Выбрать главу

Zatrzymał się naprzeciwko mnie i wymierzył ze strzelby do Maksa. Przestraszona stanęłam na linii strzału i rozłożyłam szeroko ramiona, zasłaniając własnym ciałem wilki.

– Co pan robi?! – krzyknęłam.

– Hm, znowu się spotykamy. Zejdź z linii strzału, dziewczyno – mruknął w odpowiedzi, uśmiechając się krzywo.

– Z jakiej linii strzału?! To teren prywatny! Proszę się stąd natychmiast wynosić! – krzyknęłam hardo.

– Tak mi się odwdzięczasz za to, że odprowadziłem cię wtedy bezpiecznie do domu? Poza tym, albo mi się zdaje, albo stoję po drugiej stronie furtki od tego „terenu prywatnego” – stwierdził ironicznie.

– Może i tak, ale nie ma pan prawa stać tu i mierzyć do mnie z karabinu!

– To strzelba – powiedział zdegustowany. – A poza tym mierzę w wilki, a nie w ciebie, więc się przesuń!

– To nie są wilki – powiedziałam szybko.

– A niby co, strusie?

– To są moje psy – warknęłam. – A pan jest ślepy, jeśli tego nie widzi!

– To są wilki, nie wmawiaj mi tu głupot!

– Czy jeśliby to były wilki, to zrobiłabym coś takiego? – Podeszłam do Maksa i poklepałam go po głowie, a on dla większego efektu wywalił język.

– Nie wiem, czy to wilki, czy nie, ale mam zamiar je zastrzelić – stwierdził, celując tym razem w Akiego.

– Nie ma pan prawa! – krzyknęłam, znowu zasłaniając sobą lufę. – Do domu, przez kuchnię! – krzyknęłam do wilków. – W drzwiach jest klapka!

– Co ty robisz?! – warknął Jaguar i usiłował strzelić, ale uniemożliwiłam mu to, łapiąc za strzelbę i wieszając się na niej. Tak, wiem, że to nie było mądre, ale działałam pod wpływem impulsu.

– Puść to!!! – krzyknął wściekły i szarpnął strzelbą. Jednak teraz to mógł mi nagwizdać. Max i Aki zdążyli już uciec do kuchni przez klapkę zrobioną dla Swetera, więc było mi wszystko jedno.

Jak się później dowiedziałam, wbiegli do domu, nie zauważając Ivette, która akurat też weszła do kuchni, słysząc dobiegające z ogrodu krzyki.

Na jej oczach zamienili się z powrotem w chłopców, ale… no cóż, nie mieli na sobie niczego, bo czarne szaty zostawili gdzieś w lesie. Słowem: byli goli.

Gdy Iv zobaczyła, jak się przemienili, upuściła pustą miskę po popcornie, a ta rozbiła się na podłodze. Przerażeni chłopcy odwrócili się w jej stronę, dopiero teraz zauważyli jej obecność i gwałtownie zasłonili się pierwszą rzeczą, jaka była pod ręką, czyli obrusem z kuchennego stołu. Narobili tym jeszcze większego hałasu, bo z obrusem ściągnęli na podłogę wazon z kwiatami.

Dziwię się, że Ivette nawet nie krzyknęła. Widocznie całkowicie ją zatkało.

– A ja myślałam, że wy po prostu należycie do jakiejś sekty – wymamrotała tylko, nadal przypatrując się im uważnie.

W innej sytuacji to pewnie byłoby bardzo zabawne, ale w tym momencie nikomu nie było do śmiechu.

Tymczasem ja wciąż siłowałam się z szalonym myśliwym. Zdołał mi już wyrwać swoją strzelbę i teraz mierzył prosto we mnie.

– Jeśli zaraz nie zawołasz tu tych wilków, to cię zastrzelę i nie będę miał przy tym żadnych oporów – wycedził wściekły.

– Taak? To niech pan spróbuje! – wrzasnęłam (ach, ta moja inteligencja, no nie?).

– Margo? Co się tam dzieje? – krzyknęła Iv, wychylając się zza drzwi do kuchni. Widocznie pokonała już zdziwienie i wreszcie zauważyła, że tylko ja nie wróciłam.

Gratulacje dla refleksu…

– Zadzwoń na policję! – zawołałam.

– I co mam im powiedzieć?

– Że pan Jaguar wtargnął na teren prywatny, groził mi z broni palnej, chciał zastrzelić moje psy i nielegalnie polował na wilki! – krzyknęłam, a do Jaguara powiedziałam: – I co? Nadal chce mnie pan zastrzelić? Wtedy do listy pana zbrodni doszłaby jeszcze próba morderstwa.

– Jeszcze tego pożałujesz. Poza tym to nie byłaby próba morderstwa, tylko morderstwo! – warknął i szybko odszedł.

