Tak szybko, że Doug nie zdążył nawet podnieść ręki, Gordette lewą dłonią zacisnął mu usta i nos, poderwał brodę, a prawą przeciągnął nożem po gardle, głęboko, żeby przeciąć tętnice szyjne za uszami.
Krew trysnęła wysoko na ścianę, na zielony kombinezon i na twarz. Gordette zamrugał i skrzywił się. Ciało Douga zadrżało, szarpnęło się i znieruchomiało.
Z rękami unurzanymi we krwi, Gordette wyszedł z pokoju i ruszył pustymi korytarzami Bazy Księżycowej, mrocznymi w nocnym oświetleniu, w kierunku garażu i głównej śluzy.
Po raz pierwszy od czasów, gdy był małym chłopcem, miał łzy w oczach.
— Mój pierwszy pobyt na Księżycu zakończył się niezbyt przyjemnie — powiedział Kciji Inoguchi.
— So? — burknął Zimmerman obojętnie.
Inoguchi przewyższał go o głowę i miał pełną wdzięku szczupłą sylwetkę. Wydawało się, że nie chodzi, tylko sunie płynnie w powietrzu, jakby niska grawitacja nie miała na niego żadnego wpływu.
— Osiem lat temu pracowałem w Nippon Jeden — powiedział — ale gdy zostałem ranny w wypadku, odesłano mnie do Japonii. Miałem połamane żebra.
Zimmerman z roztargnieniem pokiwał głową. Z trzech inspektorów, którzy przylecieli statkiem ewakuacyjnym, tylko Inoguchi wiedział co nieco o nanotechnologii. Twierdził, że jest profesorem technologii budowy maszyn na uniwersytecie w (Cioto, ale zdaniem Zimmermana wyglądał za młodo na profesurą — chyba że w rzeczywistości zajmował się nową dziedziną, jeszcze nie zdominowaną przez starych wyjadaczy. Dziedziną taką jak nanotech-nologia.
Od czterech dni, od kiedy statek ewakuacyjny wylądował w Bazie Księżycowej, Inoguchi i pozostali dwaj inspektorzy ONZ metodycznie „zwiedzali” nanolaboratoria. Kris Cardenas osobiście oprowadzała wycieczkę, pokazując im wszystko — z wyjątkiem laboratorium Zimmermana.
Zimmerman nie miał zamiaru pozwolić, by ONZ-owscy szpicle wtykali nosy w jego sprawy. Ze słów Cardenas wynikało, że Inoguchi jest błyskotliwy, ciekawski, uprzejmy i zorientowany. Pozostali dwaj wyglądali na zdeklarowanych agentów wywiadu, z pięściami wielkimi jak bochny i twardymi oczami, węszący w poszukiwaniu nanotechnologicznej „broni”, bez cienia pojęcia, jak ona może wyglądać.
Nieuniknione nastąpiło późnym wieczorem czwartego dnia ich pobytu w Bazie. Cardenas zadzwoniła do Zimmermana zabarykadowanego w laboratorium i uprzedziła go o wizycie Inoguchiego. Samego.
Chwilę później Zimmerman usłyszał ciche pukanie. Mrucząc pod nosem, podszedł do drzwi, zdecydowany powiedzieć temu japońskiemu karierowiczowi, że ma zostawić sławnego profesora Zimmermana w spokoju, wynieść się w diabły i trzymać jak najdalej od laboratorium.
Inoguchi skłonił się głęboko, gdy tylko sławny profe?or Zimmerman rozsunął drzwi.
— Jestem Keiji Inoguchi z uniwersytetu w Kioto. — Wlepiał oczy we własne buty, jakby nie śmiał ich podnieść na gospodarza. — Wiem, że się narzucam, ale jestem zobowiązany prosić pana o zgodę na przeprowadzenie inspekcji laboratorium.
Zimmerman niechętnie machnął ręką, zapraszając go do środka.
— Spotkanie z panem jest dla mnie nadspodziewanym zaszczytem — mówił Inoguchi po angielsku z amerykańskim akcentem. Zimmerman pomyślał, że jego ton brzmi w miarę szczerze, choć twarz miał bez wyrazu i unikał kontaktu wzrokowego.
— Profesor Cardenas poinformowała mnie, że zna się pan na rzeczy — burknął opryskliwie. — Prowadzi pan badania nanotechnologiczne?
Inoguchi wahał się przez ułamek sekundy.
— Jak pan wie, profesorze, prawo tego zakazuje.
— Ja. Naturalnie.
