic do niego nie dotarło, więc próbowałam dalej:

– A nie sądzisz, że powinieneś zaprosić mamę do kina albo restauracji? Na pewno bardzo by się ucieszyła.