Patrzyłam chwilę za nim, ale zaraz pobiegłam do domu. Jezu, morderstwo??? No tak, z odległości dwóch metrów pewnie by we mnie trafił z tego swojego karabinu, czy co to tam było.

Gdy weszłam do kuchni, zastałam czerwoną na twarzy Iv stojącą po jednej stronie stołu i równie czerwonych chłopców stojących po drugiej. Wszyscy starannie unikali się wzrokiem.

– To co robimy? – spytała Ivette. – Dzwonimy?

– Chyba nie – odpowiedziałam. – Jaguar uciekł, a poza tym jak byśmy to wszystko wyjaśnili?

– No tak – mruknęła w odpowiedzi. – Margo! Twoje ręce! O, dopiero teraz zauważyłam. Całe były w ziemi, a z poobcieranych łokci nadal sączyła się krew, skapując prosto na podłogę.

Ciekawe, czy nie powinnam wziąć zastrzyku przeciwtężcowego. Odkręciłam ciepłą wodę i opłukałam ręce nad zlewem. Ooo, kiedy spłynęła z nich ziemia, zobaczyłam, że praktycznie nie mam skóry na łokciach. Czy wspominałam już, że widok krwi, a zwłaszcza mojej własnej, przyprawia mnie o zawroty głowy? Nie? No to teraz mówię!!!

Ponieważ lekko się zatoczyłam, Ivette podbiegła do mnie i przycisnęła mi rany ściereczką kuchenną. Zachowała się jak wzorowa pielęgniarka, bo polała mi łokcie spirytusem salicylowym (to bolało!) i przykleiła pokaźnych rozmiarów opatrunki, które wyjęła z apteczki wiszącej obok drzwi. No proszę, mieszkam w tym domu, a nawet nie wiedziałam, że jest tu apteczka.

Tylko co teraz? Utknęłam w domu z Iv i z dwoma nagimi chłopakami. Jak ja to wyjaśnię rodzicom? Mam nadzieję, że wrócą dopiero nad ranem.

– Eee, może chodźmy do salonu – powiedziałam. – Poczekajcie tam, a ja poszukam wam jakichś ubrań – dodałam po chwili, zostawiając Iv samą z Akim i Maksem.

Nie bardzo wiedziałam, co im przynieść. W żadną z moich rzeczy by się nie zmieścili. Stwierdziłam więc, że dam im stare podkoszulki taty i jakieś jego szorty. Po paru minutach zeszłam do salonu, gdzie panowała przeurocza atmosfera. Iv usiadła jak najdalej od chłopców. Żadne z nich się nie odzywało, a powietrze w pokoju było tak gęste, że można by je kroić nożem.

Gdy chłopcy się przebrali i wrócili do salonu, powiedziałam:

– Może jeszcze trochę poczekajcie. On może się czaić gdzieś tam, na zewnątrz.

– Eee, dobrze – zgodził się zakłopotany Max, siadając obok mnie.

Odruchowo się odsunęłam. Spojrzał na mnie ze smutkiem.

– Czy możesz mi powiedzieć, czemu poszłaś do lasu?

– Już mówiłam. Myślałam, że się w coś wpakowałeś. Sądziłam, że naprawdę jesteś w jakiejś sekcie. A po tym jak ze mną zerwałeś, jeszcze bardziej chciałam zrozumieć, o co tu chodzi! Musiałam zrozumieć, dlaczego.

– No tak – powiedział Max. – Ale prosiłem cię, żebyś już więcej za mną nie szła.

– No i nie szłam za tobą. Przypadkiem natrafiłam na wasz obóz w tym samym momencie, co ty. Nie złamałam więc danego słowa – dodałam.

Wiem, że to pokrętne tłumaczenie, ale w końcu prawdziwe, no nie?

– Dobra, nie kłóćcie się – niespodziewanie wtrącił się Aki.

– Przejdźmy do konkretów.

– Margo i… eee, jak się nazywasz? – Aki zwrócił się do Iv.

– Ivette – mruknęła cicho.

– No, więc Ivette. Nie wolno wam pisnąć nikomu ani słowa o tym, co dzisiaj zobaczyłyście. Nikomu albo…

– Nie groź im – przerwał mu Max.

– Nie sądzicie, że powinniście wyjaśnić nam, o co tu chodzi?

– spytałam.

– W zasadzie… – mruknął Aki.

– Cała tajemnica w tym, że potrafimy zamieniać się w wilki – powiedział Max, znowu mu przerywając.

– Ale dlaczego? – spytała Iv.

– Nie wiemy – stwierdził Aki. – Potrafimy to od urodzenia.

– Może to jest dziedziczne. Wasi rodzice też to potrafią?