Stali tuż za progiem. Zimmerman blokował gościowi wstęp do laboratorium. Poruszyli wiele tematów, od poziomu studentów po tępotę dziekanów, nie wspominając słowem o nanotechnologii. Mimo werbalnej potyczki albo może z jej powodu, Zimmerman stwierdził, że towarzystwo młodszego mężczyzny sprawia mu przyjemność.
— Jak długo pan tu pozostanie? — zapytał.
— Sam chciałbym wiedzieć — odparł Inoguchi tęsknie. — Nasz wyjazd do Bazy Księżycowej został zorganizowany w wielkim pośpiechu, a wobec trwającej blokady…
— Blokady?
— Sześć tygodni temu loty do Bazy Księżycowej zostały wstrzymane. Z pewnościąjest pan tego świadom.
— Aha, tak. Ja. Po prostu nie myślałem o tym jako o blokadzie.
Inoguchi ze smutkiem wzruszył ramionami.
— Przed startem poinformowano nas, że trwają rozmowy z Nippon Jeden dotyczące przerzucenia nas do Kopernika. Stamtąd moglibyśmy polecieć na Ziemię. Nie mam jednak pojęcia, czym się zakończą ani jak długo będziemy tu przebywać.
— Rozumiem.
— Jednakże jedno jest pewne. Nawet gdyby sto statków czekało w gotowości, żeby mnie zabrać do Kioto, nie odlecę przed rozejrzeniem się po pańskim laboratorium.
Zimmerman chrząknął.
— Może myśli pan, że produkuję nanomaszyny przeznaczone do unicestwienia Japonii?
Inoguchi uśmiechnął się szeroko.
— Nie, wcale nie. Ale ludzie z ONZ, którzy mnie tu przysłali, obawiają się, że może pan hodować nanożuki, które spowodują wybuch śmiercionośnej zarazy na całej Ziemi.
— Bzdura!
— Pan to wie i ja to wiem, ale ich wiedza jest zbyt ograniczona, by uśmierzyć lęk.
Zimmerman popatrzył z szacunkiem na młodszego mężczyznę.
— Bądźmy ze sobą szczerzy — powiedział. — Pokażę panu, nad czym pracuję, ale pan w zamian opowie mi o swojej pracy. Zgoda?
Inoguchi pokiwał głową.
— Niech będzie.
— Pańskie laboratorium jest finansowane przez Yamagata Industries, prawda?
— Mój cały wydział jest finansowany przez Yamagatę. Seigo Yamagata jest osobiście zainteresowany moją dziedziną.
— To znaczy?
— Nanotechnologią, rzecz jasna. Przecież pan wie.
Prowadząc go do stołu z mikroskopem i mikromanipulatorami, Zimmerman rzucił przez ramię:
— Żywiłem pewne podejrzenia.
Parę godzin później siedzieli na stołkach na końcu laboratorium, gdzie Zimmerman przechowywał kurczący się zapas importowanego piwa. Pokazał gościowi całe laboratorium, gratulując sobie w duchu, że zdołał wyprowadzić go w pole. Inoguchi nie miał podstaw, by sądzić, że jego ostatni projekt na związek z obroną Bazy przed atakiem sił pokojowych.
Zimmerman pociągnął długi łyk piwa z plastikowej zlewki, której używał jako kufla.
— Jeśli ta verdammt blokada potrwa dłużej — burknął — będę zmuszony pić sok owocowy.
Inoguchi nie skomentował.
— Wie pan, próbowaliśmy wytwarzać piwo przy pomocy nanomaszyn.
— I co?
Z niesmakiem kręcąc głową, Zimmerman wyznał:
— Smakowało jak siki.
— Pan Yamagata jest wielce zainteresowany terapeutycznymi zastosowaniami nanotechnologii — powiedział Japończyk, trzymając oburącz zlewką z piwem. — Szczególnie walką z rakiem.
— Soi Ile ma lat?
— Ledwie pięćdziesiąt, ale historia rodziny…
— PROFESORZE ZIMMERMAN, PROSZĘ NATYCHMIAST STAWIĆ SIĘ W IZBIE CHORYCH — ryknęło z głośnika na ścianie. — PROFESOR ZIMMERMAN JEST PROSZONY DO IZBY CHORYCH. NATYCHMIAST. NAGŁY WYPADEK.
Dzień czterdziesty drugi
Nawet nanomaszyny potrzebowały czasu, żeby zareagować.
Maszyny wielkości wirusów rojące się w krwiobiegu Douga wykryły nagły spadek ciśnienia i poważne zmiany chemiczne, mające na celu uaktywnienie naturalnych czynników odpowiedzialnych za proces krzepnięcia. Krew przez przeciętą tchawicę zalewała płuca.