Выбрать главу

– Tak myślisz? – spytał, nadal czytając.

– Tato, czy ty mnie w ogóle słuchasz?

– Ależ oczywiście. Więc o czym mówiłaś? – spytał, wpatrując się w tekst gazety.

Krew człowieka zalewa, no nie? W końcu nie wytrzymałam i wyrwałam mu przedmiot jego zainteresowań.

– Hej, jeszcze nie skończyłem. Oddaj! – No proszę, wreszcie zauważył, że poza gazetą istnieje jeszcze coś takiego jak, na przykład, rzeczywistość?

– Mówiłam, że powinieneś zaprosić mamę na randkę – powiedziałam, ignorując jego prośbę.

– Dlaczego? Są jej urodziny?

Tak na marginesie, to mama ma urodziny w grudniu, a teraz był maj.

– Nie tato, ale nie sądzisz, że już dość dawno nie byliście na żadnej randce?

– Hm, chyba tak.

No nie. Czas wytoczyć cięższą artylerię.

– Mama może czuć się niedowartościowana, skoro prawie nie zwracasz na nią uwagi – powiedziałam z poważnym wyrazem twarzy.

– Naprawdę? – nagle tata się zainteresował.

Oho, połknął haczyk. I sami powiedzcie, czy nie jestem genialna?

– Naprawdę – odpowiedziałam śmiertelnie poważnie. – Uważam, że powinieneś zaprosić ją w tę sobotę do restauracji albo do kina. Chociaż najlepiej tu i tu. Musi poczuć się doceniona.

– Wiesz? Chyba masz rację. Ostatnio jest jakaś taka cicha.

– Ależ oczywiście. Przecież ja zawsze mam rację – mruknęłam, ale głośno powiedziałam: – Mówię ci, tato, powinieneś tak zrobić…

Nagle moje rozmyślania przerwał głos Ivette:

– Margo, czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Uważam, że wchodzenie w nocy do lasu to kompletna głupota. Nie powinnaś tego robić!

– Ale muszę się dowiedzieć, o co tu chodzi. Możesz u mnie nocować w tę sobotę?

– Przecież w sobotę zamierzasz iść do lasu.

– Wiem. Ty poczekasz na mnie u mnie w domu i tak jak wcześniej mówiłam, gdybym nie wracała, wezwiesz pomoc.

– Naprawdę muszę brać w tym udział? – jęknęła.

– Tak – odparłam bezwzględnie.

– No dobra, ale nadal uważam, że to głupota. Poza tym jak chcesz ich tam znaleźć? Znowu pójdziesz za Maksem?

– Nie, usłyszy mnie. Po prostu może na nich trafię.

Tak, wiem, że to równie prawdopodobne, jak to, że kiedyś polecę na Księżyc.

– Zgubisz się.

Owszem, też dręczy mnie taka obawa, i to przez cały czas.

– Może nie – powiedziałam już mniej pewnie. – Wezmę ze sobą kompas, tak jak poprzednio.

– Aha – mruknęła Ivette i spytała: – A co będzie, jeśli znowu spotkasz Jaguara? Jeszcze nie wyjechał z miasta.

– Nie wiem. Mam nadzieję, że go nie spotkam – odparłam. Taa… to by było zdecydowanie najgorsze zakończenie tej przygody. Wieczorem położyłam się do łóżka i zasnęłam.

Stałam. Otaczał mnie wysoki ciemny las. Na niebo wschodził właśnie księżyc w pełni. Powoli ruszyłam w stronę światła rozchodzącego się zza drzew. Po cichu wyjrzałam zza krzaków otaczających polanę. Dookoła ogniska siedziała grupa osób. Jednak nikogo nie mogłam rozpoznać.

Nagle nadepnęłam na gałązkę, która pękła z trzaskiem. W moją stronę zaczęły odwracać się wszystkie twarze. Ja jednak już ich nie widziałam. Biegłam. Usłyszałam za sobą krzyki. Przyspieszyłam.

Jedynym dźwiękiem przerywającym ciszę nocy był trzask pękających pod moimi stopami gałązek. Myślałam, że ich zgubiłam. Nagle usłyszałam za plecami kroki. Na początku były ciche, ale stopniowo stawały się coraz głośniejsze. On się zbliżał. Przyspieszyłam.

Przed sobą zobaczyłam wzgórze. Zaczęłam na nie wbiegać. Gdy tylko dotarłam na szczyt, ujrzałam przed sobą czarnego wilka wyjącego do księżyca. Przystanęłam przerażona.

Znowu usłyszałam za sobą kroki. Mój prześladowca złapał mnie za ramię! Szybko się odwróciłam i zobaczyłam go…

W tym momencie obudziłam się, oddychając ciężko. Jest źle. Mój koszmar znowu się zmienił! Teraz już wiem, czemu uciekam, i wiem też, kto mnie goni! Twarz, którą zobaczyłam, zanim się obudziłam, była twarzą Maksa…

W końcu nadeszła sobota. Dzień, w którym najprawdopodobniej znowu zgubię się w lesie. To straszne!!! Od samego rana mam okropne przeczucia…

Po południu przyszła Iv. Na szczęście jej rodzice zgodzili się, żeby dzisiaj u mnie przenocowała. Uzgodniłyśmy, że jak nie wrócę do północy, ma wezwać policję. Chociaż nie podejrzewam, żeby była potrzebna. Najwyżej znajdę się nad ranem piętnaście kilometrów stąd, niedaleko jakiegoś miasteczka.

Mój tata przeszedł samego siebie. Zaprosił mamę do kina, potem do drogiej restauracji, a następnie do hotelu. Jak to miło – nie chcą, żebym im przeszkadzała. No i dobrze, przynajmniej nie wrócą na noc.

Gdy rodzice wreszcie wyszli, opowiedziałam Ivette o moich snach, nawiedzających mnie już od paru miesięcy.

– Czemu wcześniej nic nie mówiłaś?! – spytała lekko zdenerwowana.

– Nie sądziłam, że to ważne. Ale po tym wczorajszym muszę ci przyznać, że jestem przerażona – odpowiedziałam.

– W takim razie nie idź do lasu.

– Muszę się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

– Mówisz, że kiedy pojawiły się te sny?

– Jak przyjechaliśmy do Wolftown.

– Dziwne – mruknęła Iv.

– I straszne – dodałam. – Nie mogę przez nie spać.

– A jak mieszkałaś w Nowym Jorku, to ich nie było? – upewniła się Ivette.

– Nie, po raz pierwszy śniło mi się to tutaj.

– I nie boisz się iść do lasu? – zapytała z niedowierzaniem.

– Boję się jak diabli – odparłam.

– To nie idź. To przecież głupota – usiłowała mnie zniechęcić. – Posłuchaj mojej rady! Nie idź!!!

– Nie, muszę się dowiedzieć, co oni tam robią. Może jak zrozumiem, to łatwiej mi będzie pogodzić się ze stratą Maksa – powiedziałam.

A może nawet go odzyskam?

Gdy dochodziła dziewiąta, przebrałam się w czarną bluzkę i spodnie i podeszłam do kuchennych drzwi. W rękę wzięłam latarkę (może tym razem nie będę miała poobijanych nóg), a do kieszeni schowałam kompas.

– Wrócę też przez kuchnię – powiedziałam do Ivette.

– Okay, tylko się nie zgub. Przez najbliższe dwie godziny będę umierała ze strachu! Już nie mogę się doczekać, kiedy wrócisz.

– Iv, spokojnie. W końcu, co mi się może stać? Najwyżej się zgubię.

– Jeśli to sekta, to może ci się coś stać – powiedziała z naciskiem. – Proszę, uważaj na siebie. A jeśli zauważysz, że składają ofiary ze zwierząt, to uciekaj! Jeśli zabijają psy, to znaczy, że nie cofną się przed niczym!

– Dobra – obiecałam i wybuchnęłam śmiechem.

Czy wspominałam już, że Iv jest gorącą zwolenniczką Greenpeace i tych wszystkich stowarzyszeń dbających o ochronę zagrożonych gatunków? Chyba wspominałam, ale to niezwykłe, zważywszy, że ma alergię na prawie każdego rodzaju sierść, więc na zdrowy rozum nie powinna tak przepadać za futrzakami.

Ivette nie będzie chyba narzekać na nudę podczas mojej nieobecności. Wypożyczyłyśmy parę fajnych filmów, a poza tym zrobiłam przed wyjściem olbrzymią miskę popcornu. Gdyby moi rodzice dzwonili, to ma im powiedzieć, że jestem właśnie w toalecie albo coś podobnego. Mam nadzieję, że sobie poradzi, no i że ja również sobie poradzę…

Całe podwórko zalane było księżycową poświatą. Spojrzałam w górę. Księżyc w pełni – aż ciarki chodzą po plecach. Otworzyłam furtkę na tyłach domu i weszłam pomiędzy drzewa.

Las wyglądał, jakby zasnął. Normalnie, w ciągu dnia, jest tu bardzo głośno: śpiewają ptaki i słychać szum wiatru w liściach. A teraz panowała niczym niezmącona cisza. Mój nerwowy oddech wydawał się wręcz nie na miejscu.